Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 6 Liga
W 14. serii gier 6. ligi drużyna Tylko Zwycięstwo pokazała, że nie bez powodu znajduje się w czołówce tabeli. Gospodarze całkowicie zdominowali Inferno II Team, wygrywając aż 7:1 i potwierdzając swoje ambicje sięgające najwyższych celów.
Od pierwszego gwizdka narzucili swój styl gry i kontrolowali przebieg meczu w każdym aspekcie. Już do przerwy prowadzili 3:1, a po zmianie stron tylko podkręcili tempo, rozbijając przeciwnika w efektownym stylu. Na pierwszy plan wysunęli się ofensywni liderzy: Łukasz Walo oraz Andrzej Morawski. Obaj zakończyli mecz z dwoma trafieniami na koncie, a Morawski dorzucił jeszcze asystę. Ich współpraca wyglądała imponująco – grali z polotem, dokładnością i zabójczą skutecznością, raz po raz rozrywając defensywę Inferno.
Wysokie zwycięstwo nie byłoby możliwe bez solidnej postawy w defensywie, a zwłaszcza między słupkami. Maciek Miękina kilkukrotnie ratował swój zespół, popisując się pewnymi interwencjami w trudnych momentach. Jego postawa dała drużynie komfort ofensywnej gry bez ryzyka. Honorowe trafienie dla Inferno II padło jeszcze w pierwszej połowie, ale później goście nie byli już w stanie realnie zagrozić. Tylko Zwycięstwo prezentowało się jako zespół kompletny – ofensywny, poukładany i zdeterminowany.
Końcowy wynik 7:1 mówi wszystko. To była demonstracja siły i poważne ostrzeżenie dla wszystkich rywali w walce o awans.
Biorąc pod uwagę ostatnią absencję Popalonych Styków oraz generalnie kiepski sezon w ich wykonaniu, zdecydowanym faworytem tego meczu była wciąż walcząca o podium ekipa Na2Nóżkę. I początek spotkania zdawał się potwierdzać te przewidywania – już w 4. minucie gospodarze objęli prowadzenie po efektownym trafieniu piętą autorstwa Sebastiana Rogulskiego.
Ku zaskoczeniu wielu, Popalone Styki nie tylko nie załamały się takim otwarciem, ale podjęły równorzędną walkę z faworytem. Spotkanie toczyło się w spokojnym, wyważonym tempie – szczególnie ze strony N2N, którzy wyraźnie nie chcieli forsować tempa, tylko cierpliwie czekali na swoje okazje. Tymczasem w 14. minucie goście doprowadzili do wyrównania, choć jeszcze przed przerwą to Rosłanowski przywrócił gospodarzom prowadzenie, ustalając wynik do przerwy na 2:1.
Druga połowa nie przyniosła wielkiej zmiany w obrazie gry – oba zespoły grały bardzo uważnie w defensywie, szukając błędu rywala. Styki ponownie wyrównały, ale i tym razem szybko straciły gola, znów pozwalając rywalom wyjść na prowadzenie. Na2Nóżkę wyglądało na zadowolonych z minimalnej przewagi, zwolnili tempo i skupili się na utrzymaniu wyniku. To jednak okazało się zgubne – ambitni goście przycisnęli w końcówce, zastosowali skuteczny pressing i na kilka minut przed końcem doprowadzili do remisu 3:3. Na więcej zabrakło już czasu, choć emocji nie brakowało do ostatniego gwizdka.
Podział punktów należy uznać za sprawiedliwy – obie drużyny zagrały na podobnym poziomie, ale zdecydowanie bardziej niezadowoleni z wyniku będą gospodarze. Dla N2N to już trzeci remis z rzędu, który może kosztować ich awans. Popalone Styki natomiast – po serii niepowodzeń – mogą być zadowolone z postawy i walki, która przyniosła im cenny punkt.
Green Lantern w rundzie rewanżowej prezentuje się solidnie, dlatego przed niedzielnym starciem z Furduncio Brasil liczył na kontynuację dobrej passy. Zadanie nie było jednak łatwe – goście pozostawali niepokonani na wiosnę i walczą o mistrzostwo 6. ligi, co sprawiało, że wygrana na Arenie AWF była dla nich obowiązkiem.
Początek meczu był jednak zaskakujący. Już w jednej z pierwszych akcji Adrian Rzepecki otworzył wynik, dając prowadzenie gospodarzom. Chwilę później Green Lantern podwyższył na 2:0 i zanosiło się na niespodziankę. Furduncio szybko się jednak otrząsnęło – zdobyli kontaktowego gola, a po chwili doprowadzili do wyrównania 2:2. Błąd w wyprowadzeniu piłki przez zespół Janka Wysockiego zakończył się stratą na własnej połowie i bramką dla Brazylijczyków. Od tego momentu inicjatywę przejęli goście. Grali z większą pewnością, lepiej organizowali się w ofensywie i jeszcze przed przerwą objęli prowadzenie 2:5. Green Lantern musiał szukać swoich szans w drugiej połowie.
