Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 11 Liga
O ile Pogromcy Poprzeczek radzą sobie w tym sezonie bardziej niż przyzwoicie, o tyle gracze Vistuli Varsovia muszą walczyć o wydostanie się ze strefy spadkowej, co jest nieco poniżej oczekiwań, jakie mieliśmy względem tej ekipy przed sezonem. Goście zaczęli jednak bardzo dobrze, gdyż po podaniu Mateusza Legackiego, pięknym uderzeniem z pierwszej piłki popisał się Bartek Pawluczuk i mieliśmy 0:1. W odpowiedzi pięknym strzałem popisał się Bartek Rafał, gdzie piłka po jego uderzeniu odbiła się od poprzeczki, a następnie za linią bramkową. Vistula po fragmencie dobrej gry znów wyszła na prowadzenie, tym razem po golu zdobytym przez Wojtka Podgórskiego. Niesamowitym uderzeniem, przy bramce na 2:2, popisał się Andrzej Buczeń. Popularny „Prezes” chciał najpewniej dośrodkować z okolicy środka boiska, jednak piłka nabrała takiej rotacji i paraboli, że trafiła w samo okienko bramki golkipera Vistuli Varsovii. Spektakularne trafienie najwyraźniej dodało skrzydeł Pogromcom, gdyż do przerwy trafiali jeszcze trzykrotnie, a autorami bramek byli: Grzesiek Darłak, Mateusz Niewiadomy oraz Bartek Rafał i „do szatni” oba zespoły schodziły przy stanie 5:2. Druga część spotkania była nieco bardziej wyrównana, a jej obraz to przede wszystkim próba doprowadzenia do wyrównania przez drużynę gości. Strzelanie rozpoczął Mateusz Legacki, ale w ciągu następnych dwóch minut, dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Michał Bogucki i mieliśmy 7:3. W zasadzie na każdą bramkę Vistuli, gospodarze odpowiadali dwiema, a przebieg wyniku prezentował się tak: 7:3 / 8:4 / 9:5 / 10:6. W ostatnich dwóch minutach doszło jeszcze do wymiany ciosów w postaci bramki Karoliny Figiel na 11:6 oraz pewnie wykonanego rzutu karnego przez Piotrka Strózika, które ustaliło wynik spotkania na 11:7. Pogromcy świętują, a Vistula już myśli o kolejnym meczu, w którym będzie walka o cenne punkty.
Spotkanie które odbyło się przy Arenie Picassa o godzinie 12.30 na sektorze A przyniosło nam ciekawy wynik. Pogoda dopisała, piękne słońce i wysoka temperatura nie oszczędzały zawodników. Zawodnicy Piwa wyszli bardzo mocno zmotywowani na drużynę Vikersonn, drużynę która była widocznie osłabiona brakiem kilku kluczowych graczy. Takie podejście dało wymierny efekt już na samym początku spotkania. W 3 minucie Michał Kozak pewnie dobija piłkę piąstkowaną przez bramkarza VIkersonn i mamy 1-0 dla Piwa. Mądra gra drużyny Piwoszy w 15 minucie przyniosła wymierny efekt w postaci drugiej bramki. Jakub Królik zdobył ładną bramkę po asyście Michała Kozaka. Zawodnicy VIkersonn byli myślami jednak gdzie indziej i w 18 minucie stracili kolejną bramkę. W 23 minucie podrażniona ekipa Vikersonn wzięła się do roboty i zdobyła bramkę na 1-3. Chwilę później Piwosze strzelają jeszcze jedną bramkę i na przerwę schodziliśmy z wynikiem 1-4. Druga połowa to festiwal niecelnych podań, niecelnych strzałów i złych decyzji z obu stron. Ktoś z boku krzyknął “ taka ligowa szarówka” i chyba tak należy to traktować. Vikersonn byli jednak ekipą bardziej “widoczną” i przyniosło im to pozytywny efekt w postaci zdobytej bramki. Po mocnym pressingu Ihor Makhlai przechwytuje piłkę i mocnym uderzeniem zza pola karnego zaskakuje bramkarza Piwa. W tym momencie mamy wynik 4-2 dla ekipy Piwa. Wspomniany pressing mści się jednak na drużynie Vikersonn, którzy tracą piłkę na środku boiska. Przechwyt zalicza Michał Kukulski, który bez problemu zdobył bramkę potężnym strzałem w krótki “róg”. Mieliśmy w tym momencie 5-2 dla drużyny Piwa. Pod sam koniec meczu, w 48 minucie do piłki dopada Ruslan Kosmach i pewnym strzałem z 16 metra pokonuje bramkarza przeciwnika, strzelając bramkę numer 4 dla Vikersonna. Nie zmienia to jednak istotnie przebiegu spotkania, które to kończy się wynikiem 4:5.
