Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 6 Liga
Drużyna FC Tartak pewnym krokiem zmierza w kierunku awansu do wyższego poziomu rozgrywkowego. Ostatnia kolejka pokazała jednak, że przeciwnicy będą starali się postawić trudne warunki aktualnemu liderowi ligi. Źli Chłopcy ostatni swój mecz zremisowali i żeby myśleć o spokojnym utrzymaniu się w lidze w każdym meczu muszą walczyć o pełną pulę. Dodatkowo pierwszy raz w tym sezonie stawili się w składzie, który na tą chwilę jest dla nich optymalny. Pomimo braków w składzie lepiej mecz rozpoczęli gospodarze, którzy już na początku meczu objęli prowadzenie. Kilka minut później do remisu doprowadzili rywale, jednak już w kolejnej akcji ponownie zawodnicy Lucu Kończala wyszli na prowadzenie. Ozdobą spotkania była kolejna bramka autorstwa Łukasza Łukasiewicza, który efektowną piętką wykończył akcję swojego zespołu. Chwilę później zawodnicy gospodarzy ponownie pokonali bramkarza gości i odskoczyli rywalom na trzy bramki. Tuż przed gwizdkiem oznaczającym koniec pierwszej połowy zawodnikom Bad Boysów udało się raz pokonać bramkarza rywali i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 4:2 dla gospodarzy. Początek drugiej połowy to lepsza gra zespołu gości, którzy zaczęli coraz częściej przejmować inicjatywę. Efektem tego były szybko strzelone trzy bramki, które doprowadziły do wyrównania. W końcowych minutach spotkania po raz kolejny wyżej rozstawiony zespół objął prowadzenie, ale tym razem bardzo szybko odpowiedzieli goście. Michał Podobas zdobył drugą bramkę w tym meczu i ustalił wynik spotkania na 5:5. Z przebiegu meczu rezultat bardzo sprawiedliwy, lecz obydwie drużyny nie do końca z niego zadowolone. FC Tartak pomimo straty punktów utrzymał fotel lidera, a nawet odskoczył rywalom na 1 punkt zostając samodzielnym liderem, natomiast Bad Boys zrobili mały kroczek do utrzymania się w szóstej lidze.
Ostatnia w tabeli 6 ligi drużyna Hiszpańskiego Galeonu grała przeciwko Laissez Faire United, które zajmuje ósmą lokatę. Pomimo faktu zajmowania końcowych pozycji oba zespoły zaprezentowały wysoki poziom, dzięki czemu oglądaliśmy ciekawe spotkanie. Laissez z powodu braku zmian grało z dużą rozwagą chcąc zachować siły na całość meczu, lecz nie poprzestali tylko na defensywie. Dzięki poszanowaniu piłki i dokładności podań wykorzystali swoją okazję strzelając bramkę i wygrywając pierwszą połowę 1:0. Grająca lekko chaotycznie w pierwszej części meczu ekipa Galeonu na początku dalszej rywalizacji uspokoiła swój styl gry. Dzięki zrozumieniu pomiędzy zawodnikami pokazało się zgranie i dokładność, co pozwoliło im wyrównać wynik. Do ostatniego gwizdka sędziego nie zobaczyliśmy już bramek. Dalej oglądaliśmy wyrównane starania dwóch drużyn chcących wyjść zwycięsko z tego spotkania. Remis lekko przybliżył oba zespoły do opuszczenia strefy spadkowej dzięki stracie punktów ekipy z siódmego miejsca. Teraz przed nimi mecze z drużynami, które zajmują dużo wyższe miejsce w tabeli i szansa na choćby podział punktów będzie mniejsza, lecz nie niemożliwa do osiągnięcia. Obu zespołom życzymy wytrwałości w dążeniu do swoich celów w tym sezonie i powodzenia w nadchodzących meczach.
