reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
11:00

Spotkanie rozpoczęło się w rytmach brazylijskiej muzyki, dostarczonej przez kibiców zespołu Furduncio Brasil F.C. Choć faworytem wydawała się ekipa Tylko Zwycięstwo, rzeczywistość na boisku potoczyła się inaczej. Już w 3. minucie Douglas Mesquita wyprowadził Furduncio na prowadzenie. Rywale szybko odpowiedzieli, ale niestety dla nich było to jedyne trafienie w tym meczu. Oczywiście można mówić o pechu, ale bardziej prawdopodobne, że to problemy kadrowe miały kluczowe znaczenie – zespół musiał nawet pożyczyć bramkarza z innej drużyny. Wynik 1:1 utrzymywał się przez dłuższy czas, a oba zespoły solidnie się broniły. Z czasem jednak brak szerokiej kadry dawał się we znaki gospodarzom, którzy stracili kolejną bramkę – tym razem za sprawą Rafaela Andrade. Zespół z Brazylii nie zawiódł swoich fanów, którzy na trybunach stworzyli świetną atmosferę. Tylko Zwycięstwo próbowało się bronić, ale brakowało im sił, co wykorzystali rywale, schodząc na przerwę z trzybramkową przewagą. Druga połowa nie przyniosła poprawy dla zespołu Tylko Zwycięstwo – mimo prób, nie zdołali pokonać bramkarza przeciwników. Brazylijczycy dołożyli kolejne trafienia, a jednym z nich był spektakularny lob z połowy boiska w wykonaniu Rafaela Andrade, który bez wątpienia był najlepszym zawodnikiem swojej drużyny. Mecz zakończył się wynikiem 1:6 dla skreślanych przed meczem gości, którzy zdominowali to spotkanie. Tylko Zwycięstwo walczyło dzielnie, ale problemy kadrowe i zmęczenie dały o sobie znać. Sytuacja w tabeli szóstej ligi nabiera emocji, a każde kolejne spotkanie może wprowadzić jeszcze większe przetasowania.

2
16:00

W 6 lidze nie ma już zespołów z kompletem punktów, dzięki czemu liga robi się coraz ciekawsza. W niedzielne popołudnie FC Popalone Styki podejmowali mocno osłabiony zespół Green Lantern. W roli faworyta większość obserwatorów naszej ligi upatrywało gospodarzy. Wieczorne zawody rozpoczęły się od huraganowych ataków graczy Kamila Paszka i spółki, którzy już po kilku minutach prowadzili 2:0. Spotkanie rozgrywane było na bardzo dużej intensywności, oba zespoły sporo biegały, dzięki czemu zawodnicy często zmieniali swoje nominalne pozycje. W tej odsłonie zawodnicy Green Lantern nie mieli wiele do powiedzenia, starali się atakować, jednak każde ich ofensywne zapędy były szybko rozbijane przez dobrze funkcjonującą obronę rywala. Gościom jeszcze przed przerwą udało się zdobyć kolejną bramkę, dzięki czemu na pauzę schodziliśmy przy wyniku 3:0. Druga połowa miała podobny przebieg co pierwsza. Swoje warunki błyskawicznie narzucili gospodarze, jednak o dziwo pierwsi strzelanie w tej odsłonie zafundowali nam reprezentanci Zielonej Latarni. Podanie Patryka Podgórskiego wykorzystał Łukasz Potyraj. W kolejnych minutach gospodarze kontynuowali swoją ofensywną grę, lecz tym razem byli bardziej skuteczni i już po kilku minutach było 4:1, a potem 5:1. Popalone Styki na tle rywali prezentowali bardzo dobry i widowiskowy futbol. Goście przebudzili się tylko na chwilkę, kiedy to Sebastian Świparski otrzymał podanie od wracającego po kontuzji Mikołaja Wysockiego i pewnie pokonał bramkarza. Taki obrót spraw jeszcze bardziej zmotywował gospodarzy, którzy przed końcem meczu dorzucili dwa kolejne trafienia. Przy wyniku 7:2, kiedy sędzia miał zagwizdać po raz ostatni, zawodnicy Green Lantern strzelili jeszcze jedną bramkę i mecz zakończył się rezultatem 7:3. Trzeba przyznać, że jest to zdecydowanie zasłużone zwycięstwo ekipy Krzysztofa Grabowskiego, który z powodu kontuzji ręki, tym razem wystąpił w roli obrońcy. Wygrana w pięknym stylu pokazuje, że FC Popalone Styki w tym sezonie mogą się liczyć w walce o najwyższe cele. 

