Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 7 Liga
Złączeni i Torpedo tym meczem chcieli poprawić sobie sytuację w ligowej tabeli i wydostać się ze strefy spadkowej. Spotkanie od mocnego uderzenia rozpoczęli gospodarze, którzy od 2 minuty objęli prowadzenie. Widać było, że ten mecz ma dużą wagę. Nie było wielkiego tempa, gra byłą zamknięta a oba zespoły próbowały wyszukać słabsze punkty swoich rywali. Torpedo przed upływem pierwszego kwadransa gry doprowadziło do wyrównania. Po szybkim rozegraniu piłki z autu bramkę zdobył Oleksandr Tovchyha. Chwilę później, popularnym w polskiej piłce centrostrzałem piłkę do bramki skierował Illia Shemanuiev, czym ustalił wynik w pierwszej połowie na 1:2. Druga połowa przebiegała już w pełni pod dyktando gości, którzy niemal nie dopuszczali swoich rywali pod własne pole bramkowe. Złączeni gdy już wychodzili z akcjami ofensywnymi, to zawsze brakowało dokładności w rozegraniu piłki, lub skuteczności w wykończeniu. FC Torpedo w drugiej połowie zdobyło jeszcze dwie bramki i wygrało 5-1. Dzięki temu poprawili swoją sytuację w tabeli, wydostając się ze strefy spadkowej. Natomiast Złączeni, jeśli chcą myśleć o ucieczce z zagrożonej strefy, muszą znacząco poprawić swoją grę, bo widmo spadku do niższej klasy rozgrywkowej zaczyna im coraz mocniej zaglądać w oczy.
Shot DJ po stracie punktów w ubiegłym tygodniu z Saską Kępą, przyjechał mocno zmotywowany na mecz z mającym na swoim koncie komplet punktów FC Melange. Poziom od samego początku był wysoki i nikogo nie może dziwić, że bramki zaczęliśmy oglądać już od pierwszej minuty, kiedy to Kamil Pietrzykowski wyprowadził drużynę z Bielan na prowadzenie. Utrata bramki podziałała na Shot DJ jak płachta na byka. W odstępie kilku minut goście zdobyli 3 bramki, poniekąd ustawiając sobie rywali. Na domiar złego, patrząc z perspektywy FC Melange, Michał Wasiak w jednej z akcji postanowił, że odda strzał życia, po którym podwyższył prowadzenie Shot DJ i sytuacja przegrywających była coraz mniej komfortowa. Obie ekipy zeszły na zasłużony odpoczynek przy stanie 1:4. Po zmianie stron FC Melange ruszył do odrabiania strat, jak zawsze w ataku brylował Łukasz Słowik, który nie miał łatwego życia z obrońcami rywali, ale gospodarzom udało się złapać kontakt z Shotem. Potem jednak zabrakło im sił w tym pościgu, bo od pewnego momentu bramki strzelał tylko zespół gości, a brylował w tym niezawodny Maksym Hluschenko, który rozegrał niemal perfekcyjne zawody i niewątpliwie było jego sporą zasługą, że Shot DJ w meczu na szczycie zgarnął upragnione 3 punkty.
Przed Kresowią Warszawa, która podejmowała Q-ice Warszawa w szóstej kolejce 7. ligi celem nadrzędnym było zgarnięcie kompletu punktów. Tabela była co prawda bardzo spłaszczona, ale to oni byli faworytem. Już od pierwszych minut spotkanie było rozgrywane w bardzo dynamicznym tempie. Szybko worek z bramkami otworzył samobój, autorstwa Mikulicha, który miał bardzo dużo pecha w tej sytuacji. Gospodarze błyskawicznie się otrząsnęli i wyszli po kilku zagraniach ofensywnych na 2:1. Co prawda niektóre akcje były trochę chaotyczne, ale co najważniejsze - finalnie padały bramki. Żadna z ekip nie dbała o jakość zagrań, tylko o skuteczność. Goście mieli wyraźne problemy, ponieważ oponenci zaczęli doskakiwać do nich w niemal każdej akcji. Wynik do przerwy na 3:1 ustanowił Kazakow, który odebrał piłkę bramkarzowi i strzelił z ok. 15 metrów do pustej bramki. Po zmianie stron goście grali w systemie 2-1-2, momentami gra była zbyt ostra i powodowała frustrację po obu stronach, ale koniec końców mecz był rozgrywany w atmosferze fair play, nawet jeśli jeden z graczy Q-ICE otrzymał żółty kartonik. Z każdą kolejną minutą Kresowia grała bardziej ofensywnie, jak również zespołowo i z dużą rotacją, dzięki czemu można było budować przewagę. Ostatecznie aż siedmiu piłkarzy tej ekipy strzeliło bramkę lub asystowało. Świetne zawody rozegrali Liashuk, Torayev, Tsetsema, czy Kazakow. Siłą Kresowii był zespół i nawet wygrana 10:1 wcale nie była zbyt wygórowana, bo mogło się skończyć wyżej. Goście mieli bardzo pozytywne momenty, po zmianie stron grali agresywniej i z większym pomysłem, ale co z tego, skoro w drugiej połowie nie byli w stanie zdobyć choćby jednej bramki...
