Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 1 Liga
W niedzielnym starciu 1. Ligi Fanów spotkały się dwie ekipy o dużym potencjale ofensywnym – Uefa Mafia Ursynów oraz FC Łowcy. Pierwsza połowa przyniosła wyrównaną rywalizację, w której obie strony miały swoje momenty i sytuacje bramkowe.
Jako pierwsi do siatki trafili gospodarze. Piłatkowski świetnie utrzymał się przy piłce w polu karnym z rywalem na plecach i precyzyjnym strzałem nie dał szans bramkarzowi gości. Gdy druga bramka dla Uefy Mafii wydawała się kwestią czasu, dobrą kontrę przeprowadzili przyjezdni i doprowadzili do wyrównania – konkretnie Arterchuk. Chwilę później Plaksa zdobył drugiego gola dla FC Łowców, ustalając wynik do przerwy na 2:1 dla swojej drużyny.
Po zmianie stron obraz meczu zmienił się diametralnie. Do składu Łowców dołączył Denys Blank i od razu wprowadził nową jakość. Gra gości nabrała tempa, a ich przewaga rosła z każdą minutą. Kolejne trafienia zdobyli Illia i Solomichuk, wykorzystując błędy defensywy Uefy Mafii. Gospodarze próbowali wrócić do gry – bramkę kontaktową zdobył Bartkiewicz – ale niemal natychmiast odpowiedział Blank, ponownie powiększając przewagę Łowców.
Największe wrażenie zrobił jednak gol bramkarza FC Łowców, Antona, który precyzyjnie uderzył spod własnego pola karnego i przelobował bezradnego golkipera gospodarzy. Wynik spotkania na 7:3 ustalił Balcerzak, ale na więcej tego dnia Uefa Mafii nie było stać – musieli uznać wyższość lepiej dysponowanego przeciwnika.
Na pewno nie tak wyobrażała sobie powrót do regularnego sezonu Ligi Fanów ekipa Kebavity. Trudno wytłumaczyć, co tego dnia stało się z drużyną Buraka Cana, bo o ile w przeszłości zdarzały się jej wpadki i potknięcia, o tyle tym razem trzeba już mówić o prawdziwej deklasacji.
Tym bardziej zaskakujące jest to, że Explo musiało łatać skład na ostatnią chwilę i raczej nie tryskało optymizmem przed pierwszym gwizdkiem. Sytuacja błyskawicznie się jednak odmieniła – już w pierwszej akcji meczu Oskar Górecki otworzył wynik, a dosłownie chwilę później było 2:0 po trafieniu Marka Pawłowskiego. Goście wprawdzie odpowiedzieli golem Fabiana Kalety, ale w 5. minucie ponownie trafił Oskar Górecki, a Explo zamknęło mecz w niecałe 10 minut. Przy stanie 5:1 Kebavita rozpadła się mentalnie. Pierwsza połowa zakończyła się szokującym rezultatem 9:1. Trzeba jednak przyznać, że Explo grało jak natchnione – precyzyjne podania, dynamiczne akcje na jeden kontakt, zabójcza skuteczność, a przede wszystkim pewność siebie i luz sprawiły, że defensywa Kebavity nie miała tego dnia nic do powiedzenia.
Po zmianie stron gospodarze szybko dołożyli kolejne dwa trafienia i dopiero wtedy nieco ożywiła się ofensywa gości. Christian Nnamani w końcu się odblokował i zaliczył dublet. Nie miało to jednak żadnego znaczenia – po pierwsze przewaga bramkowa Explo była poza zasięgiem Kebavity, a po drugie goście kompletnie nie mieli pomysłu na taktykę w tym meczu.
Gospodarze natomiast ze spokojem, a momentami wręcz z lekką nonszalancją, kontrolowali przebieg spotkania do samego końca. Choć pozwolili sobie na nieco rozluźnienia w defensywie i kilka straconych goli, i tak zaprezentowali się z bardzo dobrej strony, zgarniając pierwsze trzy punkty w tym sezonie.
UKS Toho rozpoczęło swoją przygodę na naszych boiskach od starcia z Presley Gniazdowy. Goście również dołączyli do rozgrywek z nadziejami na dobre wyniki i rywalizację z najlepszymi ekipami w Warszawie. Początek tego debiutanckiego meczu należał jednak do przyjezdnych. Gospodarze jakby jeszcze nie weszli na pełne obroty, a już musieli gonić wynik.
