Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 1 Liga
Legendarna FC Kebavita, marząca o powrocie do dawnej chwały, czy ambitne Inferno Team, którego marzenia sięgają gwiazd – podobnie jak umiejętności zawodników? Odpowiedź na to pytanie poznaliśmy już w 2. kolejce 1. Ligi, i patrząc na przebieg meczu, nikt nie mógł czuć się zawiedziony. Choć trzeba przyznać, że wynik do przerwy wywołał zdumienie na wielu twarzach – w końcu nie każdy może prowadzić z Kebavitą 4:0, i to w tak imponującym stylu, jak zrobiło to Inferno.
Podopieczni Igora Patkowskiego świetnie czytali grę, dzięki czemu tiki-taka gospodarzy nie stwarzała większego zagrożenia. Sami zaś tak dobrze wychodzili na pozycje, że często wystarczały im zaledwie trzy podania, by stworzyć akcję bramkową. Punktami w klasyfikacji kanadyjskiej dzielili się Milencki, Świeciński, Wietecki, Niemiec i Abbassi – a asysta piętką tego ostatniego była ozdobą pierwszej odsłony.
Po przerwie na boisku w barwach Kebavity pojawił się długo wyczekiwany nigeryjski napastnik Christian Nnamani, który niemal od razu zaznaczył swoją obecność golem przy bliższym słupku. Gracze Inferno, nawet gdy Kebavita zaczęła prezentować się lepiej, potrafili zachować spryt – przykładem był błyskawicznie rozegrany rzut wolny, po którym na listę strzelców po raz drugi wpisał się Wiktor Niemiec. Chwilę później odpowiedział Nnamani, a w roli lotnego bramkarza pojawił się Azamat Qutpiddinov – dotychczasowy dyrygent środka pola. Był to jasny sygnał, że gospodarze zamierzają potroić wysiłki w ataku, nawet kosztem ryzyka w obronie.
Kiedy błąd defensorów Inferno wykorzystał Kamil Majorek, a wynik brzmiał 3:5, dało się poczuć, że przewaga gości może stopnieć. Na nieszczęście dla ekipy Buraka Cana w kapitalnej formie znajdował się Marek Wietecki, który znów dał Inferno bezpieczny dystans czterech goli. Końcówka meczu stała się bardziej chaotyczna i przypominała wymianę „punkt za punkt”, co ułatwiło Kebavicie gonitwę, ale nie na tyle, by urwać rywalom choćby punkt.
Po dwóch kolejkach plan „powrotu na szczyt” w wykonaniu Kebavity nie przebiega zgodnie z oczekiwaniami, choć z takim strategiem na ławce nie można ich jeszcze skreślać. Inferno Team natomiast skrupulatnie realizuje swoje przedsezonowe założenia i już teraz, z kompletem punktów, zaskoczyło niejednego niedowiarka.
W meczu 2. kolejki 1. Ligi Fanów UEFA Mafia Ursynów zmierzyła się z Betterstyle Husarią Mokotów. Choć formalnie gospodarze mieli na koncie trzy punkty po walkowerze z Łowcami, na boisku odnotowali drugą porażkę z rzędu. Husaria natomiast, po problemach kadrowych w pierwszym meczu z Siriusem, tym razem wystąpiła w solidnym zestawieniu i od początku wyglądała znacznie dojrzalej.
Od pierwszych minut drużyna prowadzona przez Tomka Hubnera przejęła inicjatywę i zaczęła dyktować warunki gry. Wynik szybko otworzył Maśniak po świetnym podaniu Przygody, a kolejne trafienia dołożyli Kulesza (po asyście Maśniaka) oraz Cegiełka. UEFA odpowiedziała golem Komendołowicza, ale kolejne ciosy zadawała już tylko Husaria – trafienia Przygody i Kuleszy dały jej pewne prowadzenie 5:1 do przerwy.
Po zmianie stron UEFA Mafia próbowała wrócić do gry – dwie szybkie bramki pozwoliły zbliżyć się na 3:5, ale był to ostatni zryw tej drużyny. Od tego momentu Husaria odzyskała pełną kontrolę i rozpoczęła koncert ofensywy. Kapitalnie dysponowany Maśniak zdobył aż pięć bramek w drugiej połowie, a wynik uzupełnił Kulesza. Honorowe trafienie dla UEFA w samej końcówce dołożył jeszcze raz Komendołowicz, ale ostatecznie to Husaria triumfowała aż 11:4.
Betterstyle Husaria Mokotów pokazała się w tym meczu jako drużyna z wyraźnym pomysłem, świetną organizacją i wysoką skutecznością, co jest doskonałym prognostykiem przed zbliżającą się Ligą Mistrzów Socca. UEFA Mafia, mimo walki i przebłysków dobrej gry, musi przede wszystkim popracować nad defensywą, bo proste błędy były bezlitośnie wykorzystywane przez rywali.
W zeszłym tygodniu Korsarze mieli problemy z frekwencją, a choć tym razem wzmocnili skład kilkoma obiecującymi zawodnikami, to wyraźnie zabrakło im zgrania – i to Presley wywiózł z tego meczu cenne punkty. Goście od samego początku byli zdecydowanie bardziej skuteczni, co potwierdzili już w 8. minucie, gdy wynik otworzył Przemek Pudełek. Chwilę później, w 12. minucie, na listę strzelców wpisał się Jakub Wiktorowski i Presley prowadził już 0:2.
