Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 6 Liga
Spotkanie pomiędzy Bad Boys, a Laissez Faire United to jest mecz o być albo nie być na tym poziomie rozgrywkowym. Obydwie drużyny mają szansę na utrzymanie i zwycięzca tego pojedynku zrobi bardzo duży krok w tym kierunku. Drużyna gospodarzy po serii trzech zwycięstw z rzędu jest bardzo bliska końcowego sukcesu. Ich przeciwnicy nie wygrywając w ostatnich kilku kolejkach znacznie utrudnili sobie pozostanie na tym poziomie rozgrywkowym. Dodatkowo stawili się tylko w pięcioosobowym składzie i obydwie drużyny zagrały o jednego zawodnika mniej. Już pierwsze fragmenty spotkania pokazały, że będzie to typowy mecz do jednej bramki. Po pierwszym kwadransie spotkania gospodarze prowadzili już 6-0 i takim właśnie wynikiem zakończyła się ta część spotkania. Gospodarze ponownie podkręcili tempo na samym początku drugiej połowy, dzięki czemu z biegiem czasu podwyższali wynik spotkania. Goście grając bez zmian całkowicie opadli z sił i nie byli się w stanie przeciwstawić dobrze dysponowanym przeciwnikom, którzy strzelali kolejne bramki. W ostatniej akcji spotkania po błędzie obrońcy gospodarzy udało im się w końcu pokonać bramkarza gości, ale przy straconych siedemnastu bramkach to małe pocieszenie. Finalnie mecz zakończył się zwycięstwem Bad Boysów 17-1, dzięki czemu właśnie ta ekipa zdołała się utrzymać na tym poziomie rozgrywkowym. Zawodnicy Laissez Faire United ponoszą kolejną porażkę, która sprawia, że w przyszłym sezonie będziemy ich oglądać ligę niżej.
Najbardziej bramkostrzelna drużyna szóstej ligi – FC Tartak gościła ekipę Cosmos United, która ma na swoim koncie najmniejsze straty w tej statystyce. Mecz zapowiadał się bardzo interesująco i taki się okazał. Od razu po pierwszym gwizdku każda z drużyn starała się zaskoczyć rywala. Zwykle dobrze funkcjonująca linia ofensywna gospodarzy miała tym razem problem z przedostaniem się przez blok defensywny rywala, oddając strzały zza linii pola karnego piłka często trafiała w słupek lub poprzeczkę, a jak już się udało przełamać obronę to dobrze interweniował bramkarz. Gościom gra układała się znacznie lepiej, skuteczna gra skrzydłami przynosiła efekty. Często stwarzana sytuacja bramkowa została dwukrotnie nagrodzona zmianą wyniku na korzyść gości, dzięki czemu na przerwę schodzili prowadząc 2:0. Druga połowa nie przyniosła nam zmian w stylu gry oby drużyn. Cały czas oglądaliśmy bardzo wyrównane spotkanie, którego końcowy wynik nie odzwierciedlał wydarzeń na boisku. Szybko zdobyta bramka kontaktowa nie przyniosła dalszej kanonady w wykonaniu Drwali, lecz szybko zmotywowała Cosmos do powiększenia przewagi. Tartak zdołał odpowiedzieć jeszcze tylko raz w ostatniej akcji meczu ostatecznie przegrywając 5:2. Porażka przesunęła niedawno liderującą drużynę na trzecią pozycją, a zwycięska drużyna gości awansowała na czwartą z trzy punktową przewagą nad piątą i szóstą ekipą.
Mecz na szczycie 6 ligi pomiędzy Lujwaffe Tarchomin, a Mobilisem. Gospodarze przystępowali do tego meczu w zdecydowanie lepszym nastroju, bo po ubiegłotygodniowym zwycięstwie. Goście natomiast w poprzedniej kolejce nie zdobyli punktów, co musiało mocno podrażnić ich ambicje. Od pierwszych momentów pojedynek był prowadzony w dość szybkim tempie z wieloma sytuacjami podbramkowymi. Niech o tym świadczy fakt, że po 180 sekundach rywalizacji mieliśmy wynik 1:1. Mimo wielu prób gospodarzy nie udało im się zdobyć gola do końca pierwszej połowy. Goście natomiast odpowiedzieli dwukrotnie i to oni schodzili na przerwę z dwubramkowym handicapem. Kilka chwil po przerwie gola kontaktowego zaliczył Wojciech Chajdys. Mimo szansy na doprowadzenie do wyrównania to Mobilis dołożył kolejne trafienie, a uczynił to konkretnie Rafał Duda. Zrobił to również Ireneusz Kowal i mieliśmy 2:5. W 40 minucie kolejny raz bramkarza przeciwników zaskoczył Chajdys. Od tego momentu gole zdobywali tylko gracze Mobilisu. Do końca meczu strzelili ich jeszcze aż 6 przypieczętowując bardzo ważne zwycięstwo, które spowodowało, że jedną nogą są już w 5 lidze i tylko kataklizm może sprawić, że nie znajdą się na podium na koniec sezonu. Lujwaffe tą porażką zaprzepaściło jakiekolwiek szanse do tego aby awansować, ale cały czas są w grze o to, aby 26 czerwca wystąpić w Pucharze Ligi Fanów.
