Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 7 Liga
Spotkanie pomiędzy ADP Wolską Ferajną a FC Melange zapowiadało się na wyrównaną rywalizację, ale pierwsza połowa mocno zaskoczyła wszystkich obserwatorów. Mimo braku nominalnego napastnika – Łukasza Słowika – goście rozegrali tę część meczu niemal perfekcyjnie. Od samego początku narzucili wysokie tempo gry i bardzo szybko wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Gospodarze zdołali odpowiedzieć jednym trafieniem, jednak nie byli w stanie zatrzymać świetnie zorganizowanej ofensywy rywali. Do przerwy FC Melange prowadził aż 5:1.
Po zmianie stron ADP wyszło na boisko zdecydowanie bardziej zmotywowane. Sygnał do ataku dał Oskar Nieskórski, który imponował skutecznością i walecznością w ofensywie. Strzelił trzy gole i tchnął nowe życie w poczynania gospodarzy, niemal w pojedynkę odmieniając obraz gry. Mimo jego fantastycznej postawy, nie udało się jednak doprowadzić do wyrównania. FC Melange po przerwie skupiło się na defensywie i kontrolowaniu wyniku. Choć nie ustrzegli się kilku błędów, zdołali dowieźć cenne trzy punkty do końca spotkania. Mieli szansę na jeszcze wyższy rezultat, ale Łukasz Krysiak nie wykorzystał rzutu karnego. Na szczególne wyróżnienie zasłużył także Kamil Marciniak, który zdobył dwie kluczowe bramki.
Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 5:4 dla Melange – po świetnej pierwszej połowie i nerwowej końcówce, którą zdołali przetrwać.
Już w zapowiedziach przewidywaliśmy, że rozpędzona Saska będzie dla Watahy wyjątkowo trudnym przeciwnikiem. Gospodarze dodatkowo sami podnieśli sobie poprzeczkę, stawiając się na mecz w zaledwie sześciu zawodników. W obozie Saskiej natomiast panowała pełna mobilizacja – drużyna Korneliusza Troszczyńskiego była głodna zwycięstwa, a menadżer zadbał również o jakościowe wzmocnienie w postaci znanego z boisk Ligi Fanów Macieja Pyrki.
I trzeba przyznać – goście zagrali koncertowo. Po niespełna kwadransie prowadzili już 0:5, grając z luzem, finezją i pełną kontrolą. Maciej Pyrka już w pierwszej połowie dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i dorzucił asystę, a praktycznie każdy zawodnik zielonych miał swój udział w budowaniu wysokiego prowadzenia. Do przerwy wynik mówił wszystko – 0:8.
W pierwszej części spotkania Wataha była wyraźnie bezradna wobec świetnie dysponowanego rywala, jednak po zmianie stron gospodarze się ożywili. Stworzyli kilka groźnych ataków i w 32. minucie byli blisko gola honorowego – piłka jednak zatrzymała się na poprzeczce. Saska wciąż dominowała, choć po przerwie miała nieco więcej problemów z finalizacją akcji. Kilka razy pogubiła się w defensywie, ale świetna postawa bramkarza Leszka Gallewicza pozwoliła utrzymać czyste konto.
Goście zagrali jak za najlepszych lat. Nawet kapitan drużyny, Korneliusz Troszczyński, dorzucił hat-tricka do dorobku swojej drużyny. Choć na dogonienie Shot DJ raczej już nie ma szans, to w tej formie Saska Kępa może spokojnie celować w srebro 7. ligi.
W 14. kolejce 7. ligi Kresowia Warszawa zaprezentowała się z bardzo dobrej strony, pokonując Rodzinę Soprano aż 7:2. Już w pierwszej połowie gospodarze zbudowali solidną przewagę – do przerwy prowadzili 4:1 i nie oddali kontroli nad meczem aż do ostatniego gwizdka.
Kluczem do zwycięstwa okazała się znakomita skuteczność pod bramką rywali. Kresowia nie miała miażdżącej przewagi w posiadaniu piłki, ale świetnie wykorzystywała stworzone sytuacje. Nie mniej istotna była pewna gra w defensywie, której gwarantem był bramkarz Takunda Saidi – kilka jego interwencji mogło śmiało kandydować do miana parad kolejki. Rodzina Soprano miała swoje szanse, jednak zawiodła skuteczność. Największym rozczarowaniem okazał się Krzysztof Kulibski – mimo dwóch asyst, nie potrafił zamienić kilku dogodnych okazji na gole i jego wpływ na przebieg meczu był zdecydowanie poniżej oczekiwań.
Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Kresowia wciąż grała konsekwentnie i spokojnie budowała przewagę, ostatecznie kończąc spotkanie z efektownym wynikiem 7:2. Był to mecz, który idealnie podkreślił, jak duże znaczenie w piłce ma precyzja – gospodarze pokazali zimną krew pod bramką, goście zaś muszą szybko wyciągnąć wnioski.
