Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 1 Liga
Niezwykle ciekawie zapowiadało się spotkanie pomiędzy zespołami Contry a Ukranian Vikings. Obydwie drużyny to ścisły top 1 ligi i ciężko było wskazać wyraźnego faworyta. Mecz od początku był bardzo intensywny, obydwie drużyny już od pierwszego gwizdka sędziego podkręciły tempo i ani na moment nie było przestojów w ich grze. Wynik otworzył w 7 minucie Oleh Dvoliatyk, który po akcji całego zespołu pokonał golkipera rywali. Odpowiedź gospodarzy była niemal natychmiastowa. Najpierw ich strzał został wyblokowany, ale po chwili piłkę dobił Dawid Biela. W kolejnych minutach rysowała się przewaga zawodników z Ukrainy i to oni najpierw za sprawą Andrija Dutchaka wyszli na prowadzenie, by po kilku kolejnych minutach prowadzić już 1:4. Gospodarze obudzili się dopiero w drugiej części pierwszej połowy i po okresie słabszej gry zdobyli bramkę na 2:4. Spotkanie chociaż było bardzo intensywne, to toczone w spokojnej i piłkarskiej atmosferze. Obie ekipy nie odstawiały nóg, ale w tej części meczu sędzia nie miał zbyt wiele do roboty. Jeszcze przed przerwą obie ekipy zdobywają po jednym trafieniu i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 3:5. W pierwszym kwadransie drugiej części działo się bardzo dużo. Bramki padały raz z jednej raz z drugiej strony, żadna z ekip nie potrafiła zatrzymać sił ofensywnych piłkarzy przeciwnika. Przy wyniku 4:7 goście podświadomie cofnęli się, by bronić korzystnego wyniku. Niestety taka taktyka jak się później okaże nie sprawdziła się, bo już chwilę później Damian Zalewski zdobywa swoją drugą bramkę i na tablicy wyników mamy 5:7. Contra wraz z kolejnymi minutami przeprowadzała coraz to groźniejsze ataki wiedząc, że wynik tego spotkania może decydować o mistrzostwie 1 ligi. W 42 minucie z gola ponownie cieszyli się gospodarze, tym razem bramkę kontaktową zdobywa Tomasz Zagórski. W końcówce przegrywający postawili wszystko na jedną kartę i za wszelką cenę chcieli doprowadzić do wyrównania. Taka taktyka ostatecznie przyniosła im sukces, bo na dwie minuty przed końcem spotkania Marcin Banasiak doprowadza do remisu 7:7. W końcówce Contra mogła jeszcze wygrać to spotkanie, ale zabrakło trochę szczęścia. Uczciwie trzeba przyznać, że wynik ten jest sprawiedliwy. Dodatkowo należy zwrócić uwagę, że pomimo dużej stawki oraz intensywności spotkanie było toczone w bardzo sportowej atmosferze. Remis ten spowodował, że jedni i drudzy z 20 punktami prowadzą w tabeli 1 ligi. Runda rewanżowa zapowiada się bardzo ciekawie, a o mistrzostwie mogą decydować głupio stracone punkty.
Skrajnie różne cele przyświecały zespołom Ognia Bielany oraz AnonyMMous!, jednak mieliśmy cichą nadzieję, że to spotkanie, z uwagi na bardzo duże doświadczenie gości, będzie w miarę wyrównane. Niestety, od samego początku było widać, że ekipa Maćka Miękiny jest w kryzysie, gdyż w kilku pierwszych minutach zespół z Bielan całkowicie zdominował przebieg wydarzeń na boisku. Pierwsze skrzypce grał nowy nabytek bielańskiego zespołu, czyli Kacper Kubiszer, który tylko w pierwszej połowie zanotował dwa trafienia oraz dwie asysty. Poza tym bramki strzelali także Szymon Lisiecki, Antoni Sidor i Marcin Staszyc, a do przerwy ekipa gospodarzy prowadziła aż 7:0 i było raczej jasne, że w tym meczu goście nie powalczą o żadne punkty. Po zmianie stron swoją strzelecką zabawę kontynuował Kacper Kubiszer, który był autorem trafień na 8:0 i 9:0. Szczególnie pierwsza z bramek strzelona w drugiej odsłonie była godna uwagi, a piękne trafienie w okienko bramki zanotowała nasza kamera Veo i na pewno tego gola zobaczycie wśród kandydatów do bramki kolejki. Tak wysoki wynik doprowadził do lekkiego rozluźnienia w szeregach gospodarzy i po raz pierwszy udało się gościom pokonać Szymona Świercza, a autorem gola był Marcin Wiktoruk. Nie zmieniło to jednak obrazu gry i to nadal Ogień Bielany dyktował warunki w tym starciu, jednak już z dużo mniejszym naciskiem na szczelność obrony. Ostatecznie Ogień Bielany rozgromił AnonyMMous! aż 15:5, a niesamowite linijki w tym meczu zanotowali Kacper Kubiszer, który zdobył sześć bramek i miał trzy asysty, a także Antoni Sidor, który do czterech bramek dołożył trzy kluczowe podania.
