Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 13 Liga
Starcie NieDzielnych II z Gentlemen Warsaw Team trzeba zaliczyć do meczów z kategorii "dla koneserów", gdyż oba zespoły mają bardzo zdrowe, rozrywkowe podejście do gry w piłkę. Absolutnie nie twierdzimy, że brak którejkolwiek ze stron ambicji, lub umiejętności, jednak gracze obu ekip doskonale sobie zdają sprawę, co jest najważniejsze i w jakiej kolejności: zdrowie, zabawa, wynik. Spodziewaliśmy się zatem gradu bramek i tzw. wesołej piłki, jednak obie drużyny nas zaskoczyły i obejrzeliśmy bardzo wyrównane widowisko! Zdecydowanie lepiej w mecze weszli "Dżentelmeni", którzy od samego początku raz po raz nacierali na bramkę strzeżoną przez Kamila Jarosza. Pierwszy efekt przyszedł po podaniu Marcina Pelowskiego, który wypracował świetną okazję Piotrkowi Loze, a ten świetnej sytuacji nie zmarnował. Popularny "Pele" pozazdrościł koledze z ataku i kilka chwil później przechwycił źle zagraną piłkę i osobiście wykończył akcję, podwyższając stan na 0:2. W szeregach gospodarzy panował spory nieład i mówiąc zupełnie szczerze, grali poniżej swoich możliwości. Momentem przełamania była akcja, po której faulowany był jeden z "NieDzielniaków", a ponieważ miało to miejsce w polu karnym, mieliśmy rzut karny. Pewnie, tuż przy słupku "wapno" wykorzystał Marcin Aksamitowski i oba zespoły schodziły na przerwę przy stanie 1:2. Marcinowi ta bramka na pewno dodała skrzydeł, ale chyba też zmobilizowała kolegów. Drugą odsłonę wspomniany weteran NieDzielnych zaczął od świetnego strzału z dystansu, a zasłonięty bramkarz, mimo próby interwencji, nie zdołał obronić tej próby i mieliśmy 2:2. Punktem zwrotnym było trafienie Maćka Piątka, który po podaniu Przemka Sosnowskiego znalazł się przed praktycznie pustą bramką i nie pozostało mu nic innego niż wbić piłkę do siatki. O swojej skuteczności przypomniał jednak duet Loze-Pelowski. Panowie przeprowadzili składną akcję, po której "Pele" zdobył swojego drugiego gola, a trzeciego dla gości, zatem wynik brzmiał 3:3. Obie strony wydawały się być pogodzone z wynikiem, jednak dość nieoczekiwanie, po kolejnej dobrej asyście Przemka Sosnowskiego, swojego drugiego gola w tym meczu zdobył Daniel Czekaj i gospodarze prowadzili 4:3! I nie oddali cennego rezultatu do końca meczu, dzięki czemu po ostatnim gwizdku unieśli ręce w górę w geście zwycięstwa!
W ostatniej kolejce rundy jesiennej Szereg Homogenizowany podejmował czerwoną latarnię tego szczebla rozgrywkowego Asap Vegas FC. Patrząc na tabelę, miało to być łatwe spotkanie dla gospodarzy. Na szczęście dla widowiska tak nie było, przynajmniej w pierwszej połowie. Pierwsi bramkę zdobyli zawodnicy gości. Po mocnym uderzeniu na bramkę zawodnika Asap najprzytomniej w polu karnym zachował się Łukasz Świtalski, który dobitką pokonał golkipera rywala. Poddenerwowani takim obrotem spraw gospodarze szybko wyrównali wynik meczu. Na 1-1 strzelił najskuteczniejszy tego dnia w swojej ekipie Tomasz Świeczka. Asap nie pozostawali dłużni i już chwilę później strzelili na 2-1. Łukasz Świtalski ładnym podaniem uruchomił Sebastiana Walczaka, który bez problemu wykorzystał okazję. Lada moment mieliśmy ponownie remis. Jan Mitrowski został ładnie obsłużony podaniem od Tomasza Świeczki i bez problemu wykończył okazję. Obraz meczu zmieniał się jak w kalejdoskopie, gdyż następne dwie bramki zdobyte zostały przez zawodników przyjezdnych. Na 3-2 trafił Sebastian Walczak, na 4-2 Mateusz Kania, a wszystko to zostało okraszone dwiema asystami Norberta Kupisza. Do końca pierwszej połowy pozostało niecałe 5 minut, ale drużyna Szeregu nie miała zamiaru odpuścić tego wyniku. Zdołali jeszcze w tej odsłonie zdobyć bramkę kontaktową, a chwilę później arbiter zagwizdał koniec pierwszej połowy. Druga odsłona spotkania to szybko zdobyta bramka 4-4 przez duet Tomasz Świeczka i Filip Ptaszek. Po tym trafieniu ekipa Asap dosłownie zatrzymała się, a Szereg mocno przyspieszył. Efektem tego było zdobycie przez gospodarzy pięciu bramek. Tym samym Szereg Homogenizowany udowodnił, że będzie liczyć się w wyścigu o awans, natomiast Asap musi wziąć się bardzo mocno do roboty i zdobywać punkty na wiosnę, jeżeli nie chce zostać czerwoną latarnią 13 ligi.
