Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 1 Liga
Zdecydowanym faworytem w spotkaniu pomiędzy AnonyMMous! a Ukrainian Vikings byli goście, którzy znajdują się w czubie ligowej tabeli i pewnie zmierzają do awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej. Zespół gospodarzy to zawsze wielka niewiadoma, bo co tydzień występują w innym składzie, a w takich okolicznościach trudno o zgranie. Od początku widać było, że obydwie drużyny przystąpiły do spotkania z dużym animuszem. Pierwsza dobra sytuacja bramkowa zamieniona na celne trafienie była autorstwa zawodników Anonimowych, jednak kolejne gole strzelili goście i to oni wyszli na prowadzenie. Po upływie dziesięciu minut gry ponownie mieliśmy remis. Do końca pierwszej połowy padły jeszcze trzy bramki i o jedno trafienie lepsi byli zawodnicy z Ukrainy, którzy na przerwę schodzili z prowadzeniem 4:3 Druga część meczu ponownie rozpoczęła się od licznych sytuacji z obydwóch stron, czego efektem była duża ilość bramek. Na pięć minut przed końcowym gwizdkiem sędziego grając w osłabieniu zawodnicy gospodarzy zdołali wyrównać i mecz rozpoczął się niemal od początku. W ostatnich minutach więcej zimnej krwi zachowali goście, którzy w ostatecznym rozrachunku byli lepsi o trzy trafienia i mecz zakończyli ze zwycięstwem 11:8. Zawodnicy Ukrainian Vikings dopisują sobie kolejne trzy oczka i zrobili kolejny krok w walce o najwyższe lokaty. Zawodnicy AnonyMMous! po bardzo otwartym spotkaniu schodzą bez zdobyczy punktowej, ale ich gra momentami przypominała tę, z której słynęli w najlepszych czasach.
W niedzielne przedpołudnie GGS będący w środku ligowej tabeli chciał powtórzyć wyczyn z końca listopada, kiedy to dość nieoczekiwanie ograli drużynę Wilków 7:4. Nieskutecznie. Drużyna Rafała Ślubowskiego dowodzona głównie z przodu przez Janiszewskiego i Gajownika oraz świetnie spajającego ten duet Radkevicha, nie pozostawiła złudzeń rywalowi pewnie ich ogrywając 9:3. Już do przerwy losy meczu wydawały się rozstrzygnięte. Bezpieczny wynik 4:1 dla Wilków sprawiły, że ci mogli spokojnie wyczekać GGS. Tak też się stało i pomimo kilku prób drużyny Adriana Kanigowskiego trudno było o zniwelowanie strat. W dodatku coraz groźniejsze zaczęły się robić kontry Wilków. Długo świetnymi interwencjami Patryk Kieszkowski trzymał jeszcze GGS przy życiu, ale po cudownym trafieniu z dystansu Radkevicha losy spotkania na dobre zostały przesądzone. Wilki tym samym wyraźnie potwierdziły swoje aspiracje, którymi jest gra w elicie Ligi Fanów od przyszłego sezonu. Gracze Gorszego Sortu to świetna ekipa, ale jednak na tę chwilę co najmniej pięterko niżej od Wilków. Pytanie więc, czy to Wilki są za mocne na pierwszą ligę, czy GGS na nią zbyt słaby. Naszym zdaniem zdecydowanie to pierwsze.
W słoneczny niedzielny dzień na Arenie AWF Energia podejmowała ekipę Sirius. W przedmeczowych zapowiedziach naszym zdaniem większe szanse na zwycięstwo miała Energia, między innymi z powodu ligowego doświadczenia. Sirius dopiero oswaja się z Ligą Fanów i nie pokazali jeszcze w pełni na co ich stać. Od początku meczu zarysowała się duża przewaga gości. W 4 minucie spotkania festiwal strzelecki swojej ekipy rozpoczął Vova Pidluzhnyi. Z każdą kolejną minutą przewaga Siuriusa zwiększała się w głównej mierze dzięki świetnej organizacji i konsekwentnie wykonywanym zaleceniom taktycznym. Energia wyglądała momentami na bezradnych, a jeśli już udało im się zagrozić bramce rywali, to świetnie między słupkami spisywał się bramkarz Vitalii Toniuk. Gospodarze zostali kompletnie zdominowani przez kontynuujących strzeleckie popisy gości. Do przerwy Energia znalazła się w trudnym położeniu, przegrywając już 0:7. W drugiej połowie gospodarze musieli postawić wszystko na jedną kartę, aby spróbować odrobić straty. Po zmianie stron wciąż dominacja pozostała po stronie gości. Energia zdołała zdobyć zaledwie dwie bramki, które w żaden sposób nie odzwierciedlały ich wcześniejszych nadziei na zwycięstwo. Pierwszego gola zanotował Yevhenii Skrebtiienko, a w zdobyciu drugiej pomógł kapitan Siriusa David Khidisheli, który interweniując wbił piłkę do własnej siatki. Należy podkreślić, że to był dzień triumfu dla Siriusa, którzy zaliczyli swoje pierwsze historyczne zwycięstwo w Lidze Fanów. Ich ambitne plany gry z najlepszymi zespołami zaczynają nabierać realnego kształtu, a ta wygrana to potwierdzenie, że ich aspiracje nie są tylko "słowami rzuconymi na wiatr". Po tej porażce Energia traci już osiem punktów do najniższego miejsca na podium, co stanowi dla nich poważne wyzwanie. Jeśli chcą włączyć się do walki o awans, muszą szybko wrócić na ścieżkę zwycięstw i udowodnić swoją siłę na boisku.