CompatiBL przyjeżdżając na arenę Grenady jeszcze nie wiedział, że jeden z kandydatów do walki o złote medale przegrał swój mecz, a drugi bezpośredni rywal rozgrywał swój mecz boisko obok. Motywacji więc nie mogło zabraknąć, tym bardziej, że Miejskie Ziemniaczki można powiedzieć standardowo przyjechały na swój mecz w zaledwie 6 osób. Gospodarze po rozpoznaniu się w zaistniałej sytuacji rzucili się do gardeł swoim oponentom i szybko wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Najpierw Andrii Hrynda otworzył wynik spotkania, następnie supersnajper Aleksandr Volin podwyższył wynik. Następna faza meczu to rozgrywanie piłki przez zespół w białych trykotach chcąc jak najmocniej zmęczyć Miejskie Ziemniaczki, żeby w decydującej fazie zaatakować raz jeszcze. Ta sztuka po części się udała, bo przed przerwą Aleksandr Ivanov wyprowadził swój zespół na trzybramkowe prowadzenie. W drugiej połowie wydarzyło się coś, czego chyba nikt się nie spodziewał, a już na pewno nie cały zespół Compatiblu. Miejskie Ziemniaczki zaczęły skutecznie kontrować swoich rywali raz po raz stwarzając realne zagrożenie pod bramką Oleksandra Fedosiuka. Najpierw Paweł Białas, potem Konrad Konik zdobyli po bramce i w ekipie pretendentów do zdobycia mistrzostwa ligi zaczęło robić się nerwowo. W końcu znów udało się odskoczyć na dwie bramki przewagi, ale Ziemniaczki nie dawały za wygraną, swoją drugą bramkę zdobył Paweł Białas podłączając swój zespół do tlenu, jednak gospodarze szybko zwarli szyki i zdobyli dwie kolejne bramki. Na koniec po raz kolejny bramkę zdobył Paweł Białas, ale to było za mało, żeby pokonać CompatiBL. Dla zespołu zza wschodniej granicy to zwycięstwo może okazać się na wagę złota, nie powiemy, że mogą już obierać kurs na sklep z dobrym szampanem, ale na pewno powoli mogą zacząć o tym myśleć.
Mierna forma utrzymująca się od niemalże końca października zdawała się poważnie doskwierać ekipie Hiszpańskiego Galeonu. To właśnie wtedy odnieśli ostatnie zwycięstwo, pokonując w stosunku dwa do jednego drużynę Laissez Faire United, na Arenie Grenady. Tym razem przyszło im się zmierzyć z szóstym Slaviciem, który raczej pogodził się ze swoim brakiem szans na awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Rozprężenie w szykach defensywnych gospodarzy, poskutkowało aż czterema bramkami w pierwszej części spotkania. Jeżeli dodamy do tego kapitalną postawę Aleksandra Chylińskiego między słupkami, zobrazuje to nam absolutny poziom frustracji, gdyż piłkarze Slavicu walili głową w mur. W drugiej odsłonie tego widowiska mieliśmy natomiast już bardziej wyrównaną grę. Sygnał do odrabiania strat dało trafienie Krzysztofa Blankiewicza, którego kapitalnym podaniem odnalazł Maciej Beręsewicz. W odpowiedzi na gola kontaktowego Hiszpański Galeon podwyższył prowadzenie. Mimo tego faktu, dwa trafienia Huberta Markowicza ponownie wlały nadzieje w serca szóstej drużyny szóstej ligi. Niestety dla nich, po solowej akcji Macieja Kakowskiego, zawodnik gości potężnym strzałem z fałsza pokonał golkipera rywali, Mateusza Gołębiewskiego i wydarł jakiekolwiek szanse na chociażby zremisowanie w tym pojedynku. Porażkę Slavicu Warszawa należy traktować jako spore zaskoczenie, ale czerwonej latarni ligi nie można odbierać kapitalnego zaangażowania i odzierać z tego niebywałego sukcesu. Tym meczem pokazali, że w przyszłym sezonie na poziomie siódmej klasy rozgrywkowej, mogą stanowić o sile całej stawki. Z naszej strony należą się serdeczne gratulacje spowodowane niebywałym przełamaniem!
