reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
13:00

To było spotkanie, które miało swój ciężar gatunkowy – Legion kontra Czasoumilacze, czyli starcie zespołów z różnych biegunów tabeli. Faworytem byli goście, mający osiem punktów więcej i zdecydowanie wyższe miejsce w ligowym zestawieniu… ale gospodarze mieli tego dnia zupełnie inne plany.

Od samego początku show skradł Vladyslav Barabash! Już w 2. i 3. minucie dwukrotnie pokonał bramkarza rywali, imponując dynamiką i atomowymi strzałami. Legion grał z polotem i ogromną pewnością siebie – każda akcja wyglądała jakby była wyciągnięta z podręcznika do perfekcyjnej gry zespołowej. Do przerwy było już 3:0 i Czasoumilacze sprawiali wrażenie mocno zaskoczonych takim obrotem spraw.

Po zmianie stron Legion jeszcze podkręcił tempo – dwa kolejne trafienia i... 5:0! Wydawało się, że mecz jest pozamiatany. Ale wtedy coś się zmieniło. Goście przebudzili się i zaczęli grać swoją piłkę. Kapitalny fragment zaliczył Piotr Cieślak – hat-trick i asysta pozwoliły jego drużynie wrócić do gry. W pewnym momencie zrobiło się już tylko 6:4 i napięcie sięgnęło zenitu.

Obie ekipy zaczęły grać na pograniczu faulu, nie brakowało ostrych starć, ale Legion zachował chłodną głowę. Ostatecznie dowieźli prowadzenie do końca, a wynik 7:5 daje im nie tylko cenne trzy punkty, ale i ogromny zastrzyk pewności siebie.

Czasoumilacze muszą wyciągnąć wnioski – bo choć waleczność była godna podziwu, to sen w pierwszej połowie kosztował ich zbyt wiele. A Legion? Pokazał, że ma papiery na granie z najlepszymi i nie zamierza się nikogo bać!

2
15:00

Większa presja związana z koniecznością wygranej w tym spotkaniu spoczywała na barkach nominalnych gospodarzy. Gdyby zwyciężyli – wskoczyliby na ligowe podium. Ale Polska Górom to nie jest ekipa, która odpuszcza. Sama nazwa zobowiązuje, a chłopaki naprawdę starają się godnie reprezentować ten legendarny slogan.

Pierwsza połowa to jeszcze klasyczna stykówka – remis 2:2 sugerował, że wszystko może się wydarzyć. Gdy wydawało się, że to Warsaw Wilanów mocniej przyciśnie po przerwie... stało się wręcz odwrotnie. Polska Górom, między innymi dzięki dubletom Zakrzewskiego i Korpysza oraz kapitalnym interwencjom swojego bramkarza, zaczęła kontrolować przebieg spotkania. Gracze z Wilanowa próbowali, szarpali, ale tego dnia nie byli w stanie odebrać rywalom trzech punktów.

Dla FCPG to niezwykle ważna wygrana – nie tyle pod kątem walki o podium (która na razie pozostaje marzeniem), co przede wszystkim w kontekście utrzymania, które wciąż jest w ich zasięgu. Komplet oczek sprawił, że choć Górka Kazurka wygrała swój mecz z Blokersami, to nadal ogląda plecy ekipy FCPG i przynajmniej do następnej kolejki ten stan się nie zmieni.

A co z Warsaw Wilanów? W ich przypadku jeszcze wszystko jest możliwe. Głowa do góry – zwycięstwo z Górką Kazurką w nadchodzącej kolejce może znów dać im tlen i szansę na medalowe zakończenie sezonu.

 

3
17:00

Zespół Kazurki mógł liczyć, że wygrana z zamykającymi tabelę Blokersami pozwoli im wreszcie wydostać się ze strefy spadkowej 10. ligi. Szczególnie że Polska Górom mierzyła się w tym samym czasie z faworyzowanym Warsaw Wilanów, a różnica punktowa między FCGK a FCPG wynosiła zaledwie dwa oczka. Uprzedzając fakty – FCPG wygrało swój mecz, więc dla Kazurki trzy punkty miały znaczenie głównie w kontekście utrzymania dystansu, a nie przeskoczenia rywala.

Ekipa z Ursynowa, wspierana głośnym dopingiem kolegów z drugoligowej UEFY Mafii Ursynów, nie zamierzała zostawić tego meczu przypadkowi. Choć pierwsza połowa nie dawała jeszcze żadnych gwarancji (2:1), to po przerwie nominalni goście wrzucili wyższy bieg – dwie szybkie bramki, prowadzenie 4:1 i wszystko wskazywało, że kontrolują sytuację.

