Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 6 Liga
W 6. lidze, po dwóch kolejkach, każda z drużyn miała na koncie po 3 punkty, co tylko podnosiło wagę tego spotkania. Mecz rozpoczął się bardzo dynamicznie – już na początku Semeniuk w kocim stylu wyciągnął piłkę z linii bramkowej po strzale Macieja Wojdy, a kilkadziesiąt sekund później Olimpik objął prowadzenie po uderzeniu z dystansu autorstwa Hordichuka.
Niestety dla Olimpiku, był to pierwszy i ostatni moment, gdy prowadzili w tym meczu. Od tego momentu inicjatywę przejęło Centrum i nie oddało jej już do końca. W pierwszej połowie dwukrotnie wykorzystali błędy bramkarza przy rozegraniu, zamieniając je na gole – najpierw Wojda, potem Bembas. Kolejne trafienia przyszły już po składnych akcjach. Najpierw Rogulski zatrzymał się tuż przed polem karnym, przyciągnął na siebie obrońców i – gdy wydawało się, że zwleka za długo – oddał techniczny strzał w róg bramki, kompletnie zaskakując golkipera. Ciołek dołożył kolejne trafienie po znakomitym przyjęciu długiego podania i pewnym wykończeniu słabszą nogą.
Nie można powiedzieć, że Centrum całkowicie zdominowało to spotkanie – gra była stosunkowo wyrównana – ale od momentu objęcia prowadzenia to oni w pełni kontrolowali przebieg meczu. Olimpik miał swoje szanse i niezłe fragmenty, natomiast brakowało konkretów: ofensywnego zacięcia, presji, czegoś, co mogłoby naprawdę zaniepokoić rywala.
Zamiast tego to Bembas w 28. minucie podwyższył prowadzenie Centrum, ostatecznie pogrzebując nadzieje Olimpika na odwrócenie losów meczu. Co prawda w 38. minucie Poliszczuk – do dwóch asyst dorzucił gola – i dał swojej drużynie odrobinę nadziei, ale wynik nie uległ już znaczącej zmianie. "Fioletowi" próbowali jeszcze odpowiedzieć, byli nieco aktywniejsi w końcówce, ale nie przełożyło się to na rezultat. Obie drużyny zdobyły jeszcze po golu w końcówce, ustalając wynik meczu na 3:6.
W tej lidze wciąż wszystko może się zdarzyć – tabela jest niezwykle wyrównana – ale na ten moment Centrum wygląda na zespół fajnie poukładany. Czy to przyczyni się do zdobycia medalu? Nie można tego wykluczyć.
Po drugiej kolejce zarówno Alash FC, jak i Wczorajsi FC opuszczali Arenę AWF w zupełnie innych nastrojach. Alash nie zdołał wykorzystać przewagi w starciu z Gentlemanami, natomiast Wczorajsi w samej końcówce wyrwali zwycięstwo faworyzowanemu Hiszpańskiemu Galeonowi. Obie ekipy miały na koncie po 3 punkty, więc bezpośredni pojedynek miał dla nich ogromne znaczenie.
Faworytem spotkania wydawali się gospodarze, choć w zapowiedziach przedmeczowych zasugerowaliśmy, na co Wczorajsi powinni zwrócić uwagę. Najwidoczniej goście nie odrobili tej lekcji, bo Madiyar Seiduali okazał się zmorą dla ich defensywy i od początku meczu czuł się na boisku bardzo swobodnie. To właśnie on otworzył wynik, a po kilku minutach wydawało się, że Alash bez problemu zdominuje to spotkanie. Być może tak by się stało, gdyby gospodarze byli skuteczniejsi. Niewykorzystanych okazji było naprawdę sporo – i to się zemściło. W 11. minucie Wczorajsi niespodziewanie wyrównali po trafieniu Lefeka, a dwie minuty później objęli prowadzenie po sprawnie rozegranej kontrze. Jak się jednak okazało, był to ostatni moment, w którym Wczorajsi mogli realnie myśleć o punktach. Seiduali błyskawicznie odpowiedział – jeszcze w pierwszej połowie dołożył trzy bramki i asystę. Do przerwy było już 6:2 dla Alash, który wreszcie potrafił przełożyć swoją przewagę na wynik.
