Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Drużyna FC Otamany ze zmiennym szczęściem weszła w sezon ligowy zdobywając w dwóch meczach trzy punkty. Dużo lepszy start zaliczyli zawodnicy Gladiatorów Eternis, którzy do tej pory zdobyli komplet "oczek". I właśnie ta drużyna otworzyła już na samym początku wynik spotkania. Chwile później był już remis, jednak szybka riposta drużyny gości i ponownie zespół ten wyszedł na prowadzenie. Kluczowa dla losów spotkania była sytuacja z 5 minuty, kiedy to w niegroźnej sytuacji kontuzji nabawił się golkiper gości, Damian Zalewski. Sytuacja ta spowodowała, że potrzebna była karetka. Po prawie godzinnej przerwie spowodowanej tym zdarzeniem zawodnicy ponownie wyszli na murawę i przez dłuższy okres nie potrafili zmienić wyniku spotkania. Sztuka ta udała się w końcu gospodarzom i trafienie to ustaliło wynik pierwszej połowy na 2:2. Początek drugiej części meczu to wymiana ciosów z obydwu stron. Trzy razy goście wychodzili na prowadzenie i tyle samo razy drużyna Otamanów doprowadzała do wyrównania. Ostatnie pięć minut to koncertowa gra ekipy z Ukrainy, która w tym czasie podwoiła swój dorobek bramkowy i ustalił wynik spotkania na 10:5. Wynik ten można uznać za niespodziankę, ale z przebiegu meczu jest on jak najbardziej sprawiedliwy. Drużyna FC Otamany zdobyła drugi komplet punktów w tym sezonie i zrównała się w ligowej tabeli ze swoimi rywalami. Gladiatorzy pierwszy raz kończą spotkanie bez zdobyczy punktowej, ale jeszcze większym problemem jest kontuzja golkipera, która wykluczy go z gry zapewne do końca rundy jesiennej.
Sporo obiecywaliśmy sobie po meczu In Plus Pojemnej Haliny z EXC Mobile Ochota. Jednak już od początku spotkania było widać, że ten mecz nie może się dobrze ułożyć dla zespołu Patryka Galla. Goście mimo że nie mieli kilku podstawowych zawodników to wyglądali na boisku o co najmniej dwie klasy lepiej niż rywale. Tylko początek meczu w miarę wyrównany, ale z każdą minutą dominacja gości było coraz większa. Znakomite zawody zagrali wszyscy zawodnicy EXC Mobile Ochota a dyrygował tym wszystkim Krystian Nowakowski, który świetnie rozgrywał i konstruował ataki swojej drużyny. Kogoś takiego jak "Nowy" u przeciwników próżno było szukać, a wszyscy gracze gospodarzy próbowali zrobić coś indywidualnie. Starał się Janek Skotnicki, lecz nie miał wsparcia w kolegach i widać było że był zagubiony. Nie ma się co dziwić, bo team Patryka Galla zawsze słynął z tego, że świetnie operował piłką, a tym meczu po prostu szybko oddawał ją rywalowi. Do przerwy mieliśmy wynik 2:5. Po zmianie stron po kilku trafieniach gości opadły emocje i uleciało powietrze z In Plus Pojemnej Haliny. Team Kamila Jurgi nie zatrzymywał się i zdeklasował rywali. Wynik 2:13 mówi sam za siebie. EXC Mobile Ochota zgarnia cenne trzy punkty i jak dotąd jest niepokonana w lidze. Gospodarze muszą zacząć grać zespołowo, jeśli myślą o walce o czołowe lokaty w tym sezonie. Potrzeba, żeby na mecze przyszło więcej doświadczonych graczy, którzy stanowili o sile tego zespołu w poprzednich sezonach.
Zarówno zespół Alpana jak i ich niedzielny rywal Warsaw Bandziors początek sezonu rozpoczęły ze zmiennym szczęściem. Obydwie drużyny do tej pory zanotowały jedno zwycięstwo oraz poniosły jedną porażkę. Początek meczu zdecydowanie należał do gospodarzy, którzy po dziesięciu minutach prowadzili już 3:0. W kolejnych minutach inicjatywę przejęli goście, którzy zdobywając dwie bramki zmniejszyli straty do jednego trafienia. Chwilę później kolejna bramka zespołu Alpana i dokładając do tego dwa trafienia w końcówce pierwszej połowy - po jednej dla każdej z drużyn - zespoły na przerwę schodziły z wynikiem 5:3 dla gospodarzy. Druga połowa zaczęła się bardzo spokojnie i żadnej z ekip w pierwszych dziesięciu minutach nie udało się pokonać golkipera rywali. Dopiero po upływie tego czasu kolejną bramkę zdobyli gospodarze, którzy od tego momentu coraz wyraźniej kontrolowali przebieg spotkania. Grali bardzo mądrze w defensywie i do tego dołożyli jeszcze dwa trafienia. Ostatecznie mecz zakończył się pewnym zwycięstwem zespołu Alpanu, który po porażce w ostatniej kolejce wrócił na zwycięską ścieżkę. Niewątpliwym bohaterem tego zespołu był Mateusz Koclęga, który do trzech bramek dołożył jedną asystę i znacznie przyczynił się do końcowego sukcesu swojej drużyny. Warsaw Bandziors tylko w pierwszej połowie dotrzymywali kroku swoim rywalom, ale w drugiej połowie opadli już sił i mecz zakończyli z zerowym dorobkiem punktowym.
