reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
11:00

Bardzo długo kazali nam czekać zawodnicy obu zespołów na pierwszą bramkę w tym spotkaniu. Ale nie wynikało to z braku umiejętności, a dużej dyscypliny taktycznej. Niemal przez całą pierwszą połowę gospodarze próbowali przedostać się pod bramkę rywala, długo utrzymując się przy piłce, również z wykorzystaniem bramkarza, by jednym prostopadłym podaniem znaleźć napastnika w polu karnym. Z kolei Gracze Gorszego Sortu oddali nieco pola rywalowi, czekając na własnej połowie, licząc na przechwyt źle zagranej piłki i kontry. Parę razy Czarne Orły nadziałyby się na taką kontrę, kiedy to obrońca zbyt lekko podał piłkę partnerowi. Niekiedy gospodarze stawali przed świetnymi okazjami, ale brakowało im lepszego wykończenia. Za próby zdobycia bramki wziął się również bramkarz gospodarzy Darek Pocztowski. Najpierw świetnie wybronił jeden z nielicznych strzałów rywala, a potem sam świetnie uderzył, ale jego vis a vis kapitalnie obronił. Dopiero w 24 minucie zobaczyliśmy pierwszą bramkę – na 1:0 strzelił Grzegorz Kończyński. W drugiej części mocniej zaatakowali gospodarze – tym razem próbowali strzelać z dystansu, ale większość piłek leciała nad poprzeczką. Za to skuteczniejsi byli rywale – na 1:1 wyrównał Maciek Chojnacki. Mecz nadal był niezwykle wyrównany, właściwie trudno było ocenić, która drużyna okaże się lepsza po końcowym gwizdku. Gdy na 2:1 trafiły Orły, chwilę później GGS znów wyrównał. Tyle że nie cieszyli się z takiego stanu rzeczy zbyt długo, bo chwilę później było już 3:2. Mimo prób GGS-owi nie udało się ponowne wyrównać, za to świetną, zespołową akcję przeprowadzili rywale i na 5 minut przed końcem było już 4:2. Taki wynik utrzymał się do końca i choć zobaczyliśmy naprawdę dobry piłkarsko mecz, górą byli zawodnicy Black Eagles.

2
12:30

Mecz sąsiadujących ze sobą w górnej części tabeli zespołów Zjednoczonej Ochoty oraz Orzełów Stolicy zapowiadał się o tyle ciekawie, o ile było to starcie „weteranów z odzysku", czyli gospodarzy, z „młodymi i zdolnymi" gośćmi. Dwa odmienne style gry, jednak łączyło ich na pewno jedno – sporo umiejętności. Pierwsza połowa to prawdziwy piłkarski spektakl, w którym obie ekipy zaprezentowały się bardzo dobrze. Pierwsze trafienie powędrowało na konto gospodarzy, kiedy to podaniem po przekątnej popisał się Oskar Górecki, a dobre ustawienie wykorzystał Radek Kuhn i mieliśmy 1:0. Świetnie tego dnia czuł się jednak Maciek Kiełpsz, a udowodnił to przejmując źle zagraną piłkę i umieszczając ją w siatce strzałem z dystansu. Sprytna akcja przy wyrzucie z autu to z kolei pomysł na okazję do zdobycia bramki Krystiana Kołodziejskiego, który obsłużył Oskara Góreckiego, a ten po strzale od słupka wyprowadził Ochotę na prowadzenie 2:1. Jeszcze przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę zobaczyliśmy trafienie wyrównujące autorstwa Maćka Kiełpsza, który strzałem zewnętrzną częścią stopy nie dał szans Damianowi Długoszowi i do przerwy było 2:2. Zmiana stron przyniosła wyraźną przewagę w grze Zjednoczonych, a szczególnie dobrze radził sobie duet: Rafał Popis i Oskar Górecki. Pierwszy z wymienionych Panów dwukrotnie kreował świetne okazje kolegom, a byli to Oskar Górecki przy trafieniu na 3:2 oraz Daniel Gałązka przy bramce na 4:2. Kapitan gości, Jan Wnorowski, nie zamierzał jednak oddawać punktów bez walki i po podaniu Maćka Kiełpsza zdobył bramkę kontaktową na 4:3. Orzeły przez chwilę rozwinęły skrzydła, jednak ich zapał nieco przygasiło trafienie na 5:3 autorstwa Oskara Góreckiego, który tym samym skompletował hat-tricka. Trzeba przyznać, że Oskar był absolutnie najjaśniejszą postacią gospodarzy w tym meczu, czym sobie zapracował na tytuł MVP 5-tej kolejki! Dystans po raz kolejny został skrócony do stanu 5:4 po bramce Maćka Kiełpsza (skompletował hat-tricka), jednak potem nastąpiła seria błędów obrony Orzełów. Najpierw cross przez całe boisko od bramkarza Ochoty, Przemka Morawskiego, trafił na głowę Krystiana Kołodziejskiego i piłka po strąceniu wpadła do bramki, a następnie fatalnym błędem w obronie i wręcz oddaniem piłki rywalom przed pustą bramką „popisał" się jeden z defensorów gości. Formalności dopełnił Adrian Wroński ustalając wynik spotkania na 7:4. Mecz bardzo dobry i gdyby nie błędy w końcówce gości, mógł się skończyć remisem, co byłoby uczciwe, jednak spryt i zimna krew dały komplet punktów Zjednoczonej Ochocie. Brawo!

