Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 6 Liga
1/3 rundy wiosennej już za nami, a w walce o mistrzostwo każda bramka i każdy punkt mogą mieć decydujące znaczenie. Wczesnym popołudniem, na boisku przy ul. Grenady, zmierzyły się ze sobą dwa czołowe zespoły 6. ligi – lider tabeli Tylko Zwycięstwo oraz trzecia drużyna rozgrywek, Furduncio Brasil F.C. Mecz zapowiadał się niezwykle interesująco, a oba zespoły zaprezentowały wysoki poziom i inteligentną grę, w której o wyniku mógł zdecydować najmniejszy błąd.
Początkowo to gospodarze wyglądali na bardziej ofensywnie nastawionych, jednak w 12. minucie to Brazylijczycy otworzyli wynik spotkania i stopniowo zaczęli przejmować inicjatywę. Strata gola podziałała mobilizująco na lidera – siedem minut później był już remis. Mimo kilku kolejnych okazji z obu stron, rezultat do przerwy nie uległ zmianie.
Druga połowa, a zwłaszcza jej pierwsze siedem minut, to prawdziwy popis gości. W tym czasie aż czterokrotnie pokonali Maćka Miękinę, a festiwal bramkowy rozpoczął fantastyczny tego dnia Douglas Mesquita. Tylko Zwycięstwo szybko się otrząsnęło i zdołało odrobić dwie bramki, sprawiając, że emocje wróciły na dobre.
Na pięć minut przed końcem Furduncio ponownie odskoczyło – znów trafił Douglas Mesquita, kompletując dublet i przypieczętowując zwycięstwo swojej drużyny. W jednej z ostatnich akcji meczu szansę na zmniejszenie rozmiarów porażki miał jeszcze Mateusz Walczak, lecz jego strzał z rzutu karnego obronił bramkarz gości.
Porażka Tylko Zwycięstwo kosztowała ich fotel lidera. Różnica punktowa w czołówce tabeli wynosi teraz zaledwie cztery oczka, co zapowiada niezwykle zaciętą walkę w dalszej części sezonu.
O 17:00 na Arenie AWF doszło do rywalizacji Oldboys Derby oraz Na2Nóżkę. Wartością dodatnią dla gospodarzy, jak zawsze, był Ihar Bakun, znany z mocnych strzałów z dystansu i pewnego wyprowadzenia piłki. Na to spotkanie wszedł z przytupem, otwierając wynik już w pierwszych minutach. Szybko jednak Na2Nóżkę doprowadziło do wyrównania – dobrym uderzeniem zaskoczony został Michał Piątkowski. Mecz był wyrównany, ale to Oldboys przed przerwą zdołali zdobyć dwie bramki, schodząc do szatni z prowadzeniem 3:1.
Po zmianie stron gospodarze dorzucili kolejne trafienia i przy wyniku 5:2 wydawało się, że mają spotkanie pod kontrolą. Ale Na2Nóżkę to zespół, który nie odpuszcza – nawet przy trzybramkowej stracie.
Tym razem w roli ofensywnego lidera wystąpił Aleksander Sordyl, który zdobył gola i zanotował asystę. Gra gości nabrała tempa, a kolejne trafienia doprowadziły do wyrównania 5:5. W końcówce niewiele brakowało, by zdobyli jeszcze zwycięską bramkę.
Oldboys Derby mogą mówić o szczęściu – zdobyty punkt oddala ich od strefy spadkowej. Na2Nóżkę z kolei mogą czuć niedosyt, bo przy takim powrocie z wyniku 2:5, apetyty były większe. Biorąc jednak pod uwagę przebieg spotkania, remis wydaje się wynikiem sprawiedliwym.
Trudno było przed tym meczem oczekiwać, że znajdująca się na dnie tabeli drużyna Virtualnych Ń będzie w stanie postawić się liderowi 6. ligi. Oba zespoły dzieliła przecież niemal cała ligowa hierarchia. A jednak! Co to była za pierwsza połowa!
Zgodnie z przewidywaniami, After Wola objęła prowadzenie już w 5 minucie. Ale odpowiedź gości przyszła szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał – najpierw wyrównali, a w 11 minucie popisali się przepięknym trafieniem z rzutu wolnego. 1:2 – i sensacja wisiała w powietrzu!
Do przerwy zespół z Woli zdołał jednak wyrównać, co bez wątpienia dodało im pewności siebie przed drugą odsłoną. Po zmianie stron lider pokazał, dlaczego znajduje się na szczycie tabeli – w ciągu kolejnych minut zdobył cztery bramki z rzędu, rozwiewając wszelkie nadzieje rywali. Wynik 6:2 praktycznie zamknął temat trzech punktów.