Mimo wszystko druga połowa rozpoczęła się obiecująco dla gości – zdobyli dwa gole i zmniejszyli straty do 6:4. Na tym jednak ich możliwości się skończyły. Tego dnia przeciwnik był po prostu lepszy, a Alash wyciągnął wnioski z poprzedniego meczu i tym razem nie zmarnował swojej przewagi. Ostateczny wynik 9:4 i tak mógł być wyższy, bo gospodarze nie wykorzystali kilku świetnych okazji. Trudno jednak przejść obojętnie obok występu Madiyara Seidualiego, który zakończył mecz z sześcioma bramkami i dwiema asystami.
Wczorajsi, mimo porażki, pokazali charakter i walczyli do końca – za co należą im się słowa uznania. Jesteśmy przekonani, że ta drużyna jeszcze nie raz sprawi trudności kolejnym rywalom.
Przed meczem wydawało się, że Skorpiony będą miały sporo do udowodnienia po słabym występie z KS Centrum. Z kolei Gentleman Warsaw Team wchodził w to spotkanie na fali po cennym zwycięstwie z Alash FC. Obie ekipy zapowiadały ofensywną grę – i rzeczywiście, mimo niskiego wyniku, emocji nie brakowało.
Już na początku A.D.S. wyszli na prowadzenie po wrzucie z autu – Amanowicz wykończył akcję z bliska. Gentlemani szybko odpowiedzieli – sprawna kontra, zapoczątkowana przez bramkarza gospodarzy i wykończona przez Domańskiego, przyniosła wyrównanie. Kolejne minuty należały jednak do gości. Fantastyczna dyspozycja Arendta między słupkami oraz niekonwencjonalne, widowiskowe zagrania Markowskiego mogły się podobać. W konsekwencji Skorpiony zdobyły dwie bramki – najpierw Zwierzchowski przejął piłkę, minął obrońcę i strzelił tuż pod ręką bramkarza, a później Bose wykończył kontratak, dając swojej drużynie dwubramkowe prowadzenie.
Po zmianie stron doszło do niecodziennej sytuacji – trener A.D.S. Scorpions otrzymał czerwoną kartkę za mało pochlebną dyskusję z arbitrem i zmuszony był oglądać resztę meczu spoza boiska. Gospodarze ruszyli do odrabiania strat – najpierw po rzucie wolnym gola kontaktowego zdobył Augustyniak. Obie drużyny miały swoje okazje, ale świetne interwencje bramkarzy skutecznie blokowały strzały napastników. W końcówce jednak Domański po raz drugi zdołał znaleźć drogę do bramki, ustalając wynik meczu na 3:3.
Bardzo wyrównany pojedynek, w którym każda ze stron miała swoje dobre momenty. Obie ekipy mogą czuć niedosyt, ale remis wydaje się sprawiedliwy.
Filip Wolski tego lata wygląda jak Vitinha w barwach PSG. Mecz jeszcze dobrze się nie zaczął, a już po dziesięciu sekundach zanotował asystę, a do trzeciej minuty dołożył jeszcze dwie bramki, przy okazji koordynując całą grę Gamby Veloce. Drużyna Hiszpańskiego Galeonu jednak nie zamierzała sprzedać skóry zbyt tanio — była gotowa pójść na prawdziwą bitwę, mimo niekorzystnego wyniku do przerwy (1:4).
Po przerwie obraz gry nieco się zmienił. Hiszpanie, z koordynatorami w składzie, próbowali grać bardziej bezpośrednio — mocniej w obronie i szybciej oddając strzały. Ta taktyka jednak nie przyniosła spodziewanej pogoni, ponieważ brakowało ostatniego podania i skuteczniejszych uderzeń. Można było odczuć, że goście nie przedzierali się pod bramkę już tak swobodnie, ale gospodarze też nie zdążyli w porę wyciągnąć dział.
Sam mecz zakończył się wynikiem 2:5. Trzeba przyznać, że świetnie wspomnianemu wcześniej Wolskiemu towarzyszył Bartosz Dybowski, który skompletował hat-tricka. Dla Galeonu trafiali Adam Strobel oraz Franek Issakiewicz, a dwie asysty zaliczył Krzysztof Małażewski.
Po trzech kolejkach Gamba Veloce wychodzi na prowadzenie w ligowej tabeli. Sytuacja wciąż jest jednak na tyle wyrównana, że pretendentów do przejęcia tej pozycji nie brakuje. Hiszpański Galeon plasuje się na 6. miejscu z trzema punktami na koncie. 6. Liga rozpoczęła się niezwykle wyrównanie i ten ścisk w tabeli z pewnością będzie gwarantować emocje aż do samego końca!







)
)
)
)
)
)
)
)