W zaległym meczu jesiennej kolejki 1.ligi Energia stanęła w szranki z FC Impuls UA. Pierwsza połowa to tak naprawdę piłkarskie szachy. Każda z ekip wolała pilnować swoich szyków obronnych i powoli konstruować swoje akcje. Jeżeli dochodziło już do możliwości strzału, to był on szybko blokowany przez defensywę przeciwnika. Dopiero pod koniec tej odsłony meczu goście trafili do bramki. Jevhen Pleksa zachował największą przytomność w polu karnym Energii i zdobył swoja pierwszą i jednocześnie jedyną bramkę w tym meczu. Do końca tej połowy wynik już się nie zmienił. Na drugą odsłonę obydwie ekipy wyszły mocno zmotywowane, jednak to goście trzymali kierownicę w dłoniach. Na 2-0 trafiał niezawodny Vladyslav Budz a na 3-0 Dmytro Stetsiuk. Prowadząc takim wynikiem ekipa Impulsu trochę zwolniła tempo rozgrywania swoich akcji, co było wodą na młyn drużyny Energii. Coraz bardziej rozpędzająca się ekipa gospodarzy zyskiwała optyczną przewagę. Efektem takiego rozwoju sytuacji była bramka na 1-3. Ihor Klocks ładnie podał "klepką" a Mykhailo Hejvych bez problemu wykończył akcję. Impuls podrażniony zaatakował mocniej, przez co bardziej się "otworzył" w obronie, z czego nie omieszkała skorzystać drużyna oponentów. Efektem była bramka kontaktowa. Podrażniona drużyna Impulsu UA nie mogła sobie pozwolić na więcej straconych bramek i zaatakowała jeszcze mocniej. Dzięki temu na 4-2 z rzutu wolnego trafił Yaroslav Kopylov i goście mogli trochę odetchnąć. Jednak Energia jest znana z tego, że nigdy nie odpuszcza i zawsze gra do końca. Tak też było i tym razem. Po jednej z akcji Zakharii Mor wyszedł sam na sam z bramkarzem gości i bez problemu wykorzystał nadarzającą się okazję. Mieliśmy wiec ponownie wynik na "styku". Jednak ostatnią bramkę tego meczu zdobyli zawodnicy FC Impuls UA. Na 5-3 trafił Bohdan Ivaniuk po sprytnym podaniu Yaroslava Kopylova. Ten mocno interesujący mecz zakończył się pozytywnie dla ekipy FC Impuls UA. Zwycięstwo to daje ekipie gości 3 miejsce i otwiera drogę do awansu do wyższej klasy rozgrywkowej. Energia natomiast znajduje się na 7 miejscu i musi się coraz mocniej pilnować, bo strefa spadkowa jest coraz bliżej.
