Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 12 Liga
Mecz lidera to zawsze gwarancja piłkarskich emocji – i starcie FC Patetikos z LEPANÉS F.C. nie było wyjątkiem. Gospodarze pewnie zmierzają po medale, ale goście nie zamierzali ułatwiać im zadania.
Strzelanie rozpoczął Krzysztof Zając, który precyzyjnym uderzeniem z bliska pokonał bramkarza Patetikos. Chwilę później LEPANÉS poszło za ciosem – Maciej Bartosiak popisał się pięknym strzałem z woleja, lokując piłkę przy lewym słupku. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem gości 2:0, a gospodarze długo nie mogli znaleźć sposobu na przebicie się przez dobrze ustawioną defensywę rywali.
Po zmianie stron gospodarze ruszyli do odrabiania strat. W 29. minucie faul na skraju pola karnego dał im świetną okazję – do piłki podszedł Paweł Jasztel, który bez zawahania posłał ją mocnym strzałem obok muru prosto do siatki. Patetikos złapało wiatr w żagle. Niedługo potem Jasztel znów błysnął – efektownym rajdem minął dwóch obrońców i dograł piłkę do Tomasza Borkowskiego, który z bliskiej odległości doprowadził do remisu. Zaskoczeni goście szybko się otrząsnęli. Ich gra znów nabrała tempa, a po przejęciu piłki i składnej akcji na listę strzelców po raz drugi wpisał się Krzysztof Zając, wyprowadzając LEPANÉS na prowadzenie 3:2.
Patetikos nie zamierzało się jednak poddawać. Trzy minuty później Paweł Jasztel po raz kolejny dał o sobie znać – strzałem z dystansu ustalił wynik meczu na 3:3, kompletując tym samym swój znakomity występ.
Remis, który dostarczył wielu emocji i pozostawił mieszane uczucia po obu stronach. LEPANÉS może być zadowolone z punktu wywalczonego przeciwko liderowi 12. ligi. Patetikos z kolei, mimo braku zwycięstwa, wciąż utrzymuje się na szczycie tabeli, z trzypunktową przewagą nad AC Choszczówką.
W zapowiedziach jako faworyta wskazywaliśmy gości. Po spojrzeniu w protokół można było jednak śmiało odwrócić te przewidywania, bo Choszczówka zmobilizowała niemalże cały skład, podczas gdy Yebańsk swój komplet zawodników musiał łatać na ostatnią chwilę. Mimo to długo oglądaliśmy bardzo wyrównane spotkanie i obie ekipy walczyły do ostatniego gwizdka sędziego.
Wynik w 5. minucie otworzył Bartosz Sałata, który po przejęciu piłki nie dał szans bramkarzowi Yebańska. Na kolejnego gola trzeba było czekać prawie dziesięć minut – wtedy do wyrównania doprowadził Wiktor Wiśniewski. W 18. minucie emocje jeszcze wzrosły – Mateusz Banaszek został ukarany czerwoną kartką za obronę strzału ręką w polu karnym. Rzut karny na gola zamienił Piotr Pulkowski. Choć Ernest Zbieć wyczuł intencje strzelca, to uderzenie było zbyt mocne i piłka wpadła do siatki. Co ciekawe, Choszczówka nie wykorzystała gry w przewadze – podczas kary nie zdołała zdobyć żadnej bramki. Dodatkowo Marcel Kmiecik obejrzał żółtą kartkę za niepotrzebny faul, co na moment dało oddech zawodnikom Jakuba Cygana. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 2:1.
Po wznowieniu gry składy się wyrównały, ale inicjatywa pozostała po stronie gospodarzy. Michał Kochanowski obił poprzeczkę, a chwilę później w sytuacji sam na sam górą był bramkarz Yebańska. Goście nie pozostawali dłużni – Jakub Cygan dwukrotnie był blisko gola: najpierw zmusił do kapitalnej interwencji Szymona Sałatę, a następnie trafił w słupek. W 35. minucie goście w końcu dopięli swego – wyrównał Stanisław Jackowicz. Yebańsk ruszył do przodu, ale otworzył się w defensywie, co Choszczówka wykorzystała bez litości. Dwie szybkie kontry w 40. minucie dały bramki Olka Śpiewaka i Michała Kochanowskiego, które wyprowadziły gospodarzy na prowadzenie 4:2.
W 45. minucie Wiktor Wiśniewski strzelił kontaktowego gola na 4:3, a końcówka to już pełne oblężenie bramki Choszczówki. Jednak prowadzący skutecznie zamurowali dostęp do pola karnego i dowieźli cenne zwycięstwo do ostatniego gwizdka.
Po niespodziewanym remisie w poprzedniej kolejce, FC Cały Czas Bomba podejmowało FC Razam. Goście przystępowali do meczu po serii trzech porażek, a sytuacja w tabeli – zaledwie dwa punkty różnicy i zbliżony bilans – sugerowała wyrównane spotkanie.
