Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 6 Liga
W różnych nastrojach przystępowały ekipy Alash FC i Gentleman Warsaw Team do bezpośredniej potyczki. Pierwsi zdążyli już otworzyć dorobek punktowy, drudzy nie – a przecież Gentlemani na pewno mieli chrapkę na podium w sezonie letnim. Żeby te marzenia nie stały się mrzonką, tutaj trzeba było pokusić się o wygraną – na którą jednak początkowo totalnie się nie zapowiadało.
To ekipa z Kazachstanu weszła zdecydowanie lepiej w to spotkanie i po dwóch trafieniach Nurlykhana Yessenzhana prowadziła 2:0. I miała okazję, by było jeszcze wyżej, bo różnica w szybkości budowania akcji i kreacji była zdecydowanie po stronie gospodarzy. Gentlemani musieli się szybko obudzić, a sprawy w swoje ręce wziął Paweł Domański. To jego dwa gole, niemalże z niczego, spowodowały, że wynik został wyrównany, a spotkanie zaczęło się niejako na nowo.
W drugiej połowie zaczęło się od błędu bramkarza Alash, który tak wykopywał piłkę, że praktycznie nabił nią Sebastiana Bartosika. Kazachowie szybko jednak wyrównali na 3:3, a potem mecz wyglądał tak, że jedni i drudzy mieli swoje sytuacje. Co więcej – te bardziej klarowne, gdzie wystarczyło tylko dobrze dołożyć nogę, mieli gracze Alash FC, lecz fatalnie pudłowali. No i to się na nich zemściło – najpierw kolejnego gola zdobył dla Gentlemanów Sebastian Bartosik, potem po kontrze zrobiło się 3:5, i chociaż w tzw. międzyczasie okazji dla Kazachów nie brakowało, to nic nie chciało wpaść.
A Gentlemani byli bardzo konsekwentni, szczególnie biorąc pod uwagę skuteczność – i finalnie zamknęli mecz w stosunku 6:3. Biorąc pod uwagę, jak ten mecz wyglądał, to zwycięstwo musi cieszyć. Nie odważylibyśmy się bowiem napisać, że byli tutaj drużyną lepszą. To nie. Zdecydowanie za to byli bardziej skuteczni – a o to przecież chodzi w piłce. Alash z kolei musi czuć zawód, bo gdyby w tym meczu dysponował napastnikiem z prawdziwego zdarzenia, to wynik mógłby być odwrotny. I chyba warto nad tą pozycją pomyśleć w obliczu kolejnych spotkań, bo ta ekipa umie grać w piłkę – tylko musi to udowadniać golami.
Mecz 6. Ligi pomiędzy KS Centrum a A.D.S. SCORPION'S długo balansował na granicy niedosytu, by w drugiej połowie eksplodować lawiną bramek.
Pierwsza część spotkania to festiwal niewykorzystanych okazji. Obie ekipy stwarzały sytuacje, ale brakowało im precyzji, zimnej krwi lub zwyczajnie szczęścia. Świetne interwencje bramkarzy i obrońców skutecznie blokowały próby ofensywne, a widzowie mogli się tylko zastanawiać, kto pierwszy znajdzie sposób na przełamanie impasu. Wreszcie w 10. minucie Pijasiuk dał prowadzenie Skorpionom, ale tuż przed 20. minutą, po rzucie rożnym, Ciołek wyrównał i do przerwy mieliśmy remis 1:1.
Druga połowa to już zupełnie inna historia. W zaledwie kwadrans KS Centrum zdemolowało przeciwnika, zmieniając wynik z 1:1 na… 9:1! Kluczowa była intensywność – agresywny pressing, szybkie przejścia do ataku i zmuszenie rywala do serii błędów. Bembas, Ciołek, Goc i Wojda byli architektami tej demolki – kreowali niemal każdą groźną akcję, zamieniając je na kolejne trafienia. Skorpiony nie odpuściły, próbowały odgryzać się w końcówce i udało im się zdobyć kilka bramek. Niestety – za późno. Po drodze zanotowali też kilka fatalnych pomyłek przy strzałach, a niektóre nieporozumienia między zawodnikami tylko pogłębiały frustrację.
Co ciekawe, po dwóch kolejkach wszystkie osiem drużyn w 6. Lidze mają po 3 punkty. To zwiastuje niesamowicie wyrównaną walkę i wielkie emocje w następnych kolejkach.