3
16:00

Starcia młodości z doświadczeniem zawsze niosą za sobą interesujące pojedynki. Zespół Na2Nożkę pojawił się na boisku z liczną grupą kibiców i zawodników, podczas gdy Oldboys Derby nie przyjechali w tak szerokim składzie, ale zdecydowanie nie brakowało im charakteru i woli walki. Pokazali to już w 6 minucie, kiedy Jacek Pryjomski otworzył wynik meczu po składnej akcji. Pierwsza połowa była jednak spokojna, a obie ekipy miały problem ze skutecznością. Dopiero w końcówce goście odwrócili losy spotkania, zdobywając dwie bramki i kończąc połowę z wynikiem 2:1 na swoją korzyść. Drugi akt rozpoczął się zdecydowanie bardziej dynamicznie, a Oldboys Derby nie zdołali utrzymać tempa z pierwszej części. Już w 1 minucie po przerwie Kacper Bera strzelił bramkę, a chwilę później Mateusz Rosłanowski dołożył kolejne trafienie, podwyższając prowadzenie N2N. Gospodarze jednak nie odpuścili i Jacek Pryjomski po raz kolejny pokazał swoje umiejętności, zdobywając pięknego gola z rzutu wolnego. Nie zmieniło to jednak biegu spotkania, a rywale zaczęli jeszcze bardziej podkręcać tempo, wykorzystując zmęczenie starszych kolegów z drużyny przeciwnej. Ta połowa przyniosła nam aż dziewięć bramek, znacznie przewyższając wynik z pierwszej części. Tym razem to młodzież zdominowała boisko, kończąc mecz z rezultatem 3:9, co może być dla wielu zaskakujące, zwłaszcza po wyrównanej pierwszej połowie. Jesteśmy jednak przekonani, że Oldboys Derby nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa i z pewnością będą walczyć w kolejnych meczach o każdy ligowy punkt.

4
19:30

After Wola szybko otrząsnęła się po remisie na inaugurację z Popalonymi Stykami i w kolejnym meczu ograła Green Lantern. Wielki wpływ na ten sukces miał Patryk Abbassi, jednak tego gracza zabrakło w niedzielę. Nie było też lidera Virtualnych, czyli Szymona Kolasy i w tych okolicznościach mogliśmy się przekonać, która ekipa poradzi sobie lepiej bez swojego kluczowego gracza. Początkowo trudno było jednoznacznie wskazać, komu uda się ta sztuka. Mecz był wyrównany, prowadzony w dość szybkim tempie i tak naprawdę obydwie ekipy stworzyły sobie okoliczności do otwarcia wyniku. W końcu to After Wola dopięła swego, a gola po kontrze zanotował Radek Żukowski. Virtualni nie dawali za wygraną, ale jasnym było, że nieobecność Szymona Kolasy wpłynie na ich możliwości ofensywne. Co gorsze – rywale poczęstowali ich kolejnym golem. Tym razem Jerzego Modzelewskiego zaskakującym strzałem z ostrego kąta zaskoczył Paweł Korycki i było 2:0. Taki rezultat ostał się do końca premierowej odsłony i trudno było zakładać, że gracze Marka Giełczewskiego coś jeszcze tutaj wskórają. A jeżeli ktoś miał co do tego wątpliwości, to zostały ona natychmiast rozwiane. Wystarczyło kilka chwil drugiej połowy, miejscowi zanotowali trzy trafienia z rzędu i było jasne, że nie dadzą sobie zrobić tutaj krzywdy. Przegrywających stać było tylko na trafienie honorowe Michała Płotnickiego, który dwoił się i troił, ale w pojedynkę niewiele był w stanie zrobić. Wynik 9:1 jest miażdżący dla przegranych, ale to nie jest tak, że Virtualni są tak słabi. Dość wąska kadra i brak czołowego zawodnika zrobiły swoje. Jesteśmy jednak przekonani, że gdy na wiosnę dojdzie do rewanżu, to będzie to zupełnie inne spotkanie. Aczkolwiek niewykluczone, że znów wygra After Wola, bo potencjał tej ekipy jest ogromny i co kolejka będzie się o tym przekonywała inna drużyna.

5
22:00
( 0 : 0 )
1 : 1
Raport

W ostatniej serii gier w ramach 3 kolejki zespół Warsaw Gunners FC podejmował Inferno Team II. Ekipa Igora Patkowskiego, z pewnością podrażniona ostatnimi dwoma porażkami, była niezwykle zmotywowana, aby zaznać smaku zwycięstwa. Mecz pokazał, że nie będzie to łatwe zadanie. Cały obraz pierwszej połowy można opisać jednym słowem - nieskuteczność. Zarówno Gunnersi, jak i gracze Inferno mieli swoje okazje na zdobycie gola, lecz ich nie wykorzystywali. Ogólny obraz spotkania był niezwykle równy i zacięty, a wynik 0:0 powodował, że mogliśmy się spodziewać kolejnych 25 minut, w których obie drużyny przestaną kalkulować i ruszą do ataku. Tak też się stało, wynik został otwarty przez graczy gospodarzy, lecz autorem gola nie był nikt z ich szeregów. Pechowo to gracz Inferno odbił piłkę w taki sposób, że nie dał szans swojemu bramkarzowi na skuteczną interwencję. W podopiecznych Igora Patkowskiego widać było sportową złość. Chłopaki zabrali się za odrabianie strat i gola dającego remis dał Jeremi Szymański, przez co oba zespoły były zmuszone podzielić się punktami.

Reklama