reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00

Spotkanie Mikstury z Bad Boysami było niezwykle ważne w kontekście układu tabeli. Obie ekipy miały przed niedzielnym meczem po dziewięć punktów. Przed pierwszym gwizdkiem lepszym składem dysponowali goście i to oni wydawali się że będą prowadzić grę. Jednak Rywale od początku starali się długo utrzymywać przy piłce i spokojnie czekali na swoje okazje do ataku. Długo czekaliśmy na pierwsze trafienie w tym meczu, a to że bramki nie padały było zasługą bramkarzy,  którzy dobrze radzili sobie ze strzałami. Więcej pracy miał Cezary Kubalski,  który chyba dodatkowo zmotywowany miał swój dzień i kilka razy fenomenalnie interweniował. Gdy wydawało się że remisem zakończy się pierwsza połowa, Mikstura zadała dwa ciosy. Najpierw Szymon Kolasa dograł piłkę do Rafała Jochemskiego, a ten z bliska wpakował piłkę do siatki. Chwilę później popularny Chester rzucił piłkę przez całe boisko do napastnika ekipy z Bielan i zrobiło się 2:0. Takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa. Po zmianie stron Bad Boysi musieli coś zmienić w grze. Sygnał do walki i odwrócenia wyniku dał Damian Borowski. Huknął już minutę po wznowieniu z niemal połowy boiska i goście złapali kontakt. Po chwili było już 2:2! Gospodarze być może za wcześnie poczuli się zbyt pewnie i musieli na nowo odbudowywać swoją przewagę. Gdy wydawało się, że ekipa Bartka Podobasa ma już rywala w zasięgu to ponownie musiała gonić wynik. Pobodnie jak w pierwszej połowie, tak i teraz Mikstura potrzebowała pięciu minut, by zainkasować dwa trafienia. Najpierw Patryk Zych z dystansu nie dał szans golkiperowi rywali, a chwilę później Cezary Kubalski zaliczył asystę przy bramce Szymona Kolasy. Przy wyniku 4:2 Bad Boysi nie mieli nic do stracenia i zaatakowali wszystkimi siłami. Udało się strzelić gola na 4:3, ale na więcej nie starczyło już czasu. Mikstura wygrywa i ma realną szansę na skończenie tej rundy na podium. Goście za tydzień będą musieli radzić sobie bez Bartka Podobasa i Damiana Borowskiego, co raczej nie zwiastuje, że uda im się pozostać w czubie ligowej tabeli.

2
13:00

Crimson Boys i KS Iglicę Warszawa w tabeli dzieliła różnica tylko dwóch oczek, a wyrównany poziom szóstej ligi sprawiał, że zwycięzca tego meczu mógł wskoczyć na podium. Stawką spotkania była zatem wysoka. Mecz lepiej rozpoczął się dla gości, którzy swoim szerokim składem szybko wysunęli się na dwubramkowe prowadzenie. Gospodarze posiadający tylko jedną zmianę długo byli tłem dla swojego rywala. Najbardziej w szeregach Crimson Boys wyróżniał się duet Piotr Zieliński & Kacper Urban, który co jakiś czas dawał radę przedrzeć się przez szyki defensywne Iglicy. W 16 minucie udało się jednak ekipie Damiana Kucharczyka przełamać, a potem mieli jeszcze kilka okazji mimo paru dobrych sytuacji, lecz nie byli w stanie pokonać bramkarza rywali Wiktora Stankowskiego. Crimson Boys ani myśleli odpuszczać i dzięki wyżej wymienionemu duetowi, udało im się pod sam koniec premierowej odsłony doprowadzić do wyrównania. Druga część meczu była dość niespodziewana. Wydawałoby się, że goście „zabiegają” rywala, lecz szybko stracona bramka po bezpośrednim strzale z rzutu rożnego wprowadziła w ich szeregi zamęt, który ułatwiał grę oponentom. Oba zespoły naprzemiennie atakowały, lecz bramkarze wywiązywali się ze swoich obowiązków. Gole ustalające finalny wynik padły na pięć minut przed ostatnim gwizdkiem sędziego i dały zwycięstwo Crimson Boys. Dzięki tej wygranej triumfatorzy wskoczyli na najniższy stopień podium i mają taką samą liczbę punktów co lider. KS Iglica Warszawa wkroczyła z kolei do strefy spadkowej i musi popracować nad skutecznością w drugich połowach, bo tutaj należy upatrywać przyczyn niedzielnej porażki. Niemniej obydwu zespołom dziękujemy za zaangażowanie w to wciągające spotkanie.