Spotkanie pomiędzy Bad Boys a Miejskimi Ziemniaczkami jest bardzo ważne dla obydwu drużyn, bo najprawdopodobniej jedna z nich pożegna się z tym poziomem rozgrywkowym i przyszły sezon rozpocznie poziom niżej. Małym faworytem tego spotkania byli gospodarze, którzy w czterech ostatnich meczach nie zaznali smaku porażki. Co innego muszą powiedzieć przeciwnicy, którzy na 12 możliwych punktów, nie zainkasowali ani jednego. Już pierwsza akcja tego spotkania dała prowadzenie gospodarzom, a chwilę później z rzutu wolnego podwyższyli prowadzenie. Nie zdeprymowały to gości, którzy po szybko straconych bramkach coraz częściej gościli w polu karnym przeciwników. Ich trudy zostały nagrodzone kilka minut później i po dwóch składnych akcjach doprowadzili do wyrównania. Chwilę potem gospodarze ponownie pokonali bramkarza rywali, ale ich odpowiedź była bardzo konkretna. Kolejne dwa celne trafienia i pierwszy raz zespół Miejskich Ziemniaczków wyszedł na prowadzenie. Niestety dla nich nie udało im się do przerwy utrzymać tego wyniku. W ostatniej sekundach pierwszej połowy meczu stracili bramkę i obydwie drużyny schodziły na przerwę z wynikiem remisowym. Pierwsze minuty drugiej połowy to wymiana ciosów z obydwu stron. Działo się tak aż do 40 minuty, kiedy to Bad Boysi wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Na kilka minut przed końcem spotkania rozmiary porażki zmniejszyli jeszcze goście, ale pomimo dużego naporu nie byli w stanie zdobyć bramki na wagę jednego punktu. Ostatecznie zespół Bad Boysów dosyć szczęśliwie pokonał Miejskie Ziemniaczki 8-7 i zrobił duży krok do utrzymania się w lidze. Ich przeciwnik zaprezentował się lepiej na tle rywali, ale z boiska schodził bez zdobyczy punktowej.
Najbardziej bramkostrzelna drużyna szóstej ligi – FC Tartak gościła ekipę Cosmos United, która ma na swoim koncie najmniejsze straty w tej statystyce. Mecz zapowiadał się bardzo interesująco i taki się okazał. Od razu po pierwszym gwizdku każda z drużyn starała się zaskoczyć rywala. Zwykle dobrze funkcjonująca linia ofensywna gospodarzy miała tym razem problem z przedostaniem się przez blok defensywny rywala, oddając strzały zza linii pola karnego piłka często trafiała w słupek lub poprzeczkę, a jak już się udało przełamać obronę to dobrze interweniował bramkarz. Gościom gra układała się znacznie lepiej, skuteczna gra skrzydłami przynosiła efekty. Często stwarzana sytuacja bramkowa została dwukrotnie nagrodzona zmianą wyniku na korzyść gości, dzięki czemu na przerwę schodzili prowadząc 2:0. Druga połowa nie przyniosła nam zmian w stylu gry oby drużyn. Cały czas oglądaliśmy bardzo wyrównane spotkanie, którego końcowy wynik nie odzwierciedlał wydarzeń na boisku. Szybko zdobyta bramka kontaktowa nie przyniosła dalszej kanonady w wykonaniu Drwali, lecz szybko zmotywowała Cosmos do powiększenia przewagi. Tartak zdołał odpowiedzieć jeszcze tylko raz w ostatniej akcji meczu ostatecznie przegrywając 5:2. Porażka przesunęła niedawno liderującą drużynę na trzecią pozycją, a zwycięska drużyna gości awansowała na czwartą z trzy punktową przewagą nad piątą i szóstą ekipą.
Mecz na szczycie 6 ligi pomiędzy Lujwaffe Tarchomin, a Mobilisem. Gospodarze przystępowali do tego meczu w zdecydowanie lepszym nastroju, bo po ubiegłotygodniowym zwycięstwie. Goście natomiast w poprzedniej kolejce nie zdobyli punktów, co musiało mocno podrażnić ich ambicje. Od pierwszych momentów pojedynek był prowadzony w dość szybkim tempie z wieloma sytuacjami podbramkowymi. Niech o tym świadczy fakt, że po 180 sekundach rywalizacji mieliśmy wynik 1:1. Mimo wielu prób gospodarzy nie udało im się zdobyć gola do końca pierwszej połowy. Goście natomiast odpowiedzieli dwukrotnie i to oni schodzili na przerwę z dwubramkowym handicapem. Kilka chwil po przerwie gola kontaktowego zaliczył Wojciech Chajdys. Mimo szansy na doprowadzenie do wyrównania to Mobilis dołożył kolejne trafienie, a uczynił to konkretnie Rafał Duda. Zrobił to również Ireneusz Kowal i mieliśmy 2:5. W 40 minucie kolejny raz bramkarza przeciwników zaskoczył Chajdys. Od tego momentu gole zdobywali tylko gracze Mobilisu. Do końca meczu strzelili ich jeszcze aż 6 przypieczętowując bardzo ważne zwycięstwo, które spowodowało, że jedną nogą są już w 5 lidze i tylko kataklizm może sprawić, że nie znajdą się na podium na koniec sezonu. Lujwaffe tą porażką zaprzepaściło jakiekolwiek szanse do tego aby awansować, ale cały czas są w grze o to, aby 26 czerwca wystąpić w Pucharze Ligi Fanów.
