Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 6 Liga
Już na starcie 6 ligi dostaliśmy solidne widowisko w postaci starcia Furduncio z Na2Nóżkę. W zapowiedziach lekko faworyzowaliśmy Brazylijczyków, ale ostatecznie okazało się, że to goście mieli lepszy pomysł na ten mecz. Początek spotkania zdecydowanie należał do gospodarzy, którzy nadali tempo i już w 5 minucie strzałem z ostrego kąta wynik otworzył Ismiley Maia. Canarinhos oblegali bramkę Aleksandra Sordyla, ale golkiper N2N wywiązywał się ze swoich obowiązków wzorowo i popisał się kilkoma świetnymi interwencjami. Brazylijczycy napierali, lecz zepchnięte do obrony Na2Nóżkę odgryzało się kontratakami i robiło to bardzo skutecznie. W 10 minucie wyrównał Maciej Samoraj, a trzy minuty później goście wyszli na prowadzenie po książkowej akcji wykończonej przez Mateusza Gąsiorowskiego. W 22 minucie żółtym kartonikiem został ukarany Hugo Chiaradia, a z rzutu wolnego piłkę do siatki zapakował Mateusz Gąsiorowski i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:3. Początek drugiej przypominał nieco pierwsze minuty meczu – gospodarze napierali w ataku, ale tym razem Aleksander Sordyl długo nie dawał się oszukać. W 28 minucie golkiper Furduncio Bruno Martins oddał strzał z dystansu, ale skończyło się obiciem poprzeczki. Za to minutę później Kacper Bera zdobył gola na 1:4 i sytuacja gości robiła się coraz bardziej komfortowa. Gospodarze atakowali, lecz wyraźnie brakowało dobrego wykończenia. W końcu w 36 minucie niemoc strzelecką przełamał Diego Caballero, a trzy minuty później zrobiło się ciekawie, bo sprytnie wykonany rzut wolny Ismiley Maia zamienił na gola i nagle było 3:4. Brazylijczycy wyraźnie podkręcili tempo i szukali gola wyrównującego, ale wciąż musieli pozostawać czujni w obronie. Chwila nieuwagi poskutkowała żółtym kartonikiem i Canarinhos musieli kończyć mecz w osłabieniu. Goście wykorzystali przewagę, a Sebastian Roguski postawił kropkę nad i w ostatniej akcji meczu. Tym samym Na2Nóżkę zdobyło swoje pierwsze punkty w nowym sezonie.
Popalone Styki do samego końca biły się z myślami, czy przystąpić do rozgrywek w nowym sezonie. Ostatecznie chłopakom udało się zebrać, co ocenialiśmy pozytywnie, bo to charakterna drużyna, która nie ma może w składzie wielkich nazwisk, ale potrafi grać kompaktowo i wybijać przeciwnika z uderzenia. Trudno było sobie jednak wyobrazić, że te czynniki mogą wystarczyć na After Wolę. Zespół opromieniony srebrem w Lidze Letniej, chociaż akurat w niedzielę brakowało jednego z głównych architektów tego sukcesu, czyli Patryka Abbassiego. Mimo wszystko skład na papierze tej ekipy wydawał się wystarczający, by odnieść tutaj dość spokojne zwycięstwo. Sam mecz przebiegał tak, jak można sobie wyobrazić. Faworyci mieli przewagę, kreowali okazje, ale brakowało im skuteczności. Styki atakowały rzadziej, a na domiar złego kontuzji nabawił się Filip Targowski. No i gdy w końcu Daniel Guba otworzył wynik z perspektywy After Woli, myśleliśmy, że to początek końca Styków. Inne zdanie w tym temacie miał Kornel Popow. Wiemy, że ten zawodnik potrafi uderzyć z dystansu i właśnie po jednym z takich strzałów, ustalił wynik do przerwy na 1:1. Druga połowa niewiele różniła się od pierwszej. Z tą różnicą, że więcej niż akcji podbramkowych, było krzyków, słownych utarczek i ogólnie w powietrzu dało się wyczuć, że atmosfera jest gęsta. After Wola atakowała, ale albo nie potrafiła złamać defensywy rywali, albo wciąż szwankował celownik. Choćby u Adriana Giski, któremu nie wolno odmówić chęci i ambicji, tylko co z tego, skoro nic nie chciało mu wpaść. Popaleni byli więc coraz bliżej sukcesu, a w 49 minucie uśmiechnęło się do nich szczęście, gdy w poprzeczkę ich bramki trafił Hubert Cichocki. Za chwilę wybrzmiał ostatni gwizdek i Styki mogły sobie pogratulować dobrze wykonanej roboty. To był taki zespół, jaki znamy i oby tylko kontuzja kostki Kamila Paszka nie okazała się poważna, bo to ważne ogniwo tej drużyny. Gracze z Woli mogą z kolei mówić o sporym niedosycie, ale to dopiero początek sezonu, dlatego nie ma co tego remisu rozpamiętywać, tylko trzeba już spoglądać w przód.