3
14:00

Gospodarze przed tym spotkaniem zajmowali miejsce w strefie spadkowej i widać było po nich determinację, żeby zmienić ten stan rzeczy. Tymczasem zespół After Wola musiał wygrać, żeby zrównać się punktami z pozostałymi uczestnikami czołówki tabeli. W pierwszej połowie oglądaliśmy bardzo wyrównane spotkanie. Jak widać, rola faworyta zmienia czasem oblicze zespołu, bo mimo tego, że piłka obiektywnie częściej była pod nogami gości, to jednak Ciamajdy naprawdę dawały radę. Dla tego drużyny trafiali Kulesza i Grzyb, którzy świetnie rozumieli się w niedzielę na boisku. Tymczasem goście zabrali się ostro do pracy dopiero po jakimś czasie, ale jak przyspieszyli, to tacy gracze jak Patryk Abbassi dochodzili często do sytuacji bramkowych. Do przerwy mieliśmy na tablicy wyników remis, który z całą pewnością w większym stopniu cieszył gospodarzy, mających ogromną chrapkę na urwanie punktów faworytom. Okazało się jednak, że oponenci mieli dodatkowy zapas paliwa na drugą połowę i biegali po boisku jak Króliki Duracella w reklamach. Patryk Abbassi poprawił znacząco swoją skuteczność, bo w całym spotkaniu skompletował 4 bramki i asystę, czym spowodował, że trafił do 6 kolejki. Bardzo dobrze bronili też bramkarze, co poskutkowało tym, że rywale przez całą połowę nie trafili ani razu do siatki. Ostatecznie Ciamajdy przegrały 2:6, ale na pewno mogą być dumne ze swojej walecznej postawy. Tymczasem After Wola po zwycięstwie zrównał się z trzema innymi zespołami w tabeli i pozostaje w grze o zwycięstwo w lidze.

