Starcie Tylko Zwycięstwo z Warsaw Eagle okazało się jednym z najbardziej emocjonujących meczów tej kolejki. Choć faworytem przed spotkaniem byli gospodarze, to absencje dwóch kluczowych ofensywnych liderów – Andrzeja Morawskiego i Łukasza Walo – mocno odbiły się na ich grze, szczególnie w pierwszej połowie. Z kolei goście z Warsaw Eagle, mimo niedawnej porażki z Fenixem, od początku zagrali bardzo skoncentrowani, skuteczni i przede wszystkim bez kompleksów.
Do przerwy niespodziewanie to właśnie goście prowadzili aż 4:0, wykorzystując każdy błąd przeciwnika i pokazując dużą dyscyplinę w defensywie oraz skuteczność w ataku. Tylko Zwycięstwo wyglądało na zaskoczonych takim obrotem sprawy, a brak liderów w ofensywie był aż nadto widoczny – brakowało chłodnej głowy pod bramką i kreacji w środku pola.
Po zmianie stron gospodarze jednak pokazali, skąd wzięła się ich nazwa. Walczyli z determinacją, wrzucili wyższy bieg i zaczęli mozolnie odrabiać straty. Ich druga połowa była pełna pasji, agresywnego pressingu i szybkich ataków, które przyniosły aż sześć goli. Niestety dla nich – Warsaw Eagle odpowiedzieli trzema trafieniami, które ostatecznie zapewniły im zwycięstwo 7:6.
Mecz stał na bardzo wysokim poziomie intensywności i trzymał w napięciu do ostatnich sekund. Tylko Zwycięstwo może żałować przespanej pierwszej połowy, ale należą się im brawa za wolę walki i niemal udaną pogoń. Z kolei Warsaw Eagle pokazali, że potrafią zaskakiwać i z takim charakterem mogą powalczyć o coś więcej niż tylko utrzymanie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)