Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: Ekstraklasa
W ostatnią niedzielę na warszawskim AWF-ie Tur Ochota zmierzył się z drużyną FC Otamany. Dla gospodarzy był to mecz ostatniej szansy na nawiązanie kontaktu z czołówką ligowej tabeli – i było to doskonale widać w ich zaangażowaniu od pierwszych minut spotkania. Po dwóch trafieniach Rosika Tur objął prowadzenie, a ich gra mogła się podobać.
Goście nie zamierzali jednak odpuszczać – nieustannie dążyli do zdobycia bramki kontaktowej. Najbliżej trafienia był, jak zwykle aktywny, Borys Ostapenko, ale dobrze dysponowany Sobolewski albo skutecznie interweniował, albo sprzyjało mu szczęście. W końcu jednak Otamany dopięły swego – na listę strzelców wpisał się Nievdakh.
Radość gości trwała jednak krótko, bo niemal natychmiast Rosik skompletował hat-tricka. To trafienie okazało się przełomowe – od tego momentu defensywa Tura Ochota zaczęła się sypać. Gospodarze popełniali coraz więcej błędów, zostawiali mnóstwo wolnej przestrzeni, co goście skrzętnie wykorzystywali. W ciągu kolejnych 20 minut Otamany zdobyli aż 7 bramek, nie tracąc przy tym żadnej, i w 35. minucie prowadzili już 8:3.
Tur próbował jeszcze odrabiać straty – dwukrotnie na listę strzelców wpisał się najlepszy w ich szeregach tego dnia Rafał Polakowski – ale nie wystarczyło to, by zatrzymać rozpędzonych rywali. Otamany odpowiedzieli kolejnymi trafieniami i zasłużenie zwyciężyli w tym widowiskowym starciu.
ALPAN ostatnio prezentował świetną formę i na Arenę AWF przyjechał z nadzieją na podtrzymanie passy meczów bez porażki. Ich rywal? Nie byle kto – lider Ekstraklasy, Gladiatorzy Eternis. Jesienią to ALPAN cieszył się ze zwycięstwa w bezpośrednim starciu, więc emocji można było się spodziewać od pierwszego gwizdka.
I rzeczywiście – początek meczu był jak z bajki dla gospodarzy. Już po 10 minutach prowadzili 3:0, a show skradł Adam Matejak – hat-trick w błyskawicznym tempie i totalna dominacja. Choć to Gladiatorzy prowadzili grę i dłużej utrzymywali się przy piłce, to ALPAN wykorzystywał każdą okazję do zabójczych kontr.
Jednak jeszcze przed przerwą Damian Górka odpalił tryb „ratownika” i w krótkim czasie ustrzelił klasycznego hat-tricka. Gladiatorzy złapali wiatr w żagle, dołożyli czwarte trafienie i do przerwy mieliśmy 4:4 – zapowiedź naprawdę wielkiego meczu.
Druga połowa? Tu już tylko jedną drużynę było stać na więcej. Gladiatorzy Eternis zagrali koncertowo. W ciągu 25 minut wbili aż 12 bramek (!), totalnie demolując defensywę ALPAN-u. Gospodarze odpowiedzieli tylko jednym golem, co wobec takiej ofensywnej nawałnicy było jedynie kosmetyką.
Mimo świetnego początku, ALPAN wraca na tarczy i żegna się z serią meczów bez porażki. Gladiatorzy Eternis potwierdzają natomiast, że nie bez powodu są liderem – druga połowa to był pokaz siły i mistrzowskiej jakości.
Po wysokiej porażce w swoim premierowym meczu na wiosnę z Otamanami, Esportivo Varsovia stanęło przed kolejnym wyzwaniem. W 11. kolejce ich rywalem był rozpędzony Explo Team. Drużyna, która najpierw sięgnęła po triumf w Pucharze Fanów, a w poprzedniej kolejce zremisowała z mocną ekipą EXC Mobile Ochota. Początek meczu był bardzo wyrównany, obie drużyny grały uważnie i szukały swoich szans w ataku pozycyjnym. Wynik otworzył Oskar Górecki, który precyzyjnym strzałem po krótkim słupku dał Explo Team prowadzenie. Esportivo nie kazało jednak długo czekać na odpowiedź, po cierpliwie rozegranej akcji ofensywnej i chwilowym uśpieniu obrony rywali Robert Dębski doprowadził do remisu. Pierwsza połowa była wyrównana, a klarownych sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo. Nic więc dziwnego, że do przerwy wynik 1:1 utrzymał się bez zmian.
