Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 3 Liga
W niedzielę byliśmy świadkami dość sporej sensacji. Lider 3 ligi, drużyna Oldboys Derby podejmowała niżej notowaną ADP Wolską Ferajnę. Niekwestionowanym faworytem meczu byli gospodarze, z uwagi na swoje miejsce w tabeli i dotychczasowy poziom gry, jaki prezentowali od początku zmagań. Niemniej jednak piłka nożna pisze różne scenariusze - tak też było i tym razem. Od początku goście ruszyli do ataku, tworzyli ataki pozycyjne, w których ochoczo pomagał bramkarz, Oskar Nieskórski. Starania te przyniosły efekt, bowiem wynik spotkania otworzył Damian Gałecki po strzale zza pola karnego. OldBoysi szybko odpowiedzieli, szczęście się ich trzymało, ponieważ gola dającego remis zdobył Rafał Bujalski, który został nabity przez gracza gości. Ogromną pracę dla lidera robił również Rafał Wieczorek, który kilkukrotnie ratował z opresji kolegów z drużyny, popisując się świetnymi paradami. Mimo wszystko jego znakomita postawa nie wystarczyła, aby Oldboys Derby wywalczyli chociaż punkt. Pod koniec spotkania piłkarze ADP podwoili siłę swoich ataków, co dało im w konsekwencje czwartą bramkę. Ostatecznie wygrali 4:3, przez co Oldboysi na kolejkę przed koniec stracili fotel lidera. I niestety już nie tylko od nich zależy, czy zdążą zasiąść w nim ponownie.
System Ligi Letniej, w którym rozgrywamy zaledwie siedem spotkań, przynosi sporo emocji. Szósta kolejka była w większości przypadków punktem kulminacyjnym, gdzie niektóre drużyny zapewniały sobie medale, a inne rzutem na taśmę włączały się do walki o dobre miejsce. KK Wataha miała jeszcze minimalne szanse na podium w przypadku dwóch zwycięstw, z kolei After Wola zgarniając 3 punkty, praktycznie zapewniała sobie przynajmniej brąz. Pierwsza połowa należała do gospodarzy, którzy atakowali przez większą część tej odsłony, ale goście dzięki dobrej grze Jakuba Cygana, skuteczności Pawła Koryckiego oraz sprytowi Daniela Guby utrzymywali się w grze. Pierwsze trafienie należało do gości, którzy wykonali skuteczny kontratak grając w osłabieniu. Ich radość nie trwała jednak długo, ponieważ Dominik Suracki jeszcze w trakcie przewagi wyrównał na 1:1. Później pomimo wspomnianego naporu gospodarzy, goście utrzymywali się na powierzchni. Maciej Kiełpsz strzelił na 2:1, ale Daniel Guba wykorzystał swoje warunki fizyczne, obrócił się z piłką niczym kołowy w piłce ręcznej i strzelił z bliska na 2:2. Kiedy tempo już lekko siadało i wydawało się, że do przerwy nie zobaczymy więcej trafień, Wojciech Wolny genialnym podaniem obsłużył Macieja Kiełpsza. Gdybyśmy robili ranking na asystę kolejki, to byłoby to z pewnością najlepsze zagranie tej serii. W drugiej połowie After Wola szybko wyrównała wynik na 3:3, jednak później KK Wataha powinna wrócić na prowadzenie, jednak Dominik Suracki przestrzelił rzut karny. Goście zaczęli nacierać - najpierw Bartek Czajka i Patryk Kępka trafili w słupek, aż w końcu Daniel Guba strzelił na 3:4. Na 10 minut przed końcem Dominik Suracki zdobył bramkę na 4:4 i gospodarze przeszli do natarcia. Ostatecznie jednak After Wola wygrała 4:5, po szalonym kontrataku na dwie przebitki - najpierw z obrońcą, a później z bramkarzem. Triumfatorzy tym samym zapewnili sobie miejsce na podium. I mogą nawet zdobyć srebrne medale, jeśli w ostatnim spotkaniu pokonają Oldboys Derby.
