Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 2 Liga
Niezwykłe emocje towarzyszyły starciu Graczy Gorszego Sortu ze Zjednoczoną Ochotą. Od początku spotkania obie ekipy narzuciły spore tempo i widać było determinację i chęć zwycięstwa w obu obozach. Gospodarze lepiej organizowali grę w pierwszych minutach, a w ataku dobrze funkcjonował duet Kulesza - Stolar. Goście po słabszym pierwszym fragmencie, obudzili się i konstruowali coraz groźniejsze akcje. Efektem tego były trafienia Krystiana Kołodziejewskiego. Przyjemnie się patrzyło na ten pojedynek bo sporo było efektownych sytuacji , a gracze obydwu teamów mimo ostrej walki umieli powstrzymywać emocje. Bardzo wyrównana pierwsza odsłona zakończyła się minimalną przewagą ekipy Adriana Kanigowskiego. Wynik 4:3 zapowiadał jeszcze ciekawszą drugą połowę. Bardzo szybko, bo już w pierwszej minucie drugiej połowy Zjednoczona Ochota wyrównała i w tym okresie meczu miała przewagę. Jednak mimo kilku świetnych okazji nie potrafiła wyjść na prowadzenie, a błysk geniuszu Łukasza Kuleszy spowodował, że ponownie musieli gonić wynik. Gdy Gracze Gorszego Sortu odskoczyli na dwubramkową przewagę to zaczęło być trochę nerwowo w obozie gości. Tego dnia zespół Daniela Gałązki zagrał poniżej swoich możliwości i to znakomicie wykorzystali rywale. W końcówce po kontrach i prostych błędach w obronie gospodarze odjechali z wynikiem i ostatecznie pokonali swoich przeciwników 7:4. Dla gości to niewątpliwie strata punktów, której na pewno nie zakładali. Gospodarze po słabym meczu przed tygodniem pokazali, że potrafią się zmobilizować i ograć wyżej notowanego przeciwnika.
Nie jesteśmy w stanie zrozumieć, czym gracze Saskiej Kępy zasłużyli sobie na tak ogromną ilość pecha w tym sezonie. Przed starcie z Orzełami Stolicy kilkukrotnie mieli szansę na punkty, które ostatecznie im się wyślizgiwały z rąk. Natomiast gracze zespołu Janka Wnorowskiego utknęli nieco w dolnej części tabeli, mimo dobrej gry. Spotkanie zaczyna się wręcz piorunująco, gdyż w pierwszych pięciu minutach gracze gości trzykrotnie bezlitośnie rozmontowywali defensywę gospodarzy. Dwa pierwsze trafienia była autorstwa Maćka Kiełpsza, gdzie przy obu asystował wspomniany wcześniej kapitan Orzełów. Trafienie na 0:3 to gol strzelony po indywidualnej akcji Arkadiusza Ciołka. Gdy parę minut później gola na 0:4 zdobył sam Janek Wnorowski, wszystko wskazywało na to, że jest „po meczu". Pomocną rękę w stronę Saskiej Kępy wyciągnął duet.. rywali. Wierzymy, że gracze Orzełów podejdą do tego z dystansem nie obrażą się za opis sytuacji, ale była ona naprawdę kuriozalna. Po wyrzucie z autu jednego z obrońców gości, piłka rzucona wzdłuż linii końcowej zaplątała się w nogach golkipera gości i poturlała się do bramki i mieliśmy 1:4. Na poprawę humoru, jeszcze przed przerwą na 1:5 podwyższył Max Mahor. Zaraz po zmianie stron wynik osiągnął stan 1:6, po drugiej bramce Maxa Mahora. Saska Kępa obudziła się przy stanie 2:7. Orzeły wciąż prowadziły grę, jednak zaczęli robić niewytłumaczalne błędy w środku pola i obronie. Efektem tego były trafienia Łukasza Pastewki, Bartka Krajewskiego oraz dwukrotnie Sebastiana Sitka i z pewnego prowadzenia zrobiło się 6:7! Zrobiła się arcyciekawa końcówka i wszyscy, którzy znaleźli się przy sektorze „A" zatrzymywali się, aby zobaczyć jak ta potyczka się zakończy. Jednak kropkę nad „i" postawili gracze gości i wygrali spotkanie 6:8. Bardzo cenne trzy punkty dla Orzełów, które mogą okazać się kluczowe w kontekście wspięcia się w górną część tabeli. Saska Kępa, niestety, znów bez punktów.