Gospodarze w ostatnich tygodniach wyglądają naprawdę nieźle i idzie za tym imponująca passa zwycięstw. Czyniło ich to w naszych oczach faworytem w meczu z KK Wataha Warszawa, których forma jest jeszcze daleka od ideału. W pierwszych minutach to jednak Wataha zaskoczyła defensywę rywali i jako pierwsza wpakowali piłkę do siatki. Po strzelonym golu Miłosza Czarneckiego gra była bardzo wyrównana, oglądaliśmy dużo walki i próby kreowania sytuacji bramkowych z obu stron. Dopiero w 21 minucie nastąpiło przełamanie Rodziny Soprano i Girma Ramos najpierw doprowadził do wyrównania, a minutę później dał gospodarzom prowadzenie. Jeszcze przed gwizdkiem oznaczającym koniec pierwszej połowy, Rodzina Soprano dołożyła jedno trafienie i na przerwę zawodnicy schodzili z wynikiem 3:1.Po przerwie jako pierwsi zapunktowali gracze gospodarzy. Bramkarz Aleksander Grabowski świetnie dostrzegł dobrze ustawionego Yaraslaua Sycheuskiego, który podwyższył na 4:1. W 33 minucie arbiter przyznał rzut wolny drużynie Watahy, który Maciej Lulka celnym strzałem zamienił na gola. W dalszej części drugiej połowy jeszcze bardziej uaktywnił się Girma Ramos, który pracował na całej długości boiska, będąc prawdziwą zmorą dla rywala. Rodzina Soprano zapewniła sobie kilkubramkową przewagę i ekipa gości nie zdołała zbliżyć się na tyle, żeby odmienić losy meczu. Gospodarze zgarniają kolejny komplet punktów, który pozwolił im zasiąść po 6 kolejce na fotelu lidera. Natomiast KK Wataha Warszawa spada na 5 lokatę i musi szybko ustabilizować swoją formę, ponieważ czołówka zaczyna jej coraz bardziej odjeżdżać.
Jak na ekipy z dolnej części tabeli był to wyjątkowo wyrównany i zacięty mecz. Saska Kępa musiała wygrać, aby wydostać się ze strefy spadkowej i początkowo plan ten zaczęła realizować całkiem solidnie, bo w 5 minucie po podaniu Marcina Nowaka wynik otworzył Sebastian Sitek. Minutę później oglądaliśmy podwójną karę, bo Mateusz Nejman i Adam Zgórzak wdarli się w słowną potyczkę, niemającą nic wspólnego z futbolem. Grając o jednego mniej Saska znów strzeliła gola. Tyle że... samobójczego. Po zakończeniu kary gospodarze ponownie zaczęli napierać na bramkę Wiktora Stankowskiego i tym razem za faul taktyczny został wykartkowany Damian Nieskórski. Goście długo opierali się przewadze przeciwnika, ale w samej końcówce kary gola zdobył Michał Morycz i Saska wyszła na prowadzenie. Do końca pierwszej połowy obie ekipy zapunktowały jeszcze po razie. W 17 minucie kapitalnym strzałem z dystansu popisał się Adam Zgórzak, a ADP odpowiedziało golem Damiana Kucharczyka i pierwsza połowa skończyła się skromnym prowadzeniem Saskiej 3:2. Po zmianie stron pierwsza uderzyła Wolska Ferajna, a Mateusz Nejman obił słupek. Długo czekaliśmy na kolejne trafienie, aż w 35 minucie Artur Zawadziński trafił na 4:2. W ekipie gości panowała niezbyt dobra atmosfera i długo nie mogli oni znaleźć wzajemnego porozumienia. Dopiero w 45 minucie Damian Nieskórski przełamał niemoc strzelecką swojego zespołu i w końcówce Ferajna wyraźnie podkręciła tempo. Minutę później mógł być remis, ale w 100% okazji Damian Kucharczyk trafił jedynie w słupek. Naprawdę niewiele zabrakło, aby goście dogonili wynik, bo walczyli do samego końca, ale czas się wyczerpał i to Saska Kępa zgarnęła punkty na miarę wydostania się ze strefy spadkowej.




Warszawa
Łódź






)
)
)
)
)
)
)
)
)
)