Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Spotkanie lidera z zamykającą tabelę Contrą otworzyło 12. kolejkę Ekstraklasy. Gospodarze stawili się na mecz w zaledwie sześciu, ale rywale również nie dysponowali szeroką ławką. Mecz lepiej rozpoczęli Gladiatorzy, którzy już po kilku minutach prowadzili 3:0. Gospodarze nie odpuszczali i tworzyli kolejne groźne sytuacje. Pecha miał Wojtek Osobiński, który dwukrotnie wpakował piłkę do własnej siatki, próbując przeciąć strzały rywali. Przy stanie 5:0 Contra zaczęła wyglądać lepiej i złapała nieco rytmu. Ten lepszy fragment przełożył się na dwa gole, które dały im nadzieję i do przerwy było 5:2.
Po zmianie stron oglądaliśmy otwarte spotkanie z dużą liczbą bramek po obu stronach. Gladiatorzy, mając wynik pod kontrolą, nie zawsze byli odpowiednio skoncentrowani w defensywie, co skrzętnie wykorzystywała drużyna Michała Raciborskiego. Swój udział w bramkach mieli także bramkarze – zarówno z trafieniami, jak i asystami. W ofensywie po stronie gospodarzy wyróżniał się Tomasz Pietrzak, który był bezlitosny pod bramką i wykręcił bardzo dobre liczby. Ostatecznie mecz zakończył się wysokim wynikiem 15:7, co i tak można uznać za najniższy możliwy wymiar kary.
Gladiatorzy dopisują kolejne trzy punkty i na świąteczną przerwę udają się w bardzo dobrych nastrojach. Contra, mimo ambitnej gry, nadal pozostaje bez punktów i musi jeszcze poczekać na przełamanie w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Ogień Bielany rozpoczął to spotkanie z dużym impetem. Już od pierwszych minut narzucili swoje tempo i szybko zaczęli przekładać to na wynik. Po zaledwie dziesięciu minutach prowadzili już 3:0, a pierwszego gola zdobył Szymon Lisiecki, który popisał się pięknym uderzeniem z dystansu.
Ogień prezentował się jako dobrze zorganizowany zespół, który miał jasny pomysł na grę. Piłka krążyła płynnie, a kolejne ataki były konkretne i groźne. Z kolei Alpan wyglądał na zagubiony – długo nie potrafił wyjść z własnej połowy i miał problem ze złapaniem rytmu. Dopiero w końcówce pierwszej połowy udało im się odpowiedzieć – najpierw trafił Bartek Męczkowski, a chwilę później gola dołożył Mateusz Izbicki. Alpan wrócił do gry, choć to Ogień schodził na przerwę z zasłużonym prowadzeniem.
Po zmianie stron obraz gry uległ zmianie. Alpan wszedł na boisko z nową energią i szybko udowodnił, że nie zamierza rezygnować z walki o punkty. Kolejne trafienie zaliczył Izbicki, a po nim bramki dołożyli jego koledzy i nagle zrobiło się 6:5. Mecz, który wydawał się formalnością dla Ognia, zmienił się w otwartą rywalizację. Przez chwilę gospodarze wyglądali na wytrąconych z równowagi, ale w kluczowym momencie do gry wrócili liderzy zespołu. Kacper Cetlin wziął na siebie odpowiedzialność, uspokoił grę, a następnie przyspieszył w odpowiednich momentach i uruchomił kolegów.
W końcówce Ogień ponownie przejął kontrolę nad spotkaniem. Nie tylko odbudował przewagę, ale ją powiększył, wykorzystując zmęczenie przeciwnika i coraz większe luki w jego defensywie. Ostatecznie wygrał 11:7.
Drużyna Explo Team rozpoczęła rundę wiosenną z dużym przytupem. Na początek wygrana w prestiżowym Pucharze Fanów, a następnie seria meczów bez porażki w lidze – w tym remis z EXC mobile Ochota. Taka forma zapowiadała, że celem zespołu będzie utrzymanie się w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Tur Ochota przystępował do spotkania w zupełnie innym nastroju – odpadnięcie w 1/16 finału Pucharu Fanów i tylko trzy zdobyte punkty po dwóch kolejkach nie napawały optymizmem. Szybko jednak okazało się, że goście przyjechali w solidnie zmienionym składzie i zapowiadało się na ciekawe widowisko.
Jako pierwsi na prowadzenie wyszli gospodarze – Oskar Górecki otworzył wynik spotkania po indywidualnej akcji. Tur odpowiedział błyskawicznie – po akcji Salamona i Polakowskiego, ten drugi doprowadził do wyrównania. Explo miało optyczną przewagę, ale długo nie potrafiło jej wykorzystać. Dopiero po akcji Daniela Klebera, Piotr Balsam zdobył bramkę na 2:1. Goście znów odpowiedzieli szybko – wyrównali po świetnie rozegranym rzucie rożnym. W końcówce pierwszej połowy gra się wyrównała, ale Explo było skuteczniejsze. Świetnie dysponowany Górecki wypatrzył w polu karnym Łukasza Malczewskiego, który pewnym strzałem ustalił wynik pierwszej połowy na 3:2.
