Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 11 Liga
Niewątpliwym hitem na tym poziomie rozgrywkowym było spotkanie Dynamo Wołomin z FC Torpedo. Sytuacja w tabeli sprawiła, że pierwsze miejsce jest raczej poza ich zasięgiem, ale pozostałe miejsca na podium są jak najbardziej dla nich realne. Zwycięzca tego spotkania zrobiłby duży krok do zdobycia srebrnych medali. Początek spotkania z lekkim wskazaniem na gospodarzy, którzy chcieli zmazać plamę z porażki z zeszłego tygodnia. Ich ataki przyniosły efekt w dziewiątej minucie, kiedy to po przechwycie Maciej Dorsz wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Odpowiedź rywali była piorunująca - po kolejnych trzech minutach to oni wyszli na prowadzenie. W pierwszej połowie jednym z ciekawszych elementów spotkania były stałe fragmenty młodych zawodników z Wołomina, które sprawiały sporo trudów ich rywalom. Po jednym z nich - rzucie rożnym doprowadzili oni do wyrównania. Na tym zawodnicy zakończyli strzelanie i w protokole meczowym widniał wynik remisowy 2-2. Początek drugiej połowy to ponowne otwarcie wyniku przez gospodarzy, dzięki czemu po raz drugi wyszli na prowadzenie. W 40 minucie spotkania kolejny raz skapitulował bramkarz gości i pierwszy raz w tym meczu pomiędzy drużynami była różnica dwóch bramek. Kolejne minuty to ataki z obydwóch stron, które nie przyniosły żadnego rezultatu. Kiedy na minutę przed końcem większość obserwujących spotkanie dopisało już gospodarzom 3 punkty stało się coś niesamowitego. W ciągu jednej minuty po dwóch przechwytach piłki bramki zdobył zawodnik gości Kyrylo Kud i rzutem na taśmę uratował remis dla swojej drużyny. Z przebiegu meczu wynik można uznać za zasłużony, ale dwie bramki stracone w ostatnich sekundach spotkania mogą zawodników Dynama Wołomin kosztować utratę szans na zdobycie drugiego miejsca w tabeli. Dzięki walce do końca zawodnicy FC Torpedo utrzymali sześciopunktową przewagę nad dzisiejszymi rywalami.
Poznaliśmy pierwszą drużynę, która awansuje do 10. ligi? Wiele na to wskazuje! Kometa Warszawa zajmuje obecnie pierwsze miejsce, mając na swoim koncie 36 punktów. Czwarta drużyna, czyli FC Vikersonn punktów ma 18, czyli połowę dorobku aktualnego lidera. Co ciekawe, FCV punktuje w tym sezonie niezwykle “symetrycznie” - mają 6 zwycięstw, 0 remisów i 6 porażek, a także po 75 bramek strzelonych i straconych! Tymczasem Kometa Warszawa może pochwalić się bilansem 119 bramek na plusie, więc faworyt meczu 12. kolejki był oczywisty. Nasze typy potwierdziły się również na boisku, choć pierwszego gola w tym spotkaniu zdobył Vadym Butenko - lider gospodarzy. Zrewanżował mu się Ziółkowski, który po mistrzowsku wykorzystał obramowanie bramki strzeżonej przez Mudraka - najpierw golem od słupka wyrównał wynik, a później wyprowadził swój zespół na prowadzenie w ten sam sposób. Kolejne minuty również należały do gości. Najpierw trafił Ostaszewski, a później zderzenie z bramkarzem wykorzystał Glinicki. Gole padały co kilka chwil, czego najlepszym przykładem jest fakt, że do przerwy padło ich aż dziesięć (3:7). W drugiej połowie zawodnicy zdjęli nogę z gazu? Nic bardziej mylnego! W ciągu kolejnych 25 minut padło następne 12 bramek - autorami przede wszystkim goście! Błyszczał przede wszystkim Daniel Ziółkowski, który ośmiokrotnie wpisywał się na listę strzelców i sześciokrotnie asystował swoim kolegom. Również gol na 3:9 zwrócił naszą uwagę, bo było to trafienie z rzutu wolnego. Następne bramki także były całkiem efektowne, a ostateczny wynik 5:17 potwierdził dominację Komety Warszawa.