Virtualni Ń zdołali jeszcze zdobyć bramkę na otarcie łez i zmniejszyć rozmiary porażki do 3:6, jednak punktowo nie dało im to absolutnie nic. Ich sytuacja nadal jest trudna, choć... nie beznadziejna. Strata do szóstego miejsca to zaledwie dwa punkty – wszystko wciąż jest możliwe.
Podobnie zresztą na szczycie tabeli. After Wola utrzymuje pozycję lidera po 12. serii gier, ale musi mieć się na baczności – Tylko Zwycięstwo depcze im po piętach, a finisz sezonu zapowiada się pasjonująco.
W 12. kolejce 6. ligi doszło do niespodzianki. Warsaw Gunners FC, faworyci spotkania, zmierzyli się z zajmującym dolne rejony tabeli Inferno Team 2. Wszystko wskazywało na to, że drużyna z dołu stawki, mająca problemy kadrowe, będzie musiała uznać wyższość lepiej dysponowanego przeciwnika. Piłka bywa jednak przewrotna.
Od pierwszego gwizdka fenomenalną formę zaprezentował Wiktor Niemiec, który zdominował środek pola i szybko narzucił warunki gry. Już w 18. minucie, mimo zaledwie 6-osobowego składu, Inferno Team 2 prowadziło aż 5:0! Gunners odpowiedzieli jedynie trafieniem Arkadiusza Trwogi, ale do przerwy wynik był już druzgocący – 8:1 na korzyść Inferno.
Mimo zmęczenia i braku zmian, Inferno nie zwalniało tempa. W drugiej połowie duet Wiktor Niemiec – Dawid Palucha nadal wywierał ogromną presję na defensywę Gunners, zdobywając kolejne bramki. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 11:4. Warsaw Gunners przegrywają drugi mecz z rzędu i znacząco oddalają się od czołowej czwórki tabeli.
Tymczasem Inferno Team 2 zdobywa niezwykle cenne punkty, które mogą okazać się kluczowe w kontekście walki o utrzymanie. Pokazali serce, charakter i świetną grę mimo kadrowych problemów – i właśnie za to należą im się ogromne brawa.
W niedzielnym starciu dwóch ekip z dolnych rejonów 6. ligi, FC Popalone Styki podejmowały Green Lantern. Choć obie drużyny znajdowały się w strefie spadkowej, to forma gości z ostatnich tygodni wskazywała ich jako faworytów. Gospodarze musieli więc nastawić się na trudną przeprawę.
Początek meczu był wyrównany – z obu stron pojawiało się sporo prostych błędów, co przekładało się na brak klarownych sytuacji podbramkowych. Pierwsi do siatki trafili jednak gospodarze. Wysoko ustawiony bramkarz Green Lantern próbował rozegrać piłkę, ale jego niedokładne podanie przechwycił Konrad Dzięciołowski, który bez problemu skierował piłkę do pustej bramki. Stracony gol zmobilizował Latarników, którzy kilka minut później odpowiedzieli trafieniem Sebastiana Bartczuka po składnej akcji. Jeszcze przed przerwą goście mogli objąć prowadzenie – po faulu w polu karnym do "jedenastki" podszedł Adrian Rzepecki, jednak świetnie dysponowany Krzysztof Grabowski wyczuł jego intencje i obronił strzał, utrzymując wynik 1:1 do przerwy.
Po zmianie stron gospodarze ponownie objęli prowadzenie. Rafał Cygan odebrał piłkę ostatniemu obrońcy i po indywidualnym rajdzie pewnym strzałem pokonał bramkarza. Radość nie trwała jednak długo – Green Lantern w ciągu zaledwie dwóch minut (32. i 33.) odpowiedzieli dwoma trafieniami, przechylając szalę na swoją korzyść. Od tego momentu goście przejęli kontrolę nad spotkaniem – dłużej utrzymywali się przy piłce i dyktowali warunki gry. Mimo to, nie ustrzegli się błędów. Jeden z nich został wykorzystany przez gospodarzy, którzy doprowadzili do remisu. Wydawało się, że Popalone Styki zdołają w końcu przełamać złą passę i wywalczyć choć punkt. Jednak końcówka należała zdecydowanie do Latarników, którzy w ostatnich pięciu minutach dołożyli dwa gole i przypieczętowali zwycięstwo 5:3.
Dla FC Popalone Styki to już dziewiąty mecz z rzędu bez wygranej – ich sytuacja w tabeli robi się coraz bardziej dramatyczna. Z kolei Green Lantern, dzięki cennym trzem punktom, wydostają się ze strefy spadkowej. Jeśli utrzymają obecną formę, mogą być spokojni o utrzymanie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)