reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
14:00

Bez większych emocji odbyło się spotkanie Tura z Kebavitą. Od początku to ekipa z Ochoty dominowała na boisku i rywalom ciężko było nawiązać równorzędną walkę. Do tego goście mieli w składzie dwóch zawodników, którzy grali z delikatnymi urazami i nie byli w pełni sił. Gospodarze szybko udokumentowali swoją przewagę strzelając bramki. Znakomicie rozgrywali ataki i Kebavicie było ciężko przejąć inicjatywę na boisku. Szczególnie aktywni byli Bartek Osoliński i Jakub Sosnowski, którego dobrze znamy z występów w FC Gorlicka. Przy wyniku 4:0 gościom udało się strzelić bramkę z rzutu wolnego. Moatasen Aziz zaskoczył Pawła Sobolewskiego i przy stanie 4:1 drużyny zeszły na przerwę. Po zmianie stron Kebavita próbowała jeszcze nawiązać walkę, ale przy dobrze dysponowanym rywalu nie miała za wiele możliwości do rozwinięcia skrzydeł. Tur wiedząc, że ma mecz pod kontrolą strzelał kolejne bramki i tak naprawdę mógł wygrać wyżej, gdyby wykorzystał wszystkie swoje okazje. W końcówce zaczęła strzelać młodzież z Tura i swoje trafienia dorzucili Oskar Kwapisz i Kamil Rosik. Gospodarze zasłużenie wygrywają 10:1, deklasując rywala i nadal liczą się w walce o podium na koniec rundy jesiennej. Kebavita chyba pogodzona z tym, że w tym sezonie nie odegra znaczącej roli w Ekstraklasie, musi się skupić na walce o miejsce w środku tabeli.

2
18:00

Warsaw Bandziors nadal poszukują punktów, ale rywalizacja z EXC Mobile Ochota nie wskazywała na to, by mogliby tutaj coś osiągnąć. Goście w tym sezonie nie przegrali meczu, a dodatkowo w kolejnych spotkaniach powracają zawodnicy, którzy leczyli kontuzje i nie grali na początku sezonu, wzmacniając siłę zespołu. W niedzielny wieczór na boiskach AWFu zobaczyliśmy pierwszy raz w tym sezonie Dawida Brewczyńskiego. Początek to dominacja zespołu Kamila Jurgi a dość szybko strzelane bramki ustawiły kompletnie to spotkanie. Gospodarze starali się stwarzać sytuacje, ale dobrze spisywał się golkiper zespołu EXC Mobile. Wynik 0:6 po pierwszych 25 minutach doskonale podsumowywał to, co się działo na boisku. Jak zawsze na boisku aktywny był Krystian Nowakowski, a w ataku błyszczeli Karol Bienias i Jan Grzybowski. Po zmianie stron zadowoleni z wyniku goście nie forsowali już tempa i starali długo utrzymywać się przy piłce. Mieli swoje szanse na podwyższenie wyniku, lecz nonszalancja i brak wykończenia sprawiały, że wynik nie zmieniał się długo. Bandziory ambitnie dążyli do zmniejszenia rozmiarów porażki i w przeciągu kilku minut strzelili trzy bramki. Niefrasobliwość w defensywie i straty przy wyprowadzaniu piłki spowodowały, że najpierw Maciek Kiełpsz, a później Krzysiek Niedziółka trafiali do bramki rywali. Od stanu 3:6 zrobiło się nerwowo i goście musieli się ponownie maksymalnie zmobilizować. W końcówce zdobyli jeszcze trzy gole i przypieczętowali zwycięstwo 4:9. Warsaw Bandziors nadal musi szukać punktów w kolejnych meczach. EXC Mobile Ochota wciąż niepokonana i po wpadce Otamanów na dwie kolejki przed końcem melduje się w fotelu lidera.

3
19:00

W tym meczu murowanym faworytem była ekipa Otamanów. Raczej nikt, kto obserwuje zmagania Ekstraklasy nie zakładał innego scenariusza, niż gładkie zwycięstwo gospodarzy. Jednak w ekipie Esportivo gołym okiem dało się zauważyć mobilizację i ducha walki, którego ekipa Eryka Zielińskiego nie potrafiła rozbudzić jeszcze w tej rundzie, co przełożyło się na szalenie wyrównaną pierwszą połowę i niesamowity plot twist na początku drugiej. Lider tabeli miał wyraźne problemy z przebiciem się przez blok obronny gości i choć ukraińska ekipa regularnie oblegała bramkę Michała Siwca, to pierwszego gola udało się zdobyć dopiero w końcówce pierwszej połowy. Kilkukrotnie próbował Vadym Butenko, ale dopiero w 20 minucie podanie Vitalija Haiduchyka na bramkę zamienił Vitalii Yakovenko, a trzy minuty później ten pierwszy popisał się potężnym strzałem pod poprzeczkę i Otamany schodziły do szatni prowadząc 2:0. Wydawało się, że gospodarze mają kontrolę nad meczem, jednak na początku pierwszej połowy stało się coś, czego raczej nikt nie byłby w stanie przewidzieć. W przeciągu trzech minut Esportivo wyprowadziło trzy absolutnie zabójcze ataki, które zakończyły się golami kolejno Marcusa Eshuna, Łukasza Szymańskiego i Filipa Pyśniaka i nagle losy meczu kompletnie się odwróciły. Tym razem gospodarze musieli gonić wynik i choć do końca został jeszcze ponad kwadrans, to z każdą kolejną minutą sytuacja Otamanów robiła się coraz bardziej nieciekawa. Czujna i mądra gra w obronie Esportivo spowodowała, że gospodarze mieli bardzo mało klarownych sytuacji strzeleckich, kilkukrotnie po prostu zabrakło szczęścia, ale i Michał Siwiec popisywał się niebywałym refleksem. Team Olega Bortnyka podkręcił tempo, lecz Esportivo Varsovia była tego wieczoru murem nie do skruszenia. Mimo ataków do ostatniego gwizdka wytrzymała nawałnicę i zgarnęła swoje pierwsze trzy punkty, które smakują o tyle lepiej, bo zostały zdobyte w meczu z dotychczasowym liderem.

