Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 1 Liga
Spotkanie pomiędzy Husarią Mokotów a zespołem Explo Team zapowiadało się na naprawdę emocjonujące i mimo niewielu goli dostarczyło wielu sporo wrażeń osobom zebranym tego dnia na naszych obiektach. Pierwsza połowa zwiastowała niezwykle wyrównany mecz. Oba zespoły długo się badały i szukały sposobów na sforsowanie defensywy rywala. Husaria w tej części postawiła na długie, składne akcje, które jednak niewiele przyniosły, natomiast goście skupili się na szczelnej obronie i próbach kontrataków.
Na pierwszego gola w tym meczu musieliśmy czekać aż do 25. minuty, gdy dosłownie przed końcem pierwszej połowy mocnym płaskim strzałem bramkę zdobył Maciek Grabicki.
W drugiej odsłonie niezawodny Maciek ponownie wziął na siebie ciężar zdobywania goli i ustrzeliwszy dublet miał dać gospodarzom oddech oraz wprowadzić nieco spokoju w ich szeregi. Nic bardziej mylnego – jak się okazało, podziałało to motywująco na Explo Team, który momentalnie zdobył bramkę kontaktową. Chwilę później goście otrzymali zasłużony rzut karny, lecz niestety dla nich Rafał Polakowski „jedenastkę” przestrzelił i nie ujrzeliśmy wyrównania.
Explo Team długo nacierał i szukał swoich szans na odwrócenie losów meczu, ale świetnie dysponowany tego dnia bramkarz Husarii – Norbert Wierzbicki – poza tą jedną sytuacją, w której skapitulował, był praktycznie nie do złamania. Dwoił się i troił, a rywale słusznie wyróżnili go później mianem zawodnika meczu, bo to m.in. dzięki niemu gospodarze dowieźli trzy punkty. Zwycięstwo przypieczętował gol Kuby Brzeskiego pod koniec spotkania.
Husaria Mokotów zdobywa kolejne trzy punkty i pnie się w górę tabeli, natomiast Explo Team będzie musiał szukać zdobyczy w kolejnych starciach.
To starcie zapowiadano jako jeden z hitów kolejki. Lider, który jeszcze nie zaznał porażki, kontra nieobliczalna, pełna temperamentu UEFA Mafia Ursynów. I rzeczywiście, kibice, którzy przyszli na to starcie, nie mogli narzekać na brak emocji - działo się dosłownie wszystko: gole, zwroty akcji, czerwone kartki i sporo napięcia.
Początek meczu był prawdziwym zaskoczeniem. To zawodnicy z Ursynowa wyglądali na lepiej zorganizowanych i skuteczniejszych. Grając z kontry, wykorzystywali każdy błąd gospodarzy, przez co bardzo szybko wyszli na trzybramkowe prowadzenie. Inferno sprawiało wrażenie zaskoczonego takim obrotem spraw, ale z czasem zaczęło łapać właściwy rytm. Najpierw Oskar Pyrzyna płaskim strzałem zdobył bramkę, a chwilę później Maciej Kumor dołożył drugie trafienie, przywracając emocje. Goście jednak ponownie trafili do siatki, nie pozwalając zbliżyć się przeciwnikowi, ale jeszcze przed przerwą Pyrzyna znów trafił i do szatni obie drużyny schodziły przy stanie 3:4.
Po zmianie stron Inferno zaczęło od mocnego akcentu - kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Patryk Abbassi, doprowadzając do remisu. Mecz stał się bardziej taktyczny, drużyny grały ostrożniej, ale wciąż nie brakowało okazji. W połowie drugiej części spotkania to UEFA znów zaskoczyła lidera. Po składnych akcjach trafiali Szymon Falkiewicz i Adam Goleń, dając swojej ekipie prowadzenie 4:6.
Wydawało się, że goście dowiozą zwycięstwo, ale Inferno pokazało, dlaczego wciąż jest niepokonane w tym sezonie. W końcówce zagrali z ogromnym zaangażowaniem i błyskawicznie odpowiedzieli dwoma golami, doprowadzając do remisu 6:6, który utrzymał się do ostatniego gwizdka.
