Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 6 Liga
Ten mecz był naprawdę dostarczycielem wielkich emocji, głownie za sprawą odwrócenia losów spotkania przez gospodarzy. Mowa o Cosmos United, którzy podejmowali Lujwaffe Tarchomin. Mecz zaczyna się znakomicie dla gości, w szeregach których istny koncert w pierwszych minutach rozgrywał Miłosz Majewski. Jego udział w trzech akcjach kombinacyjnych przyniósł efekt w postaci dwóch bramek oraz jednej asysty i "Luje" prowadziły już 0:3, mając przy tym bardzo dużą przewagę optyczną. Do boju "Kosmitów" poderwał ich kapitan, Salvador De Fenix, który po podaniu Pawła Kucharskiego otworzył konto bramkowe swojego zespołu. Wtedy jednak znów uaktywnił się Miłosz Majewski, którego trafienie dało prowadzenie 1:4, a on sam mógł się cieszyć z klasycznego hat-tricka. Przed przerwą sytuację Cosmosu poprawił jednak jeszcze Sebastian Kaczmarek, który wykorzystał dobrze wyprowadzoną przez Jurija Martynowicza kontrę. Wynik do przerwy brzmiał 2:4 i patrząc na końcówkę spotkania mogliśmy z nadzieją patrzeć na wyrównaną walkę w drugich 25 minutach. W drugiej połowie szczególne brawa należały się jednemu z "Kosmitów", Patrykowi Świtajowi, który kilkukrotnie ratował swój zespół przed utrata bramki, nawet w beznadziejnych sytuacjach. Koledzy z zespołu postanowili mu się odwdzięczyć i dogonić wynik. Najpierw po faulu na Salvadorze De Fenixie "wapno" na bramkę zamienił Maciej Bogusz, a potem do stanu 4:4 doprowadził Czarek Węgrzyński, którego bomby nie zdołał wybronić golkiper rywali. Trafienie na 5:4 to jednocześnie piękny centro-strzał jak i kuriozum, gdyż w bardzo niejasnych okolicznościach piłka po wykonaniu rzutu rożnego przez Pawła Kucharskiego znalazła drogę bezpośrednio do bramki. Pod koniec gra się bardzo zaostrzyła, szczególnie goście nie odstawiali nogi. Przyniosło to efekt w postaci trafienia ustalającego wynik na 5:5 autorstwa Wojtka Chajdysa, który wraz Kamilem Kobusem efektowną akcją kombinacyjną rozmontował obronę rywali. Zasłużony, uczciwy podział punktów po świetnym meczu !
W ramach trzeciej kolejki Laissez Faire United podejmowało Miejskie Ziemniaczki na arenie Grenady. Obie drużyny w ostatnich tygodniach prezentowały bardzo wyrównany poziom względem swoich rywali. Przez pierwsze minuty gry obie ekipy nie forsowały tempa i badały rywala. Jednak od pewnego momentu drużyna Laissez Faire United przejęła inicjatywę i zaczęła nacierać na bramkę rywala. Natomiast zespół Miejskich Ziemniaczków cofnął się całą drużyną na własną połowę i czekał na przeprowadzenie kontrataków. Obie drużyny bardzo dobrze grały w defensywie, ale w ataku były zdecydowanie nieskutecznie. W końcówce pierwszej połowy nastąpiło przełamanie. W przeciągu jednej minuty gospodarze zanotowali dwa trafienia. Pierwsze było autorstwa Przemka Kobylarza, a drugie Adama Mierzejewskiego, który wyczuł intencje obrońcy gości przejmując od niego piłkę. Druga połowa przyniosła nam od razu świetną okazję na podwyższenie prowadzenia gospodarzy. Świetnie w polu karnym odnalazł się Kobylarz, który strzałem głową umieścił futbolówkę w siatce. Gospodarze nie zamierzali osiąść na laurach i dalej dążyli do zdobywania kolejnych bramek. Gościom pozostało tylko szukać okazji w stałych fragmentach gry. Po jednym z rzutów rożnych Bartłomiej Galos zapewnił Miejskim Ziemniaczkom honorowe trafienie. Zdecydowanie wygrała drużyna, która miała plan na grę oraz indywidualności pozwalające na zaskoczenie rywala.