Drużyna Wystrzelonych po bardzo dobrym początku sezonu, w ostatnich kolejkach dwa razy zremisowała, przez co straciła pozycję lidera. Mimo wszystko w starciu z Oldboys Derby III byli zdecydowanymi faworytami. Początek spotkania lepiej rozpoczęła niżej notowana drużyna, która w 2 minucie objęła prowadzenie. Kolejne dwie minuty i w protokole meczowym mieliśmy już wynik remisowy. W następnych fragmentach spotkania przewagę osiągnęli gospodarze, którzy po upływie dziesięciu minut gry pierwszy raz wyszli na prowadzenie. I widać było, że powoli łapali swój rytm, czego efektem było powiększenie prowadzenia do dwóch bramek. Pod koniec pierwszej części meczu zobaczyliśmy jeszcze dwa gole, po jednym dla każdej ze stron i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 4:2. Na początku drugiej połowy kolejną bramkę zdobyli zawodnicy Wystrzelonych i po tej sytuacji przez kilka dobrych minut żadna z drużyn nie potrafiła znaleźć drogi do świątyni swoich rywali. W ostatnim kwadransie zawodnicy z osiedla Derby wyraźnie opadli z sił, co skrzętnie wykorzystali oponenci, którzy w tym czasie zdołali strzelić aż sześć goli. Ostatnie słowo należało do pogodzonych już z porażką zawodników gości, którzy pewnie egzekwując rzut karny ustalili wynik spotkania na 11:3. Wysoka wygrana Wystrzelonych sprawiła, że drużyna ta spędzi przerwę między rundami na fotelu lidera. Na uwagę zasługuje duet zawodników Opiński - Kalinowski, którzy wspólnie zdobyli 8 bramek. Zespół Old Boys Derby III po kolejnej porażce mocno zbliżył się do strefy spadkowej a ważnych dla siebie punktów będzie musiał poszukać już w rundzie rewanżowej.
W ostatniej jesiennej kolejce ligowej 13 ligi Green Team rywalizował z Pogromcami Poprzeczek. Mecz ten był spotkaniem bezpośrednich rywali w tabeli, więc zapowiadał się ciekawie. Pierwsza połowa, patrząc na wynik, to duża przewaga gości. Już w 8 minucie Aleksander Peszko przejął piłkę w środku pola i w sytuacji sam na sam z bramkarzem nie zmarnował okazji trafiając na 1-0. Po zdobytej bramce Pogromcy nie zwolnili tempa i już kilka minut później trafili ponownie. Robert Szołtyk wypatrzył wybiegającego na czystą pozycję Norberta Plaka, zagrał ładnie w uliczkę a Norbertowi pozostało tylko wykończyć tę akcję. Rozpędzeni Pogromcy nie zwalniali tempa a Green Team mógł jedynie się bronić. Efektem takiego obrotu spraw była trzecia bramka dla gości. Ponownie Norbert Plak trafił do siatki, po sprytnym zagraniu klepką Bartłomieja Rafała. Przy stanie 3-0 Pogromcy spuścili nogę z gazu, ale Zieloni nie byli w stanie tego wykorzystać. Na drugą odsłonę obie ekipy wyszły bardzo zmotywowane. Gospodarze musieli gonić wynik a goście nie chcieli wypuścić z rąk trzech punktów. Lepiej w tym wszystkim odnaleźli się Pogromcy. MVP spotkania w ekipie przyjezdnych Mateusz Niewiadomy wykorzystał celne podanie od Bartłomieja Rafała i bez problemu trafił na 4-0. Po czwartej bramce wreszcie doczekaliśmy się odpowiedzi przegrywających. Na 1-4 trafił Ilia Marchenko po przechwycie przed polem karnym rywala. Stracona bramka podziałała na Pogromców jak płachta na byka. Olek Markowski, popularnie nazywany BelliGol, tym razem ładnym krosem uruchomił Norberta Plaka a ten drugi bez problemu wykorzystał okazję strzelając na 5-1. Duża przewaga Pogromców widoczna była do końca meczu. Co prawda Green Team strzelili jeszcze na 2-5, ale to triumfatorzy przypieczętowali swoje zwycięstwo bramką w 50 minucie, ustalając wynik meczu na 6-2!