Często się mówi, że w ligach amatorskich o sukcesach wcale nie decydują mecze bezpośrednie między tymi najlepszymi, ale te z zespołami niżej notowanymi. I coś w tym jest, bo często bywa tak, że jakaś ekipa traci punkty z teoretycznym outsiderem i to właśnie tych „oczek” brakuje jej potem np. do awansu. Contra też się o tym swojego czasu przekonała – choćby przed rokiem, gdzie zremisowała ze Zjednoczoną Ochotą i gorzko tego pożałowała. Dlatego w ostatnią niedzielę przeciwko MixAmatorowi w grę nie wchodziło nic innego jak wygrana. Ale rywale chociaż zajmują odległą pozycję, nie są chłopcami do bicia. Dwa tygodnie temu urwali punkty GGS i teraz zamierzali zrobić kolejnego psikusa. I dość długo wyglądało to tak, że ten plan mógł się powieść. MixAmator znowu zagrał dobry mecz, a szczególnie w pierwszej połowie napsuł sporo krwi faworytom. Mateusz Karpiński i spółka co prawda dość szybko stracili gola, ale potem wyrównali, a następnie po rzucie rożnym wyszli na prowadzenie. Co więcej – za sprawą Pawła Orzechowskiego mieli doskonałą okazję na 3:1, ale ten zmarnował idealną sytuację. To się zemściło i wynik do przerwy brzmiał 2:2. W drugiej połowie obraz gry się nie zmieniał. Niby optyczna przewaga była po stronie Contry, lecz MixAmator był groźny i po trafieniu Żeni Baiewa znów prowadził. Faworyci musieli wziąć się w garść. Grunt powoli palił im się pod nogami, tym bardziej, że nie byli w stanie wykorzystać przewagi zawodnika po wykluczeniu jednego z rywali. Na szczęście mieli tego dnia w swoich szeregach Mateusza Tumulca. Ten gracz – obok Maćka Kurpiasa – był wyróżniającą się postacią swojej ekipy i to za jego sprawą Contra zaczęła marsz w stronę trzech punktów. Jego bramki na 4:3 i 5:4 miały ogromne znaczenie i pozwoliły drużynie Michała Raciborskiego wejść na odpowiedni dla siebie poziom. Liderom tabeli udało się uspokoić grę, z kolei w obozie rywali wdała się nerwowość, która kosztowała ich kolejne dwa trafienia i porażkę w stosunku 4:7. Ale ten wynik na pewno nie oddaje poziomu zaciętości tej potyczki. To był równy mecz, gdzie zdecydowały detale. Contra wytrzymała ciśnienie w kluczowych momentach, ale bez wątpienia najadła się sporo nerwów. Natomiast gracze MixAmatora na pewno żałują, że to już drugie spotkanie gdzie są tak blisko, a zostają z niczym. Mogli zdobyć w nich sześć punktów, a zostali z zaledwie jednym.
Niesamowity zwrot akcji mieliśmy w meczu Impulsu i Ognia Bielany. Dla obu ekip zwycięstwo było nadrzędnym celem, wszak obie myślą o grze w ekstraklasie. Goście zaczęli znakomicie strzelając szybko bramkę. Po chwili było już 0:2 i wydawało się, że gospodarze zostali myślami jeszcze na parkingu. Ogień grał szybko, kombinacyjnie i to totalnie zaskoczyło rywali. W składzie pojawił się reprezentant Polski Socca Kacper Cetlin, który w sobotę debiutował w meczach kadry narodowej. W pierwszej połowie świetnie uzupełniał się z Antonim Sidorem, który w ofensywie wyglądał imponująco. Do przerwy ekipa z Bielan prowadziła 1:5 i nic nie zapowiadało remontady zespołu z Ukrainy. Druga połowa zaczęła się od ataków gospodarzy, którzy strzelili dwie bramki w dwie minuty. To nakręciło ich do walki i dało nadzieję na punkty. Ogień jakby przygasł i nie wiemy do końca co spowodowało, że gracze w białych trykotach popełniali tyle błędów w defensywie. Zmęczony weekendem Kacper Cetlin też nie wyglądał już tak jak w pierwszej połowie i zmęczenie fizyczne widoczne było u tego gracza. W Impulsie znakomicie grał Borys Ostapenko który nie tylko strzelał, ale i napędzał kolejne ataki swojego zespołu. Gdy na kilka minut przed końcem gospodarze wyszli na prowadzenie 6:5 wydawało się, że będziemy świadkami czegoś niezwykłego. Ogień jednak wyrównał i ostatecznie remisem zakończyło się to spotkanie. Żadna z ekip nie może być usatysfakcjonowana, lecz ten podział punktów z perspektywy całego meczu jest jak najbardziej sprawiedliwy.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)