Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 2 Liga
Mecz Warszawskiej Ferajny z Orzełami był niezwykle ważny dla obu ekip. Gospodarze nadal liczą, że jeszcze uda im się utrzymać w lidze, ale do tego potrzebne są punkty, o które w obecnym sezonie niezwykle trudno. Orzełom wciąż marzą się medale i zdobycie całej puli w tym starciu to był dla nich obowiązek. I to właśnie goście lepiej zaczęli to spotkanie. Szybko objęli prowadzenie i starali się dążyć do strzelania kolejnych bramek. Dostali tak naprawdę więcej niż chcieli - po jednej z akcji otrzymali bowiem rzut karny, a sędzia wykluczył też jednego z oponentów, który ręką wybił piłkę zmierzającą do bramki, za co dostał czerwoną kartkę. Gol z karnego i dziesięć minut w przewadze to był prezent, z którego podopieczni Janka Wnorowskiego nie omieszkali skorzystać. Kolejne bramki praktycznie ustawiły mecz i do przerwy mieliśmy wynik 0:5. Po zmianie stron ekipa Kacpra Domańskiego walczyła zaciekle, lecz przewaga z pierwszej połowy okazała się kluczowa dla losów tego pojedynku. Druga połowa na remis, bo obie ekipy strzeliły po jednej bramce, co w efekcie dało wynik 1:6 i cenne trzy punkty dla Orzełów Stolicy, które wskoczyły na podium po tej kolejce. Widać, że w zespole panuje dobra atmosfera, a i gra wydaje się coraz lepsza, co dobrze rokuje na kolejne spotkania. Warszawska Ferajna coraz bliżej spadku z ligi, ale wiemy że ta drużyna niezależnie od wyników będzie walczyła w każdym meczu o ligowe punkty.
W ramach 11. kolejki II ligi mierzyły się ze sobą lider rozgrywek, czyli Husaria Mokotów oraz będący jeszcze przed tą serią gier na trzeciej pozycji Dziki Młochów. Dla gości był to najprawdopodobniej mecz ostatniej szansy w kontekście walki o tytuł mistrzowski. Ewentualna wygrana sprawiłaby, że goście z Młochowa wróciliby do gry o końcowy triumf. Zadanie było jednak arcytrudne, przede wszystkim dlatego, bo na tym poziomie rozgrywkowym Husaria wydaje się zbyt silna dla konkurencji, a po drugie ekipa Kamila Skrzydlewskiego po świetnych pierwszych miesiącach złapała mocną zadyszkę i od 12 listopada (tj. od trzech meczów) nie potrafiła zgarnąć kompletu punktów. To zupełnie inaczej niż zespół Tomka Hübnera, który wygrał wszystko od listopada, mając za sobą serię pięciu zwycięstw z rzędu. A zresztą: ekipa Husarii na dziesięć meczów przegrała tylko raz, właśnie z Dzikami 2:4, i to dodawało kolejnego smaczku tej rywalizacji. Przechodząc już do samego meczu, to obie ekipy stawiły się w licznych składach - Husaria w dziewięć osób, a Dziki w jedenaście. Zespół z Mokotowa był w swoim optymalnym zestawieniu, choć bez kilku ważnych graczy, ale jednak wciąż z dużą jakością w składzie, zaś Dziki bez swojego najlepszego zawodnika z tego sezonu Przemka Skrzydlewskiego, który pauzował za czerwoną kartkę. Jego absencję Dziki próbowały zatuszować wzmocnieniem z Ekstraklasy. W teamie z Młochowa wystąpił bowiem po raz pierwszy w tym sezonie Rafał Polakowski, w przeszłości choćby zawodnik Legii Futsal czy reprezentacji Ligi Fanów. Jednak na Husarię okazało się to zbyt mało. Gospodarze tego spotkania od początku narzucili swoje tempo gry i co chwilę angażowali bramkarza rywali do parad na linii bramkowej bądź w swoim polu karnym. To właśnie dzięki jego postawie po pierwszej połowie jeszcze nic nie było przesądzone, a wynik 4:2 dla Husarii zwiastował, że w drugiej odsłonie jeszcze jest szansa na odkręcenie losów spotkania. Nadzieja była jednak złudna. Ekipa z Husarii grająca świetne spotkanie w 1.połowie pokazała, że potrafi jeszcze lepiej i jeszcze mocniej. W pierwszej odsłonie Dziki jako tako trzymały się na linach, ale w drugiej odsłonie napór był już tak duży, że po prostu bramki siłą rzeczy musiały padać, bo gospodarze co chwilę wychodzili z akcją 3 na 2 czy 2 na 1. Tym samym w okolicach 35. minuty mieliśmy wynik 8:3 i losy spotkania przesądzone. Ostatnie minuty to raczej koncert nieskuteczności (głównie za sprawą Husarii) po obu stronach i gra z "otwartą przyłbicą", czyli bez kalkulowania. Finalnie obie drużyny zdobyły jeszcze po jednej bramce, a spotkanie zakończyło się wynikiem 9:4 dla Husarii.
