Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 13 Liga
Zdecydowanie nie tak gracze Niedzielnych II wyobrażali sobie starcie z rezerwami Furduncio Brasil F.C. Już od pierwszych minut goście bardzo mocno postawili na intensywność gry w obronie, przez co gospodarze mieli spore problemy z przedostaniem się pod bramkę Brazylijczyków. Z kolei napierający na bramkę Marcina Aksamitowskiego "Canarinhos" wykorzystali swoje szanse dwukrotnie w pierwszej połowie. Najpierw ładną akcję dwójkową przeprowadzili Gabriel Gliwic oraz Carlitos Moreira, gdzie drugi z wymienionych graczy wykończył akcję na 0:1. Dość szybko w szeregach Niedzielnych II wkradła się frustracja, co skutkowało sporadycznymi dyskusjami zarówno z arbitrem, jak i wewnątrz drużyny. Efektem było rozkojarzenie w szeregach obronnych, co wykorzystał Abbey Stunna, dobijając w trakcie zamieszania w polu karnym piłkę, tym samym ustalając wynik pierwszej połowy na 0:2. Przewaga optyczna była po stronie gości, jednak liczyliśmy, że gospodarze się zmobilizują i pokażą, na co ich stać po zmianie stron. Tak się jednak nie stało i to gracze z Ameryki Południowej nadal przeważali na boisku. Udokumentowali swoją przewagę trzema kolejnymi trafieniami, spośród których dwa zaliczył Carlitos Moreira, a raz na listę strzelców wpisał się Gabriel Gliwic. Okazja dla gospodarzy przytrafiła się po nieprzepisowym zagraniu w polu karnym, a "wapno" na bramkę zamienił Łukasz Ostrowski i było 1:5. Oczekiwaliśmy delikatnego wiatru w żagle Niedzielnych, ale to Furduncio kontynuowało marsz po trzy punkty. Zabójczo skuteczny tego dnia Carlitos Moreira notował kolejne trafienia, w całym meczu pokonując golkipera przeciwników aż sześciokrotnie! Wspomniany golkiper, Marcin Aksamitowski, dał ostatecznie upust swojej frustracji, gdy po wysokim wyprowadzeniu akcji na połowę przeciwników stracił piłkę, a następnie, po strzale rywala, zatrzymał ją ręką...w połowie boiska, za co obejrzał czerwoną kartkę. Nie wpłynęło to jednak znacznie na losy meczu i ostatecznie goście wygrali mecz 8:1.
Pojedynki Pogromców Poprzeczek i Oldboys Derby III mają już swoją renomę, dla tych drugich Pogromcy są (obok Green Teamu) zespołem z którym mają rozegranych najwięcej meczów. Nic dziwnego, że ta rywalizacja urasta do miana klasyka ostatniego poziomu rozgrywkowego. Przed meczem niemal wszystko wskazywało na wygraną Oldbojów, począwszy od słabszej dyspozycji Pogromców, po całkiem dobrą formę gości na starcie sezonu. Sporym wzmocnieniem okazała się obecność Przemka Białego, którego występ stał pod znakiem zapytania, ale bramkarz Oldboys Derby w pełnej gotowości stawił się na Arenie AWF. Mecz zaczął się świetnie dla gości – już w 3 minucie rozegrali fajną akcję, gdzie potrzebowali zaledwie czterech podań, by przetransportować piłkę od bramkarza do Jarosława Wołoszyna, który sfinalizował wszystko mocnym strzałem po poprzeczkę. Chwilę później mogło być 0:2, ale piłka odbiła się jedynie od słupka. Choć Oldboje mieli szansę na podwyższenie, drugą bramkę zdobyli dopiero w 13 minucie. Z rzutu wolnego mocno uderzył Andrzej Garman i wynikiem 0:2 skończyła się pierwsza część. Goście byli stroną przeważającą i niewiele wskazywało na to, że w drugiej odsłonie obraz gry się zmieni. I tak też było, a nawet możemy stwierdzić, że Oldboje wręcz zdominowali Pogromców. Tuż po rozpoczęciu drugiej części podwyższyli na 0:3, po paru minutach było już 0:5. Gospodarze zdołali odpowiedzieć bramkami Olka Markowskiego oraz Adama Maja, który przedarł się z piłką przez całe boisko, by pokonać swojego vis-a-vis. Zryw Pogromców, który odmieni losy meczu? Nie tym razem, romantyczną historię pokonała proza życia, a ta była taka, że Oldboje byli tego dnia o klasę lepsi. Mieli pomysł i mieli środki, by ten pomysł wcielić w życie i byli w tym elemencie skuteczni. Od stanu 2:5 był to mecz do jednej bramki – tej strzeżonej przez Adama Maja. Goście trafili do siatki jeszcze pięciokrotnie i ostateczny wynik brzmi 2:10. Zeszłej jesieni Pogromcy wygrali 8:0, dziś przegrywają 2:10, to wiele mówi jak dużo może się zmienić w ciągu roku. W ekipie z osiedla Derby można wyróżnić Przemka Białego, który od początku sezonu nie schodzi poniżej pewnego poziomu, Jarosława Wołoszyna, który był do bólu skuteczny, ale i pozostałych Oldbojów, bo każdy dołożył cegiełkę do tego zwycięstwa.
