reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga

Relacje meczowe: 6 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
17:00

Przed pierwszym gwizdkiem trudno było wskazać jednoznacznego faworyta. Na Arenie AWF zapowiadało się wyrównane i emocjonujące starcie pomiędzy Gentleman Warsaw Team a KS Centrum.

Spotkanie lepiej rozpoczęli goście, którzy od pierwszych minut przejęli inicjatywę. Strzelanie otworzył Jakub Bembas, pewnie wykorzystując swoją okazję. Chwilę później ten sam zawodnik popisał się dynamicznym rajdem prawą stroną boiska i wyłożył piłkę jak na tacy Dawidowi Baranieckiemu, który mocnym uderzeniem podwyższył prowadzenie na 0:2.

Gospodarze nie zamierzali jednak składać broni. Błyskawicznie odpowiedzieli dwoma trafieniami – najpierw do siatki trafił Piotr Dziemieszczyk, a chwilę później Paweł Domański silnym strzałem doprowadził do wyrównania. Gentleman Warsaw Team poszli za ciosem i jeszcze przed przerwą wyszli na prowadzenie po pięknym uderzeniu Michała Ostachowskiego, ustalając wynik pierwszej połowy na 3:2.

Po zmianie stron emocje wcale nie opadły. Centrum szybko wyrównało za sprawą trafienia Macieja Ciołka, a kilka minut później sprytnie rozegrany rzut wolny przyniósł im kolejną bramkę i ponowne prowadzenie (3:4). W końcówce obie drużyny dołożyły jeszcze po jednym golu – KS Centrum podwyższyło na 3:5, a w ostatnich minutach Michał Dang dał Gentlemanom nadzieję na remis. Strzelanie jednak się zakończyło i mimo ambitnej postawy gospodarzy, trzy punkty powędrowały na konto KS Centrum.

Był to świetny mecz – pełny walki, ale też wzajemnego szacunku. Obie ekipy pokazały, że potrafią grać ofensywnie i z klasą, dostarczając widowiska na naprawdę dobrym poziomie.

2
18:00

Drużyna ze strefy spadkowej, A.D.S. Scorpion’s, podejmowała lidera 6. ligi – Gambe Veloce – w kolejnym meczu, jaki mieliśmy przyjemność oglądać w ostatnią niedzielę. Trzeba przyznać, że faworyt był tylko jeden – i tym razem potwierdził swoją rolę w stu procentach.

Pierwsza połowa, niestety dla widowiska, upłynęła pod znakiem dominacji gości. Dowodzeni przez swojego kapitana i niezastąpionego Filipa Wolskiego, grali jak po sznurku, zdobywając kolejne gole i nie tracąc żadnego. Po stronie gospodarzy najwięcej wrażenia zrobił bramkarz, Piotr Arendt, który momentami wyczyniał prawdziwe cuda, ratując swój zespół przed dwucyfrowym wynikiem – a patrząc na liczbę dogodnych okazji Gamby, taki rezultat był całkiem realny.

Druga odsłona przyniosła lekkie spuszczenie z tonu przez aktualnych liderów, co skutkowało kilkoma błędami i stratą dwóch bramek. Mimo to przewaga wypracowana wcześniej była na tyle bezpieczna, że goście mogli w pełnym spokoju dowieźć wynik do końca. Dopisują sobie trzy punkty do ligowej tabeli oraz solidny bilans +5 w golach. Goli mogło być jednak znacznie więcej – Gambe Veloce kilkukrotnie obijała obramowanie bramki Scorpionsów, aż w pewnym momencie przestaliśmy liczyć takie sytuacje.

Końcowy wynik brzmiał 7:2, a my dziękujemy zawodnikom za czysty, bezkartkowy mecz, jaki zaprezentowali w miniony weekend.

3
18:00

Obie ekipy rozpoczęły mecz z podobnym dorobkiem punktowym i świadomością, że zwycięstwo pozwoli im złapać oddech w tabeli. Wczorajsi liczyli, że ich solidna gra z poprzednich kolejek wreszcie przełoży się na punkty, natomiast Olimpik chciał udowodnić, że potrafi zagrać równo przez całe spotkanie, a nie tylko fragmentami. Zapowiadało się starcie na styku – i dokładnie takie dostaliśmy.

Od pierwszych minut Wczorajsi wyglądali na drużynę, która przyjechała po komplet punktów. Szybko objęli prowadzenie po trafieniu, jakie zanotował Jakub Erbel, a chwilę później podwyższyli wynik na 0:2. Gospodarze długo nie mogli złapać rytmu, ale bramka Valentyna Hordichuka pozwoliła im wrócić do gry. Goście odpowiedzieli jeszcze jednym trafieniem swojego kapitana, jednak to tylko pobudziło Olimpik.

Z 1:3 zrobiło się 4:3, a Hordichuk popisał się serią skutecznych zagrań, kończąc pierwszą połowę efektownym golem z przewrotki. Po zmianie stron Olimpik ruszył po kolejne bramki, a ich lider dołożył następne trafienia. Wczorajsi jeszcze gonili wynik i na moment zbliżyli się na 5:4, lecz końcówka należała do gospodarzy.

Gra stała się otwarta, bramki wpadały po obu stronach, aż wirtualna tablica z wynikiem pokazała 8:7. Ostatnie słowo należało jednak do Hordichuka, który ustalił wynik na 9:7. Olimpik udowodnił, że potrafi przejąć inicjatywę w kluczowych momentach i utrzymać ją do końca. Hordichuk był bezsprzecznym bohaterem spotkania – miał udział przy każdej bramce swojej drużyny i praktycznie w pojedynkę odwrócił losy rywalizacji.

4
22:00

Spotkanie zapowiadane jako techniczne święto 6. Ligi nie zawiodło oczekiwań. Mimo późnej pory i zmęczenia Galeonu po porannym debiucie w Okręgowym Pucharze Polski, oba zespoły stworzyły widowisko zdecydowanie przewyższające ligowy standard.

Od pierwszego gwizdka było widać, że piłka „nie parzy” żadnego z zawodników – dominowały przemyślane akcje, szybka wymiana podań i efektowne pojedynki 1 na 1. Pierwsza połowa należała jednak zdecydowanie do Alash FC. Dzięki błyskotliwej grze ofensywnej, a przede wszystkim kapitalnej dyspozycji Madiyara Seidualiego, który raz za razem rozrywał defensywę rywala, Alash schodził na przerwę z komfortowym prowadzeniem 4:0. Galeon miał swoje okazje, lecz brakowało skuteczności w ich wykończeniu.

Po przerwie drużyna Hiszpańskiego Galeonu pokazała charakter, zdobywając dwa gole i próbując wrócić do gry. Jednak mimo rotacji w składzie i spokojniejszego tempa, sił po prostu zabrakło. Alash odpowiedział jeszcze jednym trafieniem, pieczętując zasłużone zwycięstwo 5:2.

Choć wynik sugeruje jednostronne starcie, w rzeczywistości było to spotkanie dwóch zespołów, które potrafią grać w piłkę. Galeon z pewnością będzie groźny w kolejnych kolejkach, a Alash FC po raz kolejny potwierdził, że należy do ścisłej ligowej czołówki.

Reklama