Po zmianie stron mecz nadal był wyrównany. Gospodarze kontrolowali grę, nie forsowali tempa, rozgrywali piłkę cierpliwie. Tur próbował odwrócić losy meczu, ale obecna kadra to już nie ta jakość, którą zespół z Ochoty prezentował w poprzednich sezonach. W 37. minucie Górecki ponownie wpisał się na listę strzelców, podwyższając na 4:2. W końcówce Tur zagrał z lotnym bramkarzem – w tej roli Rafał Polakowski – i udało się zdobyć gola kontaktowego. Na więcej jednak nie starczyło czasu.
Explo Team wygrało 4:3, zachowując miano niepokonanych w rundzie wiosennej. Tur Ochota poniósł kolejną porażkę i musi jak najszybciej wyciągnąć wnioski – bo dolna część tabeli zaczyna być coraz bardziej realnym zagrożeniem.
Spodziewaliśmy się niezwykle zaciętego meczu pomiędzy EXC mobile Ochota a Otamanami i trzeba przyznać, że to spotkanie nie tylko trzymało w napięciu, ale było znakomitą wizytówką Ligi Fanów. Obie drużyny od pierwszych minut nastawione były na zwycięstwo, a poziom sportowy w pełni spełnił oczekiwania wszystkich oglądających.
Pierwsza połowa rozegrana została w bardzo szybkim tempie i nie dała jednoznacznej odpowiedzi, kto był bliżej wygranej. Oba zespoły stworzyły wiele sytuacji, a do przerwy oglądaliśmy po trzy trafienia z każdej strony. Strzelanie rozpoczęły Otamany, ale gospodarze szybko odpowiedzieli, a po znakomitej akcji Janka Grzybowskiego wyszli na prowadzenie. Goście doprowadzili do wyrównania, a od stanu 2:2 obie ekipy miały swoje okazje. Prowadzenie EXC dała niefortunna interwencja jednego z obrońców Otamanów, jednak jeszcze przed przerwą Damian Warmiak doprowadził do remisu 3:3.
Po zmianie stron mocniej weszli w grę zawodnicy Sebastiana Dąbrowskiego. Trzy szybkie bramki sprawiły, że EXC Mobile Ochota prowadziła 6:3 i wydawało się, że może zdominować końcówkę spotkania. Tymczasem od tego momentu gospodarze całkowicie oddali inicjatywę. Otamany zaczęły krok po kroku odrabiać straty, a przy stanie 6:5 EXC długo utrzymywało się przy piłce, czekając na błąd rywali. Ci jednak zachowali spokój i po kapitalnym uderzeniu Yegora Boiko doprowadzili do remisu.
Końcówka meczu to już pełna dramaturgia. EXC ruszyło do ataku, ale pojawiły się błędy indywidualne w rozegraniu, które bez litości wykorzystali goście. Po kontrach Otamany dołożyły jeszcze dwa trafienia i EXC znalazło się w bardzo trudnym położeniu. Rozpaczliwe ataki gospodarzy nie przyniosły efektu i mecz zakończył się wynikiem 6:8.
Porażka sprawia, że EXC Mobile Ochota spada poza podium, co z pewnością można uznać za niespodziankę – dawno nie byli w takiej sytuacji. Walka o tytuł nie zależy już tylko od nich. Otamany natomiast wysyłają jasny sygnał, że w tym sezonie chcą nie tylko poprawić wynik z poprzedniego, ale powalczyć o mistrzostwo Ligi Fanów.
Po dwóch porażkach na starcie rundy wiosennej i definitywnej utracie szans na medale, KS Browarek potrzebował zwycięstwa jak tlenu. Celem stało się złapanie rytmu i włączenie się do walki o udział w Pucharze Ligi Fanów. Wywiezienie punktów z Areny AWF w starciu z Esportivo Varsovia miało być pierwszym krokiem w tym kierunku.
Początek meczu przyniósł jednak zimny prysznic dla gospodarzy. Już w 3. minucie Esportivo wyszło na prowadzenie po efektownym trafieniu Eryka Stocha, który technicznym uderzeniem... klatką piersiową zaskoczył Michała Sobieralskiego. Browarek po stracie gola szybko rzucił się do odrabiania strat, tworząc kilka groźnych sytuacji, ale Krzysztof Ufnal w bramce gości spisywał się bez zarzutu. Gospodarze nie zamierzali jednak odpuszczać i jeszcze przed przerwą zdołali dwukrotnie pokonać bramkarza rywali. Do szatni schodzili z prowadzeniem 2:1.
Po zmianie stron Browarek kontynuował ofensywną grę i w kilka minut podwyższył wynik, wychodząc na 4:1. Wydawało się, że gospodarze mają spotkanie pod pełną kontrolą. Ale Esportivo Varsovia nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa – gole Sylwestra Wielgata i Piotra Śledziewskiego pozwoliły gościom zbliżyć się na jedno trafienie. W końcówce meczu goście ruszyli do zmasowanych ataków, czując szansę na remis. Ich nadzieje rozwiał jednak Mariusz Chmielewski, który w ostatniej minucie skompletował hat-tricka i ustalił wynik na 5:3 dla ferajny Michała Sobieralskiego.
To pierwsze wiosenne punkty dla ekipy Browarka, które pozwalają im awansować na piąte miejsce w tabeli i realnie myśleć o walce w górnej połowie stawki.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)