Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 11 Liga
Shitable, czyli aktualnie trzecia ekipa 11.ligi i zarazem aspirująca do mistrzowskiego tytułu, stanęła w niedzielę naprzeciw nieprzewidywalnej drużyny Lisów bez Polisy. Choć faworytem byli gospodarze, to rywale od pierwszego gwizdka nie zamierzali ustępować pola.
Spotkanie rozpoczęło się od trafienia Alexa Kohonena, który dał prowadzenie Shitable. Lisy odpowiedziały błyskawicznie, doprowadzając do remisu i pokazując, że nie zamierzają pełnić w tym meczu roli tła. Pierwsza połowa toczyła się w bardzo wyrównanym rytmie, a obie ekipy wymieniały cios za cios. Po 25 minutach mieliśmy 3:3 i żadna ze stron nie była w stanie przejąć wyraźnej kontroli nad meczem.
Druga połowa przyniosła większe emocje. To Lisy wyszły z szatni bardziej zdecydowane – szybko zbudowali dwubramkową przewagę, a ich gra nabrała rozpędu. Wydawało się, że są na dobrej drodze do niespodzianki. Niestety – kluczowym momentem meczu była czerwona kartka, która całkowicie odmieniła bieg wydarzeń. Shitable natychmiast wykorzystali grę w przewadze i w zaledwie kilka minut nie tylko odrobili straty, ale również objęli prowadzenie.
Przegrywający zaliczyli jeszcze trafienie autorstwa Marcina Docha na 7:6, ale nie udało się nic więcej wskórać. Lisy bez Polisy walczyły do końca i trzeba im oddać – pomimo osłabienia nie straciły ducha walki i były blisko, by urwać punkty wyżej notowanemu przeciwnikowi.
Shitable dopisuje więc kolejne zwycięstwo i utrzymuje się w ścisłej czołówce. Jeśli utrzymają tę determinację, walka o mistrzostwo rozstrzygnie się dopiero w ostatnich kolejkach.
Starcia tych ekip zawsze przyciągają uwagę kibiców – obie drużyny od dłuższego czasu trzymają się w ścisłej czołówce 11. Ligi. Tym razem faworytem była Astana, aktualny lider tabeli – i trzeba przyznać, że zawodnicy z Kazachstanu w pełni potwierdzili swoją klasę.
Mecz rozpoczął się z prawdziwym przytupem. Już w pierwszych minutach wynik otworzył Seiduali Madiyar, a jego trafienie zapoczątkowało prawdziwą lawinę. Gole padały niemal co minutę – po zaledwie 10 minutach gry było już 5:0 dla Astany! Gospodarze nie zdążyli nawet dobrze wejść w mecz, a już musieli gonić wynik.
Pierwszy sygnał od Legionu nadszedł dopiero w 20. minucie, gdy bramkę zdobył Oleh Kremienishchuk. Niestety, nie wpłynęło to znacząco na obraz gry – Astana wciąż miała wszystko pod kontrolą i spokojnie prowadziła grę. Do przerwy wynik był wręcz nokautujący – 7:1 dla lidera.
Po zmianie stron gospodarze próbowali jeszcze wrócić do meczu. Pavlo Kremienishchuk dołożył drugie trafienie dla Legionu, ale różnica w jakości i skuteczności nadal była wyraźna. A Astana nie zwalniała tempa – kolejne trafienia tylko potwierdzały ich dominację. Szczególne wrażenie zrobił gol Dauleta Niyazova, który popisał się efektownym strzałem z woleja. Ostatnie słowo należało jednak do Dimy Vysotskiego, który ustalił wynik na 11:4.
Astana z kolejnym zwycięstwem na koncie umacnia się na pozycji lidera i pokazuje, że w tym sezonie będzie bardzo trudno odebrać jej panowanie. Legion z kolei musi poszukać punktów w kolejnych starciach, jeśli chce nadal trzymać się górnej części tabeli.
Force Fusion było zdecydowanym faworytem w rywalizacji z Dżentelmenami. Gospodarze przed tą kolejką tracili zaledwie jeden punkt do liderującej Astany, a wiedząc już przed pierwszym gwizdkiem, że ich bezpośredni konkurent wysoko wygrał swoje spotkanie, przystąpili do meczu maksymalnie zmotywowani. Od pierwszych minut ruszyli na przeciwnika i szybko przyniosło to wymierne efekty – po kilku minutach prowadzili już 3:0. Katami Dżentelmenów byli duet Yakubiv – Szpilarewicz, który raz za razem rozmontowywał defensywę rywali.
Tak mocny początek ustawił cały mecz – pierwsza część spotkania przebiegała całkowicie pod dyktando Force Fusion. Dżentelmeni zdołali odpowiedzieć dopiero pod koniec pierwszych 25 minut, ustalając wynik do przerwy na 5:1.
Druga połowa niewiele różniła się od pierwszej. Gospodarze nadal dominowali, nieustannie ostrzeliwując bramkę Macieja Mazura. Przy takiej liczbie strzałów kilka musiało wpaść do siatki – i tak też się stało. Goście próbowali odgryzać się kontratakami, ale na posterunku był bramkarz Force Fusion, który mimo mniejszej liczby interwencji, pozostawał czujny.
Trzeba jednak przyznać, że Maciej Mazur między słupkami Dżentelmenów uchronił swój zespół przed jeszcze wyższą porażką. Z drugiej strony – warto wytknąć Force Fusion zbyt nonszalanckie podejście w niektórych sytuacjach, przez co okazje bramkowe kończyły się niepowodzeniem.
