Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 11 Liga
Niedzielny poranek w Lidze Fanów rozpoczął się od emocjonującego starcia pomiędzy Joga Bonito a Lisami bez Polisy. Faworytem spotkania byli goście, ale gospodarze nie zamierzali łatwo oddać punktów.
Od pierwszego gwizdka obie drużyny stawiały na spokojne budowanie akcji i szanowanie piłki, unikając ryzykownych zagrań. Wynik otworzyły Lisy – prostopadłe podanie za linię obrony wykorzystał Damian Borkowski, który pewnym strzałem dał swojej drużynie prowadzenie. Tuż przed przerwą Borkowski po raz drugi wpisał się na listę strzelców, tym razem po dokładnym dograniu Miłosza Górskiego. Joga Bonito zdołała jednak odpowiedzieć jeszcze przed gwizdkiem i do szatni schodziła z wynikiem 1:2.
Po zmianie stron mecz nabrał tempa – pojawiło się więcej ostrych starć i walki w środku pola. Lisy bez Polisy ponownie odskoczyły na dwie bramki, korzystając z błędów indywidualnych przeciwnika. Joga nie odpuszczała – rzut karny wykorzystał Mateusz Hnatio, ale chwilę później goście odpowiedzieli kolejnym trafieniem, podtrzymując bezpieczną przewagę. W końcówce spotkania gospodarze ponownie stanęli przed szansą z "jedenastki". Pierwsze uderzenie zostało obronione, ale Hnatio skutecznie dobił piłkę, zdobywając swoją drugą bramkę z karnego.
Mimo ambitnej pogoni, Joga Bonito ostatecznie musiała uznać wyższość rywali. Lisy bez Polisy zwyciężyły 4:3 po zaciętym i widowiskowym meczu, który trzymał w napięciu do samego końca.
Gospodarze mają patent na FC Astanę. Jesienią Force Fusion pokonało zespół z Kazachstanu 8:4, a tym razem zawodnicy w czerwonych strojach odnieśli jeszcze bardziej okazałe zwycięstwo – aż 8:1. Co ciekawe, w pierwszych minutach niewiele zapowiadało taki wynik. Spotkanie rozpoczęło się od wyrównanej walki w środku pola, z niewielką liczbą klarownych okazji. Goście dłużej utrzymywali się przy piłce, ale mieli spory problem z przedostaniem się przez dobrze ustawioną defensywę Force Fusion, z Piotrem Szpilarewiczem na czele.
Gospodarze prezentowali się solidnie fizycznie i byli świetnie przygotowani na techniczne sztuczki rywali. Przez długi czas nie przekładało się to jednak na sytuacje bramkowe. Dopiero w 15. minucie stworzyli stuprocentową okazję – i od razu ją wykorzystali. Łukasz Marzec poprowadził kontratak i dokładnie dograł do Ruslana Yakubiva, który nie miał problemu z pokonaniem Daniyara Seidakhmeta – 1:0.
Lider miał przez całą pierwszą połowę duże problemy ze stwarzaniem sytuacji. Powodem mogło być zmęczenie – FC Astana miała tylko jednego zawodnika na ławce rezerwowych. Teorię tę potwierdza końcówka pierwszej połowy, kiedy to Force Fusion wykorzystało dwa kontrataki w krótkim odstępie czasu (23. i 25. minuta), powiększając prowadzenie do 3:0.
Druga połowa nie przyniosła zmian w obrazie gry. Gospodarze wyraźnie przeważali, a od momentu, gdy było 4:1, na boisku istniało praktycznie tylko Force Fusion. Drużyna z Kazachstanu nie była w stanie zatrzymać kolejnych ataków, a obrona była systematycznie rozbijana. Szczególnie wyróżniał się Piotr Szpilarewicz, który do mocnej gry w obronie dołożył również świetne wejścia ofensywne.
Ostatecznie Force Fusion rozgromiło rywali 8:1 i zmniejszyło stratę do lidera do zaledwie jednego punktu. FC Astana musi teraz grać bezbłędnie do końca sezonu, jeśli nie chce oglądać się na wyniki innych. Choć prawdę mówiąc – przy takiej formie Force Fusion – nawet potknięcie lidera może być tylko formalnością na drodze do przejęcia prowadzenia w tabeli.
W ramach dwunastej kolejki 12. ligi doszło do starcia Boiskowego Folkloru z Borowikami. Dla obu ekip był to mecz o dużym znaczeniu – gospodarze walczyli o oddalenie się od strefy spadkowej, a goście liczyli na zbliżenie się do górnej części tabeli.
Początek spotkania był nerwowy, a na boisku nie brakowało niedokładności, szczególnie przy podaniach górą. Worek z bramkami otworzył Porębski, który idealnie odnalazł się w polu karnym po dośrodkowaniu z rzutu rożnego autorstwa Rzeczkowskiego. Chwilę później gospodarze dołożyli drugie trafienie – po strzale w poprzeczkę skutecznie dobitką zamknęli akcję. W kolejnych minutach tempo nieco spadło. Obie strony grały nisko w defensywie, trudno było złapać płynność w ofensywie. Folklor naciskał, ale nie przekładało się to bezpośrednio na bramki. W tej części gry wyróżniał się Kacper Miriuk, który napędzał każdą ofensywną akcję swojej drużyny. Do przerwy mieliśmy jeszcze dwa gole – w tym jeden po faulu bramkarza w polu karnym, co skutkowało „jedenastką”, i zespoły schodziły do szatni przy remisie 2:2.