Mecz sąsiadujących ze sobą miejscami w tabeli zespołów prognozował zacięty pojedynek i sporo piłkarskich emocji. Warszawska Ferajna tradycyjnie mobilizowała się do walki charakterystycznym okrzykiem słyszanym na wielu okolicznych osiedlach, natomiast Eternis spokojną rozmową chciał przygotować plan na ten mecz. Lepszym sposobem był chyba głośny okrzyk, bo Kacper Domański i spółka w białych trykotach zaczęli od zmasowanych ataków na bramkę gospodarzy. Porównując piłkę nożną do boksu, można powiedzieć, że Ferajna wyprowadziła trzy prawe proste, które znalazły drogę do celu, jednak rywal wciąż stał na nogach, ale lekko się zachwiał. Eternis starał się też wyprowadzać swoje akcje, ale ciągle zawsze czegoś brakowało. W końcu udało się gospodarzom pokonać bramkarza rywali, najlepszy w swoim zespole Damian Rudy poprawił nastroje swojego zespołu przed przerwą. W przerwie miało miejsce tak zwane „Kilka męskich słów", które jeszcze bardziej miały nastawić Eternis do odrabiania strat. Inny plan na początek meczu miał Kacper Domański, który dał swojemu zespołowi trzybramkowe prowadzenie. Oba zespoły strzeliły jeszcze po jednym golu, a wynik końcowy meczu to 2:5 dla Warszawskiej Ferajny, która zwyciężyła w drugim meczu z rzędu, wiec chyba przyszła stabilizacja formy o której pisaliśmy w zapowiedziach. Dla Eternisu była to z kolei już trzecia kolejna porażka i ich sytuacja w tabeli prezentuje się z tygodnia na tydzień coraz słabiej.
Na zakończenie ósmej kolejki drugiej ligi byliśmy świadkami meczu między zespołami FC Górka oraz FC Nova Group. Sytuacja w tabeli obu ekip jest zupełnie odmienna. Gospodarze zebrali w tym sezonie solidny skład, w końcu dopisuje frekwencja, a to gwarantuje im walkę o najwyższe cele. Goście natomiast często borykają się z problemami kadrowymi i w końcówce tej rundy zajmują miejsce w strefie spadkowej. Dlatego zdecydowanym faworytem tego spotkania byli zawodnicy z Tarchomina. Mecz rozpoczął się od wymiany ciosów, ale już po kilku minutach dość niespodziewanie to zawodnicy Nova Group wyszli na prowadzenie. Indywidualną akcja popisał się Patryk Radziszewski. Górka nie zamierzała tracić czasu i odpowiedź przyszła bardzo szybko, Marcin Godlewski wykorzystał perfekcyjne podanie w pole karne i mieliśmy 1:1. Kolejne minuty spotkania to akcje raz z jednej, raz z drugiej strony boiska. Przy wyniku 2:2 to zawodnicy Górki mocniej wzięli się do pracy. Wraz z upływem czasu gospodarze pewniej czuli się na boisku. Akcje zaczęły się zazębiać i były coraz groźniejsze. Efektem dobrej gry Górki w tej części spotkania były kolejne bramki. Najpierw dobrze w polu karnym odnalazł się Dawid Nowicki, a pod koniec pierwszej połowy samobójcza bramka bramkarza "zielonych" dała dwubramkowe prowadzenie zawodnikom Konrada Litwiniuka. Po zmianie stron obraz gry wiele się nie zmienił, to FC Górka prowadziła grę i tworzyła sobie kolejne sytuacje. Obok wyróżniającego się co mecz Szymona Maruszewskiego formą błysnął także Jakub Stęszewski. W drugiej połowie Górka ponownie strzela 4 bramki, dając się zaskoczyć rywalom tylko raz. Mecz ostatecznie kończy się wynikiem 8:3, co w zupełności oddaje przebieg spotkania. Dzięki wygranej gospodarze wskakują na drugie miejsce, a Nova Group zajmując miejsce w strefie spadkowej musi poważne myśleć o wzmocnieniach podczas przerwy zimowej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)