Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 1 Liga
Z samego rana na Arenie AWF doszło do starcia w 1 lidze pomiędzy Warsztatem Gepetto a Contrą. Nie czekaliśmy długo na pierwsze trafienie, ponieważ w 4 minucie piłkę do siatki pakuje Radosław Parszewski i wyprowadza drużynę gości na prowadzenie po dobitce, kiedy bramkarz już leżał. Następnie gospodarze przeprowadzili parę groźnych ataków, ale to było za mało żeby pokonać dobrze dysponowanego Damiana Zalewskiego. Do 11 minuty mogliśmy się dalej zachwycać grą Parszewskiego, gdyż dzięki jego precyzyjnym uderzeniom z dystansu oglądaliśmy kolejne dwie bramki a wynik brzmiał już 0:3. Warsztat się nie poddaje i Arkadiusz Kibler minutę później pokonuje bramkarza Contry po raz pierwszy. Od tego momentu do końca połowy oglądaliśmy bardzo równe spotkanie, na zasadzie ,,cios za cios”. Bardzo dużo interwencji bramkarzy oraz niebezpiecznych ataków niezakończonych ostatecznie golami. Wynik do przerwy 3:4. Na drugą połowę obie strony wychodzą z taką samą motywacją. W 35 minucie udaje się Contrze wyjść na dwubramkowe prowadzenie po ataku pozycyjnym, który sfinalizował Mateusz Tumulec. Po 4 minutach Marcin Banasiak umieścił piłkę w bramce strzelając z główki. Na koniec spotkania ponownie strzela Radosław Parszewski dając wynik 7:5, z którym żegnamy się z tym spotkaniem. Świetny mecz pod względem piłkarskim, walki oraz motywacji obu stron. Warsztat Gepetto grał bez zmian cały mecz i może gdyby kadra było nieco szersza byłaby, to wynik byłby inny. To jednak tylko gdybanie i dziś nie ma to większego znaczenia.
Minionej niedzieli na boiskach warszawskiego AWF-u rozegrano trzecią serię spotkań. W ramach rozgrywek pierwszej ligi stanęły naprzeciwko siebie ekipy AnonyMMous oraz FC Impuls UA. Po zaledwie dwóch spotkaniach zarysowały się tym samym przybliżone predykcje odnoszące się do formy obydwu drużyn. Gospodarze jak dotąd przegrali dwukrotnie, aczkolwiek stracili przy tym zaledwie osiem bramek. Zapewne jest to efekt kapitalnej gry Macieja Miękiny, który niejednokrotnie dowodził swojej boiskowej zaradności. Gracze w czarnych strojach zmierzyli się z reprezentantami z Ukrainy, na których start sezonu również należy spuścić zasłonę milczenia. Tym samym było to spotkanie pomiędzy dwiema drużynami, które jak dotąd nie mogły cieszyć się ze zdobyczy punktowej. Strzelanie rozpoczęli goście, którzy relatywnie szybko wyszli na prowadzenie po trafieniu autorstwa Stetsiuka. Gospodarze jednak nie podłamali się po tym wydarzeniu i w sprawnym tempie doprowadzili kolejno do wyrównania oraz objęcia prowadzenia w stosunku 3:1. W momencie, kiedy wszystko wydawało się iść zgodnie z planem, do głosu ponownie doszedł Impuls, aplikując rywalom dwie bramki. Wynik do przerwy stanowił dla nas - obserwatorów - sporą nadzieję, na wyrównane spotkanie. Niestety byliśmy w błędzie. AnonyMMous nie tylko stracił inicjatywę, w ich defensywie widać było straszne luki, co w zestawieniu z zabójczą formą Ukraińców, stało się gwoździem do trumny. Finalnie mecz zakończył się wynikiem 4:9, a gospodarze muszą wziąć się do poważnej pracy, ponieważ niedługo znajdziemy się na półmetku rundy, a oni w tabeli są daleko w tyle.
