Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 5 Liga
Mecz wyrównany, może niezbyt obfitujący w gole, ale za to pełen imponujących akcji bramkowych - właśnie to zaserwowały nam drużyny Ajaksu i Lagi. Znacznie lepiej w to spotkanie weszli gospodarze, którzy między dziewiątą a dwunastą minutą wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Po jednym golu i asyście zanotowali w tym okresie Natan Czyżewski oraz Dominik Kossowski. Jednak ledwie minutę po trafieniu tego pierwszego wspaniałym uderzeniem z rzutu wolnego zewnętrzną częścią stopy popisał się Kamil Poulain, dając swojej ekipie upragniony kontakt.
Reszta pierwszej połowy upłynęła pod znakiem częstego grania górnych piłek, przez co żadna ze stron nie zdołała wykreować konkretu pod bramką rywala. W drugiej odsłonie, po wielu udanych interwencjach bramkarzy, nadszedł moment przełomowy. Przed szansą z rzutu karnego stanął Czyżewski, jednak jego intencje doskonale wyczuł Maciej Zajdel, broniąc „jedenastkę”. Jak mawia klasyk: „niewykorzystane sytuacje lubią się mścić”, i tak też los zadrwił z Ajaksu. Laga najpierw doprowadziła do wyrównania, a następnie wyszła na prowadzenie po golach Burasia i Muszyńskiego.
Gospodarze po dużym wysiłku zdołali jednak wyrównać, gdy Kamil Ostrowski wyłożył piłkę na pustą bramkę Czyżewskiemu. Choć Ajaks zapowiadał, że remis ich nie interesuje i zamierzają powalczyć o pełną pulę, nie zdołali już sforsować dobrze ustawionej defensywy Lagi i mecz zakończył się podziałem punktów.
Ten rezultat oznacza, że Laga Warszawa zremisowała już czwarte spotkanie z rzędu (!), a piąte w całej rundzie (!!). Na nieszczęście obu ekip górna część tabeli wciąż się oddala, a widmo walki o utrzymanie przez całą wiosnę staje się scenariuszem coraz bardziej realnym.
To spotkanie nie zdążyło się jeszcze dobrze rozkręcić, a już było niemal pewne, że okaże się meczem do jednej bramki. Już sam rzut oka na ławki rezerw pokazywał ogromną dysproporcję - gospodarze zdołali zmobilizować większość swoich zawodników, podczas gdy After Wola przyjechał zaledwie z dwoma zmiennikami. Sytuacja na boisku okazała się dla gości jeszcze bardziej dramatyczna. Nie minęło nawet pięć minut, a N2N prowadziło już 3:0 po dwóch trafieniach Wiktora Sląza i jednym golu Alexandru Budihalaxa.
Co ciekawe, w 10 minucie ekipa z Woli zdobyła gola, a potężnym strzałem z dystansu popisał się… bramkarz Jakub Czajka. Był to jednak jeden z niewielu pozytywnych momentów w grze gości, bo jeszcze przed przerwą stracili kolejne dwie bramki, zdobywając w tym czasie tylko jedną, i pierwsza połowa zakończyła się solidnym prowadzeniem N2N 5:2.
Po zmianie stron gospodarze błyskawicznie dołożyli następne trafienie i było już jasne, że tego dnia całkowicie dominują. W szeregach Na2Nóżkę panowała raczej rozluźniona atmosfera, ale zawodnicy w czarnych trykotach nie pozwolili sobie na nonszalancję i konsekwentnie dokładali kolejne gole. W 35 minucie ostatnie trafienie dla After Woli zdobył Przemysław Socik. Od tego momentu punktowali już tylko gospodarze, a licznik zatrzymał się na wyniku 13:3.
Na2Nóżkę zgarnęło łatwe, ale niezwykle ważne trzy punkty. Dla After Woli to wyraźny sygnał, że konieczne są zmiany w składzie, bo z taką frekwencją nie da się realnie nawiązać walki w 5. lidze.
W 5. lidze spotkały się dwie drużyny z samego końca tabeli - Warsaw Eagles i FC Dziki z Lasu 2. Obie miały po cztery punkty i zajmowały ostatnie miejsca, więc było to starcie o bardzo ważny komplet punktów, który mógł poprawić ich sytuację, nawet jeśli jeszcze nie wyciągał nikogo z dna tabeli.
Początek należał do Eagles. Już na starcie trafił Mikołaj Wysocki, a kilka minut później Konrad Szela podwyższył na 2:0. Jednak obraz meczu szybko się zmienił. Goście ruszyli z odpowiedzią. Gole Kajetana Jasińskiego i Maksa Sadkowskiego wyrównały wynik, a po chwili Mateusz Oleszczuk dał im prowadzenie. W niecałe dziesięć minut padło pięć bramek, więc tempo było naprawdę wysokie.
Końcówka pierwszej połowy znów należała do gospodarzy. Trzy szybkie trafienia, w tym kolejne autorstwa Konrada Szeli, dały Eagles prowadzenie 5:3 do przerwy. Wspomniany Konrad był w tej części meczu zdecydowanie kluczową postacią w ekipie Orłów.
Po zmianie stron Dziki szybko zdobyły gola na 5:4, ale… był to ich ostatni moment radości. Od tego czasu mecz całkowicie przejął Warsaw Eagles. Obrona zaczęła funkcjonować dużo pewniej, Karol Dębowski zanotował kilka dobrych interwencji, a goście przestali wykorzystywać swoje sytuacje. Z kolei gospodarze wkroczyli w najlepszą fazę spotkania. Mikołaj Wysocki ostatecznie zakończył mecz z pięcioma trafieniami, będąc absolutnym liderem drugiej połowy. Doskonale współpracował z Mateuszem Telakowcem, który regularnie dogrywał mu piłki i napędzał ataki.