4
15:00

Po ostatnim remisie z Iglicą Warszawa, w obozie Kanonierów na pewno pojawiła się myśl, że ta runda wcale nie jest jeszcze stracona. Z drugiej strony – perspektywa meczu z FC Vikersonn, który jest liderem 6.ligi powodowała, że trudno było spekulować, iż zespołowi Artura Baradzieja-Szczęśniaka właśnie w niedzielę uda się odnieść swoje premierowe zwycięstwo. Chociaż? Już kilka tygodni temu dowiedzieliśmy się, że Vikersonn nie jest niezniszczalny a udowodniły to Ciamajdy, które w tamtym momencie były w tabeli praktycznie na samym dnie, a pokonały "Pomarańczowych". To mogło stanowić inspirację dla Kanonierów. By jednak marzyć tutaj o czymkolwiek, outsiderzy musieli zagrać konsekwentnie, odpowiedzialnie, no i skutecznie, bo jasnym było, że okazji do zdobycia gola nie będzie zbyt wiele. I co się okazało? Otóż Kanonierzy zagrali kapitalne zawody, gdzie nie przestraszyli się przeciwnika i od pierwszej do ostatniej minuty utrzymali równy, wysoki poziom. Pomogła im w tym również bramka, jaką zdobyli w premierowej odsłonie. Gol Mateusza Nejmana spowodował, że ta ekipa mogła spokojnie czekać na własnej połowie na to, co zrobi przeciwnik, a Vikersonn był tego dnia nieudolny. Spodziewaliśmy się, że nastąpią tutaj huraganowe ataki, natomiast tej ekipie brakowało siły przebicia, a atak pozycyjny był łatwo rozbijany przez dobrze usposobioną defensywę Kanonierów. Do przerwy wynik 1:0 już się nie zmienił, a w drugiej odsłonie zrobiło się 2:0, gdy nominalni goście wykorzystali kontrę. To był ostatni dzwonke dla Vikersonna, by coś tutaj zmienić. Ich próby wreszcie przyniosły skutek, a sygnał do ataku dał najlepszy strzelec tej ekipy Yevhen Syrotiuk. Po tym trafieniu Kanonierzy mieli trudne chwile, rywal stworzył sobie kilka okazji, lecz dobrze bronił Oliwier Dołęgowski lub po prostu strzały nie leciały w światło bramki. Prowadzący ostatecznie przetrwali napór liderów tabeli a następnie zadali decydujący cios. Adam Domidowicz ładnie przymierzył z rzutu wolnego i dwa gole przewagi stanowiły dystans, który był nie do nadrobienia. Drużyna Ihora Makhlaia grała do końca, starała się, ale to nie był jej dzień i po ostatnim gwizdku nie widać było nawet wielkiej złości, ale po prostu bezsilność. Kanonierzy pozbawili ten zespół atutów, skutecznie zneutralizowali najmocniejsze strony i jak najbardziej zasłużenie wygrali w stosunku 3:1. Przypomniał nam się mecz z After Wola, gdzie grali równie dobrze, lecz potem sami utrudnili sobie życie. Teraz skupili się tylko na grze i efekty były wyśmienite. Chcielibyśmy ten zespół widzieć w takim nastawieniu co tydzień, bo jak widać jest tutaj potencjał, by w Lidze Fanów nie tylko trwać, ale znaczyć w niej dużo, dużo więcej.

5
20:00

W zapowiedziach napisaliśmy, że przewidujemy zacięty pojedynek i nasze predykcje okazały się nader słuszne. Praktycznie od pierwszego gwizdka oglądaliśmy bardzo twardy i męski futbol, a gra przenosiła się od bramki do bramki, ale klarownych sytuacji strzeleckich było stosunkowo mało, bo obie ekipy bardzo czujnie grały w obronie. O tym, jak wyrównany był to mecz świadczy chociażby to, że pierwsza bramka padła dopiero po czternastu minutach gry, a wynik otworzył Piotr Kawka. Wieczne Drudzy mozolnie budowali przewagę na boisku i w 20 minucie na 0:2 podwyższył Witold Trochonowicz. Jednak chwila nieuwagi wystarczyła, aby gospodarze trafieniami Dominika Banasiewicza i Łukasza Krysiaka doprowadzili do wyrównania. Pierwsza połowa zakończyła się remisem, co zapowiadało równie ciekawą drugą część spotkania, w którą świetnie weszli Wiecznie Drudzy. Błyskawiczną akcję Piotra Kawki na gola zamienił Przemek Dąbrowski i goście mieli komfort dyktowania warunków w drugiej połowie. Mecz zrobił się jeszcze bardziej zacięty, nikt nie odstawiał nogi i dochodziło do wielu fauli, momentami na granicy złośliwości. Atmosfera zgęstniała, a kontrowersyjne decyzje sędziego, który pozwalał na tak twardą grę, nie pomagały w uspokojeniu sytuacji na boisku. Ostatecznie kapitan gości nie wytrzymał presji i obejrzał żółty kartonik, ale gospodarze nie byli w stanie przekuć przewagi liczebnej na gola. W końcu w 43 minucie udało się Więcej Sprzętu niż Talentu wyprowadzić akcję, która skończyła się trafieniem Piotra Stasiaka i mieliśmy remis. Do końca pozostało jeszcze trochę czasu, lecz obie ekipy mocno zmęczone i zdenerwowane atmosferą panującą na boisku nie były w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Wynik 3:3 utrzymał się więc do ostatniego gwizdka.  

Reklama