Po trzech ligowych kolejkach sytuacja na ostatnim poziomie rozgrywkowym zaczęła się powoli klarować. Minionej niedzieli stanęły naprzeciwko siebie ekipy Gentleman Warsaw Team oraz Szeregu Homogenizowanego. Gospodarze jak dotąd zdobyli o jedno oczko więcej od swoich rywali. Cztery punkty w ich wykonaniu są efektem pokaźnej wygranej nad Pogromcami oraz niedawnemu remisowi z Brazylijczykami. Goście natomiast zapunktowali tylko na inaugurację ligi, z wcześniej wymienioną ekipą Poprzeczek. Tym samym mogliśmy się spodziewać bardzo wyrównanego spotkania. Nie zawiedliśmy się, a sam mecz poniósł obserwatorów! Strzelanie rozpoczęli goście, którzy za sprawą trafienia Pawła Lachowskiego objęli prowadzenie. Należy podkreślić, że bramkę poprzedzało kapitalne podanie Moczulskiego, bez którego droga do bramki byłaby niewątpliwie zablokowana. Radość Szeregu utrzymała się aż do przerwy, na którą zawodnicy schodzili przy stanie 0:1. Gospodarze relatywnie szybko wyrównali jednak po powrocie do gry. Chwilę po tym precyzyjnym i mocnym strzałem pod poprzeczkę bramkarz gości stracił kolejną bramkę, tym razem autorstwa Loze. Zasadniczo, gdy mecz zaczął układać się pod Gentleman Warsaw Team, coś poszło nie tak. Być może była to zbyt otwarta postawa Michała Danga i spółki. Poskutkowało to stratą dwóch bramek, co w efekcie dało porażkę 2:3. Jednakże najbliższa kolejka będzie dla nich szansą na kolejne punkty, zagrają oni bowiem z rezerwami Niedzielnych, które jak dotąd zdobyły zaledwie punkt.
Obie ekipy z ambicjami do walki o czołowe lokaty przystępowały do następnej batalii o ligowe punkty. Piwo Po Meczu jak dotąd z kompletem punktów liczyło na kolejną całą pulę i fotel lidera. Green Team po dwóch zwycięstwach z rzędu chciało kontynuować dobrą passę. Pierwsza połowa niezwykle wyrównana. Początkowo lepiej prezentowali się gospodarze, którzy szybko wyszli na prowadzenie za sprawą Michała Świercza. Z biegiem czasu goście jednak rozkręcali się, a w przodzie sporo pracy wykonywał Kasper Masenek. To właśnie jego bramka dała kontakt z rywalami. Piwo Po Meczu starało się odskoczyć z wynikiem, ale przeciwnicy nie zamierzali łatwo oddać pola i skutecznie się bronili. W końcówce po jednej z akcji sędzia podyktował rzut karny dla gości. Ponownie niezwodny Kacper Masenek strzelił bezbłędnie i do przerwy mieliśmy remis 3:3. Po zmianie stron obie ekipy miały swoje okazje. Niestety gra trochę się zaostrzyła a w efekcie tego goście musieli grać w osłabieniu. Stracili do tego dwie bramki i musieli szukać sposobu, by odrobić straty. Kolejna trochę nierozważna żółta kartka po zagraniu ręką napastnika nie pomagała. Czas płynął a Green Team mimo ambitnej walki do końca nie odmienił losów meczu. Ostatecznie gospodarze wygrywają 5:3 i umacniają się na czele tabeli. Goście w środku stawki, ale nadal z szansami na walkę o czołowe lokaty w tej kampanii.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)