Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Otamany po zwycięstwie z Kebavitą mierzyli się z drugą drużyną poprzedniego sezonu EXC Mobile Ochota. Już od początku spotkania widać było, że nie będzie to łatwa przeprawa dla ekipy z Ukrainy. Jednak mając naprawdę solidny skład gospodarze zamierzali powalczyć o punkty w tym pojedynku. Zaczęło się jednak nie za dobrze, bo to goście wyszli na prowadzenie. Długa gra od tyłu i utrzymywanie się przy piłce to była recepta na sukces zespołu Kamila Jurgi. Team Olega Bortnyka od stanu 0:1 miał jednak swoje okazje i jego podopieczni coraz śmielej zaczęli sobie poczynać na boisku. W końcu ich próby zakończyły się wyrównaniem i trochę zaskoczeni goście musieli od nowa budować swoją przewagę. Jednak mimo kilku okazji to rywale wyszli nieoczekiwanie na prowadzenie. Vitalii Yakovenko znakomicie rozegrał piłkę, a akcję wykończył Yegor Boiko. Do przerwy było 2:1, co należało traktować w kategoriach małej niespodzianki. Po zmianie stron EXC Mobile Ochota podkręciła tempo i szybko odrobiła straty. Po chwili już prowadziła 2:3, ale wynik nadal był sprawą otwartą. Niestety przy jednobramkowym deficycie Otamany straciły Vadyma Butenko, który sfaulował taktycznie i arbiter musiał pokazać mu czerwoną kartkę. Pięć minut w osłabieniu gospodarze wytrzymali, ale później goście złamali defensywę przeciwników i kilka strzelonych bramek zamknęły to spotkanie. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 3:8 i szkoda, że czerwona kartka popsuła trochę widowisko w drugiej połowie. Zespół Kamila Jurgi zdobywa pierwsze trzy punkty w tym sezonie, a Otamany muszą zapomnieć o tej porażce, bo grają naprawdę dobry futbol i mają szanse na walkę o czołowe lokaty w tym sezonie.
Po pierwszej kolejce zarówno In Plus Pojemna Halina jak i Kebavita nie miały punktów, dlatego obie ekipy chciały koniecznie dobrze zaprezentować się w bezpośrednim meczu drugiej kolejki. Gospodarze wzmocnili jakościowo skład wiedząc, że chcąc myśleć o walce o najwyższe cele nie można sobie pozwolić na kolejną stratę punktów. Goście przyjechali z kolei w jeszcze słabszym zestawieniu niż przed tygodniem, co nie zwiastowało łatwej przeprawy z klasowym rywalem. Ekipa Patryka Galla w pierwszej połowie była niezwykle skuteczna. Miała swoje okazje i je wykorzystywała, a rywale mimo że mieli więcej sytuacji, to nie potrafili pokonać golkipera przeciwników. Do przerwy mieliśmy wynik 2:0, lecz wszystko było jeszcze możliwe w drugiej odsłonie. Po zmianie stron Kebavita zagrała skuteczniej i doprowadziła do wyrównania. Przy stanie 2:2 gospodarze podkręcili tempo, a rywale mimo że starali się dotrzymać kroku to opadali z sił i po kilku trafieniach powietrze zeszło z trzeciego zespołu ubiegłego sezonu. Na domiar złego Baris Kazkondu podkręcił kostkę i nie mógł kontynuować gry. Kebavita nie posiadając zmian nie była w stanie odwrócić losów tego pojedynku. In Plus Pojemna Halina skutecznie punktowała każdy błąd w defensywie i ostatecznie zasłużenie wygrała to spotkanie 9:3. Goście jeśli myślą o walce w tym sezonie o czołowe lokaty, to muszą szukać wzmocnień, bo w innym przypadku mogą znaleźć się w sytuacji, że będą drżeć o ligowy byt. Mamy natomiast nadzieję, że In-Plus po tej wygranej będzie stawiać się w mocnym składzie na kolejne mecze i powalczy o coś więcej niż środek tabeli.