Blokersi zdołali jeszcze na moment tchnąć nadzieję w serca swoich kibiców, zdobywając gola na 2:4, ale Górka Kazurka nie pozwoliła sobie na chwilę zawahania – błyskawicznie odpowiedziała trafieniem na 5:2 i tego prowadzenia już nie oddała.

W efekcie – nadzieje na utrzymanie wciąż są jak najbardziej realne, a sytuacja w tabeli robi się dla nich nieco jaśniejsza. Blokersów natomiast czeka coraz trudniejsza walka o przetrwanie. Ale dopóki są kolejki do rozegrania – wszystko jeszcze może się zdarzyć.

4
20:00
( 6 : 2 )
12 : 7
Raport

Spotkanie 9. ligi na Arenie Grenady pomiędzy gospodarzami, Skrą Warszawa, a ich rywalami, Mistrzami Chaosu, odbyło się w trudnych warunkach atmosferycznych. Przeszywający mróz oraz zimny wiatr sprawiały, że piłkarze mieli do czynienia z wyjątkowo nieprzyjemną pogodą, co dodatkowo zwiększało emocje na boisku.

Początek meczu to dominacja gości. Mistrzowie Chaosu już na samym początku wyszli na prowadzenie po pięknej akcji, w której Faltynowski wykorzystał precyzyjne podanie Cieślaka, zdobywając bramkę na 0:1. Kilka minut później, Serafin, również po asyście Cieślaka, podwyższył na 0:2.

Skra nie zamierzała jednak odpuszczać. W okolicach 15. minuty Dzikowski strzelił pierwszą bramkę dla gospodarzy, a kilka minut później, po znakomitej akcji, ponownie ten sam zawodnik wyrównał na 2:2. Od tego momentu, mimo wysokiej jakości gry gości, gospodarze zaczęli zyskiwać przewagę. W 18. minucie doszło do samobójczego gola Mistrzów Chaosu, który wyprowadził Skrę na prowadzenie 5:2. Do przerwy było nawet 6:2, co wydawało się zaskakujące, biorąc pod uwagę dominację gości w pierwszych minutach.

Po zmianie stron Skra przejęła inicjatywę, choć wciąż miała problemy w obronie. Mistrzowie Chaosu, mimo że starali się odwrócić losy meczu, nie byli w stanie skutecznie wykorzystać swoich szans. Gra była szybka, wymiana ciosów trwała do samego końca, kiedy to, po kapitalnym uderzeniu Mateusza Serafina, goście zmniejszyli straty na 11:7. Jednak gospodarze nie zamierzali oddać zwycięstwa. W końcówce meczu, Skra zdobyła jeszcze jedną bramkę, a spotkanie zakończyło się zasłużoną wygraną gospodarzy.

Mimo trudnych warunków i początkowej przewagi Mistrzów Chaosu, Skra Warszawa udowodniła swoją determinację i umiejętności, zdobywając bardzo cenne trzy punkty.

5
21:00

W starciu Dziki z Lasu II kontra Heavyweight Heroes oczywiście wszystkie oczy były skierowane na Macieja Chrzanowskiego, który regularnie bryluje w barwach drużyny wagi ciężkiej. Mecz rozpoczął się od szybkiego ciosu ze strony Chrzanowskiego, który w 3. minucie wyprowadził swoich kolegów na prowadzenie. Jednak Dziki z Lasu nie czekały długo z odpowiedzią. Zaledwie chwilę później wyrównały, a następnie, po kilku minutach, wyszły na prowadzenie. Chrzanowski ponownie odpowiedział na ten cios, a po 10 minutach meczu ponownie na tablicy wyników widniał remis. Gra była zacięta, co było wyczuwalne nie tylko po intensywnej rywalizacji, ale także po ilości fauli, które obie drużyny popełniały. Widać było, że to starcie nie należy do najbardziej przyjaznych, a rywalizacja tylko się zaostrzała. 

Na przerwę drużyny zeszły przy stanie 3:2, a ostatnią bramkę przed gwizdkiem zdobył Mateusz Okolus, który wyprowadził swoich kolegów na prowadzenie. Druga połowa była jeszcze bardziej emocjonująca. Heavyweight Heroes po raz kolejny musieli odrabiać straty, ale tym razem to Dziki z Lasu wywarły presję. Mateusz Oleszczuk po świetnej akcji zdobył gola, a chwilę później dołożył kolejnego, co sprawiło, że gospodarze poczuli się pewniej. Heroes obudzili się dopiero w końcowej części meczu, ale mimo chwilowego zamieszania i gubienia formy, mocno przyspieszyli, zdobywając kilka bramek, które napędziły ich w walce o remis. Ostatecznie jednak to Dziki z Lasu II zwyciężyły 6:5, a mimo wygranej, należy docenić ducha walki obu drużyn, które zostawiły serce na boisku.

Reklama