4
21:00

Ciekawe widowisko i sporo emocji dostarczyło nam starcie In Plus Pojemnej Haliny i Gladiatorów Eternis. Gospodarze tym razem mieli troszkę lepszy skład niż zazwyczaj, co dawało nadzieję na walkę o punkty. Goście dysponowali na starcie meczową szóstką, ale w trakcie spotkania dojechał Tomasz Pietrzak, który wspomógł drużynę. Niemniej jednak kilka absencji mogło wprowadzić lekki niepokój o wynik tego spotkania. Początek meczu należał do Patryka Szeligi. Po składnej akcji nie dał szans Kamilowi Kuczewskiemu, który z konieczności ponownie stanął między słupkami Gladiatorów. Goście szybko wyrównali i poszli za ciosem. Przy wyniku 1:2 z rzutu wolnego strzelił Patryk Szeliga a piłka po rykoszecie wpadła do siatki i mieliśmy ponownie remis. Dosłownie chwilę później ekipa Michała Dryńskiego znów prowadziła. W niegroźnie wyglądającej sytuacji Wojtek Gajownik podał piłkę do bramkarza za pomocą głowy, ale ten zagubił się tak, że futbolówka wpadła do bramki. Kuriozalny gol trochę wybił gospodarzy z rytmu. Wykorzystali to rywale, którzy przed przerwą dorzucili jeszcze jedno trafienie. Po 25 minutach rywalizacji było 2:4. Po zmianie stron goście szybko podwyższyli wynik, co zmusiło team Patryka Galla do zmiany taktyki. Wycofanie bramkarza i granie z lotnym Bartoszem Przyborkiem dawało sporo okazji, ale tego dnia liczne strzały na bramkę lądowały poza obszar bramki. Gladiatorzy skutecznie się bronili czyhając na kontry, z których powinni strzelić kilka bramek, lecz seryjnie marnowane okazje trzymały w grze In Plus Pojemną Halinę. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 5:7, co daje gościom miejsce na podium. Gospodarze w dolnej części tabeli oddalają się od czołówki tabeli i jeżeli nic się nie zmieni, to pozostanie im walka o piątą pozycję dającą przepustkę na eliminacje Mistrzostw Polski Playareny.

5
22:00
( 1 : 4 )
5 : 4
Raport

Sporo emocji i niezwykłych zwrotów akcji mieliśmy w ostatnim meczu Ekstraklasy pomiędzy Alpanem, a Explo Team. Goście po serii porażek liczyli na punkty i odbicie się w tabeli a gospodarze po wysokiej przegranej z Gladiatorami mieli nadzieję na przełamanie. Lepiej w mecz wszedł zespół Łukasza Dziewickiego, który szybko objął prowadzenie i wydawało się, że po kolejnych bramkach będzie dominował na boisku. W międzyczasie dla Alpana bramkę strzelił Rafał Radomski, lecz obraz na boisku nadal nie był korzystny dla teamu Kamila Melchera. Gospodarze mieli szczególnie problemy z zatrzymaniem Konrada Szkopińskiego, który swoją szybkością i techniką sprawiał sporo problemów defensywie Alpana. Gospodarze choć mieli swoje problemy, to starali się odrabiać straty, ale w ofensywie nie za wiele wychodziło im w pierwszych 25 minutach. Nawet rzut karny który mieli, nie został wykorzystany przez Bartka Bajkowskiego.  Do przerwy mieliśmy wynik 1:4 i nic nie zwiastowało kłopotów Explo Team. Po zmianie stron Alpan konsekwentnie dążył do odwrócenia losów meczu. Odpowiedzialność za organizację gry wziął na siebie Rafał Radomski i jak się okazało - nie tylko znakomicie podpowiadał kolegom, lecz został bohaterem spotkania strzelając trzy bramki i asystując przy dwóch golach kolegów. Goście mimo że starali się grać do przodu i strzelać kolejne bramki, to byli nieskuteczni a do tego w defensywie pojawiały się proste błędy, które rywale skrzętnie wykorzystali. Nie udało im się zdobyć nawet punktu, bo dosłownie w samej końcówce stracili bramkę na 5:4, ostatecznie przegrywając spotkanie. Alpan pokazał charakter i nadal może liczyć na walkę o czołowe lokaty. Explo Team miało iść w górę tabeli a tymczasem jest na razie zamieszane w walkę o pozostanie w Ekstraklasie.

Reklama