Dopiero w 17. minucie Korsarze przełamali niemoc strzelecką – premierowego gola dla nowej ekipy zdobył Ignacy Sabadasz. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo, bo jeszcze przed przerwą Presley podwyższył na 1:3 i schodził do szatni ze skromnym, ale pewnym prowadzeniem.
Po zmianie stron goście szybko dołożyli kolejne trafienie autorstwa Andrzeja Skorupy. Chwilę później mieliśmy niecodzienną sekwencję – najpierw bramka samobójcza po stronie Korsarzy, a moment później identyczny prezent oddali im rywale. Na tablicy wyników było 2:5 i to gospodarze musieli gonić rezultat. W 38. minucie Korsarze poderwali się jeszcze do walki – gola na 3:5 zdobył Tymek Sabadasz. Presley odpowiedział błyskawicznie, a na zwycięskie tory wprowadził swój zespół Nikodem Hamulczyk. Gospodarze zdołali trafić jeszcze raz, lecz nie byli w stanie realnie zagrozić rywalowi.
Ostatecznie to Presley Gniazdowy zgarnął komplet punktów, a Korsarze – mimo kilku pozytywnych momentów – muszą wciąż pracować nad zgraniem, by zacząć punktować w kolejnych spotkaniach.
W meczu 1. Ligi Fanów pomiędzy FC Łowcy a UKS Toho Grodzisk Mazowiecki emocji nie brakowało od pierwszego gwizdka, który opóźnił się o kwadrans z powodu kłopotów kadrowych zawodników z Ukrainy. Trzeba pochwalić zespół Kacpra Flisa za wyrozumiałość i zdrowe podejście do sytuacji. Choć Łowcy rozpoczęli spotkanie bez żadnych zmian, pokazali ogromną determinację, charakter i świetną organizację gry. Mimo dużej intensywności wytrzymali to fizycznie i do przerwy prowadzili aż 3:0 po trafieniach Grzybowskiego, Boiki i Solopa. Toho, choć miało swoje okazje, raziło nieskutecznością i nie potrafiło znaleźć drogi do siatki, mimo że sytuacje ku temu były.
W przerwie sytuacja kadrowa Łowców uległa zmianie – na mecz dojechali Krystian Nowakowski (reprezentant Polski w Socca), Borys Ostapenko oraz Damian Patoka, co znacząco podniosło jakość gry drużyny. Toho, jako zespół z dużym doświadczeniem na arenie ogólnopolskiej, po przerwie postawiło znacznie cięższe warunki, poprawiając przede wszystkim grę w obronie.
Mimo tego to Łowcy jako pierwsi trafili do siatki po zmianie stron – Ostapenko wykończył składną akcję po świetnym podaniu Boiki, podnosząc wynik na 4:0. Dopiero wtedy Toho zaczęło skutecznie odpowiadać i zdobyło dwie bramki, łapiąc kontakt oraz zwiększając tempo gry. Wydawało się, że mecz może się jeszcze odwrócić, ale końcówka znów należała do Łowców. Kolejne trafienia Boiki i Grzybowskiego dały im pewne prowadzenie 6:2. Wynik spotkania na 6:3 ustalił w końcówce Tretiak.
To był solidny pokaz siły ze strony Łowców, którzy mimo problemów kadrowych rozegrali bardzo dojrzały i skuteczny mecz. Toho pokazało swoje doświadczenie i momentami dobrą grę, ale tego dnia to Łowcy byli po prostu skuteczniejsi i zasłużenie sięgnęli po 3 punkty.
Czy może być świetne spotkanie, w którym – jak na realia szóstek – padło mało bramek, a mimo to dostarczyło ogromu emocji? Oczywiście, że tak! Pojedynek Explo z Siriusem zapowiadał się jako jedno z najbardziej pikantnych starć w całej Lidze Fanów.
Mecz rozpoczął się jednak dość ospale – obie drużyny długo się badały i szukały sposobu na sforsowanie obrony. Udało się to tylko raz i to gościom. Vladyslav Burda doskonałym podaniem po ziemi wystawił piłkę koledze, który z bliskiej odległości dopełnił formalności i wpakował ją do siatki.
Druga połowa także zaczęła się lepiej dla Siriusa. Najpierw potężną główką po wrzucie z boku boiska popisał się Pidluzhnyi, a chwilę później ten sam zawodnik, idealnie obsłużony, podwyższył wynik mocnym strzałem z lewej nogi z pola karnego. Explo jednak nie rezygnowało – ich ataki były naprawdę interesujące, ale w tym spotkaniu zawodziło wykończenie. Gospodarze bili głową w mur, a gdy po jednej z akcji bramkarz Siriusa złapał piłkę i potężnym strzałem przez całe boisko wpisał się na listę strzelców, gospodarze nieco opadli z sił i wiary w odrobienie strat.
Sirius do końca spotkania kontrolował sytuację, zachował czyste konto i w świetnym stylu odniósł swoje drugie zwycięstwo w lidze. Na ten moment wygląda na to, że pewnie zmierzają po swoje.







)
)
)
)
)
)
)
)
)