Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 3 Liga
Starcie FC Prykarpattii z Tonie Majami miało być potyczką drużyn, które wciąż szukały pierwszego zwycięstwa w tym sezonie. Oba zespoły miały na koncie po jednym punkcie i zdawały sobie sprawę, że kolejna strata może oznaczać poważne kłopoty w kontekście walki o utrzymanie. Zapowiadało się więc na mecz o dużym ciężarze gatunkowym — i faktycznie emocji nie brakowało.
Pierwsza połowa należała do Tonie Majami. Mimo że nie mieli żadnej zmiany, prezentowali się bardzo dojrzale, lepiej operowali piłką i potrafili kontrolować tempo gry. Prykarpattia próbowała odpowiadać szybkimi kontratakami, jednak skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. Goście dopięli swego — objęli prowadzenie 0:1 i utrzymali je do przerwy, grając bardzo rozważnie w defensywie.
Po zmianie stron sytuacja się odwróciła. Kontuzja Patryka Kamoli mocno osłabiła drużynę Tonie Majami, a gospodarze ruszyli z dużą energią. Strzelanie rozpoczął Ivan Pozaruk, a jego gol tylko rozbudził apetyty reszty zespołu. W krótkim czasie wynik zmienił się na 4:1 i wydawało się, że Prykarpattia ma mecz pod pełną kontrolą. Jednak wspomniany wcześniej Patryk Kamola, mimo kontuzji, wrócił na boisko — i wraz z kolegami pokazał niesamowity charakter. Tonie Majami nie złożyli broni, grali ambitnie do końca i zdołali odrobić straty. Kapitalną końcówkę rozegrał Jakub Sobczak, który zaliczył gola i dwie asysty, prowadząc swój zespół do efektownego powrotu.
Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 4:4 – i choć obie drużyny mogą czuć lekki niedosyt, trudno nie docenić ich determinacji i waleczności.
Już pierwsze minuty meczu pokazały, że goście z Vikersonn UA I przyjechali na AWF w znakomitej formie. Sygnał do ataku dał ich bramkarz Maksym Shur, który popisał się wyjątkowym trafieniem – potężny strzał z dystansu zaskoczył wszystkich i wpadł prosto do bramki. Gol na 0:1 był nie tylko efektowny, ale też stanowił początek pełnej dominacji gości.
Orzeły Stolicy nie zamierzały się jednak poddać. W pierwszej połowie potrafiły odpowiedzieć równie efektownie – Maciej Kiełpsz wykorzystał rzut wolny i fenomenalnym uderzeniem od poprzeczki doprowadził do remisu 1:1. To trafienie było prawdziwą ozdobą spotkania, ale nie ostatnim pięknym golem tego dnia. Vikersonn UA I zachowali spokój i konsekwencję. Ich przewaga w środku pola rosła z minuty na minutę – goście swobodnie wymieniali podania, grali szeroko i cierpliwie szukali okazji, aż w końcu zaczęli „odjeżdżać” z wynikiem. Piękne akcje kończyły się precyzyjnymi strzałami, a bramka Mykyty Bondarenko na 1:4 była kolejną wisienką na torcie – mocny strzał z dystansu, którego nie powstydziłby się żaden ligowy snajper.
W drugiej połowie Vikersonn kontrolowali wydarzenia od początku do końca. Grali z luzem, ale też z pełną odpowiedzialnością – każde podanie miało sens, każdy ruch był przemyślany. Orzeły Stolicy walczyły do ostatnich minut, jednak różnica klas była tego dnia wyraźna.
Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2:10, a goście potwierdzili, że są drużyną nie tylko skuteczną, ale i widowiskową. Strzały z dystansu, świetna organizacja gry i pewność w każdej formacji sprawiły, że był to prawdziwy pokaz piłkarskiej jakości w wykonaniu triumfatorów.
Prezentujący bardzo wysoką formę na początku sezonu zawodnicy GLK stanęli w ostatnią niedzielę przed prawdziwym testem umiejętności. Podejmowali bowiem niezwykle mocną mieszankę wciąż młodych, a już doświadczonych zawodników Warsaw Sinaloa. Od początku było jasne, że goście mają ogromną chrapkę na wskoczenie na podium, więc nikt nie miał wątpliwości, że mecz będzie bardzo zacięty.
Pierwsza połowa to jednak zaskakująco duża przewaga przyjezdnych, w szeregach których doskonale spisywał się Damian Kucharczyk. To właśnie jego nazwisko pojawiło się w statystyce strzelców, kiedy po dokładnym podaniu Rafała Złotego otworzył wynik spotkania w okolicach 10. minuty. Przez kolejne minuty gospodarze próbowali odrobić straty, jednak mimo kilku obiecujących sytuacji nie potrafili znaleźć sposobu, by w pierwszej odsłonie pokonać Artura Hermanna. Z kolei gracze Sinaloa byli coraz bardziej aktywni w ofensywie, czego efektem były piorunujące dwie minuty w wykonaniu Grzegorza Himkowskiego i Patryka Abbassiego. Wspomniani zawodnicy wpisali się – w tej właśnie kolejności – na listę strzelców, a swoją świetną dyspozycję potwierdził Kucharczyk, który asystował przy drugim trafieniu. Do przerwy goście prowadzili 0:3, co było sporym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę zbliżony potencjał obu drużyn.
