Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 1 Liga
Niemal dokładnie rok temu Betterstyle Husaria Mokotów, na tym samym poziomie rozgrywkowym, wysoko pokonała Inferno Team. Tym razem to jednak goście lepiej rozpoczęli sezon i byli mocno zmotywowani, by się zrewanżować.
Spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenia Inferno, które już po około 11 minutach prowadziło 4:0. Sam wynik nie do końca oddawał jednak to, co działo się na boisku — gra gości była składniejsza, ale Husaria również miała swoje okazje. Największym problemem gospodarzy okazał się Lucjan Baran, który skutecznie zatrzymywał wszystkie piłki zmierzające w stronę jego bramki. Gospodarze dopiero w 20. minucie zdołali zdobyć pierwszego gola, a chwilę później dołożyli drugiego. Inferno odpowiedziało błyskawicznie, ustalając wynik do przerwy na 2:5.
Po zmianie stron tempo meczu jeszcze wzrosło. Obie drużyny niemal naprzemiennie zdobywały bramki, lecz taka wymiana była korzystna dla gości, którzy mieli bezpieczną zaliczkę z pierwszej odsłony spotkania. Im bliżej końca, tym bardziej dało się odczuć narastające napięcie między zawodnikami. W pewnym momencie emocje wzięły górę — po prowokacyjnym klaskaniu bramkarza Dominik Talarek nie wytrzymał i, wybiegając z bramki, trafił rywala piłką w twarz, za co otrzymał drugą żółtą kartkę. Niepotrzebne zachowanie przeniosło się także za linię boczną, co jest absolutnie nie do przyjęcia.
Ostatecznie Inferno Team zasłużenie wygrało różnicą trzech goli i z kompletem punktów zajmuje drugie miejsce w tabeli.
Założenie wszystkich znawców Ligi Fanów było tutaj proste — Łowcy przyjeżdżają, odhaczają mecz i jadą dalej. Poziom tej drużyny jest bowiem zdecydowanie wyższy niż obecnej 1. ligi. I trzeba otwarcie powiedzieć, że w pełni to potwierdzili — pokazali, że wszystkie opinie o ich klasie są jak najbardziej uzasadnione.
Pierwsze 10–15 minut tego pojedynku to totalna dominacja gospodarzy i błyskawiczne wypracowanie sobie bardzo bezpiecznej przewagi — wyniku 5:0. Rezultat ten utrzymał się do końca pierwszej połowy, w której zawodnicy Explo niewiele mieli do powiedzenia.
Druga odsłona spotkania była już bardziej wyrównana. Złożyło się na to kilka czynników. Wciąż zmotywowani gracze Explo, nie mając nic do stracenia, zaczęli grać odważniej i wszelkimi siłami starali się zagrozić bramce strzeżonej przez Bohdana Bezkrovnyia. Ta sztuka udała im się dwukrotnie, a dokładnie taką samą liczbą trafień odpowiedzieli gospodarze. Łowcy w drugiej połowie nieco spuścili z tonu — można powiedzieć, że włączyli „tryb eco”. Mając bezpieczną przewagę, musieli już tylko, piłkarsko mówiąc, dowieźć wynik — i to im się udało. Końcowy rezultat 7:2 to w gruncie rzeczy niski wynik, biorąc pod uwagę, jak mocno rozpoczęli ten mecz.
Jesteśmy pewni, że gdyby Łowcy utrzymali koncentrację i intensywność z pierwszych minut, końcowy rezultat byłby zdecydowanie wyższy. Trzeba jednak pochwalić Explo, które postawiło się silnemu rywalowi — może nie wygrali, ale zyskali uznanie walkę do samego końca oraz za to, że nie poddali się mimo trudnego początku.
W meczu dwóch drużyn z identycznym dorobkiem punktowym po dwóch kolejkach – po trzy oczka – emocji nie brakowało od pierwszego gwizdka do samego końca. Starcie KS Presley Gniazdowy z UEFA Mafią Ursynów okazało się prawdziwym rollercoasterem i z pewnością jednym z najbardziej widowiskowych pojedynków tej serii gier.
Lepiej w mecz weszli gospodarze. Już po niespełna dziesięciu minutach, po trafieniu Baranowskiego i dwóch bramkach Pudełka, Presley prowadził 3:0. Wydawało się, że mecz układa się po ich myśli, ale wtedy przebudził się Adam Goleń, który w odstępie dwóch minut dwukrotnie pokonał bramkarza rywali, zmniejszając straty. W odpowiedzi Pudełek skompletował hat-tricka, a do tego gola dorzucił jeszcze Skorupa. UEFA znów odpowiedziała błyskawicznie – trafienia Paluszka i Woronowicza doprowadziły do wyniku 5:4. Ostatnie słowo w pierwszej połowie należało jednak do gospodarzy – do siatki ponownie trafił Skorupa, ustalając wynik do przerwy na 6:4.
