Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 6 Liga
Jak można było przeczytać w naszej zapowiedzi meczowej, spotkanie pomiędzy FC Olimpik a Hiszpańskim Galeonem zapowiadało się bardzo ciekawie. Po jednej stronie mieliśmy bohatera ostatniej kolejki, gracza Olimpiku Valentyna Hordichuka – zdobywcę siedmiu z dziewięciu bramek swojego zespołu. Po drugiej – dwukrotnych triumfatorów Ligi Letniej. Co prawda tym razem Galeon nie miał już szans na kolejny puchar, ale w grze wciąż pozostawało miejsce na podium. A zatem było o co grać.
Gospodarze nie zamierzali tanio sprzedać skóry. Już w 3. minucie, po niezbyt groźnym rzucie wolnym, piłka trafiła w poprzeczkę bramki strzeżonej przez Jędrzeja Skawinę. Wywalczony w ten sposób rzut rożny gracze Olimpiku zamienili na gola autorstwa Michała Grzegorzewskiego. Grzegorzewski w tym meczu zdobył cztery bramki – wszystkie, na które tego dnia stać było gospodarzy.
Niekwestionowanym bohaterem spotkania został jednak inny Michał – zawodnik Hiszpańskiego Galeonu, Michał Dąbkowski. Jego czucie gry, inteligentne poruszanie się po boisku oraz wysokie umiejętności piłkarskie zaowocowały aż siedmioma trafieniami i trzema asystami. Próbką jego klasy było choćby trafienie na 3:4 – samodzielnie odebrał piłkę w środku boiska i mimo asysty trzech, a nawet czterech rywali, przedostał się pod bramkę i oddał skuteczny strzał.
Wysokie zwycięstwo Galeonu sprawiło, że wskoczyli oni na 3. miejsce w tabeli, co oznacza niezwykle zacięte starcie w ostatniej kolejce – sprawa podium pozostaje otwarta.
W meczu 6. Ligi reprezentanci A.D.S. Scorpion’s musieli stawić czoła świetnie dysponowanym w rundzie letniej graczom Alash FC. Bezsprzecznym faworytem byli zawodnicy gości i od samego początku ruszyli do ataku, wyraźnie dominując. Już po 11 minutach na tablicy wyników widniał rezultat 0:3. Wydawało się, że to bezpieczna zaliczka i pewna wygrana Alash – nic bardziej mylnego.
Podopieczni Artura Kałuskiego obudzili się niczym feniks z popiołów i ruszyli do odrabiania strat. Udało im się tego dokonać jeszcze przed końcem pierwszej połowy, dzięki czemu na przerwę obie drużyny schodziły przy stanie 3:3. Najbardziej aktywny w ekipie ADS-u był Paweł Pytko, który raz po raz brał udział w akcjach i wyróżniał się na tle zespołu.
Druga część spotkania to już otwarta gra po obu stronach – jeśli ktoś chciał zgarnąć komplet punktów, musiał postawić wszystko na jedną kartę. Choć tabela wskazywała na wyraźnego faworyta, to na boisku Scorpion’s grali z rywalem jak równy z równym. Była to prawdziwa wymiana ognia, a obie ekipy nie zamierzały zadowolić się remisem.
W ostatniej akcji meczu, przy stanie 5:5, gospodarze wykonywali rzut wolny. Ten stały fragment gry okazał się zbawienny dla jednych, a tragiczny w skutkach dla drugich. Po kilku rykoszetach piłka znalazła drogę do bramki strzeżonej przez Piotrka Arendta, co przesądziło o zwycięstwie Alash 6:5. Ależ to były emocje!
Niespodzianka? To mało powiedziane – to była prawdziwa sensacja! Inaczej nie da się określić porażki grającej atrakcyjny futbol drużyny KS Centrum, która przecież walczy o medale, z outsiderem tabeli, jakim do tego wieczoru byli Wczorajsi. Ledwo rozpoczął się mecz, a już na tablicy wyników widniało 0:1 po potężnym strzale niedawnego nabytku gości, Bartka Muzyki. Ów zawodnik niedługo później popisał się znakomitym przeglądem pola i dalekim wrzutem z autu, asystując Krystianowi Łącznemu.
