Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 11 Liga
Goście, będący faworytem spotkania od początku narzucili swój styl gry – bronili wysoko i agresywnie, zmuszając gospodarzy do walki o każdy metr boiska. Pozwalało to także zawodnikom Shitable na szybkie wznawianie stałych fragmentów pod bramką przeciwnika. Wzorowy przykład takiego stylu gry ujrzeliśmy już w 8 minucie, kiedy na 0:1 po dobrze rozegranym rzucie rożnym strzelił Alex Kohonen.
Po straconej bramce Dżentelmeni zaczęli atakować mocniej. W drużynie gospodarzy swoją aktywnością wyróżniał się Marcin Parda, który próbował przebić się przez zasieki drużyny gości. Z czasem jednak przewaga Shitable była coraz bardziej wyraźna. Sporo pracy miał w tej połowie bramkarz gospodarzy, Maciej Mazur, jednak do końca pierwszej połowy nie padło więcej bramek. Duża w tym zasługa bloku defensywnego gospodarzy, który dzielnie wyblokowywał większość groźnych prób gości. Jednakże Dżentelmeni bronili się tak głęboko, że nie byli w stanie wyprowadzać kontrataków, więc do przerwy wynik wynosił 0:1.
Po zmianie stron Shitable jeszcze mocniej przycisnęło, dzięki czemu wiele okazji do wykazania się miał Łukasz Więckowski, który w drugiej połowie bronił bramki Dżentelmenów. Jednak jego świetna dyspozycja nie uchroniła gospodarzy przed utratą bramki na 0:2, kiedy został pokonany z najbliższej odległości przez Fedira Ivanchenkę. Nadzieję na dobry wynik gospodarzy podtrzymała bramka na 1:2 zdobyta z rzutu karnego. Konrad Kiezik potężnym uderzeniem pokonał Artura Zhola, mimo iż bramkarz Shitable dobrze wyczuł intencje strzelającego.
Ostatecznie jednak okazało się, że to było jedyne trafienie gospodarzy w tym meczu. Goście natomiast kontynuowali natarcie i, pomimo starań Łukasza Więckowskiego, zdobyli jeszcze dwie bramki. Wynik 1:4 pozwolił zawodnikom Shitable utrzymać drugie miejsce w tabeli przed niezwykle ważnym meczem z FC Legion UA. Dżentelmenów czekają natomiast dwie kluczowe kolejki w walce o utrzymanie – już w niedzielę zagrają z FURDUNCIO Brasil F.C. II, a po świętach z Boiskowym Folklorem.
Miało być łatwo, lekko i przyjemnie… a wyszło zupełnie inaczej! Borowiki, które jeszcze tydzień temu rozbiły przeciwnika 10:2, tym razem trafiły na Lisy bez Polisy – i chyba zlekceważyły rywala. A goście nie zamierzali się tego dnia bawić w uprzejmości.
Od pierwszego gwizdka to właśnie Lisy narzuciły warunki gry. Agresywny pressing, szybka wymiana podań i ogromna determinacja – już po kilkunastu minutach było 0:4! Na szczególne brawa zasłużył Damian Borkowski, który w pierwszej połowie zrobił prawdziwe show. Najpierw dwa kapitalne bramki z rzutów wolnych, a potem... gol bezpośrednio z rzutu rożnego! Takie rzeczy to rzadkość – i trudno się dziwić, że kibice łapali się za głowy. Do przerwy Lisy prowadziły 1:5 i kompletnie rozbroiły faworyta tego spotkania.
Po przerwie Borowiki próbowały wrócić do gry, ale na ich drodze stanął Krystian Załucki – bramkarz Lisów bronił jak natchniony, wygrywając kilka sytuacji jeden na jednego. A że z przodu szalał Kamil Jarosz z hat-trickiem na koncie i wsparciem Konrada Prządki (dwie asysty po wrzutach z autu!), to końcowy wynik 4:7 nie mógł dziwić.
Lisy Bez Polisy pokazały pazur i udowodniły, że z ich nazwą może i jest zabawnie, ale z nimi na boisku – już wcale nie jest do śmiechu. Faworyt padł, a goście zgarnęli cenne punkty w walce o górną część tabeli!
To starcie miało wszystko, co kochamy w naszej lidze – emocje, świetne akcje i graczy, którzy wzięli ciężar meczu na swoje barki F.orce Fusion podejmowali Boiskowy Folklor i choć gospodarze byli faworytem na papierze, to goście wcale nie zamierzali się położyć.