Potknięcie Tartaku mogli wykorzystać zawodnicy Mobilisu i w przypadku wygranej nad CompatibL zostaliby samodzielnym liderem 6 ligi. Problem w tym, że dla rywali to był mecz za 6 punktów, bo w przypadku przegranej właśnie tyle dzieliłoby ich od Busiarzy. W pierwszym spotkaniu górą byli gospodarze i to oni również w rewanżu zaczęli lepiej. Mieli ze dwie dobre okazje do otwarcia wyniku, do tego jeszcze strzał w słupek oddał Alek Janiszewski i można było mieć odczucie, że bramka rywali była jak zaczarowana. O pierwszych minutach można śmiało napisać, że Mobilis przeważał, a CompatibL strzelał bramki. I to jak strzelał! Właściwie zawodnicy tej ekipy nie potrzebowali zbyt dużo czasu, by przetransportować piłkę ze swojej połowy pod bramkę rywala. Tak padła pierwsza bramka, kiedy to po szybkiej kontrze i dosłownie paru podaniach Vlad Yarmolenko obsłużył Yauheni Volina, a ten precyzyjnym strzałem pokonał Maxa Dubova. Drugi gol dla CompatibL to przede wszystkim błąd golkipera Mobilisu, który źle wybił piłkę, a Aleksandr Ivanov skrzętnie skorzystał z prezentu. Bramka na 3:0 i 4:0 to właściwie kopia pierwszego gola - 3-4 szybkie podania i precyzyjne wykończenie napastnika. A to wszystko działo się w przeciągu 11 minut! Mogło się wydawać, że po tych ciosach Mobilis może już się nie podnieść, ale ambitna gra przyniosła w końcu efekt. Gospodarzom udało się jeszcze w pierwszej części zdobyć swojego premierowego gola, choć okazji mieli znacznie więcej. Do przerwy 1:4. Po zmianie stron dość szybko udało się po raz drugi trafić do siatki za sprawą Ireneusza Kowala. CompatibL po skutecznym początku nieco spuścił z tonu, a przewagę zaczął osiągać Mobilis dążący do wyrównania. I o mały włos gospodarze zaliczyliby świetną remontadę. Na 12 minut przed końcem meczu, po drugiej bramce Ireneusza Kowala, Mobilis miał już tylko jedną bramkę straty (3:4). Remis stawał się coraz bardziej realny, ale na pięć minut przed końcem zawodnicy CompatibL – Vlad Yarmolenko i Artur Kustov zamknęli to spotkanie, zdobywając odpowiednio gole na 3:5 i 3:6. Mobilis stać już było tylko na odpowiedź Rafała Dudy na 4:6. W tej rywalizacji kluczowe było pierwsze 11 minut, kiedy to niewykorzystane sytuacje gospodarzy i skuteczność gości ustawiły przebieg całego pojedynku. To spotkanie zdecydowanie zasłużyło na miano meczu na szczycie, a dzięki wygranej gości, sprawa mistrzostwa wciąż pozostaje otwarta dla trzech ekip.
Cosmos United, który musiał wygrać to spotkanie, żeby myśleć wciąż o miejscu premiującym awansem do wyższej ligi, ale również żeby odskoczyć na 6 punktów Slavic Warszawa. Widać było w ekipie Salvadora De Fenixa dużo zaangażowania w ten mecz, akcje Cosmosu były szybkie, składne i ładne dla oka. Problem pojawiał się w momencie oddawania strzału. Te były notorycznie blokowane przez zawodników Slavica, bądź skutecznie interweniował bramkarz gości. A Slavic był niemal przeciwnością swojego oponenta. Ich akcje trwały krótko, gra się nie kleiła, ale mieli skuteczność. Wystarczył jeden odbiór piłki na połowie rywali Macieja Beręsewicza, który długo się nie zastanawiał, tylko pognał z piłką w kierunku bramki i pewnie pokonał bramkarza. Ten gol tylko podjudził Cosmos do jeszcze bardziej zdecydowanych ataków, ale tak jak wcześniej cały czas brakowało skuteczności. Slavic do przerwy schodził z jedną bramką zaliczki, co wydawało się zbyt małą różnicą na dobrze dysponowany zespół rywali. I tak jak można się było spodziewać, Cosmos w końcu zdobył bramkę, Jurij Martynowycz podszedł do podyktowanego chwile wcześniej rzutu wolnego i pewnym strzałem w długi róg pokonał bramkarza Slavica. Do końca meczu zostało dużo czasu, Slavic się raczej skupił na bronieniu, wydawało się, że Cosmos strzeli szybko jeszcze kilka bramek. Tak się jednak nie stało, można powiedzieć, że obrona Slavico Madryt wspięła się na wyżyny i jak klub z Madrytu obroną wygrywa większość meczów, tak i tutaj mieliśmy taki przykład. W końcówce zdobywca pierwszej bramki Maciej Beręsewicz wyszedł sam na sam z bramkarzem Cosmosu i zdobył bramkę, która zapewniła zwycięstwo jego zespołowi.
W meczu tych dwóch drużyn oglądaliśmy raczej jednostronny pojedynek. Być może to z uwagi na fakt, iż gospodarze zebrali jedynie podstawową szóstkę i to na chwilę przez pierwszym gwizdkiem arbitra tego spotkania – Artura Bębeńskiego. Na pierwszą bramkę w tym meczu nie musieliśmy długo czekać, już na początku spotkania po samodzielnej akcji drogę do bramki gospodarzy znalazł Wojciech Chajdys. Chwilę później poprawił Mikołaj Wysocki i mieliśmy 0:2. Choć zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki miał zespół LUJWAFFE Tarchomin to Miejskie Ziemniaczki dzielnie próbowały walczyć o czym świadczy wywalczona bramka kontaktowa Kuby Jarosza. Do przerwy jednak mieliśmy bezpieczny jak się wydawało wynik 1:3. Druga odsłona tego spotkania nadal przemawiała na korzyść Lujwaffe, którzy rozbijali obronę gospodarzy raz po razie. Kuba Jarosz próbował jeszcze gonić wynik strzelając bramkę z rzutu karnego ale goście nie dali wydrzeć sobie zwycięstwa z rąk dokładając jeszcze kilka wyjątkowej urody trafień z nóg Podgórskiego, Chajdysa oraz Mikołaja Wysockiego. Spotkanie skończyło się pewnym zwycięstwem gospodarzy 2:9. Miejskie Ziemniaczki czują oddech strefy spadkowej, a Lujwaffe Tarchomin znalazło się po tym miejscu na 4 miejscu z 7 punktami straty do lidera.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)