Starcie dwóch ekip, które obecnie są w środku tabeli miało olbrzymie znaczenie dla celów na dalszą część rundy rewanżowej. Wygrana mogła spowodować, że wciąż tliła by się nadzieja na walkę o przynajmniej miejsce trzecie na koniec sezonu. W grze są także miejsca dające grę w Pucharze Ligi Fanów na koniec sezonu, dlatego spodziewaliśmy się, że oba zespoły maksymalnie się zmobilizują. Lepiej spotkanie zaczęła Zielona Latarnia. Po składnej akcji do bramki trafił Mikołaj Wysocki. Niko UA jednak szybko wyrównało a chwilę później już prowadziło. Goście nie załamywali rąk i starali się szybko wrócić do meczu, lecz popełnili wydaje się prosty błąd ze zmianą i dostali za to karę w postaci żółtej kartki. Rywale dorzucili jedno trafienie, ale do przerwy trwała wymiana ciosów i wynik 4:3 po 25 minutach rywalizacji wskazywał, że sporo może tu się jeszcze wydarzyć. Po zmianie stron Green Lantern atakowało, ale tego dnia skuteczność pozostawała wiele do życzenia. Kilka naprawdę klarownych akcji chłopaki chcieli rozegrać w koronkowy sposób, co nie przynosiło efektu. Przeciwnicy korzystali z niemocy strzeleckiej i skutecznie kontrowali. Dwie bramki pozwoliły odskoczyć na trzybramkową przewagę, która wydawała się już nie do odrobienia. Goście ambitnie grali do końca, jednak efektu punktowego to nie dało. Tym samym chyba wypadli z wyścigu do podium w tym sezonie i muszą się skupić na obronie miejsca w środku tabeli. Niko UA po wygranej będzie nakręcone na walkę w kolejnych meczach i widać, że chłopaki mają aspirację, by skończyć sezon na jak najwyższym miejscu w tabeli.
Absolutnie najlepsze widowisko piłkarskie w ostatni weekend zafundowali nam zawodnicy KSB Warszawa, którzy w niesamowicie zaciętym pojedynku podejmowali UEFA Mafia Ursynów. Początek spotkania to przejęcie inicjatywy przez ekipę z Ursynowa, która bardzo szybko zdobyła bramkę, gdy po podaniu Janka Golenia wynik otworzył ładnym płaskim strzałem Jakub Komendołowicz, a miało to miejsce już w pierwszej minucie. Po szybko zdobytym golu zawodnicy Norberta Wilka poczuli się naprawdę pewnie, a przy podwyższeniu na 0:2 udział miał sam kapitan, który podawał do dobrze ustawionego Michała Piłatkowskiego, a temu nie pozostało nic innego umieścić piłkę w bramce. Kiedy wydawało się, że sytuacja na boisku jest zupełnie zdominowana przez gości, w szeregach gospodarzy nastąpiła mobilizacja, i dzięki dobremu podaniu Pawła Szafoniego do Maćka Grabickiego, drugi z wymienionych graczy ładnym strzałem od słupka skrócił dystans dzielący jego drużynę od przeciwników do stanu 1:2 i takim rezultatem zakończyła się pierwsza połowa. Po zmianie stron było widać wyraźne ożywienie w akcjach ofensywnych KSB, a efekt był naprawdę bardzo przyjemny dla oka, gdy po podaniu Sebastiana Sobieszczuka piłkę potężnym strzałem pod poprzeczkę posłał Piotrek Grabicki. Odwrócenie wyniku nieco podniosło emocje na boisku, które już w pierwszej odsłonie zaowocowały żółtym kartonikiem, i można było wyczuć, że na murawie jest naprawdę duże napięcie między graczami obu drużyn. Mimo to nadal oglądaliśmy naprawdę świetny piłkarski spektakl, w którym do ostatnich minut nikt nie mógł