Konfrontacja Explo Team z Turem Ochota w niedzielny wieczór nie zawiodła tych, którzy zdecydowali się obejrzeć to spotkanie. Oba zespoły zjawiły się w solidnych zestawieniach, co widać było w grze na boisku. Od pierwszej minuty oglądaliśmy intensywny mecz, gdzie szybkimi atakami gospodarze chcieli zaskoczyć wielokrotnego mistrza Ligi Fanów. Tur jak zawsze cierpliwie budował swoje akcje i mając zawodników dobrze wyszkolonych technicznie mógł długo utrzymywać się przy piłce. W napadzie duet Wojtkielewicz - Branicki sprawiał sporo problemów defensywie teamu Łukasza Dziewickiego. Explo szukało swoich okazji, ale często trochę za szybko chcieli atakować i szwankowało szczególnie wykończenie akcji. Jednak szczęście uśmiechnęło się do nich w pierwszej połowie, bo po strzale i rykoszecie Oskar Górecki otworzył wynik spotkania. Paweł Wysocki nie miał nic do powiedzenia w tej akcji. Goście musieli odrabiać straty, lecz widać było u nich pewność siebie. Jeszcze przed przerwą udało się wyrównać i na przerwę ekipy schodziły z wynikiem 1:1. Po zmianie stron Tur zaczął dominować. Gospodarze po pierwszej udanej połowie kompletnie nie dojechali na drugie 25 minut. Szybko stracone bramki nakręcały zespół Tura, który dość szybko odskoczył na kilka bramek przewagi. Przy stanie 1:6 trochę goście się rozprężyli i Explo zdołało zmniejszyć rozmiary porażki. Ostatecznie jednak Tur zasłużenie wygrywa i umacnia się w czołówce tabeli. Gospodarze jak dotąd grają ciekawy, dobry jakościowo futbol, ale muszą być konsekwentni, bo ich przestoje w grze bardziej doświadczone zespoły będą skutecznie wykorzystywać.
Patrząc na ilość zawodników, którzy stawili się na placu w obu ekipach ciężko uwierzyć, że w zeszłym sezonie obie drużyny biły się w Ekstraklasie o najwyższe cele. Kebavita na ostatnią chwilę ściągała zawodników z zaprzyjaźnionych drużyn, żeby w ogóle wystawić pełną szóstkę. A jak to wyglądało w szeregach Esportivo? Wcale nie lepiej, bo choć udało się zebrać nawet dwie zmiany, to pięciu zawodników po raz pierwszy zagrało w barwach Esportivo. Wprawdzie goście otworzyli wynik, a gola zdobył Sylwester Wielgat, to brak zgrania w ekipie Eryka Zielińskiego dość szybko dał o sobie znać. Zanim minęła pierwsza połowa było już 5:1 dla Kebavity, a gospodarze choć nieliczni, pokazali, że po wielu sezonach w jednej drużynie świetnie rozumieją się na boisku, a debiutujący Bohdan Ivaniuk kapitalnie uzupełnia ten skład. W drugiej połowie gospodarze kompletnie zdominowali przeciwnika i momentami mecz wyglądał bardziej jak trening niż zmagania Ekstraklasy. Trzon Kebavity w postaci Azamata Qutpiddinova, Moatasema Aziza i Vladyslava Budza nie napotykał większego oporu ze strony defensywy Esportivo i dokładał kolejnego gole, a i golkiper gospodarzy Bartek Gwóźdź kilkukrotnie pozwolił sobie na rajd przez pół boiska, co ostatecznie skończyło się nawet dwoma trafieniami. Na szczęście goście nie spuścili głów i do końca walczyli o gole. Szczególnie w końcówce udało się nieco odrobić straty, ale wynik 15:6 nie pozostawia złudzeń co do przebiegu tej rywalizacji. Kebavita przełamała kryzys i zdobyła pierwsze punkty, choć frekwencja pozostawia wiele do życzenia. Za to kapitan Esportivo ma po tym meczu sporo do przemyślenia, bo łatanie składu na ostatnią chwilę to zdecydowanie za mało na nawiązanie walki w Ekstraklasie Ligi Fanów.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)