Sytuacja na zapleczu Ekstraklasy przedstawia się dość osobliwie. Niedoszły reprezentant naszej elity, Mixamator, nie zdobył w dwóch kolejkach ani jednego punktu! Minionego weekendu stanął on naprzeciwko drużynie Ognia Bielany. Zarówno goście, jak i gospodarze nadal czekali na premierowe punkty. Z tego powodu mogliśmy się spodziewać bardzo wyrównanego meczu. Nie zawiedliśmy się, a gracze obydwu ze stron dostarczyli nam nie lada emocji. Strzelanie rozpoczęli goście, którzy za sprawą dwóch trafień Kacpra Cetlina wyszli na prowadzenie. Gracze Mixamatora nie ulegli jednak zbytniej presji, próbując nadrobić stracone bramki. Sygnał do tego dał Bartosz Nowodworski. Jednakże jego indywidualne próby przynosiły niewspółmierny efekt w porównaniu do akcji wcześniej wymienionego Cetlina. Gracz Ognia niejednokrotnie w pojedynkę robił różnicę na boisku, często podejmując się brawurowych prób dryblingu, z których przeważnie wychodził obronną ręką. Z tego powodu, do przerwy goście prowadzili 4:2. Druga odsłona tego pojedynku obfitowała w podobne emocję, mając jednocześnie podobny przebieg. Z jednej strony fenomenalny Cetlin, z drugiej zaś Nowodworski. Tym samym zespołowy pojedynek przerodził się w walkę o tytuł najlepszego na boisku. Zdecydowanie korzystniej wyszedł na tym gracz ekipy z Bielan, który mógł tego dnia (w o wiele większym stopniu niż jego rywal) liczyć na wsparcie kolegów z drużyny. Dzięki temu goście odnieśli swoje pierwsze ligowe zwycięstwo 7:5, zbliżając się do opuszczenia strefy spadkowej.
Rywalizacja między Ukranian Vikings a Graczami Gorszego Sortu zapowiadała się fantastycznie. Nie dość, że te zespoły zawsze w bezpośrednich potyczkach przysparzały kibicom mnóstwo emocji, to dodatkowo jedni i drudzy przystępowali do tego starcia z kompletem 6 punktów po dwóch spotkaniach. Nikt nie zamierzał schodzić ze zwycięskiej ścieżki i widać, że to nie były tylko zapowiedzi, bo na boisku działo się sporo i śmiało możemy tę potyczkę określić mianem jednej z najlepszych w całej 2.kolejce. Trudno ją zresztą streścić w kilkuset słowach, bo sytuacja zmieniała się tutaj jak w kalejdoskopie. Zaczęło się od prowadzenia GGSu, który troszkę zaskoczył rywala, wyrobił sobie dwa gole przewagi, a po błędzie bramkarza rywali było już nawet 3:0. Ale pod koniec pierwszej połowy to przeciwnicy złapali wiatr w żagle. Zawodnicy z Ukrainy zaczęli dyktować warunki, co przyniosło im jedno trafienie, chociaż powinno być ich zdecydowanie więcej. To zemściło się na początku drugiej części meczu. Podopieczni Adriana Kanigowskiego prowadzili już 4:1, lecz mylił się ten kto sądził, że w ten sposób GGS wraca na właściwe tory. Inicjatywa wciąż była po stronie Wikingów, którzy potrzebowali kilku minut, by odrobić trzy gole i doprowadzić do remisu. Gracze Gorszego Sortu musieli się błyskawicznie obudzić, jednak marazm trwał i lada moment mieliśmy pierwsze prowadzenie ekipy z Ukrainy. Nie na długo – rywale w końcu wrócili na właściwe tory i wtedy zaczęła się obustronna wymiana ciosów. GGS zmienił wynik na 5:5, ale zaraz zrobiło się 6:5 i znów trzeba było gonić. Ale i w tym przypadku misja się powiodła. Na kilka chwil przed finałowym gwizdkiem rezultat brzmiał 6:6, lecz nic nie wskazywało na to, że zdoła się on utrzymać. Nikomu on nie pasował, każdy chciał wygrać i emocjami aż kipiało. Pierwszą piłkę meczową marnuje GGS, potem kolejną okazję tej ekipy świetnie broni Eduard Vakhidov. W odpowiedzi Ukranian Vikings mieli okazję za sprawą Vasyla Pidluzhnyia, ale i on nie zdołał zmieścić piłki w siatce. Ostatecznie wynik już nie drgnął i zespoły podzieliły się punktami. Według nas zasłużenie, bo obejrzeliśmy świetne, szybkie spotkanie, gdzie obydwie strony zasłużyły, by coś do swojego dorobku dorzucić. I co najważniejsze – mimo że działo się bardzo dużo, to wszystko odbyło się zgodnie z przepisami i chęć zwycięstwa nie przysłoniła zawodnikom ważności przestrzegania zasad fair play. Oby więcej takich meczów w Lidze Fanów, bo dawno 50 minut nie upłynęło nam tak szybko, jak tutaj.
