reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga

Relacje meczowe: 6 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
16:00

W 6. lidze, po dwóch kolejkach, każda z drużyn miała na koncie po 3 punkty, co tylko podnosiło wagę tego spotkania. Mecz rozpoczął się bardzo dynamicznie – już na początku Semeniuk w kocim stylu wyciągnął piłkę z linii bramkowej po strzale Macieja Wojdy, a kilkadziesiąt sekund później Olimpik objął prowadzenie po uderzeniu z dystansu autorstwa Hordichuka.

Niestety dla Olimpiku, był to pierwszy i ostatni moment, gdy prowadzili w tym meczu. Od tego momentu inicjatywę przejęło Centrum i nie oddało jej już do końca. W pierwszej połowie dwukrotnie wykorzystali błędy bramkarza przy rozegraniu, zamieniając je na gole – najpierw Wojda, potem Bembas. Kolejne trafienia przyszły już po składnych akcjach. Najpierw Rogulski zatrzymał się tuż przed polem karnym, przyciągnął na siebie obrońców i – gdy wydawało się, że zwleka za długo – oddał techniczny strzał w róg bramki, kompletnie zaskakując golkipera. Ciołek dołożył kolejne trafienie po znakomitym przyjęciu długiego podania i pewnym wykończeniu słabszą nogą.

Nie można powiedzieć, że Centrum całkowicie zdominowało to spotkanie – gra była stosunkowo wyrównana – ale od momentu objęcia prowadzenia to oni w pełni kontrolowali przebieg meczu. Olimpik miał swoje szanse i niezłe fragmenty, natomiast brakowało konkretów: ofensywnego zacięcia, presji, czegoś, co mogłoby naprawdę zaniepokoić rywala.

Zamiast tego to Bembas w 28. minucie podwyższył prowadzenie Centrum, ostatecznie pogrzebując nadzieje Olimpika na odwrócenie losów meczu. Co prawda w 38. minucie Poliszczuk – do dwóch asyst dorzucił gola – i dał swojej drużynie odrobinę nadziei, ale wynik nie uległ już znaczącej zmianie. "Fioletowi" próbowali jeszcze odpowiedzieć, byli nieco aktywniejsi w końcówce, ale nie przełożyło się to na rezultat. Obie drużyny zdobyły jeszcze po golu w końcówce, ustalając wynik meczu na 3:6.

W tej lidze wciąż wszystko może się zdarzyć – tabela jest niezwykle wyrównana – ale na ten moment Centrum wygląda na zespół fajnie poukładany. Czy to przyczyni się do zdobycia medalu? Nie można tego wykluczyć.

2
16:00

Po drugiej kolejce zarówno Alash FC, jak i Wczorajsi FC opuszczali Arenę AWF w zupełnie innych nastrojach. Alash nie zdołał wykorzystać przewagi w starciu z Gentlemanami, natomiast Wczorajsi w samej końcówce wyrwali zwycięstwo faworyzowanemu Hiszpańskiemu Galeonowi. Obie ekipy miały na koncie po 3 punkty, więc bezpośredni pojedynek miał dla nich ogromne znaczenie.

Faworytem spotkania wydawali się gospodarze, choć w zapowiedziach przedmeczowych zasugerowaliśmy, na co Wczorajsi powinni zwrócić uwagę. Najwidoczniej goście nie odrobili tej lekcji, bo Madiyar Seiduali okazał się zmorą dla ich defensywy i od początku meczu czuł się na boisku bardzo swobodnie. To właśnie on otworzył wynik, a po kilku minutach wydawało się, że Alash bez problemu zdominuje to spotkanie. Być może tak by się stało, gdyby gospodarze byli skuteczniejsi. Niewykorzystanych okazji było naprawdę sporo – i to się zemściło. W 11. minucie Wczorajsi niespodziewanie wyrównali po trafieniu Lefeka, a dwie minuty później objęli prowadzenie po sprawnie rozegranej kontrze. Jak się jednak okazało, był to ostatni moment, w którym Wczorajsi mogli realnie myśleć o punktach. Seiduali błyskawicznie odpowiedział – jeszcze w pierwszej połowie dołożył trzy bramki i asystę. Do przerwy było już 6:2 dla Alash, który wreszcie potrafił przełożyć swoją przewagę na wynik.