Pojedynek dwóch czołowych zespołów 13-tej Ligi Fanów nie zawiódł, a o to, kto przeczeka zimę na fotelu lidera, wszyscy drżeli do samego końca. Od samego początku inicjatywę próbowali przejąć gracze Wystrzelonych, jednak aspirujące do przejęcia pierwszego miejsca w tabeli Piwo Po Meczu bardzo dobrze rozbijało próby ofensywne gospodarzy. Co więcej, po zamieszaniu w polu karnym i nieprzepisowym zagraniu, sędzia wskazał na "wapno", a rzut karny pewnie na bramkę zamienił Piotrek Zakrzewski. Obie strony bardzo szanowały piłkę, czego efektem była dość skromna ilość okazji bramkowych. Bramki padły jednak jeszcze dwukrotnie i w obu przypadkach były to błędy bloków defensywnych. Najpierw do wyrównania, po niewymuszonej stracie rywala, doprowadził Witek Kalinowski, a następnie, również po przechwycie źle zagranej piłki przez rywala, gola ustalającego wynik pierwszej połowy na 1:2 zanotował Rafał Wiercioch. Przerwa najwyraźniej dobrze zrobiła Wystrzelonym, gdyż po zmianie stron znów prezentowali się nieco lepiej na boisku, czego efektem była dwójkowa akcja Witka Kalinowskiego oraz Daniela Ziółka, gdzie pierwszy z graczy wykreował okazję, a drugi z nich pewnie umieścił dobrze dograną piłkę w bramce. Gol na 2:3 to dobre dośrodkowanie Jakuba Królika i piękne uderzenie głową Piotrka Zakrzewskiego, więc wszystko wskazywało na to, że "Piwosze" w tym arcyważnym starciu zdobędą komplet punktów. Ostatnie minuty to jednak zmasowany atak gospodarzy, którzy mieli kilka naprawdę świetnych okazji, jednak na posterunku pewnie stał Jacek Spaliński. Był jednak bezradny wobec akcji, która wyniknęła z zamieszania w polu karnym, a która zakończyła się dobitką Karola Rodaka po strzale kolegi. Cenne trafienie popularnego "Rodeo" sprawiło, że w hicie tego szczebla ligowego doszło do podziału punktów, a wynik 3:3 odzwierciedlił doskonale dramaturgię tego meczu. Wystrzeleni liderem, Piwo Po Meczu na najniższym stopniu podium.
Dla gospodarzy był to niezwykle istotny mecz, bowiem wobec remisu Piwa Po Meczu i Wystrzelonych otworzyła się przed nimi szansa na zrównanie się punktami z liderem. Widać było po graczach Furduncio, że są mocno skoncentrowani i mają zamiar wykorzystać swoją szansę w tym spotkaniu. Goście po wyczerpującym meczu, przystąpili do drugiego spotkania w okrojonym składzie, bo z zaledwie jedną zmianą. Nie pomagał też im sposób w jaki grali Brazylijczycy, którzy lubią długo utrzymywać się przy piłce, często wykorzystując do tego własnego bramkarza. Na domiar złego, mecz również nie ułożył się po myśli Piwa Po Meczu – tutaj w założeniach można było dostrzec próbę cofnięcia się do defensywy i czekanie na błąd rywala, ale już po 7 minutach ten plan trzeba było weryfikować, bo goście przygrywali 0:2. Najpierw z dystansu wynik otworzył Carlitos Moreira, a chwilę później świetną indywidualną akcją popisał się Lucas Silva. Goście nie rzucili się jednak do huraganowych ataków, wiedzieli bowiem czym to grozi – szybkimi kontrami, a przy narastającym zmęczeniu coraz trudniej byłoby utrzymywać formacje w ryzach i biegać za rywalem. Piwosze odkładali zatem moment, w którym postawiliby wszystko na jedną kartę. Furduncio miało przewagę, dłużej utrzymywało się przy piłce, cierpliwie budując swoje kolejne akcje. Goście w drugiej części zaczęli śmielej atakować – finalizacja pozostawiała jednak sporo do życzenia, bo Bruno Martins nie musiał pokazywać pełni swoich możliwości i bez problemu radził sobie ze strzałami. Za to gospodarze byli nieco bardziej skuteczni – do końca spotkania jeszcze trzykrotnie pokonali bramkarza przeciwnika i zasłużenie zgarnęli komplet punktów. Piwo Po Meczu dało z siebie wszystko – ciekawi jesteśmy jak potoczyłby się ten mecz, gdy nie to, że goście mieli już w nogach jedno spotkanie. Nie ma co ukrywać - w starciu z Brazylijczykami musieli się mocno nabiegać za piłką i zwyczajnie w pewnych momentach prawdopodobnie brakowało im prądu. Brazylijczycy zrobili z kolei swoje i runda rewanżowa zapowiada nam się bardzo ciekawie, bo różnice pomiędzy zespołami z podium są naprawdę niewielkie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)