Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 7 Liga
Mecz Rodzina Soprano kontra Q-Ice Warszawa w 7. lidze okazał się jednym z najbardziej emocjonujących pojedynków tej kolejki. Choć gospodarze podchodzili do spotkania z wyższej pozycji w tabeli, to pierwsza połowa zdecydowanie nie poszła po ich myśli.
Początek był jednak obiecujący – Michał Dryński popisał się pięknym strzałem zza pola karnego, dając Soprano prowadzenie. Gra przez pierwsze minuty była wyrównana, obie drużyny stwarzały sytuacje i przez chwilę utrzymywał się remis 2:2. Końcówka pierwszej połowy należała jednak do Q-Ice. Vlad Yarmoliuk był bohaterem tej części – najpierw trafił na 2:3, a następnie podwyższył wynik na 2:4 przed zejściem do szatni.
Po przerwie zobaczyliśmy zupełnie inną Rodzinę Soprano. Gospodarze wrócili na murawę z ogromnym zaangażowaniem i pokazali zespołowy, ofensywny futbol. Szczególne brawa należą się Aleksandrowi Grabowskiemu – nominalnemu bramkarzowi, który tym razem zagrał w polu i zaskoczył wszystkich. Zdobył aż cztery gole i dołożył asystę, prowadząc drużynę do spektakularnego odwrócenia losów meczu. Q-Ice odpowiedziało tylko jednym trafieniem, które nie wystarczyło, by zatrzymać rozpędzonych gospodarzy.
Spotkanie zakończyło się wynikiem 6:5 dla Rodziny Soprano, która dzięki tej wygranej zapewniła sobie drugą pozycję w tabeli 7. ligi. Ich rywale muszą z kolei czekać do ostatniej serii gier, by zapewnić sobie pozostanie na tym poziomie rozgrywkowym.
FC Melange, choć już bez szans na medale, przystępował do meczu z Dnipro United z nadzieją na dobry wynik i kolejne punkty. Z kolei goście wciąż walczą o utrzymanie, więc ich determinacja do sięgnięcia po zwycięstwo była wyraźnie widoczna od pierwszych minut.
Od początku lepiej prezentowali się zawodnicy Andrzeja Barana – Dnipro zdominowało początek spotkania, a Melanż miał spore problemy z wyjściem z własnej połowy. Z tej przewagi gości padł pierwszy gol. Ekipa Łukasza Słowika w końcu się otrząsnęła i zaczęła lepiej funkcjonować na boisku. Sam kapitan doprowadził do wyrównania, a chwilę później, po bliźniaczej akcji, napastnik Melanżu wyprowadził zespół na prowadzenie 2:1. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo – rzut karny wykorzystany przez Dnipro dał wyrównanie. Ale i tym razem Melanż szybko odpowiedział – po dobrze rozegranym rzucie wolnym znów objął prowadzenie, 3:2. Takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa.
Po przerwie goście szybko uderzyli dwukrotnie i przejęli inicjatywę, wychodząc na prowadzenie. Z każdą minutą Melanż słabł fizycznie, choć wciąż próbował nawiązać walkę. Niestety, kolejne błędy w obronie i skuteczne kontry Dnipro przyniosły kolejne trafienia. Przy stanie 3:6 gospodarze jeszcze próbowali się poderwać – kapitalnym trafieniem popisał się Bartek Podobas, który dał zespołowi nadzieję. Jednak zamiast kontynuacji odrabiania strat, to Dnipro dołożyło dwie kolejne bramki i ustaliło wynik meczu na 4:8.
Melanż tym razem musiał uznać wyższość rywala, mimo momentami niezłej gry ofensywnej. Natomiast Dnipro zrealizowało cel, bo jest już pewne utrzymania w 7. lidze.
Nieprzyjemnie patrzy się na sytuację, w której tak uznana niegdyś marka jak ADP Wolska Ferajna ma problem, by zebrać skład na mecz z teoretycznie niżej notowanym rywalem. Niestety, właśnie z takim obrazkiem mieliśmy do czynienia w starciu Ferajny z KK Watahą Warszawa.
Wynik został otwarty bardzo szybko — Robert Malarowski wykorzystał dobre podanie Huberta Korzeniewskiego i dał prowadzenie gospodarzom. Trzy minuty później role się odwróciły: tym razem to Korzeniewski cieszył się z gola, a asystował mu Miłosz Czernecki.
Choć zawodnicy ADP potrafili zaprezentować się z dobrej strony w operowaniu piłką i klepce, nie potrafili przełożyć tej jakości na konkrety — czyli bramki. Gdy już udało się przełamać linię obrony Watahy, na ich drodze stawał Piotr Szwedo, który kilkukrotnie ratował swój zespół fenomenalnymi interwencjami. Przez kolejny kwadrans utrzymywał się wynik 2:0, ale później byliśmy świadkami gradobicia — sześć bramek w zaledwie cztery minuty, autorstwa m.in. Wolnego, Korzeniewskiego i Krysztosika. Na tablicy widniał wynik 7:1, a co istotne — „1” po stronie gości padło po samobójczym trafieniu Malarowskiego.
