Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 2 Liga
Wyjątkowo gładkie zwycięstwo nad Saską Kępą zaliczyła Warszawska Ferajna. Jest to ciężki sezon dla ekipy Korneliusza Troszczyńskiego. Chłopakom nie brakuje ani umiejętności, ani woli walki, ale we znaki dają się braki kadrowe i tak było w ostatnią niedzielę. Gospodarze stawili się na placu tylko w sześciu. Lider Ferajny Kacper Domański dysponował za to tak szeroką ławką rezerwowych, że spokojnie mógłby wystawić dwa składy. Widząc oczywistą przewagę goście zagrali wysokim pressingiem, który przyniósł efekt już w 2 minucie meczu. Obrońca Saskiej przyciśnięty w narożniku boiska odegrał na pamięć, piłkę przejął Patryk Brzozowski i otworzył wynik meczu. W 9 minucie Kamil Jaśkowski popisał się strzałem z dystansu i było już 0:2. Gospodarze nawiązali wyrównaną walkę i starali się jak mogli, ale Ferajna świetnie ustawiała się w obronie i golkiper zespołu przyjezdnego nie miał zbyt dużo pracy. Tego dnia właściwie wszystko hulało w teamie Kacpra Domańskiego – świetna gra zespołowa, dużo podań, dynamiczna gra na skrzydłach. Wobec tak wyśmienitej formy Ferajny Saska Kępa nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Goście praktycznie non-stop byli w natarciu i pierwsza połowa skończyła się pewnym prowadzeniem 0:4. Po prawdzie wynik powinien być nawet bardziej korzystny, ale kilkoma fenomenalnymi obronami popisał się bramkarz Saskiej Rafał Niewiarkowski. Umiejętności Rafała robiły niemałe wrażenie, zarówno na obserwatorach jak i napastnikach Ferajny, ale obroną meczy się nie wygrywa. Rafał robił co mógł, ale niestety koledzy z formacji ofensywnej nie byli w stanie odwrócić losów spotkania, choć należy pochwalić Patryka Nowickiego, który wygrał sporo pojedynków i oddał kilka dobrych strzałów. Druga połowa toczyła się już zupełnie pod dyktando gości i Ferajna zgarnęła łatwe trzy punkty wygrywając 0:10. Dzięki temu zwycięstwu Warszawska Ferajna wskoczyła na podium i wciąż ma szanse na srebro.
Po kapitalny starcie rundy w wykonaniu Orzełów Stolicy, gościom niedzielnego starcia przyszło się zmierzyć z rewelacją drugiej części sezonu, czyli drużyną Explo Team. Gospodarze grający na zielono przegrali zaledwie jedno spotkanie ze Zjednoczoną Ochotą i to zaledwie jedną bramką, wygrywając resztę meczów w pewnym stylu. Z tego powodu mogliśmy się spodziewać nie lada emocji. W tym przekonaniu utwierdził nas kapitalny tego dnia Dominik Szarpak, który otworzył wynik rywalizacji po kapitalnym wykończeniu. Mimo tak udanego początku, Orzeły Stolicy zdołały szybko odpowiedzieć, a po bramce Pawła Miłkowskiego, pokazał się Maciej Kiełpsz, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Radość jednak nie trwała zbyt długo, zawodnicy Explo Team podrażnieni takim obrotem spraw wyrównali, a chwilę przed przerwą ponowne prowadzenie zapewnił Szarpak po asyście Zapolskiego. Wynik 3:2 do przerwy nie wpłynął rozprężająco na gospodarzy, którzy mimo straty bramki w drugiej odsłonie rywalizacji szybko przejęli inicjatywę. Ponowne trafienie Dominika Szarpaka oraz finalny hat-trick spotkały się z kolejnymi bramkami Explo. Najpierw z rzutu karnego trafił Krzysztof Kostrzyński, a przed końcem spotkania wynik na 6:4 ustalił Piotr Duma. Mimo tego pozornie pewnego prowadzenia, gracze gości próbowali podjąć równorzędną walkę, za co należą się im gratulacje. Drugą bramkę w tej części spotkania zdołał zdobyć natomiast Wojciech Konieczny.
