Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 6 Liga
W różnych nastrojach przystąpiły do tego spotkania obydwie ekipy. Drużyna Slavic Warszawa bardzo wyraźnie przegrała w pierwszym swoim meczu i do rywalizacji z Lujwaffe Tarchomin przystępowała z zerowym dorobkiem punktowym. Ich rywal tydzień wcześniej bez większych problemów poradził sobie ze swoimi przeciwnikami i to on stał w roli faworyta tego spotkania. Początek spotkania pokazał, że przedmeczowe prognozy często nie pokrywają się z rzeczywistością, ponieważ pierwszą bramkę już na początku meczu zdobyli gospodarze. Po kilku minutach gościom udało się pokonać bramkarza rywali i w protokole meczowym widniał remis. W pierwszych dwudziestu pięciu minutach wpadły jeszcze dwie bramki. Najpierw z rzutu karnego trafił zawodnik gospodarzy, a następnie wynik pierwszej połowy ustalił Kamil Kobus strzelając bramkę na 2:2. Początkowe minuty drugiej części meczu to przede wszystkim ostra walka w środku pola podczas której żadna z drużyn nie odstawiała nogi. W 35 minucie doszło do małych przepychanek na boisku czego efektem były trzy żółte kartki dla graczy obdywu zespołów. Grę w przewadze jednego zawodnika doskonale wykorzystali gospodarze, którzy po raz kolejny wyszli na prowadzenie. Grając już w pełnych składach hat-tricka skompletował Jacek Wojtala, dzięki czemu zawodnicy Slavic wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Ostatnie słowo należało do ich rywali, jednak było to tylko trafienie zmniejszające porażkę do jednej bramki. Zespół Slavic odnosi w pełni zasłużone zwycięstwo i zapisuje na swoim koncie pierwsze punkty. Chłopaki z Lujwaffe Tarchomin stracili pierwsze punkty w tym sezonie i w tabeli zrównują się punktami ze swoimi rywalami.
Zarówno zawodnicy Bad Boys jak i Hiszpańskiego Galeonu nie będą mile wspominać pierwszej kolejki. Obydwie drużyny poniosły porażki i doskonałą szansę na podreperowanie swojego bilansu punktowego miały w niedzielne popołudnie. Lepiej mecz rozpoczęła młodzież z drużyny gości, której gra była bardzo dynamiczna, przez co od początku stwarzali sobie dużo sytuacji bramkowych. Po dziesięciu minutach w protokole meczowym widniał już wynik 2:0 dla zawodników Hiszpańskiego Galeonu, którzy w kolejnych minutach coraz bardziej podkręcali tempo spotkania. Gospodarze nie byli w stanie ani razu skutecznie zagrozić bramce rywali, którzy pod koniec pierwszej połowy dorzucili kolejne dwa trafienia. Wynik do przerwy 0:4 dla gości to najmniejszy wymiar kary. Na początku drugiej połowy losy meczu wydawały się przesądzone. Mariusz Grześkiewicz skompletował hat-tricka i powiększył prowadzenie swojej drużyny do pięciu bramek. Nieoczekiwanie od tego momentu za robotę wzięli się gospodarze, którzy coraz śmielej stawiając wszystko na jedną kartę atakowali bramkę rywali. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Kolejne minuty to stopniowe zmniejszanie różnicy bramkowej pomiędzy drużynami. Na pięć minut przed końcem spotkania niemożliwe stało się faktem - Bad Boysi odrobili całą stratę i zdołali wyrównać. Ostatnie minuty to wymiana ciosów, z której zwycięsko wyszli goście ustalając wynik na 5:6. Ostatecznie pierwsze punkty zdobywają zawodnicy Hiszpańskiego Galeonu, którzy perfekcyjnie zagrali w pierwszej połowie spotkania. Zawodnicy Bad Boysów po raz drugi tracą bramkę w ostatnich fragmentach spotkania i w dalszym ciągu na ich koncie widnieje 0 w rubryce zdobytych punktów.
Pojedynek Cosmos United z Miejskimi Ziemniaczkami wlał w nas dużo pozytywnych emocji. Obie drużyny z wielką energią i optymizmem przystąpiły do tego spotkania. Warto także odnotować, że ww. ekipy wystąpiły w szerokich składach, z czego się bardzo cieszymy. Pierwsza połowa rozgrywana była w szybkim tempie, nikt się nie oszczędzał. Po strzeleniu przez każdy zespół po jednej bramce kontrolę nad spotkaniem przejęły Ziemniaczki i to one w swoich licznych atakach, w których brało udział zawsze kilku zawodników, z minuty na minutę powiększali prowadzenie. Do przerwy 1:4, a w zespole gości wyróżniał się Paweł Żurek. Nasze oczy cieszył szczególnie fakt, że MZ coraz śmielej radzą sobie w naszej lidze, a po zeszłorocznych problemach nie ma już śladu i Ziemniaczki w tym sezonie chyba zaatakują podium. Po zmianie stron mecz stał się jeszcze bardziej otwarty, za sprawą czego mogliśmy obserwować kolejne bramki z obydwu stron. Cosmos mimo ciekawych akcji musiał uznać wyższość Kuby Jarosza, który skutecznie odpierał strzały rywali. Ostatecznie po dobrym meczu Miejskie Ziemniaczki utrzymały prowadzenie i finalnie zwyciężyły 5:7. Między innymi dzięki takim rozstrzygnięciom tabela 6 ligi jest szalona, bo po 2 spotkaniach nie ma już drużyny, która miałaby komplet zwycięstw w 2 meczach. Tabela zrobiła się płaska jak deska, a to zapowiada ogromne emocje na tym poziomie rozgrywkowym.