Dzięki tej wygranej Kresowia umacnia swoją pozycję w środku stawki, a Rodzina Soprano – jeśli myśli o poprawie sytuacji w tabeli – nie może pozwolić sobie na więcej takich wpadek.
Mecz pomiędzy FC Dnipro United a Q-ICE Warszawa był jednym z ciekawszych wydarzeń ostatniego weekendu na obiektach AWF. Gospodarze, będący ostatnio w dobrej formie, liczyli na przedłużenie serii zwycięstw. Q-ICE z kolei to zespół grający w kratkę – nieprzewidywalny, ale potrafiący zaskoczyć.
I właśnie tak się rozpoczęło – od mocnego uderzenia gości. Dwie szybkie bramki Ihara Bakuna sprawiły, że to Q-ICE jako pierwsi objęli prowadzenie, kompletnie zaskakując Dnipro. Na odpowiedź jednak nie trzeba było długo czekać. Wtedy bowiem do głosu doszedł Vladyslav Budz – snajper Dnipro i jednocześnie zawodnik pierwszoligowego Impulsu – który błyskawicznie doprowadził do remisu, zdobywając dwie bramki. Wynik 2:2 utrzymał się do przerwy.
Po zmianie stron wydarzyła się rzecz kluczowa – Q-ICE jakby nie wróciło mentalnie na boisko. Gospodarze natomiast wrzucili wyższy bieg i zdominowali drugą część spotkania. Budz dołożył kolejne trafienia, prezentując pełnię swoich snajperskich umiejętności i bezdyskusyjnie zasługując na miano MVP meczu. Q-ICE próbowało jeszcze coś zdziałać, stwarzając sobie kilka okazji, ale zabrakło im skuteczności i chłodnej głowy pod bramką. Dnipro natomiast wykazało się większą dojrzałością, skutecznością i zasłużenie zgarnęło komplet punktów.
Dzięki temu zwycięstwu FC Dnipro United opuszcza strefę spadkową, zostawiając tam ekipę Q-ICE. Walka o utrzymanie w tej lidze nabiera tempa!
Choć starcia drużyn z przeciwnych biegunów tabeli zazwyczaj mają wyraźnego faworyta, futbol nie raz pokazywał, że nie ma tu nic pewnego. W meczu Sante – Shot DJ sensacji nie było, ale z przebiegu spotkania i samego wyniku jasno wynika, że o łatwym zwycięstwie nie mogło być mowy.
Lider 7. ligi szybko objął prowadzenie po przejęciu niecelnego podania przez Jeremiego Szymańskiego, który natychmiast wypuścił Michała Wasiaka. Ten nie dał szans bramkarzowi Sante, uderzając przy bliższym słupku. Mimo niekorzystnego wyniku, gospodarze nie panikowali – konsekwentnie budowali grę od tyłu, jakby czuli, że ich moment jeszcze nadejdzie. I rzeczywiście – po szybkiej kontrze i znakomitym zagraniu Krzysztofa Wiśniewskiego, Adam Lewandowski huknął nie do obrony. Shot DJ szybko jednak przypomniał, dlaczego przewodzi tabeli – ich technika i tempo gry zrobiły różnicę. Kolejne gole autorstwa Szymańskiego (dublet) i Bastiena Piaseckiego wyprowadziły gości na trzybramkowe prowadzenie. Tylko znakomita dyspozycja Wiśniewskiego między słupkami powstrzymała kolejne trafienia. Sante odpowiedziało po błędzie jednego z obrońców – piłkę przejął Tomasz Kawalec i zdołał wepchnąć ją do siatki. Do przerwy jednak wynik brzmiał 2:6 po trafieniach Olaka i ponownie Wasiaka (tym razem po dalekim wyrzucie z autu Giacomo Montiego).
Po zmianie stron gospodarze pokazali nieco bardziej finezyjne oblicze – szybkie, kombinacyjne akcje zakończyły się dwoma bramkami: Kozłowskiego i Kawalca. Przewaga Shot DJ zmniejszyła się do dwóch goli, a Wiśniewski jeszcze dwukrotnie ratował swój zespół. Mimo wszystko, worek z bramkami znów się otworzył – Maciej Wasiak zdobył dwie kolejne bramki, a Kawalec odpowiedział świetnym uderzeniem głową. Ostatnie minuty to już prawdziwa strzelanina: trafiali kolejno Piasecki, Olak, Kornacki, a także Piórkowski i Gawroński, ustalając wynik na 7:12 dla lidera.
To było widowisko przez duże W – pełne ofensywnego futbolu, efektownych bramek i walki do samego końca. Mimo porażki, Sante może być dumne z postawy, a Shot DJ – z kolejnych trzech punktów, które przybliżają ich do mistrzostwa.




Warszawa
Łódź






)
)
)
)
)
)
)
)
)
)