Mimo wszystko druga połowa rozpoczęła się obiecująco dla gości – zdobyli dwa gole i zmniejszyli straty do 6:4. Na tym jednak ich możliwości się skończyły. Tego dnia przeciwnik był po prostu lepszy, a Alash wyciągnął wnioski z poprzedniego meczu i tym razem nie zmarnował swojej przewagi. Ostateczny wynik 9:4 i tak mógł być wyższy, bo gospodarze nie wykorzystali kilku świetnych okazji. Trudno jednak przejść obojętnie obok występu Madiyara Seidualiego, który zakończył mecz z sześcioma bramkami i dwiema asystami.

Wczorajsi, mimo porażki, pokazali charakter i walczyli do końca – za co należą im się słowa uznania. Jesteśmy przekonani, że ta drużyna jeszcze nie raz sprawi trudności kolejnym rywalom.

3
17:00

Przed meczem wydawało się, że Skorpiony będą miały sporo do udowodnienia po słabym występie z KS Centrum. Z kolei Gentleman Warsaw Team wchodził w to spotkanie na fali po cennym zwycięstwie z Alash FC. Obie ekipy zapowiadały ofensywną grę – i rzeczywiście, mimo niskiego wyniku, emocji nie brakowało.

Już na początku A.D.S. wyszli na prowadzenie po wrzucie z autu – Amanowicz wykończył akcję z bliska. Gentlemani szybko odpowiedzieli – sprawna kontra, zapoczątkowana przez bramkarza gospodarzy i wykończona przez Domańskiego, przyniosła wyrównanie.  Kolejne minuty należały jednak do gości. Fantastyczna dyspozycja Arendta między słupkami oraz niekonwencjonalne, widowiskowe zagrania Markowskiego mogły się podobać. W konsekwencji Skorpiony zdobyły dwie bramki – najpierw Zwierzchowski przejął piłkę, minął obrońcę i strzelił tuż pod ręką bramkarza, a później Bose wykończył kontratak, dając swojej drużynie dwubramkowe prowadzenie.

Po zmianie stron doszło do niecodziennej sytuacji – trener A.D.S. Scorpions otrzymał czerwoną kartkę za mało pochlebną dyskusję z arbitrem i zmuszony był oglądać resztę meczu spoza boiska. Gospodarze ruszyli do odrabiania strat – najpierw po rzucie wolnym gola kontaktowego zdobył Augustyniak. Obie drużyny miały swoje okazje, ale świetne interwencje bramkarzy skutecznie blokowały strzały napastników. W końcówce jednak Domański po raz drugi zdołał znaleźć drogę do bramki, ustalając wynik meczu na 3:3.

Bardzo wyrównany pojedynek, w którym każda ze stron miała swoje dobre momenty. Obie ekipy mogą czuć niedosyt, ale remis wydaje się sprawiedliwy.

4
18:00

Filip Wolski tego lata wygląda jak Vitinha w barwach PSG. Mecz jeszcze dobrze się nie zaczął, a już po dziesięciu sekundach zanotował asystę, a do trzeciej minuty dołożył jeszcze dwie bramki, przy okazji koordynując całą grę Gamby Veloce. Drużyna Hiszpańskiego Galeonu jednak nie zamierzała sprzedać skóry zbyt tanio — była gotowa pójść na prawdziwą bitwę, mimo niekorzystnego wyniku do przerwy (1:4).

Po przerwie obraz gry nieco się zmienił. Hiszpanie, z koordynatorami w składzie, próbowali grać bardziej bezpośrednio — mocniej w obronie i szybciej oddając strzały. Ta taktyka jednak nie przyniosła spodziewanej pogoni, ponieważ brakowało ostatniego podania i skuteczniejszych uderzeń. Można było odczuć, że goście nie przedzierali się pod bramkę już tak swobodnie, ale gospodarze też nie zdążyli w porę wyciągnąć dział.

Sam mecz zakończył się wynikiem 2:5. Trzeba przyznać, że świetnie wspomnianemu wcześniej Wolskiemu towarzyszył Bartosz Dybowski, który skompletował hat-tricka. Dla Galeonu trafiali Adam Strobel oraz Franek Issakiewicz, a dwie asysty zaliczył Krzysztof Małażewski.

Po trzech kolejkach Gamba Veloce wychodzi na prowadzenie w ligowej tabeli. Sytuacja wciąż jest jednak na tyle wyrównana, że pretendentów do przejęcia tej pozycji nie brakuje. Hiszpański Galeon plasuje się na 6. miejscu z trzema punktami na koncie. 6. Liga rozpoczęła się niezwykle wyrównanie i ten ścisk w tabeli z pewnością będzie gwarantować emocje aż do samego końca!

Reklama