reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
10:00

Warsztat Gepetto po dwóch porażkach z rzędu mierzył się z Ogniem Bielany, który tydzień temu zgarnął swoje pierwsze trzy punkty i tylko różnicą bramek było oczko wyżej w tabeli. Oba zespoły przyszły na mecz w „skromnych” składach i musiały dobrze rozdysponować swoje siły. Mimo braków kadrowych mecz toczył się w szybkim i wysokim tempie, jak na zaplecze Ekstraklasy przystało. Pierwsza połowa należała do gości, a wręcz można powiedzieć do duetu Kacper Cetlin/Jan Napiórkowski. Kacper dzięki dobrej grze kolegów i dokładnym podaniom zdobył klasycznego hat-tricka, który jak się później okazało dał trzybramkowe prowadzenie w pierwszej połowie. Gospodarze mieli duże problemy, aby efektywnie zagrozić bramce rywala, a jak już im się to udało to strzał był obroniony lub po prosty niecelny. Wydawało się, że mecz jest już rozstrzygnięty, lecz mowa motywacyjna w szeregach Warsztatu Gepetto w przerwie niemal odwróciła losy tego spotkania. Zaledwie cztery minuty po zmianie stron wystarczyły, aby gospodarze doprowadzili do wyrównania i mecz zaczął się od nowa. Dużo lepiej wyglądający niż w pierwszej połowie zawodnicy Gepetto kreowali coraz lepsze akcje podbramkowe. Goście nie byli im dłużni, lecz żadna ze stron nie była wstanie pokonać bramkarza. Gol na wagę zwycięstwa padł w 40 minucie i został zdobyty przez nowego zawodnika Ognia Bielany, Karola Piwowarskiego. Do samego końca oglądaliśmy wyrównaną grę o wygraną, ale rezultat ustalony w 40 minucie nie uległ już zmianom. Trzy punkty zostały na Bielanach.

2
11:00

Mecz na szczycie – tak śmiało możemy nazwać pojedynek pomiędzy zespołami Graczy Gorszego Sortu i Contry. Obydwie drużyny przed tym spotkaniem tylko raz straciły punkty remisując po jednym meczu, dzięki czemu znajdowały się w górnych rejonach tabeli. Lepiej spotkanie zaczęli goście, którzy dwa razy pokonując bramkarza rywali po 7 minutach wyszli na dwubramkowe prowadzenie. W kolejnych fragmentach gra się wyrównała i dopiero po upływie kwadransa byliśmy świadkami kolejnego trafienia. Tym razem było ono autorstwa zawodnika gospodarzy, dzięki czemu zespół ten doskoczył do swoich rywali na jedną bramkę. W ostatnich fragmentach kolejne trafienie zaliczyli goście, jednak ozdobą tej części meczu było trafienie zawodnika GGS-u Karola Wierzchonia, które ustaliło wynik tej części meczu na 3:2 dla Contry. Druga odsłona rozpoczęła się od ataków zespołu gospodarzy, którzy dopięli swego i doprowadzili do wyrównania. Stracona bramka mocno podrażniła rywali, którzy w kolejnych trzech minutach trzy razy znaleźli drogę piłki do bramki przeciwników i odskoczyli na bezpieczną przewagę. W ostatnich minutach zespół Contry kontrolował przebieg boiskowych wydarzeń i do końca spotkania nie dał się zbliżyć swoim rywalom. Ostatecznie podopieczni Michała Raciborskiego wygrali 7:4 i dopisali kolejne trzy punkty do swojej kolekcji. Zespół Graczy Gorszego Sortu długimi fragmentami grał jak równy z równym ze swoim przeciwnikiem, ale w decydującym fragmencie spotkania pozwolił swoim rywalom na odskoczenie na zbyt dużą odległość i pierwszy raz kończy swój mecz bez zdobyczy punktowej .