Jeżeli ktoś liczył, że mecz pomiędzy Zjednoczoną Ochotą, a Graczami Gorszego Sortu będzie wyrównany, to po pierwszych minutach mógł czuć się nieco rozczarowany. Po części był to efekt pecha gości, bo tuż przed pierwszym gwizdkiem doznali oni poważnego osłabienia, gdy na rozgrzewce kontuzji doznał ich bramkarz i między słupkami musiał wystąpić zawodnik z pola. Właściwie już po 5 minutach, po golach Oskara Góreckiego i Rafała Popisa, Zjednoczona Ochota prowadziła 3:0 i wydawało się, że już nic ciekawego w tym spotkaniu nas nie czeka. Tymczasem GGS jakby zaczynał się otrząsać po tych trzech ciosach. Już minutę później Maciej Chojnacki zdobył gola na 3:1 i powoli goście zaczęli wracać do gry, coraz lepiej radząc sobie na boisku. W 12 minucie Gracze zdobyli gola kontaktowego i byli nawet bliscy wyrównania, ale w tej fazie meczu świetną robotę między słupkami wykonał Aleksander Gęściak, który popisywał się niekiedy fantastycznymi interwencjami, tak że przy linii bocznej pojawiały się porównania do sobotniego występu Thibaut Courtois. Nawet świetnie dysponowany golkiper Ochoty nie miał nic do powiedzenia przy kolejnych bramkach GGS-u. W 17 minucie goście w końcu doprowadzili do wyrównania, a parę minut później, po przejęciu piłki w środku boiska, wyszli ze skuteczną kontrą 3 na 2 i goście prowadzili już 3:4. Kto by się spodziewał po pierwszych 5 minutach takiego obrotu sprawy, mógłby nieźle zarobić na zakładach live. Końcówka pierwszej części to przewaga Zjednoczonej Ochoty, która zamknęła GGS na ich połowie. Przyniosło to efekt, bo Oskar Górecki doprowadził do wyrównania 4:4, ale ostatnie słowo należało do ekipy Adriana Kanigowskiego, bo to oni schodzili na przerwę wygrywając 4:5. Druga część zaczęła się od kolejnego trafienia GGS-u i feta mistrzowska Zjednoczonej Ochoty stanęła pod znakiem zapytania. Wtedy to sprawy w swoje ręce wziął Oskar Górecki. Najpierw zdobył gola na 5:6 znajdując miejsce przy krótkim słupku. Potem doprowadził do wyrównania, kiedy po rzucie rożnym dla Graczy, gospodarze tak wybili piłkę, że ta znalazła się pod nogami Oskara, a ten pewnie wykorzystał sytuację sam na sam, a swój popis zwieńczył golem na 7:6 i od tego momentu wydawało się, że Zjednoczona Ochota odzyskuje kontrolę nad meczem. Potwierdzili to kolejnymi dwoma golami, które jak się okazało ustaliły wynik spotkania na 9:6. Przez ostatnie 10 minut nie widzieliśmy już żadnego trafienia, choć GGS miał jeszcze parę okazji do powrotu w tym starciu. Gospodarze jednak mądrze dowieźli ten wynik do końcowego gwizdka, a po meczu mogli otworzyć szampany, celebrując zdobycie zasłużonego mistrzostwa!
Chcąca przerwać pasmo pięciu porażek pod rząd drużyna Playboys Warszawa grała przeciwko Orzełom Stolicy, które nie powiedziały ostatniego słowa w walce o pierwszą „piątkę”. Na otwarcie wyniku nie musieliśmy długo czekać, kiedy to Maciej Kiełpsz pięknym, bezpośrednim uderzeniem zdobył bramkę z wolnego. Szybka otwarta gra, oraz wymiana ciosów pomiędzy obiema drużynami nadawała tempa meczu. Dzięki dużej ilości akcji strzeleckich pod obiema bramkami w samej pierwszej połowie widzieliśmy dziesięć bramek, a siedem z nich zapisaliśmy na konto gości. Po wznowieniu meczu drużyna gospodarzy starała się odrobić straty z pierwszej części spotkania, lecz na jej drodze stała dobrze prowadzona przez Maxa Mahora linia defensywna, która skutecznie przerywała kontrataki Playboys-ów. Orzeły nie pozostawały dłużne i za sprawą Antoniego Gola, który niczym wygłodniały dziki orzeł polujący na pożywienie, on polował na bramki, co i rusz wpisując się na listę strzelców zdobywając pięć bramek w całym meczu. Jego ofensywa przy dużej pomocy kolegów zaowocowała pierwszą w tej rundzie dwucyfrową zdobyczą bramkową i wygraną 12:8 dającą awans na szóstą pozycję w lidze i pozostawiając cały czas nadzieję na awans do Pucharu Ligi Fanów.
