reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
09:00

Trudno w tej rundzie nadążyć za ekipą Tylko Zwycięstwo. Chłopaki potrafią przegrać z zespołami teoretycznie niżej notowanymi, by za chwilę urwać punkty KSB Warszawa, a więc ekipie, która liczy się w walce o mistrzostwo 2.ligi. I biorąc pod uwagę, że ten sukces nad trzecim zespołem w tabeli miał miejsce w poprzedniej kolejce, wydawało się, że bracia Jałkowscy i spółka pójdą za ciosem, pokonując w niedzielę FC Niko UA. Rywale zadebiutowali w tej potyczce w nowych strojach i na pewno liczyli, że ten moment uda im się uczcić wygraną. Sam mecz, niemal jak każdy z udziałem Tylko Zwycięstwo – miał dwie różne połowy. W pierwszej mimo iż oglądaliśmy wyrównane zawody, to początkowo gole zdobywali tylko gracze Anatolija Ursu. W pewnym momencie było już nawet 3:0, ale w samej końcówce premierowej odsłony, wiarę w obozie przegrywających przywrócił Piotrek Wadowski. Nominalni goście poszli za ciosem i w drugiej połowie doprowadzili do stanu 3:2. Przy tym wyniku gracze Niko zmarnowali wiele okazji, które powinny zabić to spotkanie, a jak wiadomo – niewykorzystane okazje lubią się mścić. Tak też było tutaj. Gracze Tylko Zwycięstwo otrzymali bowiem rzut karny, po tym jak rywale popełnili prosty błąd w obronie i sytuację – faulem – ratował ich bramkarz. Do wapna podszedł Piotrek Wadowski i nie pomylił się, kompletując hat-trick. Myśleliśmy, że po tak spektakularnym comebacku, gracze Tylko Zwycięstwo nie dadzą sobie tutaj wyrwać remisu, a może nawet powalczą o coś więcej. Nic z tego – bardzo szybko oddali prowadzenie po zamieszaniu we własnym polu karnym i po tym ciosie już się nie podnieśli. Taka porażka na pewno boli, bo mecz był ogólnie równy i tutaj nikomu krzywda by się nie stała, gdyby sędzia odgwizdał koniec spotkania przy stanie 3:3. Szczęście uśmiechnęło się jednak do FC Niko, którzy tym samym zrobili duży krok w kierunku utrzymania. Sytuacja TZ wygląda znacznie gorzej, zwłaszcza że ich terminarz na ostatnie kolejki jest naprawdę ciężki. Chociaż może w ich przypadku znów sprawdzi się stwierdzenie, że im trudniej, tym łatwiej?

2
16:00

Husaria Mokotów do spotkania z UEFA Mafia Ursynów przystępowała niezwykle skoncentrowana, wszak już dwa razy w tej rundzie schodziła z placu gry pokonana i tylko słabość najgroźniejszych przeciwników pozwalała utrzymać dystans w tabeli. Goście z pewnością grają widowiskową piłkę, ale gdzieś na końcu liczy się wynik, bo to przecież piłka nożna, a nie  łyżwiarstwo figurowe gdzie są noty za styl. Mecz od początku (jak niemal zawsze, gdy grają te ekipy) był prowadzony w szybkim tempie i bramkarze mieli sporo pracy na boisku. Strzelanie zaczęła ekipa Tomka Hubnera i choć sama nie wystrzegła się błędów w defensywie, to miała z tyłu Norberta Wierzbickiego, który w swojej dziedzinie jest fachowcem i to on swoimi interwencjami dał pewność siebie zespołowi. UEFA Mafia starała się wyrównać, ale nadziewała się na kontry, które pozwoliły odskoczyć Husarii z wynikiem. Do przerwy mieliśmy rezultat 4:1 i goście musieli zaatakować po zmianie stron, wiedząc że porażka poważnie skomplikuje ich sytuację w tabeli. Gospodarze spokojnie jednak kontrolowali wydarzenia na boisku. Świetna współpraca graczy ofensywnych teamu Tomka Hubnera sprawiała sporo problemów defensywie oponenta. Goście postarali się jeszcze o zryw, jednak przewaga wypracowana przez Husarię w pierwszej połowie dawała im bezpieczny bufor i pewien margines błędu. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 11:6, co pokazuje że Husaria podeszła do tego spotkania z pełną mobilizacją. UEFA Mafia musi popracować nad skutecznością, bo sytuacji kreuje sporo, lecz finalizacja nie jest na takim poziomie, by obecnie być na podium w drugiej lidze. I to w naszej ocenie jest sporą niespodzianką, patrząc na potencjał piłkarski tej ekipy.

3
16:00

O godzinie 16:00 na sektorze D do walki o ważne 3 punkty przystąpiły drużyny Dziki Młochów i Orzeły Stolicy. Zespoły dzielił w tabeli tylko 1 punkt, co zwiastowało równe spotkanie z małą ilością goli, gdyż obie ekipy dobrze grają defensywnie. I tak też było w rzeczywistości. Początek meczu zdecydowanie dla gospodarzy, którzy wyszli na prowadzenie 2:0 i wydawało się, że dla błękitnych koszulek odrobienie tego wyniku będzie długotrwałym procesem. Jednak w ciągu kilku minut udało im się dojść do stanu 2:2. W ostatnich minutach pierwszej połowy padły jeszcze trzy bramki, z czego dwie po pięknych uderzeniach Jana Wnorowskiego oraz Kamila Prządka. Połowa zakończyła się wynikiem 4:3 dla Dzików. Druga część spotkania została zdominowana przez Orzeły Stolicy. Nominalni goście strzelili 3 bramki, nie tracąc ani jednej. Bardzo dobry mecz piłkarsko i na pewno ciężki dla obu stron, a na dodatek toczony w atmosferze wzajemnego szacunku, co w Lidze Fanów bardzo się ceni. Na osobne wyróżnienie zdecydowanie zasługuje Maciej Kiełpsz, który strzelił 2 bramki i zanotował 2 asysty.