Po zmianie stron to goście zaczęli przejmować inicjatywę, dłużej utrzymując się przy piłce. Szybko przyniosło to efekt – Falkiewicz zdobył gola po asyście Golenia. Co prawda Szadkowski odpowiedział trafieniem na 7:5, ale kolejne minuty należały już do UEFA Mafii. W krótkim czasie goście zdobyli trzy bramki – ponownie Falkiewicz, Woronowicz oraz Piłatkowski – po raz pierwszy w tym spotkaniu wychodząc na prowadzenie. Gdy na pięć minut przed końcem Pudełek doprowadził do wyrównania (czwarta bramka w meczu!), zanosiło się na remis. Jednak ostateczne słowo należało do Komendołowicza, który zapewnił gościom zwycięstwo 9:8!
To był mecz pełen zwrotów akcji, z dwoma bohaterami – Pudełkiem po stronie gospodarzy oraz Goleniem po stronie gości. Tym razem to ten drugi wyszedł z tego starcia obronną ręką.
W meczu 3. kolejki 1. Ligi Fanów doszło do ciekawego starcia pomiędzy Korsarzami a drużyną Kebavita. Spotkanie rozpoczęło się bardzo wyrównanie – obie ekipy grały ostrożnie, koncentrując się na defensywie i czekając na błędy przeciwnika. Do przerwy na tablicy wyników widniał remis 1:1, co dobrze oddawało przebieg pierwszej połowy. Zarówno Korsarze, jak i Kebavita potrafili stwarzać sytuacje, ale brakowało im precyzji w wykończeniu.
Po zmianie stron tempo gry zdecydowanie wzrosło. Gracze Kebavity doprowadzili do remisu 2:2, jednak od tego momentu mecz całkowicie zmienił obraz. Korsarze przejęli pełną kontrolę nad spotkaniem – zaczęli dominować w środku pola, szybciej operować piłką i bezlitośnie wykorzystywać każdy błąd rywala. Ich gra nabrała płynności, a kolejne akcje kończyły się skutecznymi strzałami na bramkę przeciwnika. W końcówce różnica klas była już bardzo wyraźna. Gospodarze grali z pełnym spokojem, utrzymując wysokie tempo i konsekwentnie powiększając przewagę. Ostatecznie Korsarze zasłużenie wygrali 6:2, pokazując siłę, zorganizowanie i świetne przygotowanie kondycyjne.
Dla Kebavity był to mecz dwóch różnych połów – dobra, wyrównana pierwsza część i znacznie słabsza druga, w której zabrakło energii i pomysłu na zatrzymanie rozpędzonych gospodarzy. Korsarze natomiast potwierdzili, że potrafią zareagować na trudne momenty i z biegiem meczu coraz mocniej narzucać swój styl gry.
Sirius w tym sezonie prezentuje się znakomicie, ale w niedzielny wieczór czekał ich naprawdę wymagający pojedynek z ekipą Toho. Zespół z Grodziska Mazowieckiego liczył na punkty w tym starciu, jednak już pierwsze minuty jasno pokazały, że będzie to dla nich niezwykle trudna przeprawa. Drużyna z Ukrainy od samego początku narzuciła swoje tempo, szybko obejmując prowadzenie i całkowicie dominując rywala.
W pierwszej fazie meczu Sirius grał jak z nut – skutecznie, pewnie i z ogromną swobodą. W pewnym momencie na tablicy wyników widniało już 4:0, a Toho nie potrafiło znaleźć sposobu, by zatrzymać rozpędzonych gospodarzy. Strzelony wreszcie gol dał co prawda nadzieję ekipie Kacpra Flisa na odwrócenie losów spotkania po przerwie, ale jeszcze przed końcem pierwszej połowy Sirius ponownie trafił do siatki i na przerwę schodził przy wyniku 5:1.
Po zmianie stron scenariusz na chwilę się odmienił – Toho, podobnie jak w meczu z Presleyem Gniazdowym, zaczęło ambitnie odrabiać straty. Dwie szybkie bramki dały im wiatr w żagle, a między słupkami kapitalnie spisywał się Michał Papierz, który nie tylko kilkukrotnie efektownie ratował zespół, ale sam również wpisał się na listę strzelców. Gdy wynik wynosił 5:4, wydawało się, że mecz znów staje się otwarty. Sirius jednak szybko odzyskał kontrolę – dwa kolejne trafienia uspokoiły sytuację i wydawało się, że gospodarze definitywnie zamkną spotkanie. Nic bardziej mylnego. Toho ponownie ruszyło do ataku, walcząc do samego końca o choćby jeden punkt. Mimo ogromnej determinacji udało się jedynie zmniejszyć rozmiary porażki – mecz zakończył się wynikiem 7:6 dla Siriusa. Toho może żałować przede wszystkim słabej pierwszej połowy – gdyby zagrali w niej z takim samym zaangażowaniem jak po przerwie, wynik mógłby być zupełnie inny...







)
)
)
)
)
)
)
)
)