Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 9 Liga
Jednym z ciekawszych spotkań zeszłej niedzieli było starcie FC Górka Kazurka z Legionem w ramach 9. ligi. Jesienny pojedynek tych drużyn był dość jednostronny na korzyść gospodarzy, więc goście, podwójnie zmotywowani, chcieli udowodnić, że tamta porażka była tylko wypadkiem przy pracy.
Początek meczu znów należał jednak do gospodarzy. Już w jednej z pierwszych akcji, po rzucie rożnym i podaniu Majewskiego, Szymon Mazur pewnym strzałem pokonał bramkarza Legionu, otwierając wynik. Podrażnieni przeciwnicy szybko wzięli się za odrabianie strat. Najpierw Popovych doprowadził do wyrównania – po świetnym dograniu wystarczyło mu tylko dołożyć nogę, by skierować piłkę do praktycznie pustej bramki. Następnie Vladyslav Barabash mocnym uderzeniem z dystansu wyprowadził Legion na prowadzenie, a wynik podwyższył Denys Froliahin, który w sytuacji sam na sam zachował zimną krew.
Dlaczego tak szczegółowo opisujemy te bramki? Bo to… wszystkie trafienia Legionu w tym meczu – i, co ciekawe, dokładnie tyle wystarczyło, żeby zgarnąć pełną pulę punktów. W drugiej połowie FC Górka Kazurka próbowała gonić wynik. Udało się zmniejszyć straty za sprawą gola Wiktora Makaruka, ale na więcej gospodarzy nie było już stać – defensywa Legionu była tego dnia bardzo solidna. Nawet żółta kartka i gra w osłabieniu w końcówce nie przeszkodziły gościom w dowiezieniu zwycięstwa.
Legion, grając konsekwentnie i skutecznie, zamieszał w tabeli i – po naprawdę udanej wiośnie – coraz wyraźniej zgłasza swoją kandydaturę do walki o medale. Ekipa Górki natomiast wciąż musi szukać swoich szans w kolejnych meczach, jeśli chce wydostać się ze strefy spadkowej.
Czasoumilacze vs Warsaw Wilanów to kolejne spotkanie, które mogliśmy oglądać tego dnia na Arenie Grenady. Jesienią oba zespoły stoczyły niezwykle wyrównany bój i – jak się okazało – scenariusz powtórzył się również w rundzie wiosennej.
Strzelanie rozpoczął Świtalski, który mocnym uderzeniem – po lekkim rykoszecie – zmieścił piłkę w siatce Czasoumilaczy. Radość gości nie trwała jednak długo, bo już po niespełna dwóch minutach Krzywkowski doprowadził do wyrównania. Mecz toczył się dalej w szybkim tempie, a na murawie oglądaliśmy przede wszystkim zaciętą walkę o każdy skrawek boiska, szczególnie w środku pola.
Coraz odważniej do głosu dochodził Dima Rumezhak, który potężnym strzałem przełamał ręce bramkarza i wyprowadził Warsaw Wilanów na 2:1. Ale zgodnie z rytmem tego spotkania, także i to prowadzenie nie trwało długo – ponownie po niespełna dwóch minutach Samulak wyrównał wynik.
Pierwsza połowa była wyrównana, co absolutnie nie zaskakiwało, a podobny obraz gry oglądaliśmy również po przerwie. Jednak to gospodarze pokazali większą skuteczność – trafiając aż trzykrotnie w drugiej odsłonie, zapewnili sobie cenne trzy punkty. Gościom pozostały tylko dwa „trafienia pocieszenia”, zanim sędzia zakończył mecz ostatnim gwizdkiem.
Czasoumilacze dzięki temu zwycięstwu umacniają swoją pozycję i wciąż pozostają w grze o końcowy triumf w lidze. Warsaw Wilanów natomiast traci ważne punkty, które mogą okazać się kluczowe w walce o medale.
Starcia między zespołami, które dzieli w tabeli przepaść, zazwyczaj mają dość przewidywalny przebieg – faworyci najmniejszym nakładem sił dokładają kolejne bramki, odprawiając niżej notowanych przeciwników z dwucyfrowym wynikiem. I choć początkowo wydawało się, że pragnąca powrotu na podium Skra idealnie wpisze się w rolę „kata” Bohaterów, to im dalej w mecz, tym więcej było emocji.
Gospodarze od początku postawili sobie za cel szybkie zdobycie bramki i agresywnie pressowali rywali. Strzelanie rozpoczął Bartosz Dzikowski, który dopadł do piłki odbitej od słupka po rzucie rożnym. Pięć minut później oglądaliśmy skuteczną kontrę czerwonych – kapitan Nikodem Marcinkowski popisał się zagraniem piętą wzdłuż pola karnego, a Ernest Ekiert wpakował piłkę pod poprzeczkę. Prowadzenie 2:0 uśpiło nieco Skrę, która zlekceważyła Mateusza Nykiela – ten przebiegł z piłką niemal całe boisko i zdobył gola kontaktowego. Mimo prób dłuższego utrzymywania się przy piłce, obie drużyny najgroźniejsze były po odbiorach i szybkich kontratakach. Choć okazji było mniej więcej tyle samo po obu stronach, to Skra była znacznie skuteczniejsza. Dzięki duetowi Radzki – Dzikowski gospodarze podwyższyli na 4:1, a Dzikowski błysnął także przy piątej bramce, mijając rywala i dogrywając do Israela Mipakatahara. Prawdziwa perełka czekała nas jednak tuż przed przerwą – Maciej Chrzanowski, po podaniu od bramkarza, podbił piłkę nad rywalem i huknął z woleja obok zaskoczonego golkipera gospodarzy.