W spotkaniu najpopularniejszych zespołów jedenastej ligi emocji było co niemiara. Mecz lepiej rozpoczęli zawodnicy gości, którzy szybko objęli prowadzenie po bramce Michała Kurowskiego - 0:1. Później byliśmy świadkami twardej walki w środku pola, a tylko nieliczne akcje potrafiły zagrozić bramkarzom obu drużyn. Najszlachetniejsza i najlepsza z metod badawczych (tzw. na oko) wskazywała na niewielką boiskową przewagę gości, ale zamiast spodziewanego powiększania się przewagi dość szybko doszło do wyrównania. Wszystko za sprawą duetu Karolina Figiel - Patryk Rejmiś, którzy wykorzystali niefrasobliwość obrońców trzeciej drużyny białołęckich oldboyów i pokonali Patrycjusza Kurka - 1:1. W 16 minucie padła ostatnia bramka pierwszej połowy - zespołową akcję gości zakończył strzałem do pustej bramki Krzysztof Mikołajczyk - 1:2. Później swoje szanse na wyrównanie mieli Mateusz Niewiadomy i Patryk Rejmiś, jednak dzięki świetnym interwencjom Patrycjusza Kurka i odrobinie szczęścia trzeciej drużyny Oldboyów, do zmiany wyniku nie doszło. Na początku drugiej połowy do głosu w końcu doszli gospodarze. Dzięki dwóm szybkim trafieniom, wyszli one na prowadzenie 3:2. Goście pobudzeni niekorzystnym wynikiem ruszyli do ataku, ale poza bramką na 3:3 zdobytą przez Marcina Drożdża w 36 minucie, przez długie minuty nie byli oni w stanie pokonać dobrze dysponowanego Kacpra Mostowca. Mało tego, Pogromcy Poprzeczek mogli zakończyć te spotkanie z kompletem punktów, gdyż w końcowych minutach zaczęli wykorzystywać oni zmęczenie przeciwników. Ostatecznie jednak bohaterem spotkania okazał się niespodziewanie Marcin Drożdż, który w 49 minucie ponownie odnalazł się w polu karnym przeciwników i z najbliższej odległości zakończył drużynowy kontratak - 3:4. Ostatecznie, mecz zakończył się wynikiem 3:5 a wynik ustalił w ostatniej akcji meczu Michał Kurowski, wykorzystując wznowienie spod własnej bramki Patrycjusza Kurka.
Mecz 11 ligi od samego początku stał pod znakiem zapytania. Obydwie drużyny miały okrojone składy, a między słupkami mieli stanąć gracze z pola. Brak zmian i majówkowa aura wróżyła katastrofalne dla oka spotkanie. Na szczęście nie wyciągamy pochopnie wniosków, a zawodnicy, którzy dostali kredyt zaufania spisali się na medal. Od samego początku obydwie ekipy prezentowały otwarty futbol, który zaowocował wynikiem 5:3 do przerwy. Druga odsłona to już natomiast koncertowa gra gospodarzy. Wzmocnieni o jednego zawodnika Piwosze odnieśli pewnie zwycięstwo 10:3. Brak pewności siebie Orłów jak i wysokie aspiracje gospodarzy, doprowadziły do pokaźnego zwycięstwa Piwa Po Meczu FC. Swoją boiskową jakość, bezapelacyjnie potwierdził natomiast napastnik ekipy grającej w zielonych strojach. Mowa o graczu oznaczonym numerem „8”, który rządził i dzielił na ligowym boisku. Michał Kukulski, bo o nim mowa, to zawodnik, który tego dnia wykazywał się niezłą techniką użytkową, a przede wszystkim nie mylił się w sytuacjach podbramkowych. Świadczą o tym trzy bramki, które walnie przyczyniły się do finalnego sukcesu. Co ciekawe, mimo stereotypowego obrazu napastnika „samoluba”, Michał od początku do końca grał zespołowo. Dzięki takiej postawie udało mu się trzykrotnie asystować w kluczowych fragmentach spotkania. Ekipa Zabranieckiej nie może jednak składać broni. Przed nimi niezwykle istotne w kontekście utrzymania starcie. Spotkanie z bezpośrednim rywale w walce o opuszczenie miejsc 8-10, czyli Vistulą Varsovia. Na tym etapie wszystko jest jeszcze możliwe, a strata do bezpiecznej lokaty niezwykle niska.
Późnym wieczorem na boisku przy ul. Strumykowej 21 mierzyły się zespoły z dołu tabeli 11 ligi. Ostatnia Vistula Varsovia podejmowało zajmującą ósmą lokatę drużynę Green Team. Różnica trzech punktów pomiędzy nimi zwiastowała bardzo wyrównane spotkanie. Na samym początku oglądaliśmy dominacją gospodarzy chcących odbić się od dna tabeli. Szybko zdobyte dwubramkowe prowadzenie gospodarzy rozdrażniło drużynę gości zmuszając do zmiany taktyki. Od tej chwili mecz zrobił się jeszcze bardziej widowiskowy. Coraz dokładniejsze podania i uspokojone tempo rozgrywania piłki gości przyniosło efekty. W cztery minuty to „Zieloni” odrobili straty dokładając jeszcze dwie bramki górką i cieszyli się z prowadzenia. W jednej z ostatnich akcji pierwszej części spotkania Arkadiusz Pawluczuk po samodzielnym dopadnięciu piłki zmniejszył straty ustalając wynik do przerwy na 3:4. Kontynuacja tego widowiska to szybka dwójkowa akcja gości zakończona bramką, oraz równie szybka odpowiedź dająca Nam powrót do jednobramkowej różnicy z pierwszej części gry. Im dłużej mecz trwał, tym bardziej był interesujący. Obie drużyny grały zaciekle, aby przeważyć szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Jak dobrze wiemy jedna bramka więcej to na Naszych boiskach bardzo mała przewaga, a losy spotkań lubią się odwracać w ostatnich sekundach. I tak właśnie było w tym meczu. Dwie minuty przed końcem duet Legacki – Urbański zapewnił zwycięstwo Vistuli. Wpierw Legacki zdobył bramkę z podania Urbańskiego dającą remis, a chwilę później role się odwróciły dając trzy punkty gospodarzą. Efektem tej rywalizacji jest status quo w strefie spadkowej 11 ligi i wszystkie trzy zespoły mają po dziesięć punktów tracąc do siódmego miejsca dwa punkty.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)