4
19:00
( 2 : 0 )
5 : 1
Raport

W 14 kolejce 2.ligi Green Lantern podejmowali Warszawską Ferajnę. Można powiedzieć, że całe spotkanie przebiegało pod dyktando gospodarzy. Nie była to oczywiście totalna dominacja, ale układ tabeli w tym meczu się nie pomylił. Pierwsza bramka dla Green Lantern padła w 5 minucie. Najprzytomniej w polu karnym przeciwnika zachował się Sebastian Bartczuk, dobijając atomowy strzał Patryka Podgórskiego. Mieliśmy więc prowadzenie ekipy gości i chociaż Warszawska Ferajna chciała grać swoje, przełamać się i strzelić gola, to była skutecznie powstrzymywana przez elegancko zorganizowane szyki obronne rywali. Walka o środek pola trwała i niestety dla gości Green Lantern zyskiwali coraz większą przewagę. Efektem tego była zdobyta bramka na 2-0. Chwilę później arbiter zakończył tę część spotkania. Na drugą połowę obydwie ekipy wyszły mocno zmotywowane. Green Lantern aby przypieczętować swoje zwycięstwo a Warszawska Ferajna aby im na to nie pozwolić. Gra stawała się coraz twardsza, nie brakowało łokci, pchnięć oraz fizycznej rywalizacji. Niestety efektem tego była groźnie wyglądająca kontuzja dwóch zawodników z pola. Obaj Panowie poszli "na raz" walcząc o górną piłkę, czego efektem było zderzenie głowami w powietrzu. Niestety fizyka w takich przypadkach jest bezlitosna... Obaj zawodnicy doznali mocnych urazów głowy, wraz z dużymi rozcięciami w okolicy płatów czołowych. Na szczęście sprawna akcja organizacji Ligi Fanów, jak i zebranych kibiców oraz dynamiczny przyjazd karetki pogotowia pozwoliły na udzielenie pomocy obydwu graczom. BRAWO WY! Zdrowie najważniejsze. Po około 10 minutach arbiter gwizdnął ponownie i mecz mógł zostać dokończony. Ponownie Green Lantern nacisnęli mocno i efektem tego były dwie bramki zdobyte przez MVP spotkania Mikołaja Wysockiego. Najpierw w 28 minucie, po samotnym rajdzie, Mikołaj wyszedł sam na sam z golkiperem Ferajny i nie zmarnował okazji. Nie miał jednak ochoty zatrzymywać się ani na chwilę i chwilę później ponownie wpisał się na listę strzelców. Ten gol był jeszcze piękniejszej urody niż wcześniejsza bramka. Zawodnik ten otrzymał prostopadłe podanie od kolegi z drużyny, odwrócił się na 20 metrze i niewiele myśląc kropnął z całej siły po długim słupku. Golkiper rywali mógł tylko odprowadzić piłkę wzrokiem. Mieliśmy więc 4-0 na tablicy wyników oraz widoczną przewagę Zielonej Latarni. Ferajna co prawda dała rade strzelić bramkę honorową, ale z ich strony to byłoby na tyle. Gospodarze po tym spotkaniu znajdują się na 7 miejscu w tabeli 2 ligi i trochę uspokoili swoją sytuację. Natomiast Warszawska Ferajna okupuje 10 miejsce w tabeli i w tej chwili każdy mecz jest dla nich o "być albo nie być" na tym poziomie rozgrywkowym. 

5
22:00

Drużyna KSB Warszawa dosyć niespodziewanie w ostatniej kolejce minimalnie uległa niżej notowanemu rywalowi. Zawodnicy Korsarzy po bardzo słabej rundzie jesiennej ostatnimi tygodniami prezentują się bardzo dobrze i wizja pozostania w lidze stała się jak najbardziej realna. Mimo późnej godziny spotkania od początku obydwie drużyny wzięły się do roboty. Strzelanie rozpoczęli zawodnicy gości, ale po upływie pięciu minut gry mieliśmy już remis. Przed końcem pierwszego kwadransa gry trzy szybkie akcje na bramki zamienili zawodnicy Korsarzy, wychodząc tym samym na trzybramkowe prowadzenie. Wynik ten trochę uśpił zawodników gości, którzy w pierwszej części spotkania dali się dwa razy zaskoczyć rywalom i na przerwę drużyny schodziły przy stanie 3:4. Druga połowa to istny rollercoaster a sytuacja na boisku zmieniała się bardzo dynamicznie. Najpierw kolejne trzy trafienia zanotowali goście, chwilę później gospodarze odpowiedzieli czterema trafieniami i na dziesięć minut przed końcem mieliśmy remis. Wynik ten utrzymywał się tylko przez chwilę, bo ponownie zawodnicy Korsarzy wyszli na prowadzenie. Riposta ich rywali była natychmiastowa i bardzo konkretna. Trzy szybkie trafienia i na kilka chwil przed końcem KSB miało zapas dwóch trafień. Podsumowaniem tego spotkania były ostatnie dwie minuty, w którym zespół Korsarzy trzy razy znalazł drogę do bramki i odwrócił losy tego spotkania. Po bardzo ciekawym, pełnym zwrotów akcji spotkaniu zespół Korsarzy pokonał KSB Warszawa 11-10. Do zwycięstwa mocno przyczynił się duet Łojek-Bonnet, którzy razem strzelili 8 bramek. Drużynę gospodarzy starał się przy grze utrzymać Maciej Grabicki, ale jego 5 bramek na niewiele się tutaj zdało...

Reklama