Rywalizacja Energii z Wilkami rozpoczęła się na Arenie Grenady z małym opóźnieniem, albowiem kilku zawodników Wilków grało w zespole FC Otamany, a mecz tej ekipy na AWFie skończył się bardzo późno. Wszyscy jednak wykazali się zrozumieniem, dzięki czemu Yegor Boiko czy Leonid Sierpina zdążyli niemal w punkt. Zastanawialiśmy się jednak, czy w takich okolicznościach chłopakom starczy sił, zwłaszcza że Energia to zespół bardzo wybiegany, któremu zależało by odnieść tutaj zwycięstwo. Jak się później okazało – nasze obawy były niepotrzebne, bo ekipa Wilków zagrała bardzo dobre zawody i odniosła zasłużone zwycięstwo. Kluczem do wygranej była mądra taktyka i jej konsekwentna realizacja. Chłopaki wiedzieli, że nie mogą tutaj wejść w wymianę ciosów, dlatego skupili się na obronie, a z przodu zamieszanie mieli robić Aleksander Janiszewski oraz wspominany Leonid Sierpina. I to się doskonale sprawdzało. Energia biła głową w mur, nie radziła sobie z atakiem pozycyjnym, a rywal regularnie ją punktował. Pierwszego gola strzelił Yegor Boisko, potem na 2:0 ładnym uderzeniem popisał się Leonid Sierpina i ten sam zawodnik dopisał do swojego konta kolejne trafienie, przez co w pewnej chwili było już 3:0. I dopiero pod koniec pierwszej połowy Energii udało się znaleźć sposób na rywala. Gracze w białych koszulkach wreszcie zagrali szybką akcję, gdzie nie zabrakło podań z pierwszej piłki i to przyniosło im trafienie autorstwa Oleha Smolinskiego. Ten gol spowodował, że Energia z impetem rozpoczęła drugą odsłonę. Napór na bramkę Yevhenii Kosta trwał, w jednej z sytuacji piłkę z linii bramkowej wybił Yegor Boiko, aż w końcu gola na 3:2 zdobył Aidyn Yessaly. Myśleliśmy, iż kolejna bramka jest kwestią czasu, jednak gracze Wilków na to nie pozwolili. Ich praca w defensywie mogła się podobać, aczkolwiek nie sposób nie wspomnieć, że w kilku sytuacjach mieli trochę szczęścia. Ostatecznie los ich ciężką pracę wynagrodził. Dobrze grający Aleksander Janiszewski po jednej z niewielu akcji Wilków w tej odsłonie zdobył gola na 4:2 i to trafienie było kluczowym dla losów spotkania. Prowadzący dołożyli potem jeszcze jednego gola, czym przypieczętowali komplet oczek. I brawa dla nich, bo włożyli mnóstwo sił w to spotkanie, ale jak się okazało – było warto. Energia musiała z kolei pogodzić się z porażką. Mimo wszystko nie ma się co przejmować, bo z Wilkami pewnie większość ekip przegra, więc strata tych punktów nie powinna bardzo boleć. Pod warunkiem, że szybko uda się wrócić na zwycięską drogę.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)