Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 6 Liga
Bad Boysi by liczyć się w walce o medale i nie stracić kontaktu z czołówką potrzebowali zwycięstwa w meczu z Crimsonami. Goście w tabeli byli wysoko i wygrana dawałaby miejsce na podium, niezależnie od wyników pozostałych spotkań. Goście jednak na spotkanie stawili się meczową szóstką i dopiero w drugiej połowie dojechał jeden zawodnik, który był jedną z kluczowych postaci tego zespołu w tej rundzie. Bad Boysi choć także mieli kilka absencji, to jednak dysponowali większym polem manewru. Gospodarze mądrze długo utrzymywali się przy piłce a akcje kreował jak zawsze Maciek Pyrka z pomocą Bartka Podobasa, który z konieczności musiał stanąć między słupkami. Wiemy jednak że Bartek to zawodnik wszechstronny i z takiej roli nie raz już potrafił dobrze się wywiązać. Goście starali się szczelnie bronić, ale również stwarzali sobie sytuacje, choć tego dnia nie byli tak skuteczni jak zawsze. Gdy Dawid Lewandowski otworzył wynik spotkania worek z bramkami się rozwiązał. Do przerwy Bad Boysi aż pięć razy trafili do siatki rywali i z wynikiem 5:1 schodzili na przerwę. Po zmianie stron był moment, gdy wydawało się że rywale jeszcze mogą wrócić z dalekiej podróży i odwrócić losy meczu. Dwa gole strzelone w krótkim odstępie czasu dawały wynik 5:3 i nadzieję na pogoń za przeciwnikiem. Jednak doświadczenie Złych Chłopców i upływający czas nie był sprzymierzeńcem Crimsonów. Końcówka to trzy bramki dla ekipy Bartka Podobasa i w konsekwencji cenne trzy punkty na koniec sezonu. Goście muszą w rundzie rewanżowej zadbać o szerszy skład, bo wykruszenie się jednego czy dwóch zawodników na tym poziomie daje takie efekty, jak w niedzielę. Bad Boysi utrzymują się w grze o najwyższe cele i na wiosnę, jeżeli będą się zbierać na mecze w solidnym składzie, to mogą wygrać w tej lidze absolutnie z każdym.
Iglica Warszawa znajdująca się w strefie spadkowej musi w każdym meczu walczyć o punkty i spotkanie z Więcej Sprzętu niż Talentu dawało nadzieję na poprawę sytuacji w tabeli. Ekipa Łukasza Krysiaka chcąc mieć kontakt z czołówką tabeli również musiała wygrać i zmobilizowana podeszła do konfrontacji z niewygodnym rywalem. Od początku z determinacją stwarzała sobie kolejne sytuacje, ale gospodarze nie zamierzali ustępować i walczyli dzielnie kreując swoje okazje. Goście w swoich szeregach mieli doskonale dysponowanego tego dnia Dominika Banasiewicza a w bramce świetnie usposobionego golkipera, który bronił kapitalnie w całym meczu. To pozwoliło osiągnąć przewagę w pierwszej połowie i do przerwy mieliśmy wynik 0:2. Po zmianie stron Iglica próbowała odmienić losy meczu, lecz tego dnia chłopaki nie byli skuteczni. Sporo problemów defensywie sprawiał Krystian Sobierajski, który swoimi akcjami dawał kolegom kolejne szanse, ale nic nie chciało wpaść do bramki rywali. Ci w odpowiedzi dorzucili dwa trafienia i spokojnie kontrolowali wydarzenia na boisku. Gospodarze w końcówce strzelili gola honorowego, ale niewiele to zmieniło w ogólnym rozrachunku i przegrali całe spotkanie 1:4. Więcej Sprzętu niż Talentu potrafili zdobyć cenne trzy punkty i to daje nadzieję na walkę o czołowe lokaty wiosną. Iglica Warszawa zimę spędzi w strefie spadkowej, lecz w tej ekipie jest spory potencjał i rezerwy, które mamy nadzieję, że chłopki uwolnią w rundzie rewanżowej.