Gamba Veloce – FC Olimpik to starcie, które oglądaliśmy w minioną niedzielę w 6. Lidze Fanów. Spotkanie zapowiadało się naprawdę interesująco – obie ekipy miały dosyć szerokie kadry, więc o tempo meczu oraz emocje raczej nie musieliśmy się martwić.
No i właśnie tu dochodzimy do samego spotkania – które niby było emocjonujący, ale jednak nie do końca. Już na samym początku spotkania drużyna Olimpiku, po przejęciu piłki i szybkim kontrataku, wyszła na prowadzenie. Autorem trafienia był Serhii Novakovskyi. To nie był jednak koniec problemów Gamby Veloce – chwilę później kolejne dwa gole dla gości dołożył Diachenko. Gospodarze zabrali się za odrabianie strat, a bardzo ładnym trafieniem popisał się Filip Wolski – autor wszystkich bramek dla swojej drużyny w tym meczu. Niestety dla nich, Olimpik błyskawicznie odpowiedział kolejnym golem i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:4.
Druga odsłona to mądre, wyrachowane granie w defensywie drużyny gości oraz znakomita postawa w bramce Mykoli Semeniuka. Bramkarz Olimpiku dwoił się i troił – przyciągał piłki jak magnes i niemal zaczarował swoją siatkę, kapitulując przez całe drugie 25 minut tylko raz. Z kolei Gamba robiła, co mogła, by zdobyć kolejne bramki, ale ich skuteczność – delikatnie mówiąc – pozostawiała wiele do życzenia. Polegali głównie na przebłyskach geniuszu Filipa Wolskiego, który rozegrał naprawdę dobre spotkanie, ale zdecydowanie brakowało mu wsparcia w ofensywie.
Pod koniec meczu gra niestety nieco się zaostrzyła, czego efektem były dwie żółte kartki. Nie przeszkodziło to jednak ekipie Olimpiku w zdobyciu piątej, decydującej bramki, która ostatecznie zamknęła tę potyczkę.
Wczorajsi FC w swoim zeszłotygodniowym debiucie na naszych boiskach posmakowali goryczy porażki. W drugiej kolejce mierzyli się z Hiszpańskim Galeonem, który po wysokiej wygranej w pierwszej serii gier zasiadał na fotelu lidera. Gospodarze wyciągnęli wnioski z inauguracyjnego występu i na ten mecz stawili się w szerokim składzie.
Kiedy sędzia odgwizdał początek spotkania, dźwięk gwizdka nie zdążył jeszcze dobrze wybrzmieć, a Wczorajsi już objęli prowadzenie. Jakub Erbel wykorzystał podanie od Davisa Chaterera i zmusił chwilowo grającego w bramce Jędrzeja Skawina do wyciągnięcia piłki z siatki. Gdy pomiędzy słupkami Galeonu pojawił się Artur Pręgowski, gospodarze długo nie mogli go pokonać. Cały mecz był pojedynkiem dwóch bramkarzy – obydwaj wielokrotni udowadniali swój kunszt, choć – jak to w futbolu – nie wszystko dało się obronić. W 7. minucie goście po wielu staraniach zdołali doprowadzić do remisu, a wynik 1:1 nie uległ już zmianie do końca pierwszej połowy – głównie za sprawą znakomitych interwencji golkiperów. Wyrównana gra stawała się z minuty na minutę coraz twardsza, a emocje zaczęły buzować. Na szczęście nie doszło do eskalacji.
Drugą część spotkania lepiej rozpoczęli zawodnicy Galeonu – już w 28. minucie po raz pierwszy wyszli na prowadzenie. Obie drużyny miały jeszcze dogodne sytuacje, ale celowniki nie były ustawione optymalnie. Na około 13 minut przed końcem Wczorajsi nie wykorzystali gry w przewadze jednego zawodnika i wydawało się, że goście dowiozą skromne zwycięstwo do końca. Kluczowe okazały się jednak ostatnie cztery minuty, które w pełni należały do gospodarzy. Najpierw Davis Chaterera pokonał Pręgowskiego, a chwilę później Konrad Zygarski zapewnił Wczorajszym pierwsze zwycięstwo w rozgrywkach.
Dzięki tej wygranej – i pozostałym wynikom na tym poziomie – wszystkie zespoły mają po dwóch kolejkach taką samą liczbę punktów. Tylko różnica bramek sprawiła, że Wczorajsi zamykają tabelę, a Hiszpański Galeon… wciąż pozostaje liderem.







)
)
)
)
)
)
)
)