Wiele się zadziało w ekipie MixAmatora w przerwie między rundami. Doszło tutaj do połączenia z Warsztatem Gepetto, w wyniku czego do kadry Michała Fijołka dopisanych zostało kilku ciekawych zawodników. Zastanawialiśmy się, czy ta mieszanka może się okazać wybuchową a pierwszym testem była konfrontacja z Graczami Gorszego Sortu. GGS był zdecydowanym faworytem w tej parze, choćby dlatego, że każdy punkt jest dla niego ważny w kontekście walki o podium. No i gdy już pierwszej akcji zrobiło się 1:0 dla Adriana Kanigowskiego i spółki, to mieliśmy same najgorsze przeczucia. Czyli takie, że zobaczymy tutaj jednostronną potyczkę. Ale MixAmator szybko postawił w tej kwestii weto. Naprawdę dobrze oglądało się ten zespół, bo chłopaki nie dali się zepchnąć do defensywy, grali odpowiedzialnie, mądrze i dotrzymywali kroku oponentom. Aż wreszcie wyrównali po rzucie karnym, skutecznie wyegzekwowanym przez Arka Kiblera. Ta połowa powinna się jednak zakończyć prowadzeniem GGS, lecz Mateusz Karpiński fantastycznie obronił kilka strzałów w jednej akcji. W drugiej połowie spotkanie wyglądało podobnie. Przewaga optyczna była po stronie graczy w biało-różowych koszulkach, jednak chłopaki nie potrafili wyrobić sobie przewagi bramkowej. Przy stanie 2:2 mieli jednak kilka naprawdę świetnych okazji, których nie wykorzystali, co spotkało się ze słodką zemstą przeciwników, którzy po golu Marka Mieszkowicza byli o kilka chwil od niespodzianki. Co więcej – tuż przed finałem sędzia podyktował dla nich rzut karny. Gdyby go wykorzystali, to nie byłoby tutaj czego zbierać a bohaterem koniecznie chciał zostać Mateusz Karpiński. I gdyby zdobył bramkę, takowym by się stal, tyle że fatalnie przestrzelił. To spotkało się ze srogą karą. W ostatniej akcji spotkania Łukasz Krówka dograł piłkę do Mateusza Grabowskiego a ten przy odrobinie szczęścia ustalił rezultat na 3:3. I chyba nie musimy tłumaczyć, że po obydwu stronach było spore rozczarowanie takim zakończeniem. Mimo wszystko brawa dla GGSu, że walczył do końca, bo mógł zostać z niczym. Ale nie możemy też nie pochwalić MixAmatora, który udowodnił, że fuzja z Warsztatem Gepetto to był dobry pomysł. I chociaż strata do bezpiecznych rejonów jest spora, to wydaje nam się, że celem Mixów będzie, aby jeszcze niejednemu faworytowi uprzykrzyć życie. Grając tak jak w niedzielę, spokojnie ich na to stać.
W zaległej kolejce rundy jesiennej Ligi Fanów Sirius podejmował ekipę Wilków. Obydwie drużyny prezentują naprawdę wysoki poziom, więc mogliśmy spodziewać się świetnego widowiska. I tak w istocie było. Pierwszy na listę strzelców wpisał się zawodnik gości. Yaroslav Vasenko ładnym podaniem w kontrze obsłużył Ilię Vasenkova i ten drugi bez problemu pokonał bramkarza rywali trafiając na 1-0. Na 2-0 podwyższył Yan Komarov po ładnym, prostopadłym podaniu od Marcina Rowińskiego. Jednak zawodnicy Siriusa nie mieli zamiaru w żaden sposób odpuścić czy też poddać się. Kilka minut po straconej drugiej bramce wyprowadzili dynamiczna kontrę i Ivan Gul trafił na 1-2. Podrażnieni takim obrotem spraw zawodnicy Wilków przycisnęli mocniej i chwilę później było już 3-1. Mecz walki trwał, ale wynik nie zmienił się już do końca pierwszej połowy. Na drugą odsłonę obydwie ekipy wyszły bardzo mocno zmotywowane. Wilki aby powiększyć swoją przewagę a Sirius aby dogonić uciekającego im przeciwnika. I to właśnie ekipa gospodarzy zdobyła ponownie bramkę kontaktową. Igor Pivovar został faulowany w polu karnym, arbiter pokazał na "wapno" i sam poszkodowany wykorzystał okazję, pokonując bezbronnego golkipera gości. Mieliśmy więc 3-2 na tablicy wyników i mecz na styku. Wilki co prawda prowadzili na "papierze", lecz na boisku to Sirius w tym momencie był ekipą minimalnie lepszą. Efektem takiego obrotu spraw była zdobyta bramka na 3-3. Ponownie Igor Pivovar trafił do siatki rywala po ładnym podaniu Valeriego Parshyna. Po straconym golu drużyna Wilków zaczęła bardzo mocno naciskać i w skutek tego 3 bramki zdobył MVP spotkania Yaroslav Vasenkov. Prowadząc 6-3 goście delikatnie zwolnili tempo rozgrywanych akcji, co było wodą na młyn ekipy Siriusa. Bramkarz gospodarzy Vitalii Toniuk długim wyrzutem uruchomił aktywnego Igora Pivovara a ten plasowanym strzałem pokonał bramkarza Wilków trafiając na 4-6. Jednak dzieła destrukcji w tym momencie dokonał zawodnik przeciwników. Yan Komarov po ładnej kontrze zdobył bramkę na 7-4 i chwilę później arbiter zakończył ten emocjonujący mecz. Przy takim wyniku drużyna Siriusa znalazła się w strefie spadkowej 1 ligi, natomiast Wilki plasują się na 4 miejscu ex aequo z FC Impuls UA.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)