Po zmianie stron to Esportivo Varsovia jako pierwsze zadało cios. Cztery minuty po wznowieniu gry efektownym strzałem zewnętrzną częścią stopy popisał się Grzegorz Kończyński, który "zerwał pajęczynę" z okienka bramki, wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie 2:1. Druga połowa toczyła się w podobnym rytmie jak pierwsza. Dużo walki, uważna gra i niewiele klarownych okazji na bramkę. Gdy wydawało się, że Esportivo dowiezie do końca swoje pierwsze zwycięstwo w sezonie, na cztery minuty przed końcem Jan Zapolski znalazł drogę do siatki i doprowadził do wyrównania. Mecz zakończył się remisem 2:2, który trzeba uznać za sprawiedliwy rezultat. Esportivo Varsovia dopisuje do swojego konta pierwszy punkt w sezonie. Explo Team natomiast konsekwentnie, krok po kroku, buduje swoją formę i punktowy dorobek, niezbędny w walce o utrzymanie w Ekstraklasie.
W Ekstraklasie spotkania te zawsze niosą ze sobą ogromne emocje, ale mecz Browarka z EXC Mobile zapowiadał się na trudną przeprawę dla zespołu Michała Sobieralskiego, zwłaszcza że gospodarze wystąpili tylko w meczowej szóstce. Ku zaskoczeniu wszystkich, Browarek radził sobie całkiem dobrze w pierwszej połowie. To on jako pierwszy wyszedł na prowadzenie, co zaskoczyło gości, którzy musieli szybko wziąć się do pracy. Damian Patoka i Janek Grzybowski próbowali odpowiedzieć w ataku, ale obrona Browarka była bardzo dobrze zorganizowana i przez dłuższy czas skutecznie odpierała ataki.
Gdy EXC Mobile wyrównało, gospodarze znów wyszli na prowadzenie, jednak zespół Sebastiana Dąbrowskiego napierał coraz mocniej. Goście nie tylko wyrównali, ale i wreszcie mieli gola zapasu. Gdy wydawało się, że wynik 2:3 będzie końcowym po pierwszej połowie, po rzucie rożnym Krzysiek Jabłoński niefortunnie interweniował i wpakował piłkę do własnej bramki. Po 25 minutach było 3:3, co stanowiło małą niespodzianką.
Po przerwie i męskiej rozmowie w szatni, EXC Mobile włączyło wyższy bieg. Karol Bienias, który w pierwszej połowie był mniej widoczny, zaczął się uaktywniać, szczególnie w ofensywie. Michał Kępka, który świetnie finalizował ataki, pomógł drużynie rozwiązać worek z bramkami. Drugie 25 minut to już dominacja gości, którzy po słabszym początku i remisie z Explo Team, zgarnęli cenne trzy punkty.
Contra, wciąż poszukująca pierwszych punktów w tym sezonie, w niedzielnym meczu podejmowała Ogień Bielany. Gospodarze tydzień wcześniej byli bardzo blisko przełamania złej passy, stawiając twarde warunki ekipie Alpanu. Tym razem jednak czekało ich równie trudne zadanie, starcie z drużyną aspirującą do miejsca w czołowej trójce Ekstraklasy.
Spotkanie rozpoczęło się zgodnie z przewidywaniami, to goście z Bielan szybko przejęli inicjatywę. Już w pierwszych minutach wynik otworzył Kacper Cetlin, który był prawdziwą zmorą defensywy Contry. Dziesięć minut później miał już na swoim koncie hat-tricka, a Ogień prowadził 3:0. Mimo słabego początku gospodarze nie spuszczali głów i starali się odpowiadać, konsekwentnie budując akcje ofensywne. Jednak długo nie mogli znaleźć sposobu na świetnie dysponowanego Szymona Świercza między słupkami.
Dopiero w końcówce pierwszej połowy udało im się przełamać. Dwie bramki w krótkim odstępie czasu pozwoliły złapać kontakt i dały nadzieję na walkę w drugiej części meczu. Do przerwy było 2:3, co zapowiadało emocjonującą drugą połowę.
Po zmianie stron podobnie jak w pierwszej połowie, to Ogień zaczął punktować jako pierwszy. Tym razem jednak zrobił to na tyle skutecznie, że odskoczył rywalom na cztery bramki. Gra zaczęła się otwierać, a obie drużyny nabrały tempa. Prawdziwy festiwal strzelecki rozpoczął się w okolicach 42. minuty, a od tego momentu gole padały średnio co półtorej minuty. Ogień Bielany był skuteczniejszy i zachował chłodną głowę w kluczowych momentach.
Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 10:6 dla gości. Zespół z Bielan dopisał kolejne cenne trzy punkty i wciąż naciska na znajdujących się na trzecim miejscu Otamanów. Contra, mimo ambitnej walki, nadal pozostaje bez punktu po 11 kolejkach.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)