Po zmianie stron gospodarze ożywili swoją grę, czego efektem była bramka Sławka Fariona na 1:3. Jednak zanim zdążyli się rozpędzić, ponownie dał o sobie znać Damian Kucharczyk, który po podaniu Patryka Abbassiego celnym strzałem pokonał Łukasza Trzpiołę, podwyższając wynik na 1:4. Przełamanie w pościgu za wynikiem nastąpiło na około dziesięć minut przed końcem meczu, gdy po podaniu Sławka Fariona gola na 2:4 zdobył popularny „Bąbel”. Chwilę później, w dość kuriozalny sposób, bramkę kontaktową dla rywali zdobył... Rafał Złoty, który raczej nie był zadowolony z faktu, że pokonał własnego bramkarza. Kiedy wydawało się, że gracze GLK są w stanie odwrócić losy meczu, świetną końcówkę zaliczyli goście. O swoim kunszcie strzeleckim przypomniał Mateusz Nejman, zdobywając gola na 3:5. Wynik spotkania, trafieniem na otarcie łez, ustalił Marcin Rumianowski, a mecz zakończył się ostatecznie rezultatem 4:5.
Dzięki cennym punktom gracze Warsaw Sinaloa wskoczyli na podium, a w górnej części tabeli zrobiło się naprawdę ciasno. Bezapelacyjnie zawodnikiem meczu został Damian Kucharczyk, który na swoim koncie zapisał dwa gole i dwie asysty – prawdziwy lider i architekt zwycięstwa Sinaloi.
Patrząc na zapowiedź, można się było spodziewać wyrównanego starcia sąsiadów w tabeli, w którym o końcowym wyniku zadecydują detale. Rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała te przewidywania. Deluxe Barbershop od pierwszego gwizdka wyglądał, jakby chciał wszystkim udowodnić, że miejsce w środku stawki to tylko chwilowy przystanek.
Już w 2. minucie Raul Mammadov otworzył wynik meczu, a chwilę później gospodarze dołożyli kolejne dwa trafienia, obejmując prowadzenie 3:0. Ich gra była poukładana, pewna i – co najważniejsze – skuteczna. FC Comeback próbował reagować: bramkę zdobył Volodymyr Yasinskyi, ale to nie wystarczyło, by zatrzymać rozpędzonych Azerów. Jeszcze przed przerwą Mammadov po raz kolejny wpisał się na listę strzelców, ustalając wynik pierwszej połowy na 4:1.
Po zmianie stron scenariusz nie uległ większej zmianie. Goście atakowali, ale ich próby skutecznie zatrzymywał znakomicie dysponowany Elgiz Alasgarli. Bramkarz Deluxe był tego dnia absolutnie nie do przejścia – bronił zarówno strzały z dystansu, jak i sytuacje sam na sam, kilkukrotnie ratując swój zespół w kluczowych momentach. To właśnie dzięki niemu przewaga gospodarzy nie tylko się utrzymała, ale jeszcze wzrosła. Choć końcowy wynik 9:4 sugeruje jednostronne widowisko, sama gra momentami była bardziej wyrównana. Różnica polegała jednak na skuteczności i organizacji w defensywie – w tych elementach Barberzy byli po prostu o klasę lepsi.
Świetna forma ofensywy i kapitalny występ między słupkami sprawiły, że gospodarze mogą z optymizmem patrzeć w przyszłość. A mając w bramce tak pewnego Elgiza Alasgarliego, mogą być spokojni o swoją defensywę – z taką obstawą aż chce się walczyć o miejsce na pudle.
W kolejnym meczu 3. ligi P.P.B Artel Husaria Mokotów podejmowała drugą drużynę Łowców. Oba zespoły prezentują nierówną formę i po trzech kolejkach żadna z drużyn nie mogła być zadowolona ze swojej dyspozycji na początku rundy. Husaria, po dwóch zwycięstwach, doznała porażki w starciu z Vikersonnem, natomiast goście rozpoczęli sezon jeszcze gorzej i na swoim koncie mieli zaledwie dwa punkty. Dla drużyn z tak dużymi aspiracjami to zdecydowanie wynik poniżej oczekiwań.
Niedzielne spotkanie zapowiadało się bardzo interesująco. Gospodarze wystąpili w swoim optymalnym składzie, natomiast Łowcy wzmocnili się zawodnikami z pierwszego zespołu. Od pierwszych minut widać było determinację po stronie graczy z Ukrainy, którzy szybko narzucili swój styl gry. Husaria natomiast, zmotywowana i prowadzona przez Tomasza Hubnera, chciała udowodnić, że potrafi rywalizować na wysokim poziomie.
Od początku gospodarze starali się grać z bramkarzem i długo rozgrywać piłkę, cierpliwie szukając drogi do bramki rywala. Po jednej z takich akcji to właśnie Husaria objęła prowadzenie 1:0 — po świetnym zagraniu piłki w środek pola i błędzie w ustawieniu gości bramkę zdobył Patryk Borowski. Niestety, wynik nie utrzymał się długo. Chwilę później swój piłkarski kunszt zaprezentował Denys Blank, szybko doprowadzając do remisu. Ten sam zawodnik jeszcze przed przerwą zdobył kolejne dwie bramki, a w końcówce pierwszej połowy czwartą bramkę dla Łowców dołożył Danylo Tkachuk. Do przerwy goście prowadzili 4:1.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie — to Łowcy dominowali. Denys Blank świetnie kierował grą swojego zespołu, rozgrywając piłkę i kreując wiele sytuacji pod bramką rywali, z których większość kończyła się strzeloną bramką. Husaria zdołała odpowiedzieć tylko raz, a mecz zakończył się wysokim zwycięstwem Łowców 11:2.
Porażka Husarii spowodowała spore przetasowania w ligowej tabeli. Gospodarze spadli do środka stawki, natomiast Łowcy, z dorobkiem pięciu punktów, tracą już tylko jedno oczko do czwartego miejsca. 3. liga w tym sezonie zapowiada się bardzo interesująco, a kolejne rozstrzygnięcia poznamy już w najbliższy weekend.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)