W 2 lidze bardzo ciekawie zapowiadało się spotkanie pomiędzy FC Górką, a ekipą Black Eagles Warszawa. Obie ekipy zajmują odpowiednio drugą i trzecią pozycję w tabeli, dlatego wszyscy liczyliśmy na duże emocje w tym spotkaniu i wysoki poziom sportowy. Już początek meczu pokazał, że nie myliliśmy się, ponieważ mecz od początku był dynamiczny, oba zespoły bardzo dużo biegały i walczyły na boisku, a samo spotkanie stało też na wysokim poziomie technicznym. Mecz zdecydowanie lepiej rozpoczęli goście. Już w drugiej minucie meczu na prowadzenie swoją ekipę wyprowadził Kamil Salomonczyk. Szybko zdobyta bramka nieco ustawiła początek meczu, zawodnicy z Tarchomina musieli gonić wynik spotkania, a goście mądrze się broniąc często kontratakowali. W dwunastej minucie BEW prowadzili już 0:2, szybko wyprowadzoną kontrę przez bramkarza gości wykorzystał Jan Lubaczewski. Doświadczeni zawodnicy gospodarzy nie załamywali się i konsekwentnie grali "swoje" dążąc do wyrównania rezultatu. Sztuka ta udała im się tuż przed przerwą, w niespełna dwie minuty Szymon Maruszewski strzela dwie bardzo ważne bramki i doprowadza do wyrównania 2:2. Po zmianie stron inicjatywę w meczu przejęli zawodnicy FC Górki, oni kontrolowali przebieg spotkania i narzucili gościom swój styl gry. Na efekty nie trzeba było długo czekać, po indywidualnej akcji kolejnego gola w tym meczu strzelił Szymon Maruszewski. Bramka na 2:4 to prawdziwy "tomahawk" wystrzelony przy słupku przez Jakuba Stęszewskiego. W kolejnych minutach gospodarze dalej prowadzili grę, wypracowali sobie jeszcze kilka 100% sytuacji z których nie wykorzystali żadnej co niestety musiało się zemścić. Najpierw Kamil Pliskiewicz strzela bramkę kontaktową, a niespełna minutę później ten sam zawodnik wyrównuje stan rywalizacji i mamy 4:4. Końcówka meczu była bardzo nerwowa, obie ekipy zdołały strzelić jeszcze po jednej bramce, ale mecz ostatecznie kończy się remisem 5:5. Byliśmy świadkami dobrego spotkania obfitującego w emocje i sytuacje podbramkowe, jakie miały obydwa zespoły. Wynik wydaje się sprawiedliwy. Przy remisie zazwyczaj mówi się „lepiej dwóch rannych niż jeden zabity”, jednak remisowy rezultat w tym spotkaniu ani jednej a ani drugiej z drużynie zupełnie nic nie daje. Rywale gonią, a końcówka rywalizacji w 2 lidze zapowiada się pasjonująco!
Fenomenalny sezon w wykonaniu Playboys Warszawa i awans z drugiego miejsca, z zaledwie punktem straty do liderującego Old Eagles Koło to już historia. W obecnym sezonie gracze gości niedzielnego spotkania zostali wrzuceni na głęboką wodę, aby pokazać swoją boiskową jakość. Niestety jak dotąd sztuka ta wydaje się dla nich niezwykle wymagająca. Na siedem spotkań zapunktowali zaledwie raz, po remisie z ostatnią Saską Kępą. Tym razem przyszło im się zmierzyć z ekipą Eternisu, która do końca sezonu posiada realne szanse na miejsce „na pudle”. Z tego powodu jakakolwiek forma predykcji przedmeczowej wydawała się oczywista, a w roli faworyta malował nam się zespół gospodarzy. Niestety mieliśmy rację, a jakiekolwiek sportowe emocje zeszły na dalszy tor. Błyskawiczne prowadzenie, które było sukcesywnie powiększane spowodowało, że do przerwy wynik wynosił 7:2 na korzyść ekipy w białych strojach. Mimo tego Playboys Warszawa próbowało, a niesieni dopingiem swoich sympatyków z linii bocznej zdołali w drugiej odsłonie meczu kilkukrotnie zagrozić bramce strzeżonej przez Michała Staniszewskiego. Kolejne dwie bramki, parę słupków oraz sporo groźnych okazji okazało się jednak niewystarczające. W odpowiedzi Eternis zdobył aż dziesięć bramek, co zamknęło wszelkie dywagacje, ustalając przy tym wynik rywalizacji na 17:4. Dzięki tej wygranej gospodarze wciąż zachowali szanse na podium, przez co bezapelacyjnie należą im się gratulacje.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)