Po zmianie stron Folklor szybko zanotował słupek, co jeszcze bardziej ich zmotywowało. Mimo przewagi w posiadaniu piłki, to Borowiki zdobyły dwa kolejne gole. Gra się otworzyła, obie drużyny kreowały mnóstwo sytuacji i gdyby nie brak skuteczności, spotkanie mogło zakończyć się dwucyfrowym wynikiem. Gospodarze nie odpuszczali, choć mieli problemy z upilnowaniem Valodzki, który zaliczył bardzo udany debiut, oraz Piotra Jankowskiego, aktywnego w ofensywie gości. Kolejny rzut karny sprokurowany przez Bogdana Szmajdę nie ułatwił zadania.
Końcówka spotkania to ogromne emocje i walka o każdy centymetr boiska. W ostatnich minutach Patryk Świtaj aż czterokrotnie ratował swój zespół przed stratą bramki, dzięki czemu mecz zakończył się remisem 6:6. Było to - bez wątpienia - było jedno z najbardziej emocjonujących spotkań tej kolejki.
W niedzielnym meczu Furduncio Brasil F.C. II zmierzyło się z ekipą Dżentelmenów w spotkaniu, które okazało się prawdziwym pokazem determinacji, dyscypliny i piłkarskiej jakości ze strony gospodarzy. Pomimo poważnych problemów kadrowych i gry w osłabieniu, Furduncio sięgnęło po efektowne zwycięstwo 3:0.
Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sytuacja Canarinhos nie wyglądała optymistycznie – aż czterech zawodników było zawieszonych, co znacząco wpłynęło na skład wyjściowej szóstki. Jakby tego było mało, w trakcie meczu bramkarz Furduncio otrzymał żółtą kartkę, a zespół przez długi czas musiał radzić sobie w osłabieniu. Mimo to Furduncio nie tylko przetrwało, ale potrafiło przejąć inicjatywę.
Pierwsza bramka padła jeszcze przed przerwą – Monteiro wykorzystał dokładne dośrodkowanie Silvy i otworzył wynik spotkania. Po zmianie stron Dżentelmeni próbowali odwrócić losy meczu, jednak mimo bardzo dobrej postawy Piotra Iglantowicza między słupkami, Furduncio było bezlitosne.
Najpierw Pawlica podwyższył prowadzenie na 2:0 po asyście Williamsa, a chwilę później sam odwdzięczył się podaniem, które na gola zamienił Silva. Wynik 3:0 był w pełni zasłużony i tylko potwierdził, że nawet w poważnym osłabieniu Furduncio potrafi grać skutecznie i efektownie.
To zwycięstwo to nie tylko trzy punkty, ale także mocny sygnał: Furduncio potrafi walczyć z przeciwnościami i wychodzić z nich zwycięsko – w swoim stylu: z pasją, techniką i charakterem.
W niedzielne południe, na Arenie Grenady, rozegrano jeden z kluczowych meczów 12. kolejki 11. ligi. FC Legion UA, zajmujący 4. miejsce w tabeli i tracący pięć punktów do podium, podejmował Shitable – wicelidera rozgrywek, który miał dokładnie pięć oczek przewagi nad gospodarzami. Spotkanie zapowiadało się jako bezpośredni bój o ligowe marzenia.
Początek meczu należał zdecydowanie do Legionu. Już w pierwszych minutach Elbek otworzył wynik, a chwilę później dołożył drugą bramkę, wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie 2:0. Goście zdołali odpowiedzieć – Holubko zdobył gola kontaktowego i zmniejszył straty do. Końcówka pierwszej połowy znów należała jednak do Legionu, który prezentował lepsze tempo gry i wyższą skuteczność. Do przerwy prowadził już pewnie 4:1.
Druga połowa rozpoczęła się równie dobrze dla gospodarzy. Pięknym uderzeniem wynik na 5:1 podwyższył Davlat. Shitable próbowało jeszcze wrócić do gry i zdobyło bramkę na 5:2, jednak Legion kontrolował przebieg spotkania. Szóste trafienie przypieczętowało ich sukces, a w końcówce meczu Ivanchenko ustalił wynik na 6:3 po asyście Kirianova.
To bardzo cenne zwycięstwo FC Legion UA – nie tylko zmniejszyli stratę do podium, ale przede wszystkim udowodnili, że potrafią wygrać z bezpośrednim rywalem w walce o awans. Dla Shitable była to bolesna lekcja – mimo kilku niezłych fragmentów, ich gra była zbyt nierówna, a defensywa nie wytrzymała intensywności narzuconej przez gospodarzy.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)