W drugiej połowie ADP zdecydowało się na grę z lotnym bramkarzem, chcąc w ten sposób poprawić płynność ofensywy. Pomysł ten na moment przyniósł efekty — po żółtej kartce dla Wojciecha Wolnego, gola zdobył... były golkiper z pierwszej połowy, Artur Baradziej-Szczęśniak.
Była to jednak tylko chwilowa zmiana narracji. Wkrótce wszystko wróciło do starego porządku — na listę strzelców wpisali się m.in. Woźniak i Kacperski, a Korzeniewski (6 goli i 4 asysty) oraz Czernecki (4 gole i 2 asysty) poprawiali swoje indywidualne statystyki w klasyfikacji kanadyjskiej. Mecz zakończył się pogromem — 16:2.
Upał, zmęczenie i brak perspektyw na odwrócenie losów spotkania sprawiły, że na prośbę ADP sędzia zakończył mecz kilka minut przed regulaminowym końcem. Wataha dzięki temu zwycięstwu zrównała się punktami z pokonanym rywalem i wyprzedziła go dzięki lepszemu bilansowi bezpośrednich spotkań. Niestety, strata do bezpiecznej strefy wciąż jest, a w finałowej serii gier będą mieli bardzo trudnego przeciwnika. Dlatego coś nam podpowiada, że ani im, ani ADP, nie uda się ostatecznie obronić 7. ligowego bytu.
O 11:00 na Arenie AWF spotkały się drużyny z 7. poziomu rozgrywkowego – Sante oraz Kresowia. Goście, przy potknięciach Saskiej Kępy i własnych zwycięstwach, wciąż mieli realne szanse na zakończenie sezonu na podium. Niestety, ten mecz okazał się znacznie trudniejszy, niż można było przypuszczać.
Pierwsza połowa była szarpana i zacięta. Wynik przez cały czas był na styku, ale to Kresowia musiała gonić Sante, które mimo braku swoich gwiazd radziło sobie zaskakująco dobrze.
Druga część spotkania wyglądała już inaczej. Choć walka trwała, mecz przestał być wyrównany. Kluczowy moment nastąpił, gdy jeden z zawodników Kresowii wybił piłkę ręką z linii bramkowej – sędzia pokazał czerwoną kartkę i wskazał na rzut karny. Niespodziewanie Piotr Wirbo nie wykorzystał rzutu karnego, jednak mimo tego pudła gra zaczęła toczyć się pod dyktando Sante.
Drużyna Danila Mikulicha włożyła wiele wysiłku i serca w grę, ale przez dziesięć minut musiała radzić sobie w osłabieniu – a to, w takim upale, było zadaniem niemal niewykonalnym. Gospodarze skrzętnie to wykorzystali i pewnie wypunktowali rywala, wygrywając ostatecznie 7:3.
Choć zwycięstwo Sante było zasłużone, nie da się ukryć, że czerwona kartka i gra w osłabieniu miały kluczowy wpływ na losy tego spotkania.
W 17. kolejce 7. ligi doszło do starcia, które śmiało można było określić mianem hitu rundy – trzecia w tabeli Saska Kępa podejmowała lidera rozgrywek, zespół Shot DJ. Dla gości był to mecz o wszystko – zwycięstwo gwarantowało im tytuł mistrzowski już na kolejkę przed końcem sezonu. Gospodarze, choć bez szans na końcowy triumf, nie zamierzali tanio sprzedać skóry i zapowiadali twardą walkę.
Spotkanie od pierwszego gwizdka toczyło się w niesamowitym tempie. Obie drużyny zaprezentowały ofensywny futbol, a kibice mogli oglądać dynamiczne akcje i sporo bramek. Już po kilkunastu minutach Shot DJ prowadził 1:4, potwierdzając swoją siłę rażenia. Saska Kępa nie złożyła jednak broni i jeszcze przed przerwą zdołała odrobić część strat, schodząc do szatni przy wyniku 3:5. Nadzieja na korzystny rezultat wciąż tliła się wśród gospodarzy.
Po zmianie stron emocji nie brakowało. Gra przenosiła się z jednej strony boiska na drugą, a piłka rzadko opuszczała połowę którejkolwiek z ekip. Ostatecznie jednak to ofensywa lidera przechyliła szalę zwycięstwa – Shot DJ wygrał 8:12, pieczętując tytuł w efektownym stylu. Na wyróżnienie zasłużyli zwłaszcza Denis Fenomeno, autor hat-tricka, oraz Alex Bamba, który czterokrotnie pokonywał bramkarza Saskiej Kępy. Ich skuteczność była kluczowa w tym widowisku.
Choć gospodarze przegrali, zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i udowodnili, że potrafią nawiązać walkę z najlepszymi. Shot DJ z kolei potwierdził, że nie bez powodu przez cały sezon utrzymywał pozycję lidera – doświadczenie, jakość i ofensywny styl gry sprawiły, że drużyna prowadzona przez francuskiego szkoleniowca mogła już po ostatnim gwizdku świętować zasłużone mistrzostwo.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)