Zdecydowanym faworytem spotkania był zespół FC Tartak, który do tej pory nie przegrał jeszcze żadnego spotkania. Po drugiej stronie zespół Bad Boys, który pierwsze dwa mecze przegrał różnicą jednej bramki. Na początku meczu nie było widać różnicy jaka dzieli obydwie drużyny w tabeli. Pierwsze groźniejsze sytuacje stworzyli sobie gospodarze, którzy jako pierwsi otworzyli wynik spotkania. Chwilę później samobójcze trafienie zanotował zawodnik gości, przez co mieliśmy do czynienia z małą niespodzianką. Po stracie dwóch bramek do roboty wzięli się zawodnicy Tartaku, którzy najpierw wykorzystując błąd obrońcy Złych Chłopców, a następnie wykańczając ładną akcję doprowadzili do remisu. Ostatnim akcentem pierwszej połowy była kolejna bramka samobójcza. Tym razem to zawodnik gospodarzy umieścił piłkę w swojej bramce, dzięki czemu faworyt na przerwę schodził z jednobramkową przewagą. Stracone dwubramkowe prowadzenie oraz bramka samobójcza podłamała zawodników Bad Boysów. W drugiej połowie na boisku do głosu coraz częściej dochodzili goście, którzy z biegiem czasu powiększali swoją przewagę. Obrona gospodarzy całkowicie się posypała, co doskonale wykorzystali goście. Ostatecznie FC Tartak pewnie pokonał Bad Boys 13-4 i wygodnie rozsiadł się na fotelu lidera. Źli chłopcy bardzo dobrze weszli w mecz, jednak z biegiem czasu opadli z sił i kolejny raz musieli przełknąć gorycz porażki. Dość kuriozalną statystyką wydają się bramki samobójcze, których obejrzeliśmy aż 3 w tym spotkaniu. Mamy nadzieję, że każdy z zawodników poprawi celownik i za tydzień trafi do właściwej bramki.
Dość jednostronnym widowiskiem okazał się pojedynek CompatiBL ze Slavic Warszawa, choć pierwsze minuty na to nie wskazywały. W tym okresie to właśnie goście mieli lepsze sytuacje do strzelenia bramki, ale dobrze między słupkami spisywał się golkiper CompatiBLu, który parokrotnie ratował swój zespół przed utratą gola. Co się stało ze Slavic w dalszej części meczu, to trudno wyjaśnić. Z czasem przewagę osiągali gospodarze, która została przypieczętowana dwoma golami Vlada Yarmolenko w pierwszej części meczu. Po 25 minutach mieliśmy więc 2:0 dla CompatiBL. W drugiej odsłonie od razu do ataku ruszyli gospodarze. Chwilę po wznowieniu mieli parę okazji do podwyższenia wyniku, ale dobrze interweniował bramkarz rywali. Był to jednak sygnał, że gospodarze będą dążyć do podwyższenia rezultatu i tak się właśnie stało. Na 3:0 podwyższył Yauheni Volin po koronkowej akcji, w której brało udział aż czterech zawodników gospodarzy. Następnie koncert gry dał duet Vlad Yarmolenko – Andrey Ivanov, którzy w przeciągu kolejnych 10 minut, pięciokrotnie pokonali bramkarza Slavic. 8:0 to był swego rodzaju nokaut, goście właściwie nie mieli zbyt wielu argumentów, by przeciwstawić się tak dobrze zorganizowanemu rywalowi. Dopiero w końcówce, być może przez to, że zawodnicy CompatiBL nieco się już rozluźnili, Hubert i Tomasz Markowicz zdobyli dwie bramki, które nieco uratowały honor Slavicu. Nie mniej jednak trochę nas zaskoczyło, że to spotkanie było tak jednostronne. CompatiBL zasłużenie wygrał 8:2 i obok FC Tartak pozostaje niepokonany po 3 kolejkach.
Co za emocje! W zapowiedziach meczowych przewidywaliśmy: "czeka nas mecz, który może mieć dwa oblicza, ale z całą pewnością będzie trzymał nas w napięciu od początku do końca". I tak właśnie było. Strzelanie rozpoczęli piłkarze Hiszpańskiego Galeonu, a konkretnie duet Grześkiewicz + Zakrent, który nawzajem asystował sobie przy dwóch pierwszych bramkach. Czesław Michniewicz powiedział kiedyś, że 2:0 to niebezpieczny wynik. Przekonali się o tym piłkarze grający w ciemnych strojach, bo dwie szybkie bramki Mobilisu sprawiły, że znów był remis. A jakie piękne były te trafienia! Rafał Duda i Daniel Czerwonka, obsługiwani przez rodzinę Janiszewskich, pomogli w sprzątaniu obiektu, dwukrotnie zdejmując pajęczynę z bramek na sektorze B. Później obserwowaliśmy wiele ataków pozycyjnych tej drużyny, ale to HG wyszedł na prowadzenie - nie na długo jednak, bo przed przerwą widzieliśmy wrzutkę z autu i kolejną już bramkę wyrównującą. W drugiej połowie wyglądało to podobnie. Imponowały te same postaci (Duda, Czerwonka i Zakrent z Grześkiewiczem, a także bramkarze), a do ostatnich chwil nie było wiadomo kto zgarnie trzy punkty (remis również byłby w pełni zrozumiały). Pod koniec na dwubramkowe prowadzenie udało się wyjść zawodnikom Mobilisu, ale obserwacja zaciekłej pogoni graczy Galeonu była czymś niezwykle przyjemnym. Zdołali nawet strzelić na 5:6, ale to było za mało, żeby myśleć o czymś więcej. Niemniej jednak takie spotkania kochamy oglądać, bo są one solą Ligi Fanów i całej piłki nożnej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)