Force Fusion od początku pokazali, że są w formie. Szybkie tempo, ofensywna rotacja i duet Ruslan Yakubiv – Piotr Szpilarewicz, który siał spustoszenie w defensywie rywali. Yakubiv? Dwa gole, trzy asysty i pełna kontrola w środku pola. Szpilarewicz? Hat-trick i kluczowe podanie – klasyczny snajper, który wie, gdzie się ustawić.
Boiskowy Folklor walczył dzielnie, a ich największym asem okazał się Ariel Kucharski. Cztery bramki, mnóstwo zamieszania pod bramką i kilka rajdów, które na długo zostaną w pamięci. Sporo roboty miał też ich bramkarz, Patryk Świtaj – kilka świetnych interwencji 1 na 1 uratowało gości od wyższej porażki.
Finalnie jednak Force Fusion ponownie udowodnili swoją wyższość – wygrana 8:5 i kolejne ważne punkty na koncie. A Boiskowy Folklor? Z takim serduchem i taką walecznością – jeszcze nie raz napsują krwi faworytom.
Starcie FC Astana z Joga Bonito zapowiadało się bardzo ciekawie, zwłaszcza po ostatnim udanym meczu w wykonaniu gości. I rzeczywiście – Joga zaczęła bardzo pewnie. Już w 5 minucie Sebastian Kluczek odważnie zaatakował pressingiem linię obrony i wykorzystał niepewność gospodarzy, otwierając wynik meczu. Astana nie czekała jednak długo z odpowiedzią – po składnej akcji wywalczyli rzut karny, po tym jak zawodnik drużyny przeciwnej zablokował strzał wślizgiem we własnym polu karnym, nie zachowując odpowiedniego dystansu. Do piłki podszedł Aidyn Yessaly, lecz jego zamiary doskonale wyczuł czujny Patryk Wąsowski, ratując swój zespół przed stratą bramki.
Astana nie zwolniła tempa – najpierw doprowadziła do wyrównania, a chwilę później Nurlykhan Yessenzhan huknął z dystansu, wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie. Przed przerwą Joga niefortunnie wpakowała jeszcze piłkę do własnej bramki, a wynik wynosił już 4:1 dla liderów tabeli. Po zmianie stron przewaga Kazachów była jeszcze wyraźniejsza. Joga Bonito próbowała się podnieść, ale z każdą minutą było widać coraz większe zmęczenie i brak wiary w odwrócenie losów tego meczu. Astana spokojnie kontrolowała przebieg gry i dorzuciła kolejne trafienia, pieczętując pewne oraz bardzo ważne zwycięstwo. Lider nie zawiódł, a Joga – mimo obiecującego początku – musiała uznać wyższość znacznie lepiej dysponowanego przeciwnika.
Na papierze był to mecz Dawida z Goliatem – ostatni w tabeli FURDUNCIO Brasil F.C. II kontra walczący o awans FC Legion UA. Ale jak to bywa w futbolu – niespodzianki wiszą w powietrzu, zwłaszcza gdy przeciwnik choć niżej notowany, ma w składzie takich zawodników jak np Luciano Sant’Ana.
To właśnie on w 10. minucie otworzył wynik pięknym strzałem z dystansu, który odbił się od poprzeczki i wpadł do siatki. Legion odpowiedział błyskawicznie – Vlad Seniuk wrócił do składu i od razu przypomniał o sobie, trafiając głową po wrzucie z autu.
Mimo ogromnej przewagi w grze i wielu sytuacji, FC Legion UA długo męczył się ze skutecznością. Dopiero końcówka pierwszej połowy przyniosła im dwa trafienia, choć FURDUNCIO jeszcze przed przerwą odpowiedziało po dobrze rozegranym stałym fragmencie – 3:2 do szatni.
Druga połowa? Niestety, więcej było nerwów niż gry. Pojawiły się niepotrzebne emocje, niesportowe zachowania i incydenty, które nie przystoją żadnej z drużyn. O szczegółach przeczytacie w „Ciekawostkach kolejki” – tutaj tylko spuścimy zasłonę milczenia...
Po wznowieniu gry Legion szybko wrócił do swojego rytmu, zdobył kolejne gole i kontrolował wynik do końca. Zasłużona wygrana, choć cień na tym meczu położyły wydarzenia pozaboiskowe.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)