3
12:00

Dwa tygodnie temu mieliśmy przyjemność oglądać ekipę Wilków na Arenie Grenady, gdzie w naprawdę klasowy sposób wypunktowali Energię. I prawdę mówiąc, opis tamtego spotkania moglibyśmy skopiować do ich kolejnej rywalizacji, tym razem z AnonyMMous. Wówczas dominowały takie słowa jak „mądrość”, „wyrachowanie”, „skuteczność” i dokładnie te same cechy były decydujące o kolejnym sukcesie liderów tabeli. A dodatkowo Wilki kolejny komplet punktów zainkasowały grając bez ani jednej zmiany. Dla Anonimowych to mogła być dość dziwna sytuacja, bo to zwykle oni miewają kłopoty kadrowe, a teraz to rywale z takowymi się mierzyli. Nie miało to jednak żadnego wpływu na przebieg meczu. Faworyci od samego początku nastawili się na ciężką pracę i na to, że będą starali się czerpać przede wszystkim z błędów przeciwnika. A tych nie brakowało – chociażby gol na 1:0 odbył się kosztem fatalnej pomyłki w defensywie Anonimowych. Co prawda ekipie Maćka Miękiny udało się dość szybko zrehabilitować za tego gola, to dalsza część pierwszej połowy należała do Wilków. Lider zapisał na swoim koncie kolejne dwa trafienia i mógł udać się nie tylko na zasłużony, ale na pewno potrzebny kilkuminutowy odpoczynek. Na starcie drugiej odsłony Anonimowi kontynuowali swoją przewagę w posiadaniu piłki, jednak niewiele z tego wychodziło. Gdy jednak Mikołaj Pekowski zdobył bramkę na 2:3, myśleliśmy że to może być game-changer i że zmęczona ekipa Wilków za chwilę zostanie zdemontowana. Nic z tego. Faworyci natychmiast odpowiedzieli swoim golem, potem po pięknej zespołowej akcji dorzucili trafienie na 5:2, z kolei to co działo się dalej, to już historia. AnonyMMous zostali totalnie wypunktowani i przegrali ostatecznie aż 2:8. To ich czwarta z rzędu porażka i jak tak dalej pójdzie, to niewykluczone, że w ciągu dwóch sezonów, zaliczą dwa spadki z rzędu. Oczywiście do końca sezonu daleko, ale porównując ich grę do innych ekip, to naprawdę trudno będzie znaleźć aż trzy zespoły, które uda im się wyprzedzić. A przynajmniej tak to wygląda na ten moment. Na zupełnie odmiennym biegunie są Wilki, które mają komplet punktów i śmiało podążają tam, skąd przyszli gracze AnonyMMous. I jeżeli do ich składu wróci kilku ważnych zawodników, których ostatnio brakowało, to wcale byśmy się nie zdziwili, gdyby w tym sezonie nikt nie był w stanie ich zatrzymać.