Bardzo emocjonujący mecz mogliśmy zobaczyć w wykonaniu Wiecznie Drugich i Mikstury. Gospodarze będący w dolnej części tabeli mierzyli się z liderem, który musi uważać, aby nie spaść z pierwszego miejsca. Mecz rozpoczął się od szybkiego wyjścia na prowadzenie gości, lecz zaraz po tym golu spotkanie zrobiło się bardzo wyrównane. Oba zespoły preferowały ofensywny styl gry, lecz to gospodarze kreowali lepsze sytuacje podbramkowe. Na ich drodze stał jednak Jakub Mezglewski, który wielokrotnie ratował swój zespół przed stratą bramki. W tej części spotkania jedynie Piotr Kawka zdołał go pokonać, nie pozwalając rywalowi na „odjechanie” z wynikiem. Brak nominalnego bramkarza u Wiecznie Drugich wykorzystał Rafał Jochemski, dając jednobramkowe prowadzenie do przerwy. Druga część meczu była jeszcze bardziej wyrównana i faworyzowana Mikstura do samego końca musiała walczyć o jak najlepszy wynik. Na początku gospodarze zdołali doprowadzić do wyrównania i z każdą upływającą minutą mecz nabierał tempa. Szybka wymiana ciosów i na tablicy wyników wciąż był remis. Kiedy do końca pozostała tylko minuta a wynik nie zadawalał żadnej ze stron, Mateusz Jochemski i spółka zdołali wyjść na prowadzenie, którego nie oddali do samego końca. Rafał Jochemski mający udział przy wszystkich golach dla swojej drużyny powiększył wygraną do różnicy dwóch goli i tym samym zapewnił fotel lidera sobie i kolegom na najbliższych kilka miesięcy. Gospodarze mimo przegranej mają do podium tylko i aż pięć punktów straty, a zimę spędzą na siódmym miejscu. Jesteśmy jednak pewni, że w tej edycji nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.
W tabeli 6.ligi jest naprawdę ciasno i gdyby w tym momencie spojrzeć na ligową hierarchię, to widzimy, że aż siedem zespołów może na wiosnę marzyć o tym, iż zakończy ligę na podium. W tym gronie bezsprzecznie są FC Vikersonn i After Wola. Ci pierwsi byli nawet liderami przed tą kolejką. No właśnie – byli, bo już nie są, gdyż w niedzielę przegrali swój mecz. Ktoś powie, że po prostu boisko na Arenie Grenady im nie służy, bo obydwa mecze jakie tutaj rozegrali, kończyły się porażkami. Najpierw z Kanonierami, a teraz z After Wolą. Ale problem jest głębszy, co zresztą za chwilę postaramy się zdiagnozować. Sam mecz zaczął się dla drużyny Ihora Makhlaia bardzo dobrze, bo od gola na 1:0. Ale przeciwnicy wcale nie grali gorzej i nic dziwnego, że lada moment mieliśmy remis. Więcej goli w pierwszej połowie nie padło, aczkolwiek powinno. A przynajmniej jeden więcej, bo Vikersonn dysponował rzutem karnym, lecz Bartek Matuszkiewicz, który z konieczności bronił bramki ekipy z Woli, wyczuł intencje Ruslana Kosmacha. I kto wie, czy to nie był kulminacyjny moment spotkania. Bo zamiast 2:1, wciąż był remis, a na początku drugiej połowy After Wola wyprowadziła dwa zabójcze ciosy i po golach Patryka Abbassiego prowadziła 3:1! Vikersonn był wyraźnie przybity, no i nie był w stanie nic zrobić. Po raz kolejny, gdy został zmuszony do ataku pozycyjnego, nie miał argumentów, by poradzić sobie z dobrze usposobioną i grającą z dużym poświęceniem obroną rywala. Co z tego że był częściej przy piłce, skoro nie wiedział co z nią zrobić. Z kolei przeciwnicy byli bardzo konkretni i mimo, że przy stanie 3:1 nie wykorzystali karnego (zamiary Patryka Abbassiego odczytał Serhii Zaridze), to za chwilę i tak zrobiły się trzy gole przewagi. Vikersonn jeszcze walczył, jednak napędzeni swoją dobrą grą przeciwnicy, nie dali im nawet przez chwilę poczuć, że mogą wypuścić zwycięstwo z rąk. Ostateczny wynik to 6:3, który wysforował After Wolę na drugie miejsce w tabeli. I to nie jest przypadek, bo choćby ten mecz pokazał, że to zespół zdyscyplinowany, nieustępliwy, gdzie jest miejsce na pożartowanie, ale też ciężką, boiskową pracę. A Vikersonn? Cóż, jak dla nas drużyna bezzębna, której brakuje elementu zaskoczenia. Wszystko jest grane tak samo, nie ma zawodnika, który wyłamie się poza schemat i zrobi coś z niczego. I jeśli coś się tutaj nie zmieni na wiosnę, to nie tylko nie powalczą o mistrzostwo 6.ligi, ale ciężko im będzie, by znaleźć się nawet na podium.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)