Niestety, mecz, który mógł być wzorem walki i charakteru, zakończył się w nieprzyjemny sposób. W końcówce doszło do niepotrzebnych przepychanek i słownych utarczek z arbitrem, po których dwóch zawodników Inferno obejrzało czerwone kartki. To ogromna strata dla lidera, zwłaszcza że w najbliższej kolejce zmierzy się z groźną ekipą Łowców FC, a ukarani zawodnicy będą zawieszeni do końca rundy.
W 7. kolejce 1. Ligi Fanów doszło do niezwykle emocjonującego starcia pomiędzy UKS TOHO Adifeed G.M. a Kebavitą, dowodzoną Buraka Cana. Obie drużyny słyną z ofensywnego stylu gry, jednak to gospodarze – ekipa TOHO – rozpoczęli spotkanie z większym spokojem i skutecznością. Do przerwy prowadzili 2:0, wykorzystując błędy rywali w ustawieniu i pewnie kontrolując środek pola. Kebavita miała swoje okazje, lecz brakowało jej zimnej krwi pod bramką przeciwnika, a kilka groźnych strzałów zablokowała dobrze zorganizowana defensywa oponentów.
Po zmianie stron wydawało się, że losy meczu są już przesądzone, zwłaszcza gdy TOHO zdobyło trzecią bramkę. Wtedy jednak do głosu doszła Kebavita, która pokazała charakter i ogromną determinację. Bohaterem końcówki został Fabian Kaleta, który wykazał się niesamowitą odwagą – zrezygnował z gry w polu, stanął między słupkami, by wzmocnić rozegranie, a mimo to sam dwukrotnie wpisał się na listę strzelców! Jego decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę – dosłownie i w przenośni.
W ostatnich minutach Kebavita zepchnęła rywala do głębokiej defensywy i dopięła swego, doprowadzając do remisu 3:3 w ostatniej akcji meczu. Spotkanie mogło się naprawdę podobać – było w nim wszystko: emocje, zwroty akcji, walka do końca i odrobina szaleństwa. Z perspektywy Kebavity, to na pewno jeden z tych remisów, które smakują jak zwycięstwo.
Sirius mierzy w mistrzostwo, dlatego mecz z Presleyem gospodarze musieli koniecznie wygrać, by nie stracić kontaktu z głównymi rywalami w walce o złote medale. Presley również nie mógł przejść obok tego spotkania obojętnie – goście walczą o utrzymanie, więc punkty zdobyte z tak wymagającym rywalem byłyby dla nich na wagę złota.
Od początku meczu ekipa z Ukrainy nie potrafiła narzucić swojego stylu gry. Rywale dobrze się bronili i szukali okazji w kontratakach. Dodatkowo Sirius miał problemy ze skutecznością, co przekładało się na coraz większą nerwowość w ich poczynaniach. Pierwsi na prowadzenie wyszli goście, lecz nie zdołali długo utrzymać przewagi. Gospodarze w końcu przełamali niemoc strzelecką, a gdy wyszli na dwubramkowe prowadzenie, wydawało się, że wszystko wraca do normy.
Presley jednak przed przerwą potrafił jeszcze odpowiedzieć i po 25 minutach mieliśmy wynik 3:2. Po zmianie stron goście ambitnie walczyli o wyrównanie, a mecz długo pozostawał wyrównany. Dopiero w końcówce Sirius odskoczył z wynikiem, gdy rywale opadli z sił, gospodarze zdobyli kilka kolejnych bramek, pieczętując swoje zwycięstwo.
Zespół Siriusa, mając już 18 punktów, może realnie myśleć o mistrzostwie jesieni, natomiast ekipa Presleya zapewne skupi się na walce o utrzymanie i będzie chciała zakończyć rundę poza strefą spadkową. To teraz ich najważniejszy cel na listopad.







)
)
)
)
)
)
)
)
)