Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 1 Liga
W kontekście układu tabeli był to szalenie istotny mecz. Stawka niezwykle wysoka i o ile Wilki postarały się o szeroką ławkę rezerwowych, to w Impulsie trochę niestety zabrakło determinacji i ostatecznie goście stawili się na placu z zaledwie jedną zmianą, co przy tempie spotkania miało spory wpływ na ostateczny wynik. W 6 minucie na prowadzenie wyszli gospodarze – niepewne rozegranie bramkarza Impulsu, przejęcie piłki przez Yaroslava Vlasenkę i mieliśmy 1:0. Na kolejnego gola trzeba było długo czekać, choć w 12 minucie powinno być 2:0, ale ostatecznie Wilki zmarnowały doskonałą szansę na podwyższenie. Pierwszą połowę można podsumować słowami: dużo walki, mało klarownych strzałów. Dopiero w końcówce worek z bramkami się rozerwał. Illya Radkevich dwukrotnie wypracował dobrą okazję strzelecką, której nie zmarnowali Wojciech Gajownik i Aleksander Janiszewski i zrobiło się 3:0 dla gospodarzy. Kiedy wydawało się, że Wilki złapały kontrolę nad spotkaniem, stało się coś zupełnie odwrotnego. Już w kolejnej akcji padła bramka autorstwa Yaroslava Kopylova, po chwili było 3:2 po golu Danila Kuznetsova, a do remisu doprowadził Vladyslav Budz i długo wypracowywana przewaga Wilków rozsypała się w mgnieniu oka. Jednak w drugiej połowie gospodarze znów powoli budowali zapas bramek i w 39 minucie Aleksander Janiszewski wyprowadził swój zespół na ponowne prowadzenie, a już minutę później przejął niedokładne podanie i podwyższył prowadzenie do dwóch oczek. Impulsowi wyraźnie brakowało już pomysłów na przełamanie defensywy przeciwnika, za to wyraźnie ożywili się gospodarze, szczególnie Wojciech Gajownik i Maciej Bubiec. Najpierw zapunktował Wojciech, a minutę później rzut karny wykorzystał Maciej i zrobiło się 7:3 dla Wilków. Dmytro Hrynov trafił dla Impulsu, ale zwyczajnie zabrakło czasu na coś więcej, a kropkę nad i postawił Wojciech Gajownik i Wilki pewnie ograły Impuls 8:4.
Faworytem tego meczu byli niewątpliwie gospodarze, ale starcia ukraińskich ekip zawsze są pełne walki do samego końca i chwila braku koncentracji może odwrócić losy spotkania. Tym razem Vikings wypracowali sobie przewagę w pierwszym kwadransie gry, jednak gdyby nie fenomenalne obrony Eduarda Vakhidova mogło być zupełnie inaczej. W 5 minucie wynik otworzył Vitalii Lubin, ale już po chwili Energia mogła wyrównać i golkiper gospodarzy po raz pierwszy popisał się świetną paradą. Historia powtórzyła się kilka minut później – gola zdobył Yeugeni Syrotenko, a Energia znów groźnie zaatakowała i została zatrzymana przez geniusz Eduarda Vakhidova. W 18 minucie Yeugeni dołożył swoje drugie trafienie i Vikings prowadzili już 3:0. W samej końcówce pierwsze połowy Energia ponownie stanęła przed dobrą okazją strzelecką, ale rzut wolny skończył się strzałem w mur i chwilę później sędzia odgwizdał koniec premierowej odsłony. W ekipie gości dało się zauważyć brak Igora Petlyaka, który był zawsze bardzo aktywny w napadzie i kreował sporo sytuacji strzeleckich, lecz nawet bez niego Energia obudziła się na początku drugiej połowy i zaczęła gonić wynik. Wprawdzie szybkiego gola dla Vikings strzelił Andrii Dutchak, jednak po chwili zapunktował Heorhii Parnitskii, a dwie minuty później było już 4:2 po golu Oleksandra Yakubiaka. Gospodarze poczuli, że przewaga zaczyna uciekać, a Energia atakowało coraz żwawiej i z większą pewnością siebie. I tutaj na scenę ponownie wkroczył Eduard Vakhidov, który kilkukrotnie wyciągał swój zespół z praktycznie beznadziejnej sytuacji. Gdyby nie jego parady mecz mógłby potoczyć się inaczej, a tak w 36 minucie niemoc strzelecką obu ekip przełamał Yeugeni Syrotenko i było 5:2. W 43 minucie trafił Oleh Dvoliatyk, Energia błyskawicznie zripostowała golem Aidyna Yessaly, a w kolejnej akcji ponownie trafił Oleh Dvoliatyk. Przy stanie 7:3 było już raczej pewne, że gościom zabraknie czasu na dogonienie wyniku. W 49 minucie na 7:4 trafił Heorhii Parnitskii, ale w samej końcówce sytuację uspokoił Vitalii Lubin i wygrywając 8:4 Vikings wskoczyli na fotel lidera, mając trzypunktową przewagę nad drugimi w tabeli Wilkami.