4
12:00
( 0 : 1 )
4 : 2
Raport

Derby Ukrainy to niezależnie od poziomu rozgrywkowego, zawsze gwarancja wielkich emocji. Tym razem miało to miejsce na zapleczu Ekstraklasy, a bohaterami potyczki były ekipy, które doskonale się znają, a mianowicie FC Impuls podejmował Ukrainian Vikings. Byliśmy pewni wysokiego poziomu i wzajemnego szacunku na murawie, ale byliśmy nieco zaskoczeni niewielką liczbą bramek w pierwszej połowie. Duża w tym zasługa obu bramkarzy, Mykoli Osichnyia oraz Eduarda Vakhidova, którzy w tej części spotkania bronili naprawdę kapitalnie. Przełamanie nastąpiło jednak, gdy po wyprowadzeniu kontry przez Vitalija Lubina piłka spadła pod nogi dobrze ustawionego Yeugenija Syrotenko, a ten, mając przed sobą tylko bramkarza, nie zmarnował okazji i wpisał się na listę strzelców. Było to jedyne trafienie w pierwszej połowie, zakończonej rezultatem 0:1. W drugiej połowie jedni i drudzy mieli sporo pecha (albo szczęścia?) gdyż piłka wiele razy obijała poprzeczki i słupki po obu stronach boiska. Obie ekipy miały też okazję do strzelenia gola w przewadze po żółtych kartonikach, jednak tego czasu żadna ze stron nie wykorzystała. Sztuka ta udała się po stałym fragmencie gry, gdy bezpośrednio z rzutu wolnego gola na 0:2 zdobył Oleh Dvolliatyk. Wydawało się, że "Wikingowie" mają mecz pod kontrolą, gdy stało się coś wręcz niesamowitego. Tak chyba trzeba nazwać trzy minuty gry Impulsu, w trakcie których Vlad Budz wpisywał się na listę strzelców aż czterokrotnie! Szczególnie bramka na 2:2 mogła się podobać, gdyż po wyrzucie z autu kolegi z drużyny, Vlad zgrabnie przyjął piłkę na dominującą, prawą nogę i pięknym strzałem z półwoleja posłał futbolówkę w dalsze okienko bramki! Ale to nie uroda tego gola zszokowała gości, a skuteczność Vlada. Dosłownie w kilka minut cały wynik został wywrócony do góry nogami, a gospodarze przejęli inicjatywę. Ostatecznie Derby Ukrainy zakończyły się wynikiem 4:2 i jesteśmy pewni, że wspierający kolegów zza linii bocznej Serhii Orenchuk będzie miał ciekawe wnioski do omówienia z kolegami.

5
14:00

Trochę zaskoczyło nas, gdy Organizator rozgrywek do naszego cotygodniowego fantypa wrzucił spotkanie MixAmator kontra Energia. Być może miał on jakieś zakulisowe informacje, które powodowały, iż tutaj mogliśmy spodziewać się jakiejś niespodzianki, ale tak na papierze, to murowanym faworytem byli gracze Energii. MixAmator, mimo szczerych chęci, przegrywa na razie wszystko jak leci, a ich rywale potrafili zremisować choćby z Contrą, co już stanowiło wyraźny sygnał, kto tutaj może być bliżej trzypunktowej zdobyczy. No i cóż – wielkiego, a przede wszystkim zaciętego widowiska niestety nie uświadczyliśmy. Tylko początek był w miarę równy, widać że drużyny miały do siebie sporo wzajemnego respektu, ale gdy worek z golami rozwiązali gracze Energii, to w odstępie zaledwie kilku chwil, dopisali do swojego dorobku trzy trafienia i było praktycznie po meczu. Sytuacji MixAmatora nie poprawiała frekwencja. Co prawda podstawowy skład był solidny, ale ławka rezerwowych składała się z przypadkowych graczy, których nikt wcześniej nie widział na oczy. To nie mogło się dobrze skończyć. Energia bezlitośnie punktowała oponentów i jej przewaga w żadnym momencie spotkania nie była niższa niż cztery gole. Dobrze spisywał się Artur Petrov, bardzo aktywny, który mecz zakończył ostatecznie z dorobkiem cztery goli. Finalnie Energia po meczu bez większych emocji wygrała 9:2 a warto dodać, że każdy zawodnik z tej ekipy miał po 50 minutach przynajmniej jedną bramkę lub jedną asystę na koncie. Chłopaki zagrali drużynowo, mądrze i prawdopodobnie w żadnym momencie spotkania nie czuli, że coś może im tutaj grozić ze strony rywala. MixAmator co prawda starał się jak mógł, lecz na poziomie 1.ligi, coś takiego to zdecydowanie za mało. I jeżeli tutaj nie nastąpi stabilizacja w składzie, a być może jakieś wzmocnienia, to obrazek w którym podopieczni Michała Fijołka okupują ostatnie miejsce w tabeli, może się nie zmienić nawet do końca sezonu.

Reklama