3
15:30

Kto myślał, że pojedynek dwóch zespołów, które jeszcze nie zaznały smaku zwycięstwa w tym sezonie, będzie nudy, ten się bardzo pomylił. FC Nova Group mogła w tym spotkaniu liczyć na wsparcie swojego weterana – Daniela Makusa. Z kolei w szeregach Saskiej Kępy trykot przyodział nawet Kornel Troszczyński, zatem już przed pierwszym gwizdkiem ten pojedynek stał się legendą. Spotkanie od początku odbywało się w dobrym tempie i z poszanowaniem fair-play. Tutaj szczególne pochwały w stronę gości, którzy w przeszłości mieli problemy z dyscypliną, jednak od dłuższego czasu, mimo niezbyt rewelacyjnych wyników, są wzorem do naśladowania, jeżeli chodzi o kulturę na boisku. Pozostawiając jednak kurtuazję na boku, do strzelania jako pierwsi zabrali się gospodarze. Po jednym z nieprzepisowych zagrań przed polem karnym, rzut wolny wykonywał Bartek Gałecki, a jego celne uderzenie zaskoczyło Tomka Bajdura i mieliśmy 1:0. Na odpowiedź musieliśmy poczekać kilka minut, w trakcie których wytrzymałość konstrukcji obu bramek była kilka razy testowana, gdyż piłka obijała słupki i poprzeczki po obu stronach boiska. Drogę do siatki znalazła jednak po strzale Sebastiana Borkowskiego, który wykończył ładną akcję kombinacyjną stworzoną w duecie z Marcinem Czerwińskim. Ostatnie słowo w pierwszej odsłonie należało jednak do „Novy", a konkretnie do Krystiana Jabłońskiego, który przejął piłkę i mocnym strzałem nie dał szans golkiperowi rywali. 2:1 po pierwszej połowie dawało nadzieję na wyrównaną walkę także w drugiej i ku naszej radości tak się stało. Zaczęło się od ofensywy gospodarzy, którzy podwyższyli prowadzenie na 3:1 po bramce Kamila Filipka. Bramka kontaktowa padła po rodzinnej akcji Zgórzaków – świetnie podawał Mariusz, a doskonałej sytuacji nie zmarnował Adam i było już tylko 3:2. Doskonała sytuację na doprowadzenie do remisu miał Sebastian Sitek, jednak piłka po jego strzale minimalnie minęła bramkę strzeżoną przez bramkarza przeciwników. Zemściło się to w postaci gola na 4:2, kiedy po bardzo dokładnym podaniu Rafała Michalaka do piłki dopadł, po raz drugi tego dnia, Kamil Filipek. Saska Kępa jednak cały czas miała coś w rękawie, a objawiło się to w postaci kunsztu strzeleckiego Sebastiana Sitka, który tym razem już nie chybił i skrócił dystans do stanu 4:3. Niestety dla gości, było to ostatnie trafienie tego dnia, a do odrobienia strat zabrakło nieco szczęścia i czasu. Nova Group mogła zatem cieszyć się z kompletu punktów, których po stronie gości nadal pozostaje zero.

5
19:30

Bez swojego czołowego napastnika, ale przede wszystkim kapitana zespołu, Kacpra Domańskiego, przystępowali do meczu gracze Warszawskiej Ferajny. Chrapkę na wykorzystanie tego faktu miała doświadczona ekipa FC Górki, która stawiła się jednak w bardzo skromnym, siedmioosobowym składzie. Niemniej, to właśnie goście objęli jako pierwsi prowadzenie, kiedy to podanie weterana Ligi Fanow, Przemka Dolegi, wykorzystał Michał Brenner, posyłając piłkę płaskim strzałem w długi róg. Odpowiedź Ferajny była wręcz piorunująca, gdyż potężny strzał z dystansu Patryka Gregorczuka okazał się nie do zatrzymania dla Konrada Litwiniuka. Wynik na 2:1 w pierwszej części ustalił Patryk Brzozowski, który wykorzystał dokładne dogranie „w uliczkę" Kamila Kaszczaka. Po pierwszej połowie wydawało się, że będziemy oglądać zacięte zawody do ostatnich minut. Tak się jednak nie stało i druga odsłona została zupełnie zdominowana przez zespół gospodarzy. Fantastyczne zawody rozgrywał Kamil Kaszczak, który na swoim koncie zapisał dwa trafienia. Po jednym trafieniu zaliczyli w tej części gry: Kacper Galan oraz dwóch Patryków, którzy swoje konta bramkowe otworzyli już w premierowej połowie starcia: Brzozowski oraz Gregorczuk. Jedyna odpowiedzią gości na dominację Ferajny było drugie trafienie Michała Brennera, ale mogło jedynie nieco osłodzić gorycz porażki, gdyż ustaliło ono wynik starcia na 7:2. Ferajna zdecydowanie lepsza, bezlitośnie rozbroiła opadniętą z sił w drugiej połowie Górkę i zasłużenie zgarnęła komplet punktów.

Reklama