W zeszłą niedzielę drużyna Inferno Team II podejmowała na poziomie 6 ligi pierwszy zespół Oldboys Derby. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli goście. Niedługo po rozpoczęciu spotkania piłkę do siatki wpakował Krzysztof Mamiński, który wykorzystał precyzyjne podanie Miłosza Suchty. Niedługo później wynik podwyższył Ihar Bakun, znany między innymi z występów w drużynie FK Almaz. Przy stanie 0:2 drużyna gospodarzy wzięła się w garść i zaczęła odrabiać straty. Swoje bramki zdobyli Szymański i Gutowski. Od tego momentu mecz zaczął się robić coraz ciekawszy, ponieważ drużyny zdobywały gole regularnie, nie pozwalając znacząco odskoczyć swojemu przeciwnikowi. Wynik do przerwy wyniósł 5:4 dla Inferno II. Druga połowa była już znacznie spokojniejsza. Obie ekipy bardziej szanowały piłkę i spokojniej rozgrywały spotkanie. Na nieznacznie wyższym poziomie stały jednak akcje Oldboyów, którzy zdobywając dwie bramki z rzędu wyszli na prowadzenie. Inferno jednak szybko się otrząsnęło i doprowadziło do wyrównania. Końcowe minuty spotkania to istny rollercoaster emocji, ponieważ jedni i drudzy próbowali wyszarpać zwycięstwo. Kilka sekund przed końcem, w ostatniej akcji meczu podanie na pustą bramkę od swojego kolegi wykorzystał świetny tego dnia Marcin Wiktoruk, który przypieczętował zwycięstwo Oldboyów nad silnym rywalem, jakim z pewnością jest Inferno Team II.
Virtualne N musiało sobie radzić w meczu z Green Lantern bez Szymona Kolasy, co powodowało, że to rywale byli dość zdecydowanym faworytem w tej parze. Początek spotkania zdecydowanie dla gości, którzy szybko objęli prowadzenie i wydawało się, że będą tutaj dyktować warunki. Gdy padła bramka na 0:2 widać było na twarzach graczy w zielonych trykotach trochę niepewności. Jednak stopniowo ich postawa stawała się coraz lepsza i efektem tego była bramka kontaktowa. Green Lantern jednak szybko podwyższyło wynik i z perspektywy boiska miało pod kontrolą to spotkanie. Tuż przed przerwą podopieczni Marka Giełczewskiego ponownie złapali kontakt. Wynik 2:3 utrzymał się do końca premierowej odsłony, przez co druga połowa zapowiadała się niezwykle emocjonująco. Nie wiemy co się stało w przerwie, ale mieliśmy wrażenie, że prowadzący chyba poczuli się za pewnie. Virtualne N szybko wyrównało i napędzone dobrą grą w ofensywie Michała Płotnickiego, momentalnie odskoczyło z wynikiem. Tak naprawdę, to wszyscy Virtualni wyglądali znakomicie. Gracze defensywni, jak i ofensywni współpracowali ze sobą perfekcyjnie. Kolejne trafienia podłamały gości, którzy zagrali bez zęba, a przecież pamiętamy, że ekipa Janka Wysockiego zawsze słynęła z waleczności i zadziorności na boisku. Przy stanie 8:3 wkradło się rozluźnienie w szeregach gospodarzy i Green Lantern mogło zmniejszyć rozmiary porażki. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 9:6 i to Virtualni mogli się cieszyć z kompletu punktów.
Nowy sezon ligowych zmagań zespół Arka Trwogi rozpoczął od spotkania z mającym spore doświadczenie zespołem Tylko Zwycięstwo. Już przed rozpoczęciem meczu wiadomym było, że obydwie drużyny nie odpuszczą nawet centymetra boiska i będą walczyć o pełną zdobycz punktową, żeby z przytupem wejść w świeżo rozpoczynające się zmagania ligowe. Nasze przypuszczenia szybko zaczęły się spełniać. Tylko Zwycięstwo błyskawicznie wyszło na prowadzenie, ale to tylko dodatkowo zmotywowało Arka Trwogę i kolegów, którzy zaczęli dochodzić do swoich sytuacji strzeleckich. Po wymianie ciosów oraz goli, to zespół gości zdołał odskoczyć na kilkubramkowe prowadzenie, kończąc pierwszą połowę w stosunku 6:3. W drugiej odsłonie Warsaw Gunners wzmocnione dodatkowo Janem Jabłońskim rzuciło się do odrabiania strat, krótko po wznowieniu meczu to właśnie Janek zdobył swoją pierwszą bramkę w tym sezonie. Tylko Zwycięstwo znów zaczęło dochodzić do głosu i sprawiało wrażenie, że wygrana im się po prostu należy, a Andrzej Morawski dwoił się i troił, by tak się stało. Goście znów odskoczyli rywalom na kilka trafień, i mimo zrywu w końcówce zespołowi sympatyzującemu z Arsenalem Londyn nie udało już się dogonić rywali i Tylko Zwycięstwo wygrało inauguracyjne spotkanie w rozmiarze 8:6.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)