W drugiej połowie gole sypały się jak z rękawa – wynik w ciągu czterech minut zmienił się z 5:2 na 7:4. Heavyweight Heroes popisali się kolejną piękną bramką: będący z piłką we własnym polu karnym Nykiel zauważył wysoko ustawionego Mateusza Prusa i przelobował go z dużej odległości. Skra, zaskoczona walecznością gości, miała coraz większe problemy z powstrzymywaniem ich ofensywy – w jednej z akcji Tomasz Radzki musiał ratować się faulem, za co zobaczył żółtą kartkę. Mimo chwilowego osłabienia, gospodarze w końcu „wzięli sprawy w swoje ręce” – dwa szybkie ciosy z udziałem Ekierta i Mipakatahara zakończyły emocje. Goście odpowiedzieli jeszcze bramką Piotra Cheby, który w tej akcji zaimponował siłą fizyczną, ale wynik był już przesądzony.
To spotkanie miało wszystko, czego piłkarska dusza mogła zapragnąć: płynne akcje, piękne gole, walkę do końca i bramkarskie popisy. Choć Heavyweight Heroes znów musieli uznać wyższość rywala, należy pochwalić ich za ambitną grę – wykorzystywali swoje atuty najlepiej, jak potrafili, i napsuli Skrze sporo krwi. Skra natomiast wykonała plan w stu procentach i wróciła na wymarzone podium.
Starcie FC Polska Górom z liderującymi FC Dzikami z Lasu II zapowiadało się jako jednostronny pojedynek, ale rzeczywistość zaskoczyła wszystkich. Gospodarze wyszli na boisko z dużą wiarą i od pierwszego gwizdka narzucili swoje warunki gry. Grali pewnie, konsekwentnie i zasłużenie wygrali pierwszą połowę 3:1. Świetny występ zaliczył Jakub Szymkowiak, który kilkukrotnie ratował swój zespół przed stratą bramki.
Goście, choć teoretycznie silniejsi, sprawiali wrażenie zdezorientowanych. Brakowało im konkretów w ataku, a defensywa pozostawiała wiele do życzenia. Dopiero po przerwie Dziki zdołały się przebudzić. W drugiej części meczu częściej dochodziło do bramkowych okazji z obu stron, ale gospodarze wciąż prezentowali się solidnie i przez długi czas trzymali przewagę.
Ostatecznie jednak mecz zakończył się remisem 4:4, co dla FC Polska Górom było dużym rozczarowaniem – tym bardziej że dwa niefortunne samobóje Oskara Zakrzewskiego mocno ułatwiły rywalom odrobienie strat. W ekipie gospodarzy bardzo dobrze spisał się debiutujący Szymon Olesiejczuk, który zanotował dwa gole i asystę.
To był mecz pełen zwrotów akcji, z wyrównanym poziomem, którego chyba mało kto się spodziewał. Liderzy uratowali punkt, a FC Polska Górom może mówić o sporym niedosycie.
W niedzielny wieczór byliśmy świadkami meczu pomiędzy Blokersami a Mistrzami Chaosu. Faworytem starcia byli goście, co nie dziwi, bo walczą oni zaciekle o awans do wyższej klasy rozgrywkowej, podczas gdy Blokersi próbują wydostać się ze strefy spadkowej.
Ku zaskoczeniu wielu obserwatorów, spotkanie miało bardzo wyrównany przebieg. Od pierwszych minut oglądaliśmy wymianę ciosów między drużynami. Mistrzowie Chaosu prowadzili grę – lepiej operowali piłką i stwarzali sobie więcej dogodnych sytuacji, jednak jak wiadomo, wygrywa ten, kto jest skuteczniejszy, a nie ten, kto gra ładniej. Tego dnia to Blokersi wykazali się zabójczą skutecznością – każda ich akcja była groźna, i po 25 minutach prowadzili już 3:1.
Podrażnieni takim obrotem spraw goście podkręcili tempo i zaczęli coraz mocniej naciskać, co szybko przyniosło efekt – doprowadzili do remisu 3:3. Końcówka spotkania to była prawdziwa wojna – cios za cios, akcja za akcją. Choć to Mistrzowie Chaosu nadal dyktowali warunki, Blokersi umiejętnie wykorzystywali swoje kontry, a świetne zawody rozegrali Bartek Kochan i Hubert Brodowski.
To właśnie Brodowski w końcówce zapewnił swojej drużynie cenne trzy punkty, ustalając wynik na 6:5 i sprawiając sporą niespodziankę.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)