Tuż po wznowieniu gry gospodarze otrzymali rzut karny po faulu w polu karnym. Niestety, Patryk Podgórski nie wykorzystał jedenastki – jego strzał był zbyt lekki i bramkarz nie miał problemów z obroną. Niewykorzystana sytuacja szybko się zemściła – Furduncio wyprowadziło zabójczą kontrę, podwyższając na 2:6 i praktycznie zamykając mecz. Goście grali mądrze – oddali inicjatywę i skutecznie kontrowali. Gospodarze walczyli do końca, a Mikołaj Wysocki zdobył trzecią bramkę dla Green Lantern, ale była to tylko kosmetyka wyniku. Spotkanie zakończyło się pewnym zwycięstwem Furduncio 3:8.
Zespół z Brazylii wciąż trzyma się w czołówce i realnie liczy się w walce o mistrzostwo. Green Lantern natomiast, mimo niezłych fragmentów gry, musi jeszcze zdobyć kilka punktów, by zapewnić sobie utrzymanie w 6. lidze.
W czubie tabeli 6. ligi jest niezwykle ciasno i liczy się każdy punkt. Tym bardziej może dziwić frekwencja ekipy After Wola, która na tak istotne spotkanie stawiła się w zaledwie siedmioosobowym składzie — i to bez takich nazwisk jak choćby Patryk Abbassi. Na szczęście dla gospodarzy, Gunners również przyjechali w okrojonym zestawieniu, przez co wyrównana walka trwała tylko w pierwszej połowie.
To goście otworzyli wynik – już w 3. minucie wrzutkę Sebastiana Lisockiego skutecznie wykończył głową Patryk Liszewski. Po tym trafieniu ofensywa Gunners wyraźnie jednak się zacięła, a gospodarze z każdą minutą zaczęli przejmować inicjatywę. W 10. minucie wyrównał Bartek Matuszkiewicz, a chwilę później After powinien dostać rzut karny – sędzia jednak nie dostrzegł zagrania ręką w polu karnym. Co się odwlecze… – już w kolejnej akcji Daniel Piotrowski dał swojej drużynie prowadzenie i do przerwy było 2:1 dla gospodarzy.
Po wznowieniu gry After Wola zadała dwa szybkie ciosy – po bramkach Piotrowskiego i Kamila Ptaka wynik wynosił już 4:1. Gospodarze grali bardzo uważnie w obronie, gdzie świetnie spisywał się Daniel Guba – jako stoper skutecznie rozbijał wszelkie próby ofensywne rywali. W 39. minucie Patryk Liszewski strzelił kontaktowego gola na 4:2 i tchnął nieco nadziei w zespół gości, ale chwilę później bramkarz Gunners, Arkadiusz Trwoga, zdecydował się na ryzykowne wyjście z bramki. Strata piłki, faul ratunkowy i żółta kartka dla kapitana – osłabienie nie zakończyło się bezpośrednio bramką, ale wyraźnie odbiło się na grze przyjezdnych. W końcówce Julian Graczyk podwyższył na 5:2, a Daniel Piotrowski skompletował hat-tricka, ustalając wynik na 6:2.
Mimo problemów kadrowych After Wola zgarnia komplet punktów i utrzymuje drugą pozycję w tabeli. Musi jednak uważać – brak mobilizacji w składzie na finiszu sezonu może okazać się kosztowny.
Niedzielny wieczór na Arenie AWF zapowiadał się niezwykle interesująco. Naprzeciw siebie stanęły dwie drużyny, które niejednokrotnie miały już okazję mierzyć się w ramach Ligi Fanów, ale tym razem stawka była znacznie wyższa — obie ekipy walczą o utrzymanie w 6. lidze, a wynik tego spotkania mógł mieć kluczowe znaczenie w końcowym układzie tabeli.
Początek meczu był wyrównany, jednak to Oldboys Derby wykazali się większą skutecznością. Już w 8. minucie prowadzili 2:0, a bohaterem tej fazy gry był Michał Kurowski, który dwukrotnie pokonał bramkarza Virtualnych. Gospodarze odpowiedzieli w 12. minucie po rzucie wolnym — Michał Piątkowski interweniował, ale Wojciech Kalinowski okazał się szybszy i skuteczniejszy. Stracony gol nie wybił Oldboysów z rytmu - wręcz przeciwnie, zmobilizował ich do jeszcze intensywniejszej gry. Do przerwy dorzucili kolejne dwa trafienia i schodzili do szatni z bezpiecznym prowadzeniem 4:1. Warto zaznaczyć, że gdyby nie świetna postawa Jerzego Modzelewskiego między słupkami gospodarzy, wynik mógł być znacznie bardziej okazały.
Po przerwie Oldboys Derby szybko zdobyli piątą bramkę, praktycznie zamykając temat rywalizacji. Od tego momentu tempo meczu wyraźnie spadło — na boisku pojawiło się więcej niedokładności, chaosu i nerwowości. Dopiero w końcówce spotkania padły kolejne gole — dwie bramki dla gości ustaliły wynik meczu na 7:1.
Zwycięstwo pozwala Oldboys Derby nieco oddalić się od strefy spadkowej. Z kolei Virtualni, grający tego dnia bez kilku kluczowych zawodników, pozostają w czerwonej strefie tabeli. Jeśli w najbliższych kolejkach nie uda im się wrócić do optymalnego składu, ich walka o ligowy byt może być naprawdę trudna.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)