Ostatecznie chłopaki wygrali 10:4. Rywale mieli moment, w którym wyglądało na to, że mogą powalczyć o coś więcej, ale druga połowa pokazała dużą przewagę Eagles, którzy grali dojrzalej, skuteczniej i lepiej wykorzystywali swoje okazje. Zwycięstwo pewne i w pełni zasłużone, choć wciąż pozostawiające im jeszcze sporo pracy nad sytuacją w tabeli.
Spotkanie kolejki w Lidze Fanów? Bardzo możliwe, że obejrzeliśmy je na sektorze B areny AWF. Faworyt i lider tabeli, Mareckie Wygi, podejmowały rozpędzony FC Kryształ Targówek. Początek jednak w ogóle nie zapowiadał wielkich emocji - drużyna z podwarszawskiej miejscowości szybko wyszła na bezpieczne, czterobramkowe prowadzenie, a goście mieli ogromne problemy z tworzeniem jakichkolwiek akcji. Dopiero około 13. minuty, przy wyniku 0:3, oddali pierwszy celny strzał na bramkę Mateusza Klefasa.
W końcu jednak inicjatywę przejęli zawodnicy z Targówka, napędzani przez duet Igor Ruciński – Kacper Kubiszer. Do przerwy udało im się zredukować większość strat i po pierwszej odsłonie Mareckie Wygi prowadziły już tylko 4:3.
Druga połowa przypominała pojedynek bokserów wagi ciężkiej, którzy niewzruszeni kolejnymi ciosami wciąż parli do przodu. Jeszcze dobrze nie przebrzmiał gwizdek rozpoczynający drugą połowę, a na tablicy widniało już 6:4. W drużynie gospodarzy błyszczeli Oleksandr Hutarov i Oleksandr Kuzmov, autorzy pierwszych sześciu z siedmiu bramek zespołu. Goście jednak za każdym razem odpowiadali błyskawicznie, natychmiast strzelając gole kontaktowe.
Najlepszą okazję, by odskoczyć na bezpieczne prowadzenie, gospodarze mieli w okolicach 40. minuty - najpierw trafili w słupek, później w poprzeczkę, po której piłka zatańczyła na linii bramkowej, aż w końcu Igor Zuchora wykorzystał grę w przewadze i podwyższył na 8:6.
Jak się potem okazało, było to ostatnie trafienie Mareckich Wyg. Duet Ruciński – Kubiszer ponownie przejął stery i w końcówce kompletnie zszokował liderów. Bramki wypracowane pressingiem i nieustępliwością w defensywie sprawiły, że dwubramkowa przewaga gospodarzy w ostatnich minutach zmieniła się najpierw w remis, a następnie w prowadzenie gości 8:9. Kulminacją historii tego meczu była kapitalna akcja Kacpra Kubiszera w ostatnich sekundach. Przechwycił niedokładnie rozegraną piłkę, pognał lewym skrzydłem i idealnym uderzeniem przy słupku ustalił wynik na 8:10.
Biorąc pod uwagę rosnącą z kolejki na kolejkę formę FC Kryształ Targówek, końcowy wynik może nie być aż tak wielką niespodzianką, jak sugerowała tabela. Emocje były jednak absolutnie gigantyczne, a całe widowisko to istny „must-watch” dla wszystkich fanów Ligi Fanów. Udanego seansu!
Mecz na szczycie 5. ligi od początku zapowiadał się emocjonująco, a rywalizacja FC Fenix z Tylko Zwycięstwem miała wyraźny ciężar gatunkowy - obie drużyny walczyły o czołowe lokaty. Początek należał do gospodarzy. Już w pierwszej minucie Maksim Surko otworzył wynik, a przez dłuższy czas gra była wyrównana, choć bez kolejnych trafień. Dopiero w końcówce pierwszej połowy do głosu doszedł Mykola Vietrienko, który najpierw podwyższył na 2:0, a chwilę później zdobył trzeciego gola, ustalając rezultat do przerwy na 3:0.
Goście źle weszli w mecz, ale po zmianie stron zaczęli odrabiać straty. Już na początku Bogusz Sordyl zdobył gola, a następnie Andrzej Morawski dołożył dwa kolejne trafienia. Tylko Zwycięstwo pokazało w tej fazie, że doświadczenie naprawdę robi różnicę. Drużyna grająca razem od lat, mająca za sobą występy nawet w Ekstraklasie, świetnie wyczuła moment i potrafiła odwrócić losy rywalizacji. Łukasz Walo dorzucił kolejną bramkę, a Morawski skompletował hat-tricka, dając swojej ekipie dwubramkowe prowadzenie.
FC Fenix nie zamierzał jednak składać broni i zdołał doprowadzić do wyrównania. Ostateczny cios należał jednak do Tylko Zwycięstwo. Ponownie Morawski znalazł drogę do siatki i ustalił wynik na 5:6. W końcówce gospodarze mieli sytuacje, by znów doprowadzić do remisu, lecz zabrakło skuteczności i goście dowieźli prowadzenie do końca, przeskakując Fenix w tabeli i wskakując na drugie miejsce.
To była prawdziwa lekcja cierpliwości i doświadczenia ze strony Tylko Zwycięstwo. Mimo bardzo słabej pierwszej połowy potrafili nie tylko wrócić do gry, ale też wykorzystać swoje atuty w kluczowych momentach, dzięki czemu zgarnęli niezwykle cenne trzy punkty.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)