I faktycznie, już w 2. minucie FC Razam mogło objąć prowadzenie. Nikita Kolokotsev stanął oko w oko z Łukaszem Walczukiem, ale nie zdołał go pokonać. W tej samej akcji doszło do groźnie wyglądającego urazu Radosława Gadomskiego, który jednak po kilkunastu minutach wrócił do gry. Z biegiem czasu to Bomba zaczęła zyskiwać przewagę – zarówno optyczną, jak i bramkową. Goście nie zawsze pamiętali o zabezpieczeniu tyłów, co sprytnie wykorzystał Bruno Worotyński. W 10. minucie dostrzegł źle ustawionego bramkarza i płaskim strzałem otworzył wynik. Drugie trafienie to popis Maksymiliana Czyżewskiego, który przebiegł pół boiska, zagrał na klepę z Worotyńskim, ograł bramkarza efektownym zwodem i umieścił piłkę w siatce.
FC Razam także potrafiło dochodzić do sytuacji, lecz Walczuk był w bramce bezbłędny – poza jedną akcją, gdy Yauheni Yasinski, bramkarz gości, posłał dalekie podanie do Shika, a ten dał swojemu zespołowi odrobinę nadziei.
Końcówka jednak należała wyłącznie do gospodarzy. Kolejne bramki dla Bomby zdobywali Worotyński, Czyżewski i Chimczuk, a jedno z trafień – samobójcze – było autorstwa Yakimiuka. Wynik ustalił Radek Gadomski, który mimo urazu z pierwszej połowy powrócił na boisko i zwieńczył występ trafieniem.
Ten mecz zakończył się jednym z największych zaskoczeń sezonu. Piwo Po Meczu FC, będące w ścisłej czołówce tabeli, podejmowało zamykających stawkę BRD Young Warriors. Spotkanie, prowadzone przez sędziego Piotra Krajczyńskiego, zakończyło się sensacyjnym zwycięstwem gości 6:2 – wynikiem, którego z pewnością nie zakładali gospodarze.
Już na początku meczu doszło do niespodzianki – BRD objęło prowadzenie po fantastycznym uderzeniu Patryka Zawady, któremu asystował Tomasz Ćwik. Piwo Po Meczu szybko odpowiedziało, choć w dość niecodzienny sposób – samobójcze trafienie zawodnika gości doprowadziło do remisu 1:1. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo, bo jeszcze przed przerwą Young Warriors ponownie objęli prowadzenie.
Po zmianie stron faworyci kompletnie się pogubili. Z każdą minutą rosła przewaga gości, którzy grali z ogromną pewnością siebie i luzem. Zawada i Ćwik świetnie kierowali ofensywą, a defensywa Piwa Po Meczu nie nadążała z reakcjami. BRD błyskawicznie powiększyli prowadzenie do 5:1, imponując skutecznością i dojrzałością.
Michał Świercz zdobył drugą bramkę dla gospodarzy, zmniejszając wynik do 2:5, ale było to jedynie chwilowe tchnienie nadziei. W końcówce meczu Tomasz Ćwik ustalił rezultat na 6:2, wykorzystując dogranie Karola Nowickiego.
To spotkanie pokazało, jak nieprzewidywalna potrafi być piłka nożna. BRD Young Warriors, skazywani na porażkę, zaprezentowali ogromne serce do gry, skuteczność i taktyczną dyscyplinę, odnosząc swoje najbardziej efektowne zwycięstwo w sezonie. Piwo Po Meczu FC natomiast musi poważnie zastanowić się, co poszło nie tak – strata punktów z ostatnią drużyną tabeli może ich kosztować bardzo wiele w walce o awans.
Dynamo Wołomin przystępowało do spotkania z Wystrzelonymi z jasnym celem – tylko trzy punkty pozwalały realnie myśleć o włączeniu się do walki o górną połówkę tabeli. Już w pierwszej minucie Michał Matyja zaliczył świetny odbiór, a Kacper Wierciński stanął przed idealną okazją na otwarcie wyniku – niestety, nie zdołał pokonać Daniela Wasielewskiego.
Wierciński był jednak bardzo aktywny i chwilę później dograł do Marcina Kubika, który również nie zdołał znaleźć drogi do siatki. Co się odwlecze, to nie uciecze – w 5. minucie ta sama dwójka przeprowadziła skuteczną akcję. Wierciński uderzył z dystansu, a sparowaną piłkę dobił Kubik, dając Dynamo prowadzenie.
Radość z bramki nie trwała długo – z dalszej odległości strzał oddał Kalinowski, a zasłonięty nieco Dariusz Nitka nie zdołał skutecznie interweniować.
Trzecie trafienie dla Dynama było niemal kopią pierwszego – znów strzał Wiercińskiego, znów dobitka Kubika. Niedługo później Juszyński podwyższył na 4:1 po asyście – a jakże – Wiercińskiego. Bramką na 5:2 swoją bardzo dobrą grę zwieńczył kapitan zespołu, Michał Matyja, który imponował spokojem, skutecznym odbiorem i świetnym rozegraniem.
Mimo prowadzenia, końcówka należała do Wystrzelonych. Kalinowski zdobył drugiego gola, a chwilę później dorzucił dokładne dośrodkowanie, które niefortunnie zakończyło się samobójem. W ostatniej minucie meczu, po rzucie wolnym Kalinowskiego, piłkę odbił niepewnie Radosław Kania, co wykorzystał Łabędzki, ustalając wynik na 5:4.
Dynamo Wołomin wskoczyło tym samym na 5. miejsce w tabeli i z optymizmem czeka na nadchodzące, bardzo ważne starcie z AC Choszczówką – aktualnym wiceliderem ligi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)