być pewien wyniku. Gdy po podaniu Piotrka Kosiarskiego gola na 3:3 zdobył Szymon Falkiewicz, wydawało się, że nakręceni gracze z Ursynowa za chwilę znowu przejmą inicjatywę, jednak Piotrek Grabicki szybko zgasił nadzieje golem na 4:3, przechwytując piłkę i silnym strzałem nie dając szans bramkarzowi oponentów. Radości nie było końca, kiedy po podaniu Maćka Grabickiego piłkę w bramce umieścił Paweł Szafoni, i było jasne, że od tego momentu UEFA Mafia Ursynów desperacko rzuci się do odrabiania strat. Ostatnie 10 minut spotkania przypominało obronę Częstochowy, a od momentu strzelenia bramki przez Janka Golenia na 5:4 obejrzeliśmy wręcz niesamowity fragment spotkania. Chodzi konkretnie o postawę w bramce Cezarego Wachnika, który nie dość że bronił niesamowicie efektownie, to momentami dokonywał wręcz cudów, jeżeli chodzi o ilość strzałów wybronionych w jednej akcji. Nie skłamiemy twierdząc, że w ostatnich 10 minutach meczu Czarek wybronił co najmniej 10 stuprocentowych akcji. Widząc jego interwencje za głowę łapali się dosłownie wszyscy, którzy zarówno brali udział w meczu, jak i oglądali go z linii bocznej. To dzięki postawie tego zawodnika KSB Warszawa wygrało to spotkanie 5:4, dzięki czemu utrzymało wysoką pozycję w tabeli, przy okazji fundując nam naprawdę genialne widowisko.
Runda jesienna zdecydowanie nie należała do Korsarzy. Mimo walki niemalże w każdym meczu regularnie czegoś brakowało i tak było w poprzednim starciu z Tylko Zwycięstwem, który TZ ostatecznie wygrał. Zimowe transfery i powrót do gry Damiana Zalewskiego zupełnie odmieniły tę drużynę. Już od pierwszych minut goście byli stroną przeważającą w tym meczu, atakowali dużo częściej i zdecydowanie groźniej. W 3 minucie strzał z rzutu wolnego obronił Maciej Jędrych, a w 9 minucie Korsarze zmarnowali zmarnowali niemalże 100% okazję. Bramka wisiała jednak w powietrzu i w końcu w 10 minucie Jakub Łojek otworzył wynik, a już 3 minuty później miał na koncie dwa trafienia. Gospodarzom brakowało impetu w ofensywie, ale w końcu w 21 minucie po podaniu Mateusza Górskiego uaktywnił się Andrzej Morawski i TZ zdobyło gola kontaktowego. Wynik do przerwy nie zmienił się, a druga połowa meczu rozpoczęła się od ataków TZu, które powinny skończyć się trafieniem, ale piłka nie chciała zatrzepotać w bramce Pawła Wiśniewskiego. Tylko Zwycięstwo atakowało i atakowało, lecz wciąż brakowało dokładności w wykończeniu. W 31 minucie szalę zwycięstwa na swoją stronę przechylili goście. W krótkim czasie padły trzy gole autorstwa Macieja Grodzkiego, Bartłomieja Kowalewskiego i Loica Bonneta i nagle Korsarze odjechali z wynikiem na 1:5. Po tych bramkach ofensywa gospodarzy wyraźnie opadła z sił. Za to goście niesieni entuzjastycznym dopingiem Damiana Zalewskiego praktycznie kontrolowali dalszy przebieg spotkania. Po golu zaliczyli jeszcze Loic Bonnet i Beniamin Chrapowicki, a w końcówce wynik na 2:7 ustalił Stanisław Włoczewski. Korsarze w końcu zaczęli grać na miarę swoich możliwości i zdaje się, że ta ekipa będzie rozdawała karty w rundzie wiosennej i może ostro namieszać w tabeli 2 ligi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)