W zapowiedziach pisaliśmy, że pojedynek CompatiBLu z Laissez Faire United będzie jednym z bardziej wyrównanych meczów w tej kolejce i nasze przewidywania okazały się nad wyraz trafne. W drużynie gospodarzy zabrakło kilku kluczowych zawodników i Andrii Hrynda zmuszony był do dokonania transferu na ostatnią chwilę, ale wzmocnienia okazały się bardzo skuteczne. Już od pierwszego gwizdka Compatibl przystąpił do ataku i Vlad Yarmolenko postraszył bramkarza gości Motjaritje Honga strzałem z dystansu. W 5 minucie Vlad wykorzystał zamieszanie pod bramką Laissez Faire i otworzył wynik spotkania, ale goście odpowiedzieli błyskawicznie trafieniem Adama Mierzejewskiego. CompatiBL znów atakował i Vlad Yarmolenko posłał wyśmienite podanie do Andriia Hryndy, ale strzał został obroniony przez golkipera ekipy przyjezdnej. W 15 minucie Aliaksandr Volin podwyższył na 2:1 po podaniu Vlada Yarmolenki. Pierwsza część spotkania zdecydowanie lepiej wyglądała w wykonaniu drużyny z Białorusi. Podopieczni Tomka Kołodziejczuka atakowali często i groźnie, ale rozbijali się o ciasno ustawioną obronę gospodarzy i nie mogli znaleźć drogi do bramki Leonida Isayeni. Za to bramkę do szatni strzałem z dystansu zdobył Yauheni Volin i CompatiBL schodził na przerwę z bezpiecznym prowadzeniem 3:1. Kapitan Laissez Faire wykorzystał chwilę odpoczynku na przedyskutowanie taktyki i w drugiej części spotkania drużyna gości prezentowała się zdecydowanie lepiej, a poukładana i bardziej agresywna gra przyniosła dwie bramki Adama Mierzejewskiego. Przy stanie 3:3 obie drużyny nie forsowały tempa i zamurowały się w obronie starając się szukać okazji w kontratakach. W 41 minucie Vlad Yarmolenko dośrodkował, a Andrii Hrynda wyprzedził bramkarza zdobywając gola na 4:3. Gol ten okazał się zwycięski i choć Laissez Faire rzuciło wszystkie siły do ataku, nie było w stanie pokonać bramkarza Compatiblu i sędzia zagwizdał koniec meczu. CompatiBL odniósł nieco wymęczone zwycięstwo, ale patrząc na wyrównaną walkę w 6 lidze trzy punkty wywiezione z tego meczu mogą się okazać bardzo cenne.
Arcyciekawie zapowiadał się pojedynek Drwali z Mobilisem rozegrany wieczorową porą na Arenie Picassa. Goście w pierwszym spotkaniu zremisowali z CompatiBLem i na Białołękę przyjechali po pierwsze 3 punkty w tym sezonie. Mobilis miał ogromną nadzieję na kolejne zwycięstwo, więc szykowało nam się prawdziwe widowisko. Początek meczu to spore zaskoczenie, bo Tartak wyszedł napakowany jak kabanos, mimo dość wąskiej frekwencji na ten mecz. Pierwsze skrzypce z przodu grał duet Łukasz Łukasiewicz i Maciek Piasecki, którzy byli autorami dwóch pierwszych trafień dla Drwali. Po drugiej stronie mieli jednak godnych rywali bo Paweł i Alek Janiszewscy nie zamierzali być gorsi od swoich oponentów. Ostatecznie po 25 minutach bardzo zaciętego spotkania na tablicy wyników ukazał się wynik 3:2. Po przerwie dość szybko trafił Aleksander Peszko i Drwale uciekli na 2 bramki przewagi. Mimo to, Mobilis się nie poddawał, a oglądanie w akcji Olka Janiszewskiego to prawdziwa przyjemność. Młody gracz Mobilisu zadbał o to, żeby kilku Drwali miało lekkie zawroty głowy po tym spotkaniu. To właśnie Olek był autorem trafienia na 4:3, a wykorzystał w świetny sposób podanie od swojego taty i Mobilis znów był w kontakcie. W międzyczasie świetnie bronił w bramce Łukasz Kulesza, który postawił prawdziwy autobus między słupkami gości. To jednak nie wystarczyło na Łukasza Łukasiewicza, który wykorzystał podanie od swojego kapitana i Drwale uciekli na 5:3. Ostatnie minuty były nerwowe, bo za żółtą kartkę wyleciał Aleksander Peszko, a Drwale musieli bronić się w osłabieniu. Ostatecznie Tartak wygrał i... objął prowadzenie w tabeli z 4 punktami na koncie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)