Bez większych emocji odbyło się spotkanie dwóch drużyn z dołu tabeli, gdzie Sirous podejmował AnonyMMous!. Od początku to ekipa z Ukrainy dominowała na boisku i rywalom ciężko było nawiązać równorzędną walkę. Do tego goście przystąpili do tego spotkania tylko z jedną zmianą, co z pewnością utrudniało strategiczne decyzje. Gospodarze szybko udokumentowali swoją przewagę strzelając bramki. Znakomicie rozgrywali ataki i ekipie Macieja Miękiny ciężko było jakkolwiek odpowiedzieć. Szczególnie aktywni byli Ivan Gul oraz Ihor Pivovar, którzy byli nieuchwytni dla swoich rywali. Do przerwy Sirius prowadził aż 6:0 i nic nie zapowiadało, że po zmianie stron sytuacja się odwróci. Po przerwie AnonyMMous próbował jeszcze nawiązać walkę, ale przy dobrze dysponowanym rywalu nie miał za wiele możliwości do rozwinięcia skrzydeł. Gospodarze wiedząc, że mają mecz pod kontrolą grali luźno, często bawili się piłką i tak naprawdę mogli wygrać wyżej, gdyby wykorzystali wszystkie swoje okazje. W końcówce grając w przewadze honorowe trafienie zaliczyli goście, którzy ostatecznie wysoko przegrywają to spotkanie aż 14:1. Triumfatorzy deklasują rywala i nadal liczą się w walce o utrzymanie w pierwszej lidze. AnonyMMous chyba pogodzone z tym, że w tym sezonie o utrzymanie będzie bardzo ciężko, więc teraz muszą się skupić na godnym pożegnaniu z pierwszą ligą.
W zapowiedziach pisaliśmy, że Ogień Bielany to ekipa, która ma wahania formy. Na nieszczęście Contry tym razem dyspozycja gości była absolutnie wyśmienita i w efekcie team Jana Napiórkowskiego już w pierwszej połowie spuścił srogie lanie dużo bardziej doświadczonej drużynie gospodarzy. Początek spotkania pokazał, że będzie to mecz z kategorii „futbol na tak”. Worek z bramkami rozerwał się już w 2 minucie, kiedy wynik otworzył Karol Gozdalik. W kolejnej akcji Contra odpowiedziała golem Tomasza Zagórskiego, drugie trafienie zaliczył Karol Gozdalik, do remisu doprowadził Mateusz Tumulec, a deszcz bramek na chwilę ustał po golu Kacpra Cetlina. W 10 minucie Karol Gozdalik skompletował hat-tricka i burza goli rozpętała się na nowo. W 16 minucie było już 3:7 dla Ognia Bielany, a wynik mógłby być nawet wyższy, gdyby nie golkiper Contry Remigiusz Mierzwa, który popisał się kilkoma dobrymi interwencjami. Jeszcze przed przerwą goście podwyższyli prowadzenie do 3:9 i było widać, że tego wieczoru „są w gazie”. Gospodarzom wyraźnie brakowało pomysłów na przełamanie defensywy drużyny z Bielan, ale głównym problemem było przede wszystkim tempo spotkania, narzucone przez młodych oponentów. Praktycznie każdy kontakt z piłką Kacpra Cetlina otwierał drogę do bramki Contry i ekipa Michała Raciborskiego często nie nadążała za dynamicznymi akcjami Ognia. Mimo to gospodarze nie spuścili głów i na początku drugiej połowy szybko zdobyli gola na 4:9, jednak ewentualny comeback został momentalnie zgaszony golem Kacpra Cetlina. W ekipie gości panowała wyśmienita atmosfera i chłopaki czując, że mają kontrolę nad spotkaniem nieco rozluźnili się w ataku i w efekcie dołożyli już tylko cztery trafienia. Mecz zakończył się wyraźnym zwycięstwem 7:13, które mocno przetasowało tabelę 1 ligi. Jednocześnie spotkanie to pokazało, że z taką formą Ogień może jeszcze powalczyć o awans do Ekstraklasy.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)