W przedostatniej kolejce trzeciej ligi mieliśmy przyjemność obserwować niezwykle interesujący pojedynek. Pewna spadku Kresowia Warszawa mierzyła się z wciąż liczącym się w walce o utrzymanie Zatrasiem Warszawa. Mimo pozornej dysproporcji klas spotkanie od samego początku obfitowało w ogromne piłkarskie emocje. Pierwsi do głosu doszli gospodarze, którzy nie byli uznawani za faworytów. Po około kwadransie gry ich poukładana i przemyślana postawa doprowadziła do wysokiego czterobramkowego prowadzenia. Od tego momentu ich rywale rzucili się do odrabiania strat. Sygnał ku temu dał Jan Bindulski. Przed przerwą gościom udało się zminimalizować swoje straty do wyniku 4:3, przez co druga połowa tego starcia zapowiadała się niezwykle interesująco. W finałowej części tego meczu po raz kolejny gospodarze zdominowali swojego rywala. Kresowii udało się bowiem zdobyć bramkę, co skłaniało nas do ponownego uwierzenia w ich finalny sukces i pierwsze punkty w sezonie. Niestety dla nich, bierna postawa w defensywie zestawiona z dobrą ofensywą zespołu Zatrasia okazała się zabójcza. Najpierw gola kontaktowego zdobył znowu wyżej wymieniony Bindulski, a później kapitan Zatrasia asystował przy trafieniu Mnyameiego Bonolo. W ostatniej akcji meczu natomiast, zdobywca dwóch bramek zdołał pokonać golkipera rywali, Oleksandra Kozachenkę wprost z rzutu karnego. Ten wieczór był dla niego zdecydowanie udany, bo nie dość, że sam zagra dobre zawody, to jego ekipa wygrała ostatecznie 6:5.
Zawodnicy Inferno Team przystępowali do rywalizacji z FC Astana ze świadomością, że swój mecz przegrali Oldboys Derby. To było duże zaskoczenie i równocześnie ogromna szansa dla ekipy Igora Patkowskiego, by zluzować Oldboysów na pierwszym miejscu w tabeli i zameldować się na pole position w wyścigu o tytuł. Ale trzeba było wykonać jeszcze jedno zadanie, czyli pokonać FC Astanę. Spotkanie zapowiadało się na bardzo równe, ale boisko zweryfikowało tę tezę, bo to gracze Inferno byli zdecydowanie lepsi. Zaczęli zresztą od mocnego uderzenia, bo praktycznie w pierwszej swojej ofensywnej akcji objęli prowadzenie. Rywale odpowiedzieli trafieniem Rusłana Zhangazinova, ale potem w znakomitej większości przypadków, nie byli w stanie odpowiadać na fajne, szybkie i przemyślane ataki oponentów. Ze stanu 1:1 zrobiło się 3:1, potem Astana zmieniła wynik na 3:2, jednak w późniejszej fazie spotkania ani razu nie zdołała dojść swojego przeciwnika tak blisko. Zresztą już do przerwy wynik bardzo urósł na korzyść nominalnych gospodarzy, którzy prowadzili 6:2 i nie wyglądali na drużynę, która może takie prowadzenie wypuścić. Oponenci nie zamierzali jednak odpuszczać. Na starcie drugiej połowie zanotowali dwa gole z rzędu i mieli chrapkę na kolejne. Wtedy jednak przytrafił im się błąd w rozegraniu, który wykorzystał Michał Gutowski i był to gwóźdź do trumny zawodników z Kazachstanu. Od tej chwili na boisku była już tylko jedna ekipa, która odjechała z wynikiem, prowadziła nawet 10:4, ale ponieważ troszkę zlekceważyła końcówkę meczu, to wygrała „tylko” 11:6. Tutaj różnica bramkowa nie była jednak istotna. Liczyły się punkty, bo dały one fotel lidera na kolejkę przed końcem. I trzeba przyznać, że Inferno zasłużyło, by znaleźć się w tym miejscu, bo z dużą przyjemnością ogląda się spotkania z jej udziałem. Każdy wie co ma robić, nikt nie krzyczy, nie ma niepotrzebnych nerwów i można mówić o naprawdę dobrze naoliwionej maszynie, która prze do przodu. Przecież Astana to nie jest przypadkowa drużyna, a jednak miała tutaj bardzo niewiele do powiedzenia. Ale według nas już w niedzielę przegrani będą mogli powiedzieć, że polegli z przyszłym mistrzem 3.ligi. Bo nie wyobrażamy sobie, by przedstawiciele Inferno Team mogli wypuścić zaistniałe okoliczności z rąk.







)
)
)
)
)
)
)
)