Gra zawodników z Grodziska zdecydowanie się nie kleiła i menedżer zespołu raz po raz musiał mobilizować swoich podopiecznych do lepszej postawy. Presley wyszedł na dwubramkowe prowadzenie i nie miał zamiaru się zatrzymywać. Odrobinę nadziei gospodarzom dał Patryk Wasilewski, zdobywając gola kontaktowego, ale szybko odpowiedział trafieniem Szymon Puna i do przerwy było 1:3.
Po zmianie stron Toho prezentowało się znacznie lepiej – mądra defensywa nie pozwalała rywalom rozwinąć skrzydeł, a w ofensywie brylował Patryk Wasilewski, który świetnie współpracował z Dawidem Jankiewiczem. Presley jakby stracił koncepcję i animusz z pierwszych 25 minut. Pojawiało się coraz więcej niedokładności, a błędy w obronie mnożyły się z upływem czasu, co tak doświadczony przeciwnik wykorzystywał bez litości.
Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 5:3 i trzy punkty na inaugurację pojechały do Grodziska. Goście mimo porażki pokazali spory potencjał i mamy nadzieję, że w kolejnych spotkaniach zdołają utrzymać równy poziom gry przez pełne 50 minut.
Zapowiadało się piłkarskie święto, bo na murawie spotkały się dwie mocne i doświadczone ekipy. Jednak już przed pierwszym gwizdkiem było widać, że Husaria ma problem – przyjechała niemal bez rezerwowych, co w starciu o takiej intensywności to spore ryzyko.
Pierwsza połowa była wyrównana i stała na wysokim poziomie. Sebastian Maśniak dwukrotnie wyprowadzał Husarię na prowadzenie po świetnych podaniach kolegów, ale Sirius za każdym razem szybko odpowiadał. Kluczowy moment nastąpił tuż przed przerwą: brak komunikacji między obrońcą a bramkarzem Husarii wykorzystał Vadym Rossokhatyi, dając gospodarzom prowadzenie 3:2.
Po zmianie stron obraz gry zmienił się diametralnie. Sirius całkowicie zdominował rywali, wygrywając drugą połowę aż 7:0. Husaria starała się utrzymywać przy piłce, lecz popełniała zbyt wiele błędów i z każdą minutą traciła siły. Zespół w granatowych koszulkach natomiast prezentował futbol niemal perfekcyjny. Valerii Parshyn, Vadym Rossokhatyi i Igor Pivovar byli motorami ofensywy i przesądzili o wysokim triumfie.
Ostatecznie Sirius zwyciężył 10:3, potwierdzając, że będzie jednym z faworytów do podium 1. ligi. Husaria mimo porażki pokazała momenty dobrej gry – jeśli poprawi frekwencję i przyjedzie w pełnym składzie, jeszcze nie raz napsuje krwi ligowym konkurentom.
Od pierwszego gwizdka było widać, że Inferno Team przyjechał po pełną pulę. Już w pierwszych minutach agresywnym pressingiem wymuszali błędy rywali, a ich szybkie kontry siały spustoszenie w obronie Korsarzy. Pierwszy gol padł po błyskawicznym rozegraniu akcji skrzydłem – piłka trafiła do Macieja Świecińskiego, który mocnym strzałem otworzył wynik meczu. Chwilę później fantastycznym przeszywającym podaniem popisał się Oskar Pyrzyna, a znów akcję sprytnie wykończył Świeciński. Nie minęła minuta, a Korsarze złapali kontakt po szybkiej akcji. Natomiast zamiast remisu – kolejne ciosy. Wiktor Niemiec i Oskar Pyrzyna zdobyli dwa gole, podcinając skrzydła gospodarzom. Do przerwy tablica pokazywała 1:4 – to Inferno kontrolowało tempo gry.
Początek drugiej połowy to jeszcze większa dominacja gości. Do 33. minuty było już 1:7, ale w tym momencie Korsarze wykorzystali nieco rozluźnienie przeciwnika, doprowadzając do wyniku 4:7. Strzelali Chrapowicki, Kowalewski i Sobieszek. Inferno na sam koniec przypieczętowało zwycięstwo.
Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 4:8. Goście pokazali świetne przygotowanie motoryczne i pomimo wielu niewykorzystanych sytuacji wygrali wysoko. Korsarze zaś, mimo ambitnej postawy, muszą wspiąć się na wyższy poziom w starciach z ligową czołówką. Zwłaszcza, jeśli mają na ten sezon ambitne cele.







)
)
)
)
)
)
)
)
)