Wszystko ma swój początek i koniec oraz jak powszechnie wiadomo nic nie trwa wiecznie. W spotkaniu 11 kolejki mierzyły się ze sobą drużyny Old Boys Derby III oraz Green Team’u. Kapitalna seria trzech zwycięstw gospodarzy tej rywalizacji zestawiona z trzema meczami zakończonymi porażką gości wskazywała więc pozornie na dominację jednej ze stron. Ze zdziwieniem więc obserwowaliśmy odwrotny scenariusz. Ekipa w zielonych strojach fantastycznie weszła w spotkanie, kończąc do przerwy z bezpiecznym rezultatem 1:4. Druga odsłona tego widowiska była jednakże o wiele bardziej wyrównana i zacięta. Szalona pogoń Old Boys’ów pod wodzą ich kapitana, Przemysława Białego nie przyniosła jednakże finalnego sukcesu. Na pochwałę zasługuje bezapelacyjnie ich najlepszy napastnik, Adam Włodarczyk, który po raz kolejny pokazał, że piłka u nogi mu nie przeszkadza. Swój występ okrasił czterema bramkami, pomagając swoim kolegom na zbliżenie się do rywala na zaledwie dwie bramki. Green Team zachował jednakże w kluczowym momencie spokój i kontrolę nad przebiegiem spotkania, mimo wąskiej ławki powiększyli przewagę, co poskutkowało wygraną 9:6. Przed niedzielnymi triumfatorami na horyzoncie pojawił się ich kolejny rywal, czyli drużyna Piwo Po Meczu FC. Jeżeli podtrzymają swoją niezłą dyspozycję, szansa na opuszczenie strefy spadkowej może ukazać się już przy najbliższej kolejce.
Ostatnim meczem jedenastej kolejki, który jednocześnie kończył zmagania na arenie Picassa było spotkanie pomiędzy trzecim Dynamo Wołomin, a Kometą Warszawa. Umiejscowienie w czasie tego widowiska nie było przypadkowe. Aura, którą zgotowali sami zawodnicy została spotęgowana przez blask jupiterów. Aktorzy tego spektaklu bez wątpienia nie zawiedli, dając nam – organizatorom, jak i samym obserwatorom ogromne emocje. Mimo szybkiego objęcia prowadzenia przez gości przy wyniku 0:2, ich rywale nie zamierzali się poddać. Nonszalancja graczy Komety i chęć wejścia z piłką do bramki zemściła się już po chwili. Najpierw do bramki strzeżonej przez Adriana Krasa trafił Żelazowski, który już po krótkim fragmencie gry strzałem spod swojego pola karnego pokonał bramkarza rywali po raz kolejny. Na graczy gości bramki podziałały jak woda na młyn, co zaowocowało kolejnymi dwiema bramkami. Wynik po przerwie po raz kolejny zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni. Najpierw z rzutu wolnego trafił Dorsz, a po chwili do wyrównania doprowadził Urban. Euforia nie trwała jednak zbyt długo. Kolejne trafienie dla Komety dołożył Ziółkowski, a swoje konto strzeleckie otworzyli Pasik i Górski. Mimo wszystko obydwie drużyny zasługują na ogromne pochwały. Ich gra była wyrównana i niezwykle dynamiczna, co sprawiło, że mecz zdecydowanie pozostanie na długo w naszej pamięci.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)