Można powiedzieć, że lekarstwem na bolączki ekipy z Centrum Warszawy okazał się niezwykle waleczny Hubert Marczyk, który swoim ofiarnym przechwytem i samodzielnym trafieniem dodał otuchy graczom w żółtych strojach. Powiew optymizmu u gospodarzy błyskawicznie rozwiali jednak Muzyka, Łączny oraz Erbel, którzy szybko wypracowali czterobramkowe prowadzenie. Sygnał do odrabiania strat ponownie dał piłkarzom KS Centrum Marczyk, kierując piłkę do siatki strzałem głową po wrzucie z autu Pawła Maciejskiego. Na wzór Marczyka nieustępliwość pokazał Kuba Bembas i doprowadził do stanu 3:5. Kolejny gol należał już do Wczorajszych i możemy tu mówić o sporym szczęściu – przy strzale Łącznego piłka odbiła się od bramkarza w taki sposób, że wróciła do strzelającego, gdy ten miał już przed sobą przysłowiowego „pustaka”.
Druga połowa? To już niestety pogrom i pokaz siły bardzo ofensywnie nastawionych Wczorajszych, którzy w całym tym chaosie czuli się jak ryba w wodzie, marginalizując obecność przeciwników w tej rywalizacji. Muzyka, Kuberski, Zygarski, Łączny i oczywiście kapitan zespołu, Kuba Erbel, bawili się, rozmontowując defensywę Centrum szybkimi kontrami, próbami z dystansu czy też po stałych fragmentach gry.
Rezultat 3:13 na pewno mocno podbudował morale gości przed arcyważnym, w kontekście opuszczenia czerwonej strefy, spotkaniem z Gentleman Warsaw Team. Dla gospodarzy natomiast był to zimny prysznic i nauczka, z której przed starciem o brąz 6. Ligi muszą koniecznie wyciągnąć wnioski.
Aby zachować jeszcze cień nadziei na wskoczenie na podium letniej ligi, Gentleman Warsaw Team musieli pokonać lidera tabeli – Gambę Veloce. Zadanie od początku wydawało się niezwykle trudne, tym bardziej że na boisku zabrakło największej gwiazdy Gentlemanów, Pawła Domańskiego. Wydawało się więc, że Gamba szybko rozstrzygnie losy tego meczu na swoją korzyść.
Tymczasem obraz gry od początku wyglądał zupełnie inaczej. Gentlemani byli świetnie ustawieni w defensywie i konsekwentnie czekali na kontry, zmuszając faworyta do ataku pozycyjnego. A w tym elemencie Gamba nie radziła sobie najlepiej – co prawda okazje się pojawiały, ale brakowało skuteczności. Z kolei Gentlemani od czasu do czasu potrafili odpowiedzieć groźnymi akcjami. Pierwsza połowa zakończyła się ostatecznie bezbramkowym remisem, który tylko utwierdził nominalnych gości w przekonaniu, że ich plan ma sens.
Remis utrzymywał się jeszcze przez kilka minut po przerwie, aż wreszcie o sobie przypomniał lider Gamby – Filip Wolski. Kapitan zespołu popisał się indywidualną akcją i precyzyjnym strzałem obok Jakuba Augustyniaka, otworzył wynik. Wydawało się, że to początek końca marzeń Gentlemanów. Nic bardziej mylnego. Ci szybko doprowadzili do wyrównania – po uderzeniu Michała Danga i fatalnym błędzie Mateusza Zalegi, który przepuścił prostą piłkę.
Końcówka meczu mogła potoczyć się sensacyjnie – gdyby Piotrek Łoże uderzył odrobinę celniej, zamiast w słupek, Gentlemani mogli objąć prowadzenie. Zamiast tego chwilę później Gamba wykorzystała rzut rożny – Rafał Fota dośrodkował, a akcję zamknął Bartek Dybowski, dając swojej drużynie prowadzenie 2:1. Na kilka minut przed końcem lider tabeli dołożył jeszcze jedno trafienie i ostatecznie „przepchnął” ten mecz, choć zwycięstwo przyszło z dużym trudem.
Dzięki temu Gamba jest już pewna co najmniej srebra, a w ostatnim spotkaniu z FC Alash potrzebuje tylko remisu, by sięgnąć po złoto. Gentlemanom podium już nie grozi, ale mimo porażki pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie. Oprócz tradycyjnie chwalonego bramkarza Jakuba Augustyniaka świetnie zaprezentował się Michał Dodi, który trzymał defensywę w ryzach i łatał wszystkie luki. Patrząc na przebieg meczu, można się zastanawiać, czy z obecnym Pawłem Domańskim wynik nie byłby zupełnie inny...







)
)
)
)
)
)
)
)