Spotkanie Alpana z TURem Ochota rozkręcało się dość powoli, ale ostatecznie obie ekipy postarały się o ciekawe widowisko z dość zaskakującym plot-twistem na sam koniec. Goście byli w natarciu praktycznie od pierwszego gwizdka i już w kilku pierwszych akcjach golkiper Alpana Piotr Koza ratował swój zespół przed utratą gola bardzo dobrymi interwencjami. Skuteczność w zespole z Ochoty pozostawiała nieco do życzenia, ale po kwadransie gry przyszło przełamanie – akcję Piotra Leśniewicza wykończył Michał Ochman i TUR wyszedł na prowadzenie, które trzy minuty później podwyższył Rafał Polakowski. Gospodarze do tej pory zepchnięci głównie do obrony odgryźli się groźnym kontratakiem i gola kontaktowego zdobył Przemek Wycech, a zanim sędzia odgwizdał koniec pierwszej połowy był remis po trafieniu Konrada Kupca. Jak na rywalizację Ekstraklasy tempo meczu nie powalało, ale obie ekipy skupiły się raczej na mozolnym budowaniu przewagi, niż szalonych galopach. Do głosu doszła za to młoda krew w zespole z Ochoty – w 31 minucie nieupilnowany Kamil Rosik dostał trochę miejsca i huknął przy słupku na 2:3. Alpan odpowiedział po kilku minutach golem Remigiusza Muszyńskiego, który niemalże wjechał z piłką do bramki i znów mieliśmy remis. Im mniej czasu pozostało do końcowego gwizdka, tym tempo rosło, a TUR oblegał bramkę Piotra Kozy, który popisywał się kolejnymi świetnymi paradami. W 42 minucie goście dostali prezent w postaci rzutu karnego i do piłki podszedł Rafał Polakowski, ale górą był tym razem golkiper gospodarzy. A w samej końcówce meczu oglądaliśmy niespotykany zwrot akcji – na dwie minuty przed ostatnim gwizdkiem żółty kartonik obejrzał Rafał Polakowski, a Alpan stanął przed niepowtarzalną okazją na zdobycie zwycięskiej bramki. Stało się coś zupełnie innego – zawodnik TURa wychodząc z kontratakiem został sfaulowany w okolicach pola karnego, a genialnym strzałem popisał się Paweł Tarnowski. Kilka chwil później sędzia odgwizdał koniec i rzutem na taśmę TUR Ochota zgarnął trzy punkty.
W spotkaniu dwóch drużyn które wysoko przegrały swoje pierwsze mecze zdecydowanie lepiej zaprezentowali się goście. Gospodarze ponownie nie zachwycili swoim składem, co nie zwiastowało łatwej przeprawy. Już od początku meczu był widoczny brak zgrania zawodników Esportivo a to w najwyższej klasie rozgrywkowej nie daje perspektyw na dobry wynik. Team Eryka Zielińskiego potrzebuje natychmiast wzmocnień, bo z graczy prezentujących określony poziom na miarę Ekstraklasy jest maksymalnie pięciu w tej drużynie. Co więcej - z takim składem personalnym byłoby ciężko powalczyć nawet w pierwszej lidze. Warsaw Bandziors tym razem stawiło się w solidnym składzie i na boisku widzieliśmy chociażby kapitana Szymona Kołosowskiego, który wiemy ile znaczy dla drużyny. Do przerwy było 0:3 i był to dość niski wymiar kary, w czym duża zasługa zasługa Michała Siwca, który odbił sporo piłek i gdyby nie on to już praktycznie po 25 minutach mielibyśmy koniec emocji. Esportivo starało się jak mogło, walczyło, ale na tym się skończyło. Druga połowa to dominacja gości, którzy potrafili wykorzystać słabość przeciwnika, a w defensywie byli praktycznie bezbłędni i akcje rywali dusili w zarodku. Starał się szarpać z przodu Eryk Stoch i Robert Dębski, lecz na niewiele to się zdało. Warsaw Bandziors zasłużenie wygrywa w stosunku 0:8 i zdobywa pierwsze punkty w tym sezonie. Esportivo Varsovia choć to dopiero druga kolejka jest na ten moment drużyną do spadku. Mamy nadzieję że jednak coś się zmieni i Eryk Zieliński postara się ściągnąć do gry zawodników, którzy dadzą gwarancję jakości. W przeciwnym razie ten sezon może być dla nich prawdziwym koszmarem.
Mecz pomiędzy drużynami Explo Team i Gladiatorzy Eternis to pojedynek zespołów, które w pierwszej kolejce zgarnęły komplet punktów. W lepszej sytuacji przed początkowym gwizdkiem sędziego byli goście, którzy pojawili się w licznym składzie. Ich rywale dużą część spotkania grali bez zmiany, ale mimo tego to oni lepiej rozpoczęli spotkanie i w 2 minucie objęli prowadzenie. Riposta gości była jednak niemal natychmiastowa. Kolejna składna akcja była autorstwa gospodarzy, którzy ponownie wyszli na prowadzenie. Następne minuty to huraganowe ataki Gladiatorów, które zaowocowały trzema zdobytymi bramkami. W ostatniej akcji pierwszej połowy zawodnicy Explo częściowo odrobili straty i na przerwę drużyny schodziły przy wyniku 5:3 dla gości. Druga część meczu rozpoczęła się od ataków gospodarzy, którzy pokonując dwukrotnie bramkarza przeciwników doprowadzili do wyrównania, a kilka minut później byli nawet o bramkę z przodu. Niestety dla nich nie trwało to długo i już w kolejnych minutach ponownie inicjatywę przejęli goście, którzy w krótkim odstępie czasu zainkasowali trzy gole, dzięki czemu objęli dwubramkowe prowadzenie. Grający w drugiej połowie z jedną zmianą w składzie gospodarze ostatnim zrywem zmniejszyli straty do jednego trafienia, ale na więcej nie starczyło czasu. W końcowych sekundach spotkania Kuba Jóźwiak ustalił wynik na 9:7 dla Gladiatorów Eternis i to właśnie oni cieszyli się z drugiego kompletu punktów. Wielkie uznanie dla zwycięzców, ale też dla zawodników Explo Team, którzy mając bardzo wąską kadrę przez większość spotkania grali jak równy z równym z bardzo wymagającym rywalem.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)