W samej końcówce gra całkowicie się otworzyła – środek pola przestał istnieć, piłka fruwała od jednego pola karnego do drugiego, a obie ekipy postawiły na ofensywę. Na wyróżnienie w zespole gospodarzy – poza duetem Yakubiv – Szpilarewicz – zasłużył także Dawid Paradowski. Świetnie pracował w defensywie, a do tego dołożył hat-tricka.
Mecz zakończył się wynikiem 14:2 i obyło się bez niespodzianki. Force Fusion wygrało pewnie i zasłużenie, nadal pozostając w grze o mistrzostwo. Dżentelmeni z kolei mają już tylko matematyczne szanse na utrzymanie się w lidze.
Mecz pomiędzy Joga Bonito a Borowikami w ramach 15. kolejki 11. Ligi zapowiadał się niezwykle emocjonująco – głównie za sprawą faktu, że gospodarze grali pod sporą presją. Brak choćby jednego punktu mógłby niemal całkowicie pogrzebać ich szanse na utrzymanie. Początek spotkania nie ułożył się dla nich najlepiej – mimo dobrego wejścia w mecz, to Borowiki objęły prowadzenie po trafieniu „z niczego”.
Od tego momentu obraz gry nie zmienił się znacząco – Joga Bonito próbowała szybkich, kombinacyjnych ataków, starając się wypracować przestrzeń i przewagę, która pozwoliłaby im jak najszybciej odwrócić losy meczu. Goście natomiast konsekwentnie realizowali swój plan, ustawieni w systemie 4-1 z Jankowskim na szpicy. Świetnie w tej części spotkania spisywał się Mateusz Bubrzyk, który był bardzo aktywny i uczestniczył w wielu akcjach bramkowych, dzięki czemu Joga jeszcze przed przerwą zbudowała bezpieczną przewagę. Warto zaznaczyć, że jej gra opierała się na wysokiej intensywności – wiele goli padło do pustej bramki, po świetnie rozegranych kontrach. Do przerwy 6:2 dla gospodarzy.
Po zmianie stron Borowiki trochę się rozegrali – byli dynamiczni, pewniejsi siebie i szybko podkreślili to golem Jankowskiego, który przelobował bramkarza strzałem przez całe boisko. W dalszej części meczu oglądaliśmy sporo walki fizycznej i prób zaskoczenia rywali, m.in. bezpośrednimi strzałami z rzutów wolnych i rożnych.
Gospodarze jednak nie odpuszczali – kontrolowali grę w drugiej połowie, ale tylko dzięki znakomitej dyspozycji Patryka Wąsowskiego między słupkami udało im się nie utracić z pozoru bezpiecznej przewagi. To on kilkukrotnie ratował drużynę, wybijając piłki z linii bramkowej. Oprócz wspomnianego Mateusza Bubrzyka, który był liderem zespołu, na wyróżnienie zasłużył także Sebastian Kluczyk – autor aż czterech trafień. U rywali znakomicie spisał się Piotr Ułasiuk, który zakończył mecz z hat-trickiem i asystą.
Spotkanie zakończyło się wynikiem 7:5, a Joga Bonito dosłownie „uciekła spod topora”. Z kolei Borowiki muszą utrzymać koncentrację do końca sezonu, jeśli chcą uniknąć nerwowej końcówki i walki o utrzymanie.
Mecz pomiędzy Boiskowym Folklorem a Furduncio Brasil miał ogromne znaczenie w kontekście walki o utrzymanie. Obie drużyny balansują w okolicach strefy spadkowej, a gospodarze – którzy zdołali się z niej niedawno wydostać – potraktowali to spotkanie jako szansę na jeszcze większy dystans od czerwonej strefy. I trzeba przyznać, że od początku było widać, jak bardzo są zdeterminowani, by ten plan zrealizować.
Folklor wszedł w mecz z dużą energią i szybko objął prowadzenie. Rywale z Brazylii zdołali odpowiedzieć trafieniem wyrównującym, ale w 18. minucie gospodarze ponownie umieścili piłkę w siatce, ustalając wynik pierwszej połowy na 2:1. Sama inauguracyjna część meczu nie należała jednak do najbardziej widowiskowych – brakowało tempa, klarownych sytuacji i boiskowych emocji.
Prawdziwe widowisko rozpoczęło się dopiero po przerwie. A właściwie – rozpoczął je Ariel Kucharski. Zawodnik Boiskowego Folkloru całkowicie zdominował drugą połowę, notując aż cztery bramki i cztery asysty. Już w poprzednich kolejkach potwierdzał, że jest kluczową postacią w swoim zespole, ale tym razem wspiął się na absolutne wyżyny swoich możliwości. To w dużej mierze jego zasługa, że drużyna w zielonych strojach mogła spokojnie dopisać trzy punkty do swojego dorobku. Obok Kucharskiego na wyróżnienie zasłużyli także Damian Krocz i Kacper Miriuk, którzy również mieli swój udział w efektownym zwycięstwie. Jeśli Folklor utrzyma taką dyspozycję, walka o utrzymanie w 11. lidze nabierze dodatkowego kolorytu.
Z kolei Furduncio Brasil II po raz kolejny rozczarowało. Choć momentami potrafili wyglądać obiecująco, to znów było to za mało, by poważnie myśleć o regularnym punktowaniu. Niedzielny występ tylko utwierdził w przekonaniu, że ekipa z dołu tabeli nie zamierza na razie z niej uciekać.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)