CompatiBL przyjeżdżając na arenę Grenady jeszcze nie wiedział, że jeden z kandydatów do walki o złote medale przegrał swój mecz, a drugi bezpośredni rywal rozgrywał swój mecz boisko obok. Motywacji więc nie mogło zabraknąć, tym bardziej, że Miejskie Ziemniaczki można powiedzieć standardowo przyjechały na swój mecz w zaledwie 6 osób. Gospodarze po rozpoznaniu się w zaistniałej sytuacji rzucili się do gardeł swoim oponentom i szybko wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Najpierw Andrii Hrynda otworzył wynik spotkania, następnie supersnajper Aleksandr Volin podwyższył wynik. Następna faza meczu to rozgrywanie piłki przez zespół w białych trykotach chcąc jak najmocniej zmęczyć Miejskie Ziemniaczki, żeby w decydującej fazie zaatakować raz jeszcze. Ta sztuka po części się udała, bo przed przerwą Aleksandr Ivanov wyprowadził swój zespół na trzybramkowe prowadzenie. W drugiej połowie wydarzyło się coś, czego chyba nikt się nie spodziewał, a już na pewno nie cały zespół Compatiblu. Miejskie Ziemniaczki zaczęły skutecznie kontrować swoich rywali raz po raz stwarzając realne zagrożenie pod bramką Oleksandra Fedosiuka. Najpierw Paweł Białas, potem Konrad Konik zdobyli po bramce i w ekipie pretendentów do zdobycia mistrzostwa ligi zaczęło robić się nerwowo. W końcu znów udało się odskoczyć na dwie bramki przewagi, ale Ziemniaczki nie dawały za wygraną, swoją drugą bramkę zdobył Paweł Białas podłączając swój zespół do tlenu, jednak gospodarze szybko zwarli szyki i zdobyli dwie kolejne bramki. Na koniec po raz kolejny bramkę zdobył Paweł Białas, ale to było za mało, żeby pokonać CompatiBL. Dla zespołu zza wschodniej granicy to zwycięstwo może okazać się na wagę złota, nie powiemy, że mogą już obierać kurs na sklep z dobrym szampanem, ale na pewno powoli mogą zacząć o tym myśleć.
Mierna forma utrzymująca się od niemalże końca października zdawała się poważnie doskwierać ekipie Hiszpańskiego Galeonu. To właśnie wtedy odnieśli ostatnie zwycięstwo, pokonując w stosunku dwa do jednego drużynę Laissez Faire United, na Arenie Grenady. Tym razem przyszło im się zmierzyć z szóstym Slaviciem, który raczej pogodził się ze swoim brakiem szans na awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Rozprężenie w szykach defensywnych gospodarzy, poskutkowało aż czterema bramkami w pierwszej części spotkania. Jeżeli dodamy do tego kapitalną postawę Aleksandra Chylińskiego między słupkami, zobrazuje to nam absolutny poziom frustracji, gdyż piłkarze Slavicu walili głową w mur. W drugiej odsłonie tego widowiska mieliśmy natomiast już bardziej wyrównaną grę. Sygnał do odrabiania strat dało trafienie Krzysztofa Blankiewicza, którego kapitalnym podaniem odnalazł Maciej Beręsewicz. W odpowiedzi na gola kontaktowego Hiszpański Galeon podwyższył prowadzenie. Mimo tego faktu, dwa trafienia Huberta Markowicza ponownie wlały nadzieje w serca szóstej drużyny szóstej ligi. Niestety dla nich, po solowej akcji Macieja Kakowskiego, zawodnik gości potężnym strzałem z fałsza pokonał golkipera rywali, Mateusza Gołębiewskiego i wydarł jakiekolwiek szanse na chociażby zremisowanie w tym pojedynku. Porażkę Slavicu Warszawa należy traktować jako spore zaskoczenie, ale czerwonej latarni ligi nie można odbierać kapitalnego zaangażowania i odzierać z tego niebywałego sukcesu. Tym meczem pokazali, że w przyszłym sezonie na poziomie siódmej klasy rozgrywkowej, mogą stanowić o sile całej stawki. Z naszej strony należą się serdeczne gratulacje spowodowane niebywałym przełamaniem!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)